Anna zawsze marzyła o karierze w wielkiej korporacji. Jako świeżo upieczona absolwentka ekonomii, z dyplomem w kieszeni i ambicjami sięgającymi gwiazd, przyjęła staż w prestiżowej firmie prawniczej w centrum miasta. Była to jej szansa na przełom – długie godziny, kawa o świcie i perspektywa awansu. Miała dwadzieścia cztery lata, smukłą sylwetkę, którą podkreślały dobrze skrojone garsonki, i burzę kasztanowych włosów, które związywała w schludny kok. Jej oczy, zielone jak letnie liście, zawsze emanowały entuzjazmem, a uśmiech ukrywał lekką niepewność debiutantki w świecie wielkich interesów.
Pierwszego dnia szef, pan Marek Nowak, przywitał ją w swoim biurze na ostatnim piętrze wieżowca. Był mężczyzną po czterdziestce, wysokim i atletycznie zbudowanym, z siwiejącymi skroniami i spojrzeniem, które mogło przeszywać na wylot. W garniturze szytym na miarę wyglądał jak uosobienie sukcesu – władczy, pewny siebie, z lekkim uśmieszkiem, który sugerował, że zna wszystkie sekrety świata biznesu. Anna poczuła lekki dreszcz, gdy uścisnął jej dłoń; jego uścisk był mocny, niemal dominujący, ale przypisała to po prostu autorytetowi przełożonego.
– Witaj w zespole, Aniu – powiedział ciepło, ale jego oczy na chwilę zatrzymały się na jej ustach. – Będziesz moją osobistą asystentką. Oczekuję dyskrecji i lojalności. To podstawa w tej branży.
Słowa te brzmiały niewinnie, ale Anna nie mogła pozbyć się wrażenia, że kryją coś więcej. Przez pierwsze tygodnie jej praca była rutynowa: sortowanie dokumentów, organizowanie spotkań, parzenie kawy. Biuro tętniło życiem – klikanie klawiatur, szum klimatyzacji, odległe rozmowy przez telefon. Ale wieczorami, gdy budynek pustoszał, Anna zostawała dłużej, archiwizując pliki w systemie. To właśnie wtedy natknęła się na coś, co zmieniło wszystko.
Pewnego deszczowego popołudnia, przeglądając poufne akta na komputerze szefa – miała hasło, bo pomagała przy raportach – otworzyła nieoznaczony folder. W środku znajdowały się e-maile, przelewy i skany dokumentów, które nie pozostawiały wątpliwości: firma prowadziła nielegalne interesy. Pranie pieniędzy przez fikcyjne kontrakty, łapówki dla urzędników, powiązania z podejrzanymi klientami z półświatka. Anna zamarła, jej serce biło jak oszalałe. Wiedziała, że to bomba – jeśli to wyjdzie na jaw, szefostwo pójdzie siedzieć, a ona… ona mogłaby być bohaterką, donosząc o tym. Ale co, jeśli ją w to wplączą? Była tylko stażystką, bez koneksji. Zamknęła folder drżącymi rękami, ale obraz tych plików wrył się w jej umysł.
Następnego dnia, po godzinach, gdy budynek opustoszał, pan Nowak wezwał ją do swojego gabinetu. Siedział za masywnym biurkiem z mahoniu, palce splecione, a na twarzy grymas, który nie wróżył nic dobrego.
– Aniu, usiądź – powiedział spokojnie, wskazując krzesło naprzeciwko. Jego głos był niski, opanowany, ale w powietrzu unosiło się napięcie, jak przed burzą.
Anna usiadła, jej spódnica zsunęła się lekko w górę, odsłaniając fragment uda, ale nie zauważyła tego. Serce waliło jej w piersi.
– Przejrzałaś mój prywatny folder. Widziałem logi dostępu.
Zamarła. Jak to możliwe? Próbowała zaprzeczyć, ale słowa uwięzły jej w gardle.
– Nie zaprzeczaj. Jesteś sprytna, ale nie dość ostrożna. Te dokumenty… gdyby trafiły w niepowołane ręce, zrujnowałyby wszystko. Ciebie też, bo jako moja asystentka byłabyś zamieszana.
– Ja… ja nie zamierzałam… – wyszeptała, czując, jak policzki jej płoną. – Proszę, panie Nowaku, nie zwalniaj mnie. To był przypadek.
Uśmiechnął się, ale nie był to miły uśmiech. Wstał i podszedł do niej, opierając dłonie o poręcze krzesła, zamykając ją w pułapce. Jego zapach – mieszanka drogiej wody kolońskiej i lekkiego dymu z cygara – otulił ją, budząc niepokój pomieszany z czymś dziwnym, nieznanym.
– Zwalniać cię? Och, Aniu, to byłoby zbyt proste. Masz dwa wyjścia: milczysz i niczego nie widzisz, albo… płacisz cenę za swoją ciekawość. Ale nie pieniędzmi. Tym, co masz najcenniejszego.
Jego oczy przesunęły się po jej ciele – od dekoltu bluzki, gdzie falowała się delikatnie z każdym oddechem, po nogi skrzyżowane nerwowo. Anna poczuła gorąco na skórze, jakby jego spojrzenie paliło. Co on ma na myśli? Milczenie brzmiało kusząco, ale wiedziała, że to pułapka.
– Co… co pan ma na myśli? – zapytała cicho, głosem drżącym jak liść na wietrze.
– Twoje ciało, Aniu. Będziesz moją. W biurze, w windzie, na parkingu. Pod moją kontrolą. Inaczej te pliki trafią do prokuratury, a ty… cóż, stracisz więcej niż pracę.
Słowa uderzyły ją jak policzek. Zdrada? Przecież miała narzeczonego, Tomka, który czekał w domu z kolacją. Ale strach paraliżował. Skinęła głową, nie mogąc uwierzyć w to, co robi.
– Dobrze – mruknął, prostując się. – Zaczniemy od razu. Zdejmij bluzkę.
Anna wstała wolno, palce drżały, gdy rozpinająca guziki. Materiał zsunął się z ramion, odsłaniając koronkową bieliznę – białą, prostą, kontrastującą z jej bladą skórą. Piersi unosiły się i opadały szybko, sutki stwardniały pod wpływem chłodu i strachu. Nowak patrzył, nie dotykając, ale jego oddech stał się głębszy.
– Piękna jesteś – powiedział, podchodząc bliżej. – Teraz na kolana.
Upadła na miękkie dywany biura, kolana zapadły się w plusz. Czuła się bezbronna, wystawiona na jego wzrok. On rozpiął spodnie, jego męskość wysunęła się – gruba, nabrzmiała, z żyłami pulsującymi pod skórą. Zapach męski, słony, uderzył w nozdrza Anny, gdy pochylił się, chwytając jej włosy.
– Otwórz usta, stażystko. Pokaż, jak cenna jest twoja milczenie.
Pierwszy kontakt był delikatny – czubek jego żołędzi musnął jej wargi, wilgotne od nerwów. Anna zamknęła oczy, otwierając usta posłusznie. Wsunął się powoli, wypełniając jej jamę ustną ciepłem i ciężarem. Smak był słony, lekko gorzki, z nutą potu. Jęknęła cicho, gdy pchnął głębiej, dotykając gardła. Jego dłoń zacisnęła się na jej karku, dyktując rytm – wolny na początku, budujący napięcie. Czuła, jak jej język pracuje wbrew sobie, owijając się wokół trzonu, ślizgając po gładkiej skórze. Dźwięki – mokre mlaskanie, jej stłumione westchnienia, jego ciężkie oddechy – wypełniły gabinet.
– Tak, dobrze… ssij mocniej – mruknął, głos chrapliwy. – Jesteś moją dziwką teraz, Aniu. Zapomnij o chłopaku. To ja decyduję.
Słowa paliły, ale rodziły w niej mroczne mrowienie w podbrzuszu. Było w tym upodlenie coś zakazanego, co budziło dreszcz. Po minucie przyspieszył, pchając brutalniej, aż łzy napłynęły jej do oczu. W końcu napiął się, gorący strumień zalał jej gardło – gorzki, lepki, zmuszając do połknięcia. Odsunął się, dysząc, a ona została na kolanach, z ustami wilgotnymi i obolałymi.
– To dopiero początek – powiedział, zapinając spodnie. – Jutro winda. I nie waż się spóźnić.
Następnego dnia Anna spędziła poranek w napięciu. Biuro huczało od rozmów, koledzy śmiali się przy ekspresie do kawy, a ona udawała normalność. Ale pod spódnicą jej skóra płonęła wspomnieniem. O piątej po południu, gdy większość wyszła, Nowak skinął na nią w korytarzu. Weszli do windy – pustej, metalowej skrzynki z lustrzanymi ścianami, które odbijały ich sylwetki. Drzwi zamknęły się z sykiem, a on nacisnął przycisk zatrzymania między piętrami.
– Zdejmij spódnicę – rozkazał cicho, ale stanowczo. – Chcę cię zobaczyć całą.
Anna zawahała się, serce łomotało. Winda była publiczna – każdy mógł wezwać, kamery mogły nagrywać. Ale jego spojrzenie nie znosiło sprzeciwu. Rozpięła zamek, materiał opadł na kostki, odsłaniając czarne pończochy z podwiązkami i stringi opinające krągłe biodra. Jej nogi drżały, skóra gęsiego od chłodu metalu za plecami.
– Obróć się, połóż ręce na ścianie – powiedział, podchodząc. Jego dłonie powędrowały po jej pośladkach, ściskając mocno, zostawiając czerwone ślady. – Taka grzeczna dziewczynka… ale dziś będziesz błagać.
Rozciągnął stringi na bok, palce musnęły wilgotne fałdy – była mokra, ku własnemu zaskoczeniu. Wsunął jeden palec, potem dwa, rozciągając ciasną wilgoć. Anna jęknęła, echo odbiło się od ścian. Zapach jej podniecenia zmieszał się z jego – słony, metaliczny. Pracował palcami rytmicznie, kciukiem krążąc wokół łechtaczki, która nabrzmiała jak perła.
– Lubisz to, co? – szepnął do ucha, przygryzając płatek. – Twoja cipka jest zdradziecka, Aniu. Mokra dla szefa, nie dla narzeczonego.
– Proszę… nie tutaj – wyszeptała, ale biodra uniosły się mimowolnie, witając jego dotyk. Czuła, jak orgazm buduje się powoli, fale gorąca rozlewające się po brzuchu.
Nagle drzwi windy zadrżały – ktoś wzywał na dole. Nowak roześmiał się cicho, nie przerywając. Wyciągnął palce, lśniące od jej soków, i wepchnął je w jej usta.
– Ssij. Smakuj siebie.
Posłusznie lizała, słony, kwaśny smak własnej pożądliwości na języku. Drzwi otworzyły się na chwilę, ale nikt nie wsiadł – fałszywy alarm. On rozpiął spodnie, jego penis znów twardy, głodny. Pchnął ją od tyłu, wchodząc jednym ruchem – gruby trzon rozciągnął ścianki, wypełniając do granic. Anna krzyknęła, dłońmi opierając się o lustro, widząc swoje zaczerwienione oblicze odbite obok jego triumfującego grymasu.
– Cicho, dziwko – warknął, pchając głęboko, biodra uderzające o jej pośladki z plaśnięciem. – Albo wszyscy usłyszą, jak pieprzę moją stażystkę.
Rytm był hardcore’owy – szybki, bezlitosny. Czuła każdy cal: pulsowanie w sobie, tarcie żołędzi o punkt G, ból mieszający się z rozkoszą. Jej sutki ocierały się o bluzkę, twarde jak kamyki. Zapach potu i seksu wypełnił windę, dźwięk – mokre klaskanie, jej stłumione jęki. Orgazm uderzył ją jak fala, mięśnie zacisnęły się wokół niego, a on nie przerywał, prolongując jej drżenie.
– Kurwa, jaka ciasna… – mruknął, przyspieszając. W końcu wyszedł, obrócił ją i spryskał brzuch – gorące krople na skórze, spływające leniwie.
– Ubierz się. Czeka nas jeszcze parking.
Anna ledwo stała na nogach, gdy winda zjechała na dół. Parking podziemny był słabo oświetlony, rzędy samochodów lśniły w półmroku. Nowak poprowadził ją do swojego czarnego SUV-a, zaparkowanego w rogu, z dala od wejścia. Wsiadli do tyłu – przestrzeń ciasna, pachnąca skórą i jego perfumami.
– Rozbierz się do naga – rozkazał, wyciągając telefon. – Nagrywam to. Dla twojego dobra. Żebyś pamiętała, komu służysz.
Kamera błysnęła czerwonym światełkiem. Anna zdjęła resztę ubrań, naga na skórzanej kanapie, skóra mrowiła od chłodu i wstydu. Jej ciało – smukłe, z krągłymi piersiami o różowych sutkach, płaskim brzuchem i zadbaną intymnością – było wystawione na widok. Czuła się jak w BDSM-sesji: bezbronna, zdominowana.
– Na czworaka. Pokaż mi dupę – powiedział, ustawiając kamerę. – Będziesz moją niewolnicą, Aniu. Zdradzisz tego swojego frajera dla mnie.
Ustawiła się, pośladki w górze, wilgoć spływająca po udach. On klęknął za nią, dłonie rozchyliły jej policzki. Językiem musnął odbyt – wilgotny, ciepły dotyk, budzący dreszcz obrzydzenia i podniecenia. Potem palec, natłuszczony jej sokami, wślizgnął się powoli, rozciągając ciasny pierścień. Bolało, ale bolało dobrze – progresywnie, z nutą rozkoszy.
– Lubisz anal, co? – szepnął, wsuwając się głębiej. – Twoja dupa jest moja.
– Ach… proszę, ostrożnie – jęknęła, ale biodra poruszyły się, zapraszając. Drugi palec dołączył, rozwierając ją, przygotowując. W końcu jego penis – twardy, śliski od lubrykantu, który wyjął z kieszeni – naparł na wejście. Wsunął się centymetr po centymetrze, palący rozciąganie mieszało się z pełnią. Anna krzyknęła, paznokcie wbijały się w skórę siedzenia.
– Kurwa, jaka ciasna dupa… – warknął, chwytając jej biodra. – Bierz to, szmato. Dla szefa.
Pchał mocno, hardcore’owo, wypełniając ją całkowicie. Czuła każdy detal: tarcie, pulsowanie, jego jądra uderzające o łechtaczkę. Kamera rejestrowała wszystko – jej jęki, pot perlisty na plecach, drżenie nóg. Zapach seksu był intensywny, zwierzęcy – pot, lubrykant, jej wilgoć. Orgazm nadszedł falami, analna rozkosz eksplodowała w niej, mięśnie ściskały go jak imadło.
– Tak, doj… – ryknął, wychodząc i kończąc na jej plecach – gorące strumienie, spływające leniwie.
Leżeli dysząc, on wyłączył kamerę. Anna poczuła łzy – mieszankę wstydu, zdrady i mrocznego spełnienia. „Co ja narobiłam?” – pomyślała, ale ciało wciąż drżało po orgazmach.
– Jesteś moja teraz – powiedział, całując jej kark. – Milcz, a dostaniesz więcej. Inaczej… no wiesz.
Wysiedli, ubrali się w ciszy. Anna wyszła na parking z nogami jak z waty, umysł wirujący. Wróciła do domu, do Tomka, który zapytał, dlaczego wygląda na zmęczoną. Uśmiechnęła się słabo, ale w głowie odtwarzała sceny – windę, biuro, parking. Szantaż trwał, a ona, ku własnemu przerażeniu, czekała na więcej. Czy doniesie? Czy podda się całkowicie? Napięcie wisiało w powietrzu jak obietnica następnego spotkania, następnej zdrady.