Dług brata

W zadymionym, pulsującym sercu nocnego miasta, gdzie neony rzucały krwiste blaski na wilgotne chodniki, stał „Czarny Kogut” – klub nocny, który przyciągał nie tylko imprezowiczów szukających uciechy, ale i cieni z podziemnego świata. Dla Anny, dwudziestodwulatki o smukłej sylwetce i burzy kasztanowych włosów, ten lokal był piekłem, z którego nie mogła uciec. Pracowała tu jako kelnerka od miesiąca, odkąd jej brat, Marek, zanurzył się zbyt głęboko w długi wobec mafii. Dług, który miał być „tylko pożyczką” na hazard, wywindował się do kwoty, której żaden z nich nie mógł spłacić. Teraz to ona, nieświadoma w pełni konsekwencji, była kartą przetargową.

Anna poruszała się między stolikami z tacą pełną drinków, jej czarna obcisła sukienka opinająca biodra i podkreślająca krągłości piersi, które falowały lekko przy każdym kroku. Powietrze było gęste od dymu papierosowego, mieszającego się z ostrym zapachem potu i perfum. Muzyka dudniła w uszach – ciężki bas, który wibrował w jej ciele jak odległe echo nadchodzącej burzy. Uśmiechała się do gości, ale w jej zielonych oczach czaił się strach. Wiedziała, że szef klubu, Vito – mężczyzna o twarzy pooranej bliznami i oczach jak czarne dziury – nie zapomni o długu Marka. „Spłacisz to po swojemu”, powiedział jej wczoraj, a jego uśmiech był zimny jak stal noża.

– Hej, laleczko, jeszcze jeden whisky! – zawołał jeden z gości, rosły facet w skórzanej kurtce, siedzący przy stoliku z trzema kumplami. Jego głos przeciął hałas, a ręka musnęła jej udo, gdy podawała tacę.

Anna cofnęła się lekko, czując dreszcz obrzydzenia. – Już się robi – odparła cicho, starając się nie patrzeć mu w oczy. W głowie kołatała się myśl o bracie: Marek siedział w małym mieszkaniu na obrzeżach, blady i drżący, obiecując, że załatwi sprawę. Ale to ona czuła ciężar tego wszystkiego na swoich barkach. Dług brata – tytuł, który brzmiał jak wyrok.

Godzina za godziną mijała, klub wypełniał się ludźmi: śmiechy, brzęk szklanek, flirtujące szepty. Anna czuła, jak napięcie w niej rośnie, subtelne jak mrowienie na skórze. Każdy drink, który podawała, był krokiem bliżej konfrontacji. W końcu, gdy zegar wybił północ, Vito pojawił się na zapleczu baru. Skinął na nią głową, jego gest był władczy, nieznoszący sprzeciwu.

– Anna, do biura. Teraz. – Jego głos był niski, chropowaty, jak szelest papieru ściernego.

Serce Anny zabiło mocniej. Postawiła tacę i ruszyła za nim korytarzem, mijając toalety i magazyn z alkoholem. Biuro Vito było ciasne, oświetlone tylko lampką na biurku, powietrze ciężkie od zapachu cygar. Siedział za biurkiem, otoczony dwoma mężczyznami – Rosłymi, w garniturach, z tatuażami wystającymi zza kołnierzy. To oni – mafia, o której szeptano w klubie. Nie byli tu po to, by rozmawiać.

– Siadaj – powiedział Vito, wskazując krzesło naprzeciwko. Anna usiadła, jej dłonie drżały lekko na kolanach. – Twój brat… dług. Wiesz, o co chodzi.

– Proszę… on próbuje spłacić. Da mi trochę czasu – wyszeptała, czując, jak gardło jej się zaciska. Emocje wirowały: strach pomieszany z gniewem, ale pod spodem coś głębszego, zakazane ciepło antycypacji, które sama przed sobą tłumiła. Tabu tej sytuacji – spłata długu ciała zamiast pieniędzy – budziło w niej burzę uczuć.

Vito roześmiał się cicho, opierając się o krzesło. – Czas? Kochanie, czas to luksus, którego nie mamy. Ale ty… ty możesz to załatwić. Dzisiaj. W toalecie, na zapleczu. Na kolanach. Dla nas trzech. I dla chłopaków z baru, jeśli zechcą dołączyć.

Słowa uderzyły ją jak policzek. Przymus był oczywisty – nie miała wyboru, mafia nie brała „nie” na odpowiedź. Jej umysł krzyczał „uciekaj”, ale ciało zdradzało ją lekkim przyspieszeniem oddechu. Upokorzenie paliło w policzkach, ale pod nim czaiła się sugestia podniecenia, budowana powoli przez strach i władzę, jaką nad nią sprawowali.

– Nie… proszę, nie tak – błagała, ale głos jej zadrżał. Vito wstał, podszedł bliżej, jego dłoń musnęła jej ramię – dotyk był twardy, ale nie brutalny, budujący napięcie.

– Albo ty, albo twój brat ląduje w rzece z cementowymi butami. Wybór należy do ciebie, kelnerko. – Jego oczy błyszczały, a w pokoju unosił się zapach jego wody kolońskiej, mieszany z dymem.

Anna zamknęła oczy, walcząc z łzami. Po chwili skinęła głową, subtelnie, jak ktoś, kto godzi się z losem. – Dobrze… zróbmy to.

Vito uśmiechnął się szerzej, skinął na swoich ludzi. – Chłopaki, zaplecze. I wezwijcie kumpli z baru. To będzie noc, której nie zapomni.

Ruszyli korytarzem do toalety damskiej – pustej o tej porze, bo klubowa klientela wolała parkiety niż lustra. Drzwi zamknęły się za nimi z trzaskiem, odcinając dudnienie muzyki. Powietrze tu było wilgotne, pachnące środkami czyszczącymi i resztkami perfum. Anna stała, czując chłód kafelków pod stopami, jej sukienka nagle wydawała się zbyt obcisła, zbyt odsłaniająca.

– Na kolana – rozkazał Vito, jego głos nabierał twardości. Dwóch mężczyzn – nazwijmy ich Gino i Marco – stanęli po bokach, ich sylwetki masywne, ramiona napięte pod koszulami.

Anna opadła powoli na kolana, czując twardość podłogi przez cienkie rajstopy. Jej serce łomotało, mieszanka strachu i rosnącego, zakazanego podniecenia. To było tabu – spłata długu brata w ten sposób, w brudnej toalecie klubu, pod okiem mafii. Upokorzenie paliło, ale budowało napięcie, jak powolne napięcie struny w gitarze.

Vito podszedł pierwszy, rozpinając rozporek. Jego penis wysunął się wolno, półtwardy jeszcze, gruby i żylasty, z lekkim zapachem męskości – potu i podniecenia. – Ssij – powiedział po prostu, kładąc dłoń na jej głowie.

Anna zawahała się, ale przymus pchnął ją do przodu. Jej usta dotknęły czubka, ciepłego i gładkiego, smak słony od potu. Powoli wzięła go głębiej, jej język sunął po spodniej stronie trzonu, czując pulsujące żyły. Dźwięk jej oddechu mieszał się z cichym pomrukiem Vito. – Tak… dobra dziewczynka – mruknął, jego palce splatały się w jej włosach, kierując ruchem.

Gino i Marco patrzyli, ich spodnie wybrzuszały się. Napięcie rosło – Anna czuła ich spojrzenia na sobie, upokarzające, ale podniecające w swej intensywności. Jej dłonie oparły się o uda Vito, czując twardość mięśni pod spodniami. Smak w ustach gęstniał, wilgoć gromadziła się między jej nogami, zdradzając ciało.

– Moja kolej – warknął Gino, odpychając Vito. Jego członek był dłuższy, cieńszy, z lekkim zakrzywieniem. Anna przesunęła usta na niego, ssąc mocniej, jej policzki wklęsły od ssania. Dźwięk obciągań – wilgotne mlaskanie – wypełnił toaletę, kontrastując z odległym basem z klubu. Gino jęknął, pchając biodra do przodu, dotykając gardła Anny, co wywołało w niej odruch wymiotny, ale i falę gorąca w podbrzuszu.

Marco dołączył, rozpinając się obok. – Otwórz szerzej, suko – powiedział, jego głos nabierał wulgarności, pasującej do rosnącego napięcia. Anna, na kolanach, z ustami pełnymi Gino, wyciągnęła dłoń, by objąć Marco – jej palce oplotły twardy trzon, masując go wolno, czując, jak pulsuje pod skórą, ciepła i gładka.

Upokorzenie narastało: mafia, której brat zawdzięczał dług, brała od niej to, co chciała. Ale pod nim budowało się podniecenie – jej sutki stwardniały pod sukienką, wilgoć między udami stawała się natarczywa. – Patrz na nią, jaka głodna – zaśmiał się Vito, krążąc wokół. – Spłaca dług brata jak profesjonalistka.

Drzwi toalety uchyliły się, wpuszczając dwóch gości z baru – tych samych, którzy wcześniej zaczepiali Annę przy stoliku. – Słyszeliśmy, że jest zabawa – powiedział rosły, z uśmieszkiem. Vito skinął głową. – Dołączajcie. Gangbang na cześć długu.

Teraz było ich pięciu. Anna czuła presję – przymus, tabu, hardcore’owa rzeczywistość. Przesuwali się, każdy chciał jej ust. Jej kolana bolały od kafelków, ale ignorowała to, skupiona na doznaniach: smak spermy na języku od pierwszego wytrysku Gino, gorący i słony, spływający po gardle; dotyk dłoni na jej piersiach, gdy Marco zdarł ramiączka sukienki, odsłaniając blade globy z różowymi sutkami, twardymi jak kamyki.

– Pieprz jej usta – zasugerował jeden z nowych, popychając ją na siebie. Anna ssała głębiej, jej gardło pracowało, łzy spływały po policzkach od wysiłku, ale podniecenie rosło – jej cipka pulsowała, wilgotna i napięta, błagająca o uwagę, choć upokorzenie mówiło „nie”.

Przenieśli się na zaplecze – magazyn za toaletą, pełen skrzyń z alkoholem i stert pudeł. Powietrze tu było cieplejsze, pachnące kurzem i starym drewniem, światło słabe od żarówki. Położyli Annę na materacu z pustych kartonów, jej sukienka zadarta do pasa, rajstopy w strzępach. – Rozłóż nogi – rozkazał Vito, jego oczy płonęły.

Anna posłuchała, czując chłód powietrza na nagiej skórze. Jej łona było wygolone, różowe i wilgotne, wargi nabrzmiałe od podniecenia. Pierwszy wszedł w nią Gino – jego penis, wciąż twardy, rozsunął jej wnętrze powoli, centymetr po centymetrze. Czuła go wszystkimi nerwami: nacisk na ścianki, tarcie o wrażliwe punkty, wypełniający ją do granic. – O kurwa, jaka ciasna – jęknął, zaczynając pompować, jego biodra uderzały o jej uda z plaśnięciem skóry o skórę.

Podniecenie eksplodowało – Anna jęknęła, jej ręce chwyciły kartony, paznokcie wbijały się w tekturę. Emocje wirowały: upokorzenie od widowni (pozostali masturbowali się, patrząc), tabu spłaty długu, ale i czysta, sensoryczna rozkosz – zapach ich potu mieszał się z jej własnym, mosznowym aromatem podniecenia; dźwięk stęknięć i wilgotnych tarć; smak potu na wargach, gdy całowała Marco.

– Głębiej, suko! – warknął nowy gość, wchodząc w jej usta, gdy Gino rżnął ją mocno, hardcore’owo, bez litości. Anna wiła się, jej piersi podskakiwały z każdym pchnięciem, sutki ocierane o szorstki materiał koszuli Gino. Doznania narastały: fala gorąca w podbrzuszu, skurcze mięśni wokół penetrującego trzonu, wilgoć spływająca po udach.

Kolejni dołączali – gangbang w pełnej krasie. Marco wziął ją od tyłu, gdy leżała na czworakach, jego ręce ściskały jej biodra, paznokcie wbijały się w skórę. – Czujesz to? Spłacasz dług brata tą cipką – syczał, pchając głęboko, dotykając szyjki macicy. Anna krzyknęła w usta Vito, który znów wypełniał jej gardło – podwójna penetracja, hardcore, upokarzająca, ale podniecająca do granic.

Jeden z baru wszedł w jej tyłek – powoli, z lubrykantem z butelki oliwy z magazynu. Czuła rozciąganie, palący ból przechodzący w rozkosz, gdy jego gruby trzon wypełnił ją całkowicie. – O tak, ciasna dupa dla mafii – mruknął, a ona wiła się między nimi, wypełniona z obu stron, usta pełne kolejnego kutasa. Dźwięki: plaśnięcia ciał, jej stłumione jęki, ich wulgarne komentarze – „Patrz, jaka mokra dziwka”, „Ssij mocniej, na kolanach dla długu”.

Kulminacja nadeszła falami. Pierwszy wytrysk – gorąca sperma w jej cipce, wypełniająca, spływająca po udach, zapach słony i gęsty. Potem w ustach, zmuszona połknąć, smak gorzki i lepki, spływający po brodzie. Upokorzenie osiągnęło szczyt, gdy leżała na kartonach, pokryta ich nasieniem, ciało drżące od orgazmów, które wstrząsały nią mimo woli – fale rozkoszy, skurcze mięśni, gorąco rozlewające się po kręgosłupie.

– Dobra robota, kelnerko – powiedział Vito na koniec, zapinając spodnie. – Dług jest spłacony… na razie. Twój brat niech pilnuje się lepiej.

Anna leżała, dysząc, ciało obolałe, ale syte doznaniami. Emocje kotłowały się: gniew na brata, wstyd z upokorzenia, ale i echa podniecenia, które nie chciało opaść. Wstała wolno, sukienka w strzępach, sperma schnąca na skórze. Wyszła na korytarz, muzyka z klubu dudniła dalej, jakby nic się nie stało. Ale dla niej świat zmienił się na zawsze – dług brata był spłacony, lecz cień mafii i smak tabu pozostały, wisząc jak cliffhanger nad jej życiem. Czy wróci tu jutro? Czy brat naprawdę zrozumie? Napięcie nie minęło; tylko ewoluowało w coś głębszego, zakazanego.

Wracając do szatni, Anna poczuła dreszcz – nie strachu, ale antycypacji. Klub pulsował, a ona wiedziała, że to nie koniec. Mafia zawsze żąda więcej.