Córka sąsiada i ojciec chrzestny

Lato w małym miasteczku zawsze niosło ze sobą ciężki, lepki zapach skoszonej trawy i rozgrzanego asfaltu. Ola, dziewiętnastoletnia studentka pierwszego roku, spędzała wakacje u rodziców, w ich skromnym domu na obrzeżach. Była to dziewczyna o delikatnej urodzie, z długimi, kasztanowymi włosami opadającymi falami na ramiona, i ciałem, które dopiero co dojrzewało w pełną kobiecość – smukłym, ale z krągłościami w miejscach, gdzie liczyło się najbardziej: pełne piersi napięte pod cienkimi bluzkami, biodra kołyszące się naturalnie podczas spacerów i nogi, które wydawały się nieskończenie długie w krótkich spodenkach. Jej oczy, jasnoniebieskie i figlarne, skrywały ciekawość świata, której nie mogła zaspokoić na nudnych wykładach na uniwersytecie. Ale to lato miało być inne. Wszystko zaczęło się od niego – Marka, pięćdziesięcioletniego kumpla jej ojca, a właściwie jej ojca chrzestnego, choć nigdy nie traktowali tej relacji formalnie.

Marek był mężczyzną, który emanował autorytetem bez wysiłku. Wysoki, z szerokimi ramionami naznaczonymi latami pracy w warsztacie samochodowym, miał siwe pasma we włosach krótko przystrzyżonych i brodę, którą zapuszczał na weekendy. Jego dłonie, szorstkie i mocne, nosiły ślady oleju i narzędzi, a oczy – ciemne, przenikliwe – zdawały się widzieć więcej, niż mówiły. Ojciec Oli często żartował, że Marek to „ten, co zawsze ma wszystko pod kontrolą”, i w pewnym sensie miał rację. Sąsiadowali od lat; ich domy dzielił tylko płot, a Marek, wdowiec od dekady, mieszkał sam w przestronnym domu z piwnicą, którą przekształcił w warsztat. Ale Ola wiedziała, że pod tą fasadą kryje się coś więcej. Podsłuchiwała kiedyś rozmowy ojca z przyjaciółmi – o „tajemnicach Marka”, o jego „hobby”, które nie było warunkiem, lecz czymś mroczniejszym, zakazanym.

Pierwsze oznaki napięcia pojawiły się pod koniec czerwca. Ola wracała z jogi, spocona i rozgrzana, w obcisłych legginsach opinających jej uda i pośladki. Przechodząc obok domu Marka, zauważyła, jak drzwi garażu są uchylone. Zatrzymała się, udając, że szuka czegoś w torebce. Z wnętrza dobiegał dźwięk metalu – brzęk łańcuchów? – i niski, gardłowy śmiech. Wyjrzała dyskretnie i zobaczyła go: Marka, w luźnej koszulce przylegającej do muskularnego torsu, jak układa coś na stole warsztatowym. Obok leżały kajdanki – błyszczące, stalowe, z czerwonymi poduszkami na nadgarstki. Serce Oli zabiło szybciej. To nie były narzędzia majsterkowicza. Poczuła dreszcz, nie strach, ale coś innego – ciepło rozlewające się po brzuchu, jakby jej ciało budziło się do życia na widok tej surowej siły.

– Hej, Ola! – zawołał nagle, wyprostowując się. Jego głos był głęboki, z lekkim akcentem, który dodawał mu męskości. Odwróciła się gwałtownie, rumieniąc policzki.

– Cześć, chrzestny… To znaczy, Marku. Nie chciałam podsłuchiwać.

Uśmiechnął się, podchodząc bliżej. Zapach jego potu zmieszany z olejem dotarł do niej – ziemisty, męski, budzący instynkty.

– Podsłuchiwać? W moim garażu? Jesteś za duża na takie zabawy, mała. – Jego oczy przesunęły się po jej ciele, zatrzymując na dekolcie, gdzie krople potu lśniły na skórze. – Ale wyglądasz… dojrzalej niż ostatnim razem.

Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie od podtekstu. Ola poczuła, jak sutki twardnieją pod stanikiem, a między nogami budzi się wilgotne ciepło. To było tabu – on był przyjacielem ojca, starszy o trzydzieści lat, a ona ledwie weszła w dorosłość. Ale właśnie to pociągało. Od tamtego dnia zaczęła go prowokować: machanie ręką przez płot, krótkie rozmowy przy kawie, które przeciągała, dotykając jego ramienia niby przypadkiem. On odpowiadał spokojem, ale w jego spojrzeniu czaiła się obietnica.

Dwa tygodnie później, podczas pikniku u sąsiadów, napięcie eksplodowało. Ojciec Oli piwskował z kumplami, a ona siedziała na huśtawce w ogrodzie, w lekkiej sukience na ramiączkach, która ledwie zakrywała uda. Marek pojawił się z tacą napojów, siadając obok. Ich kolana musnęły się przypadkiem – iskra przebiegła przez jej ciało.

– Wiesz, Ola – powiedział cicho, nachylając się – twój ojciec mówił, że jesteś ciekawa świata. Ale niektóre światy nie są dla nastolatek.

– Mam dziewiętnaście lat – odparła, unosząc podbródek. Jej głos drżał lekko, ale oczy błyszczały wyzwaniem. – I nie jestem już nastolatką. Chcę zobaczyć, co chowasz w tej piwnicy.

Milczał chwilę, a potem wstał, rzucając: – Jeśli naprawdę chcesz, przyjdź jutro wieczorem. Sama. Ale pamiętaj: raz wejdziesz, nie wyjdziesz taka sama.

Tej nocy Ola nie spała. Leżała w łóżku, dotykając siebie pod kołdrą, wyobrażając jego ręce na jej ciele – szorstkie, dominujące. Palce ślizgały się po wilgotnych fałdach, a ona gryzła wargę, by nie jęknąć głośno. To był pierwszy raz, kiedy myślała o kimś starszym w ten sposób, o kimś, kto mógłby ją złamać i poskładać na nowo.

Następnego wieczoru, gdy rodzice wyszli na kolację do znajomych, Ola ubrała się prowokująco: czarna, obcisła sukienka podkreślająca krągłości, bez bielizny pod spodem. Serce waliło jej jak młot, gdy pukała do drzwi Marka. Otworzył natychmiast, jakby czekał. W garniturze – rzadki widok – wyglądał jak drapieżnik.

– Wejdź – mruknął, zamykając drzwi. Dom był cichy, pachnący dymem z kominka. Zaprowadził ją do salonu, gdzie na stole stał kieliszek wina.

– Dlaczego ja? – zapytała, siadając na kanapie. Jej nogi drżały, a sutki stwardniały od chłodu i podniecenia.

– Bo jesteś jak ja w młodości – odparł, siadając blisko. Jego dłoń musnęła jej kolano, sending dreszcz w górę kręgosłupa. – Ciekawa, głodna. Ale ostrzegałem: to nie bajka.

Rozmawiali godzinę – o jej nudnym życiu, o jego samotności po śmierci żony, o pragnieniach, które ukrywał. Ola czuła, jak napięcie rośnie; jego zapach, ciepło ciała, subtelne dotyki. W końcu wstał i powiedział:

– Chcesz zobaczyć piwnicę?

Skinęła głową, choć strach mieszał się z pożądaniem. Schodzili po wąskich schodach; powietrze stało się chłodniejsze, wilgotne, z nutą skóry i metalu. Piwnica była przestronna, oświetlona czerwonymi lampami. Ściany pokrywały regały z zabawkami: baty, pejcze, kajdanki, wibratory o kształtach, których nie znała, łańcuchy zwisające z sufitu jak pajęczyna. W rogu stał skórzany stół z klamrami, a obok – krzyż z metalowymi uchwytami.

– To mój świat – powiedział, stając za nią. Jego oddech owiał jej kark. – BDSM. Dominacja. Bondage. Wszystko, co zakazane.

Ola odwróciła się, patrząc mu w oczy. – Naucz mnie.

Uśmiechnął się drapieżnie. – Najpierw zasady. Słowo bezpieczne: „czerwony”. Użyj, jeśli nie dasz rady. Inaczej… poddajesz się całkowicie.

Pokiwała głową, a on podszedł bliżej, zdejmując jej sukienkę powoli, centymetr po centymetrze. Skóra najeżyła się od chłodu i dotyku. Stała naga przed nim – jej piersi unosiły się z szybkim oddechem, różowe sutki sterczały, a między nogami wilgoć lśniła na gładko ogolonej cipce. Marek zdjął koszulę, odsłaniając umięśniony tors z bliznami – śladami dawnych zabaw? – i spodnie, ukazując kutasa, który już półtwardy unosił się groźnie: gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą jak grzybek.

– Na kolana – rozkazał cicho, ale stanowczo.

Uklękła, czując chłód betonu pod skórą. Jej ręce drżały, gdy dotknęła jego uda. Zapach jego męskości – słony, pierwotny – wypełnił nozdrza.

– Ssij – powiedział, chwytając ją za włosy.

Ola otworzyła usta, biorąc go powoli. Język przesunął się po żyle biegnącej wzdłuż trzonu, smakując słoną preejakulat. Kutas wypełnił jej usta, rozciągając wargi; ssała delikatnie, a on jęknął nisko, pchając głębiej. Gardło zacisnęło się, łzy napłynęły do oczu, ale podniecenie rosło – jej cipka pulsowała, sok spływał po udach.

– Dobra dziewczynka – mruknął, wyciągając się. – Ale to dopiero początek.

Podniósł ją, prowadząc do stołu. Położył na brzuchu, skóra zapiszczała na skórze. Kajdanki zamknęły się na nadgarstkach i kostkach – zimny metal wpił się lekko, unieruchamiając. Czuła się bezbronna, wystawiona, a jej tyłek unosił się kusząco.

– Pierwszy raz? – zapytał, głaszcząc jej plecy.

– Tak… – wyszeptała, drżąc.

– To będzie bolało, ale będziesz błagać o więcej.

Pierwszy pejcz – skórzany, elastyczny – musnął jej pośladki lekko, jak pieszczota. Potem удар: świst powietrza, potem palący ból rozlewający się po skórze. Krzyknęła, ale to nie był krzyk bólu – mieszanka ognia i rozkoszy. Pejcz lądował raz po raz: na udach, na plecach, na cipce, gdzie każdy cios wysyłał fale podniecenia do łechtaczki. Skóra czerwieniała, pulsowała; zapach jej podniecenia mieszał się z ozonem bicza.

– Boli? – zapytał, zatrzymując się.

– Nie… kontynuuj – jęknęła.

– Wulgarna suczko – powiedział, głosem pełnym pożądania. Teraz wulgarność wdarła się naturalnie, jak część gry. – Chcesz, żebym cię zerżnął jak dziwkę?

– Tak, chrzestny… Pieprz mnie mocno.

Rozpiął kajdanki na nogach, rozchylając jej uda. Jego palce wślizgnęły się w wilgotną szparkę – dwa, potem trzy, rozciągając ścianki, masując punkt G. Ola wiła się, biodra uniosły się błagalnie. Wsunął kutasa powoli: główka rozsunęła wargi sromowe, trzon wypełnił ją centymetr po centymetrze, docierając do macicy. Czuła każdy cal – żylaste wypustki ocierające się o wrażliwe ścianki, fullness rozlewające się po brzuchu.

– Kurwa, jaka ciasna – warknął, zaczynając ruchy. Powolne pchnięcia budowały rytm; jej cipka ssała go, mleko soków spływało po jajach. Potem przyspieszył – hardcore, brutalne, podniecające. Dźwięk klaskających ciał, jej jęki, jego sapanie wypełniły piwnicę. Chwycił pejcz i smagnął jej tyłek w rytm, ból mieszał się z ekstazą.

– Głębiej! – błagała, paznokcie drapiące stół. – Jesteś moim panem…

Zmienił pozycję: podniósł ją, kajdanki dyndały, i przykuł do krzyża. Stała rozkraczona, cipka ociekająca. Wsunął się od tyłu, jedną ręką ściskając pierś, palcami szczypiąc sutek do bólu. Druga ręka znalazła łechtaczkę, masując okrężnie. Orgazm nadchodził falami – napięcie w podbrzuszu, skurcze mięśni, eksplozja rozkoszy, która sprawiła, że krzyknęła jego imię.

– Cum dla mnie, mała dziwko – ryknął, pompując szybciej. Jego jaja napięły się, a potem wypełnił ją gorącym nasieniem – strumień za strumieniem, spływające po udach.

Opadli na podłogę, dysząc. Marek odpiął kajdanki, masując jej nadgarstki delikatnie. – Jesteś niesamowita – szepnął, całując siniaki.

Ola uśmiechnęła się słabo, ciało wciąż drżące. – To dopiero pierwszy raz. Chcę więcej.

Tej nocy wyszła z jego domu z nogami jak z waty, ale serce pełne ognia. Piwnica stała się ich tajemnicą – cotygodniowe spotkania, gdzie tabu stawało się rzeczywistością. Marek wprowadzał ją głębiej: wibratory wbijane w tyłek, bondage z linami opinającymi piersi, pejcz na cipce aż do łez rozkoszy. Dialogi stawały się coraz wulgarniejsze – „Ssij mojego kutasa, suko” mieszało się z „Kocham, jak mnie dominujesz, tatusiu” – budując emocjonalną więź w tym mrocznym tańcu.

Lato kończyło się, ale ich gra nie. Ola wiedziała, że to zakazane, ryzykowne – ojciec mógł się dowiedzieć. Ale właśnie to paliło. Ostatniej nocy, w piwnicy, przykuł ją do stołu i pieprzył godzinami, pejczem znakując skórę jako swoją. Kiedy cumował w jej usta, połykając słony smak, pomyślała: to mój świat teraz. I nie zamierzała z niego wyjść.