W neonowych blaskach gasnącego klubu nocnego unosił się jeszcze zapach potu, perfum i dymu z maszyny do sztucznej mgły. Była druga w nocy, a „Nocny Impuls” – ten obskurny przybytek na obrzeżach miasta – wreszcie zamykał podwoje. Muzyka ucichła, pozostawiając tylko echo basów dudniących w ścianach jak odległe bicie serca. Ostatni klienci, chwiejący się na nogach po nadmiarze alkoholu, dawno wyszli, zabierając ze sobą resztki euforii. Teraz klub należał tylko do tych, którzy go strzegli: trzech rosłych ochroniarzy i jednej tancerki, która właśnie kończyła swój shift.
Ona nazywała się Lena. Długie, czarne włosy opadały kaskadami na jej plecy, a ciało – smukłe, ale krągłe w tych miejscach, które przyciągały wzrok – było naznaczone godzinami tańca na scenie. Miała dwadzieścia osiem lat i skórę oliwkową, która lśniła pod warstwą olejku nałożonego przed występem. Dziś tańczyła w koronkowej bieliźnie, która ledwie kryła jej pełne piersi i zgrabny tyłek, a wysokie szpilki podkreślały długie nogi. Ale pod tą fasadą prowokacji kryła się zmęczona dusza – dziewczyna z długami, która wybrała ten zawód, bo inne drzwi były zamknięte.
Ochroniarze – Marek, wysoki blondyn o ramionach jak kowalskie młoty; Tomek, krzepki brunet z tatuażami pokrywającymi tors; i Kuba, najstarszy, z siwiejącymi skroniami i uśmiechem, który mówił „wiem, co lubię” – stali przy barze, popijając piwo po zakończonej zmianie. Byli jej stałymi „obserwatorkami”; nie raz ratowali ją przed nachalnymi klientami, a ich spojrzenia, te ciężkie, pożądliwe spojrzenia, zawsze krążyły wokół niej podczas występów. Dziś, po zamknięciu, powietrze gęstniało od niewypowiedzianego napięcia. Rozliczenie – tak to nazywali. Nie pieniądze, choć Lena miała zaległości w napiwkach podzielonych z ochroną. To było coś więcej: pakt, który narodził się miesiące temu, gdy po jednym z występów alkohol puścił hamulce.
Lena zeszła ze sceny, jej biodra kołyszące się w rytmie, który stał się nawykiem. Szpilki zastukały po lśniącej podłodze, a jej serce biło szybciej niż basy przed chwilą. Wiedziała, co ich czeka. „Rozliczenie” – słowo, które brzmiało niewinnie, ale niosło obietnicę czegoś dzikiego, coś, co paliło w niej od środka. Podniecenie mieszało się ze strachem; była tu sama z nimi, w pustym klubie, gdzie jedynymi świadkami były migoczące światła rampy i zapomniane butelki na podłodze.
– Hej, chłopaki – powiedziała cicho, podchodząc do baru. Jej głos był miękki, z lekkim drżeniem, które zdradzało, że wie, co nadchodzi. – Klub pusty. Czas na… interesy.
Marek uniósł brew, odstawiając kufel. Jego oczy, błękitne i drapieżne, przesunęły się po jej ciele, zatrzymując na dekolcie, gdzie koronkowa bielizna ledwie powstrzymywała krągłości.
– Interesy? – powtórzył z uśmiechem, który nie sięgał oczu. – Myślisz, że zapomnieliśmy o tych zaległych napiwkach, Leno?
Tomek roześmiał się nisko, gardłowo, a Kuba tylko kiwnął głową, wyciągając z kieszeni paczkę papierosów. Zapalił jednego, dmuchając dym w jej stronę. Zapach tytoniu zmieszał się z jej olejkiem – słodkim, waniliowym – tworząc aurę, która gęstniała z każdą sekundą.
– Wiesz, jak to działa – mruknął Kuba, jego głos szorstki jak papier ścierny. – Po zamknięciu, na scenie. Rozliczamy się sprawiedliwie.
Lena przełknęła ślinę. Czuła, jak jej skóra mrowi, a sutki twardnieją pod koronką, reagując na chłód pustego klubu i na ich spojrzenia. To nie był pierwszy raz, ale za każdym razem napięcie budowało się wolniej, kusząco. Kiwnęła głową i ruszyła w stronę sceny, czując ich kroki za sobą. Scena – podwyższona platforma z rurą taneczną pośrodku – była oświetlona jeszcze słabym światłem reflektorów, rzucającym długie cienie. Podłoga kleiła się lekko od rozlanego alkoholu, a w powietrzu unosił się zapach potu z wieczornego tłumu.
Weszli na scenę razem. Lena zatrzymała się przy rurze, obracając się powoli, jej dłonie muskające metal, chłodny i gładki pod palcami. To był jej teren, ale dziś role się odwracały. Ochroniarze otoczyli ją luźnym kręgiem, ich ciała masywne, emanujące ciepłem i siłą. Marek podszedł pierwszy, jego duża dłoń dotknęła jej ramienia – delikatnie, ale stanowczo, przesuwając się w dół, po krzywiznie biodra.
– Zdejmij to – powiedział cicho, wskazując na bieliznę. – Pokaż, co masz dla nas.
Jej oddech przyspieszył. Serce waliło jak bęben, a w brzuchu rosło ciepło, rozlewające się niżej. Powoli, z drżeniem w palcach, rozwiązała tasiemki stanika. Koronka zsunęła się, odsłaniając piersi – pełne, z ciemnymi sutkami, które stwardniały na zimnym powietrzu. Poczuła ich spojrzenia jak dotyk, gorący i natarczywy. Tomek sapnął cicho, a Kuba zgasił papierosa, jego oczy ciemne od pożądania.
– Piękna – mruknął Tomek, podchodząc bliżej. – Zawsze taka jesteś po tańcu? Mokra i gotowa?
Lena nie odpowiedziała, tylko zsunęła majtki, odsłaniając wygoloną cipkę, już wilgotną od antycypacji. Stała naga na scenie, pod światłami, czując się wystawioną na widok – publiczną, choć klub był pusty. To publiczne upokorzenie, nawet bez widowni, dodawało smaku. Jej skóra mrowiła, sutki bolały od napięcia, a między nogami czuła pulsujące ciepło.
Kuba wyciągnął kajdanki z kieszeni kurtki – metalowe, zimne, z policyjnym połyskiem. Lena znała je dobrze; były ich „narzędziem” do rozliczeń.
– Ręce za plecy – rozkazał cicho, ale tonem, który nie znosił sprzeciwu.
Posłuchała, czując kliknięcie metalu na nadgarstkach. Kajdanki zacisnęły się boleśnie, ale to ból mieszał się z podnieceniem, wysyłając dreszcz w dół kręgosłupa. Była ich – na scenie, w klubie, który jeszcze godzinę temu pełen był obcych. Teraz tylko oni, trzech mężczyzn, i ona, skrępowana, bezbronna.
Marek chwycił pejcz – długi, skórzany, z końcówką, która świstała w powietrzu. To był rekwizyt z zaplecza, używany do „spektakli”, ale dziś służył do czegoś innego.
– Na kolana – powiedział, jego głos niski, dominujący.
Lena uklękła na twardej podłodze sceny, kolana bolące od chłodu. Kajdanki unieruchamiały jej ręce, zmuszając do pochylenia się do przodu. Pejcz musnął jej plecy – lekki, drażniący dotyk skóry na skórze, budzący gęsią skórkę. Marek przesunął go w dół, po kręgosłupie, kręgosłupie, zatrzymując się na pośladkach.
– To za te zaległe napiwki – mruknął, a potem pejcz uderzył – nie mocno, ale wystarczająco, by skóra zapiekła, czerwony ślad rozkwitł na jej tyłku.
– Ach! – jęknęła Lena, ból mieszający się z falą ciepła między nogami. Jej cipka zacisnęła się, wilgoć spływająca po wewnętrznej stronie uda.
Tomek roześmiał się, rozpinając pasek spodni. – Lubisz to, co? Nasza mała dziwka sceniczna.
Słowo „dziwka” zabrzmiało wulgarnie, ale w tym momencie pasowało – budowało napięcie, które rosło jak fala. Lena kiwnęła głową, jej oddech urywany. – Tak… proszę, więcej.
Kuba podszedł z boku, jego dłoń wplatają się w jej włosy, ciągnąc głowę do tyłu. – Otwórz usta – rozkazał.
Posłuchała, a on wepchnął palce do jej buzi, drażniąc język, smak słony od potu. Potem cofnął dłoń i rozpiął spodnie, wyciągając kutasa – grubego, żylastego, już półtwardego. Zapach męski, muskujący, uderzył ją w nozdrza. Lena oblizała wargi, antycypacja sprawiająca, że ślina zebrała się w ustach.
Marek uderzył pejczem raz jeszcze, tym razem po drugiej pośladku, a ona pisnęła wokół palców Kuby. – Ssij – powiedział Kuba, wciskając kutasa między jej wargi.
Jej usta rozciągnęły się wokół niego, gorącego i pulsującego. Smak był słony, z lekką goryczką preejakulatu. Lena ssała wolno na początku, jej język wirujący wokół żołędzi, badając rowek, gdzie skóra była najbardziej wrażliwa. Kuba jęknął, pchając biodrami do przodu, wypełniając jej gardło. Głęboko, aż poczuła mdłości, ale to tylko podkręciło podniecenie – dominacja, brak kontroli, kajdanki gryzące w nadgarstki.
Tomek nie czekał. Rozpiął spodnie i ukląkł za nią, jego dłonie rozchylające jej pośladki. – Patrz na to, chłopaki – mruknął. – Mokra jak suka w rui. Różowa cipka błyszczy.
Jego palce musnęły jej łechtaczkę – małą, nabrzmiałą perłę – krążąc wolno, drażniąco. Lena jęknęła wokół kutasa Kuby, wibracje sprawiające, że ten sapnął z rozkoszy. Zapach jej podniecenia unosił się w powietrzu – słodko-kwaśny, mieszający się z potem i tytoniem. Tomek wsunął dwa palce do środka, czując, jak ścianki cipki zaciskają się wokół nich, gorące i wilgotne. Poruszał nimi, kręcąc, trafiając w punkt G, co sprawiło, że jej biodra drgnęły mimowolnie.
– Kurwa, jaka ciasna – wysapał Tomek, wyciągając palce błyszczące od soków. – Gotowa na więcej?
Marek, wciąż z pejczem w dłoni, uderzył lekko po jej plecach, czerwone pręgi rysujące skórę. – Nie gadaj, bierz ją.
Tomek nie czekał. Wyciągnął swojego kutasa – długiego, z zakrzywioną główką – i przyłożył do wejścia jej cipki. Powoli, centymetr po centymetrze, wśliznął się do środka. Lena poczuła rozciąganie, palące, ale przyjemne; jej ścianki rozsuwały się, obejmując go ciasno. Pełność, gorąco, pulsowanie – to było jak narkotyk. Jęknęła głośno, gdy wszedł głęboko, trafiając w sam środek, a jej cipka zacisnęła się wokół niego.
Kuba pchał się w jej usta, rytmicznie, jego jaja obijające się o jej podbródek. – Ssij mocniej, suko – warknął, pociągając za włosy. Słowo „suko” zabrzmiało ostro, wulgarnie, pasując do rosnącego chaosu. Lena posłuchała, jej język pracujący żwawo, ssąc z głodem, ślina spływająca po brodzie.
Marek patrzył, jego kutas twardy w spodniach. – Moja kolej – powiedział, odkładając pejcz i rozpinając pasek. Stanął obok Kuby, wciskając swojego kutasa do jej buzi obok drugiego. Lena otworzyła szerzej, usta rozciągnięte do granic, dwa główki ocierające się o siebie w jej jamie ustnej. Smak dwóch mężczyzn – słony, mieszany – zalewał jej zmysły. Jęczała, wibracje sprawiające, że obaj sapali.
Tomek rżnął ją od tyłu, mocno, jego biodra uderzające o jej tyłek z plaśnięciem skóry o skórę. Każde pchnięcie wysyłało fale rozkoszy przez jej ciało; cipka pulsowała, soki spływające po udach. Czuła, jak łechtaczka ociera się o jego jaja, iskry przyjemności eksplodujące w podbrzuszu. Kajdanki bolały, pejcz zostawiał ślady, ale to wszystko wzmacniało doznania – ból mieszał się z ekstazą, dominacja z poddaniem.
– Kurwa, jaka mokra – warczał Tomek, przyspieszając. – Biorę cię jak swoją dziwkę.
Lena wiła się, jej piersi kołyszące się, sutki ocierające o podłogę. Orgazm budował się wolno, od podbrzusza, rozlewając się jak fala. Kuba i Marek pieprzyli jej usta na zmianę, ich ręce w jej włosach, na piersiach – szczypiące sutki, aż zabolało słodko.
– Przerwa – nagle powiedział Kuba, wyciągając się z jej ust. – Chcę zobaczyć, jak ją rozwalacie.
Zmienili pozycje. Rozkujdankowali ją na chwilę, ale tylko po to, by spiąć ręce do rury scenicznej – wysoko, tak że stała z rozłożonymi nogami, wystawiona. Pejcz wrócił: Marek smagał jej cycki, lekkie uderzenia sprawiające, że sutki płonęły czerwienią. Lena jęczała, jej cipka ociekająca, smród seksu wypełniający powietrze.
Tomek wszedł w nią znowu, od przodu tym razem, unosząc jedną nogę. Jego kutas wsuwał się głęboko, trafiając w szyjkę macicy, ból mieszający się z rozkoszą. – Weź to, suko – syczał, gryząc jej szyję.
Kuba podszedł z boku, wciskając kutasa między jej uda, ocierając o cipkę zajętą przez Tomka. Podwójne tarcie – dwa kutasy na raz, rozciągające wejście – było obłędne. Lena krzyknęła, jej ciało drżące. Marek, nie chcąc czekać, podszedł z tyłu i napluł na jej tyłek, wcierając ślinę w ciasny otwór. Jego palec wśliznął się do dupy – wolno, drażniąco – badając ring mięśni, który zaciskał się opornie.
– Rozluźnij się – mruknął, a potem wepchnął kutasa. Ból był ostry, palący, ale po chwili przeszedł w pełne, głębokie doznanie. Była nabita z obu stron – Tomek w cipce, Marek w dupie – ich ruchy zsynchronizowane, pchające w rytmie, który rozrywał ją na pół.
Kuba patrzył, pompując kutasa w dłoni, potem wepchnął go z powrotem do jej ust. Trzech na raz – usta, cipka, dupa – gangbang w pełnej krasie. Lena czuła wszystko: gorąco wypełniających ją kutasów, pulsowanie żył pod skórą, smród potu i spermy, dźwięki plaśnięć i jęków. Jej ciało lśniło od potu, włosy kleiły się do twarzy, a orgazm nadchodził nieubłaganie.
– Pieprzę cię, kurwo – warczał Marek, jego pchnięcia brutalne, jaja obijające się o Tomka. – Bierz naszą spermę.
Lena doszła pierwsza – eksplozja w podbrzuszu, cipka i dupa zaciskające się konwulsyjnie, soki tryskające po udach. Krzyknęła wokół kutasa Kuby, łzy spływające po policzkach z intensywności. To złamało ich: Tomek wypełnił jej cipkę gorącym strumieniem spermy, gęstą i lepką, spływającą po nogach. Marek doszedł w dupie, pulsując głęboko, a Kuba wyciągnął się i spryskał jej twarz – białe krople na ustach, policzkach, kapające na piersi.
Opadli razem, dysząc. Rozkujdankowali ją, a Lena osunęła się na podłogę, ciało bolące, ale spełnione. Sperma sączyła się z niej, zapach seksu gęsty jak mgła. Siedzieli w kręgu na scenie, popijając resztki piwa z baru.
– Rozliczone – powiedział Kuba z uśmiechem, muskając jej ramię.
Lena skinęła głową, wciąż drżąca. Ale w jej oczach błyszczało coś więcej – obietnica następnego zamknięcia, następnego rozliczenia. Klub był pusty, ale ich gra dopiero się zaczynała.