Słońce wisiało nisko nad horyzontem, malując niebo nad Morzem Śródziemnym odcieniami pomarańczu i różu. Jacht „Zefir” kołysał się leniwie na falach, oddalony o kilkadziesiąt mil od najbliższego lądu. Powietrze było ciężkie od słonej wilgoci, przesiąknięte zapachem soli i odległego cyprysu, który niósł wiatr z lądu. Na pokładzie, pod rozłożonymi żaglami, stała Anna – wysoka, opalona brunetka w białej, zwiewnej sukience, która opinała jej krągłości jak druga skóra. Jej długie włosy falowały na bryzie, a w oczach błyszczała iskierka podekscytowania pomieszanego z lekkim niepokojem. Obok niej siedział jej mąż, Marek – przystojny, atletyczny mężczyzna po czterdziestce, z siwiejącymi skroniami i uśmiechem, który zawsze ukrywał jego głębsze pragnienia. To oni byli właścicielami jachtu, ale dziś wieczorem mieli go podzielić z kimś innym.
Kapitan Luca, Włoch o skórze opalonym na głęboki brąz, wspiął się na pokład z płynną gracją marynarza. Jego biała koszula była rozpięta na piersi, odsłaniając umięśniony tors naznaczony bliznami od lat spędzonych na morzu. Miał około czterdziestu lat, gęste czarne włosy i oczy, które patrzyły na świat z mieszanką pewności siebie i figlarności. Został zatrudniony na ten rejs jako przewodnik po archipelagu, ale Anna i Marek mieli inne plany. Od tygodni fantazjowali o tym, co mogłoby się zdarzyć na otwartym morzu, z dala od oczu świata. Zdrada? Nie, to nie było to słowo. To był swing, eksploracja granic ich małżeństwa, gdzie Marek mógłby patrzeć, a Anna – oddać się chwili.
– Witaj na pokładzie, kapitanie – powiedziała Anna, podając mu kieliszek schłodzonego prosecco. Jej głos był miękki, z lekkim drżeniem, które zdradzało podskórne napięcie. Ręka, gdy dotknęła jego dłoni, zadrżała lekko, a skóra na jej karku zapiekła od gorąca, choć wieczór był chłodny.
Luca uniósł kieliszek, jego wzrok przesunął się po jej sylwetce, zatrzymując na chwilę na dekolcie, gdzie sukienka opadała nisko, odsłaniając krzywiznę piersi. – Grazie, signora. To będzie niezapomniany rejs – odparł z akcentem, który brzmiał jak obietnica. Marek stał obok, obserwując ich. W jego żyłach krążyła mieszanka zazdrości i podniecenia – to uczucie cuckolda, które odkryli niedawno w sypialni, podczas szeptanych fantazji. Lubił patrzeć, jak Anna flirtuje, jak jej oczy błyszczą, gdy ktoś inny docenia jej ciało. To nie osłabiało ich więzi; wzmacniało ją.
Usiedli na rufie, pod gwiazdami, które zaczynały migotać na niebie. Rozmowa płynęła lekko – o morzu, o wyspach, o wolności, jaką daje ocean. Anna opowiadała o ich życiu w Warszawie, o rutynie, która ich dusiła, o tym, jak jacht stał się ich ucieczką. Luca słuchał, jego dłoń czasem muskała jej ramię, niby przypadkiem. Marek dolewał wina, jego uśmiech był ciepły, ale oczy śledziły każdy gest. Powietrze gęstniało od niewypowiedzianych sugestii. Anna czuła, jak jej skóra staje się wrażliwa na najmniejszy podmuch wiatru, jak sutki twardnieją pod cienkim materiałem sukienki. Była świadoma spojrzenia Luci, które pieściło jej uda, gdy skrzyżowała nogi. W jej umyśle kłębiły się obrazy – jego ręce na jej biodrach, usta na skórze. Ale to był dopiero początek; napięcie budowało się powoli, jak fala, która zbiera siły przed uderzeniem.
Gdy słońce zaszło, a morze stało się czarną taflą usianą odbiciami gwiazd, przenieśli się do salonu poniżej pokładu. Ściany z mahoniu pachniały drewnem i morzem, a niska lampa rzucała ciepłe światło na skórzane sofy. Wino lało się hojnie, a rozmowa skręciła w bardziej intymne rejony. – Opowiedz nam o swoich przygodach na morzu – zachęciła Anna, jej kolano ocierające się o udo Luci. Kapitan roześmiał się gardłowo. – Wiele nocy spędziłem pod gwiazdami, z kobietami, które morze wyzwala. Ale wy… wyglądacie na parę, która szuka czegoś więcej niż żagli.
Marek pochylił się do przodu, jego głos był spokojny, ale oczy płonęły. – Szukamy. Chcemy, żebyś dołączył. Żebyś… pokazał Annie, co znaczy wolność na otwartym morzu. Ja popatrzę. – Słowa zawisły w powietrzu jak wyzwanie. Anna poczuła, jak jej policzki płoną, serce bije szybciej. To był moment prawdy – zdrada w granicach ich zgody, swing, który miał ich wszystkich połączyć. Luca nie cofnął się. Jego dłoń powędrowała na jej udo, palce muskające skórę pod sukienką. – Jeśli to wasza fantazja, signora, spełnię ją.
Napięcie eksplodowało powoli. Luca nachylił się i pocałował Annę – delikatnie na początek, jego usta miękkie, smakujące winem i solą. Jej wargi rozchyliły się z westchnieniem, język musnął jego, badając, smakując. Marek siedział obok, jego oddech przyspieszył, dłoń zacisnęła się na kieliszku. Patrzył, jak ręce Luci suną po plecach Anny, jak sukienka zsuwa się z ramion, odsłaniając nagie piersi. Były pełne, z ciemnymi sutkami, które stwardniały pod chłodnym powietrzem i dotykiem. Luca ujął jeden w dłoń, kciukiem masując brodawkę, aż Anna jęknęła cicho, jej ciało wygięło się w łuk. Zapach jej skóry – mieszanka perfum i podniecenia – wypełnił pomieszczenie.
– Jesteś piękna – mruknął Luca po włosku, jego głos niski, wibrujący. Anna spojrzała na Marka, szukając aprobaty w jego oczach. Znalazła ją – mieszankę bólu i pożądania, cuckolda, który czerpał rozkosz z patrzenia. To podniecało ją jeszcze bardziej. Wstała, sukienka opadła na podłogę, odsłaniając jej ciało: smukłą talię, zaokrąglone biodra, gładką, opaloną skórę i między udami – wilgotny splot ciemnych włosów, który zdradzał jej podniecenie. Luca zdjął koszulę, jego tors napiął się, mięśnie grały pod skórą. Marek pozostał w spodniach, ale wybrzuszenie na kroczu mówiło samo za siebie.
Wyszli na pokład, gdzie gwiazdy lśniły jak diamenty, a morze szumiało cicho. Publiczne? Na otwartym morzu nie było świadków, ale myśl o tym dodawała pikanterii – każdy statek na horyzoncie mógłby ich zobaczyć, gdyby tylko skierował reflektory. Anna położyła się na materacu na rufie, jej nogi rozchyliły się lekko, zapraszając. Luca uklęknął między nimi, jego dłonie powędrowały po wewnętrznej stronie ud, muskając delikatnie. Powietrze było chłodne, kontrastujące z gorącem jej ciała. Zaczęła od oralu – jego usta znalazły jej łechtaczkę, język wirujący powoli, liżący wilgotne fałdy. Anna westchnęła, jej ręce wplątały się w jego włosy. Smakowała słono-słodko, jej soki spływały po podbródku Luci, a ona czuła, jak fale rozkoszy budzą się w jej łonie, pulsując w rytm fal jachtu.
Marek stał obok, jego dłoń powędrowała do rozporka, ale powstrzymał się. Patrzył, jak żona wije się pod pieszczotami innego mężczyzny, jak jej biodra unoszą się, oferując więcej. – Tak, kochanie – szepnął, jego głos drżał. – Daj mu się. – To było dla niego torturą i ekstazą; zdrada, którą sam zainicjował, swing, który palił w nim jak ogień.
Luca nie spieszył się. Jego język penetrował ją głębiej, smakując wnętrze, drażniąc ścianki, aż Anna jęknęła głośniej, jej ciało napięło się jak struna. Potem podniósł głowę, jego usta lśniły od jej wilgoci, i pocałował ją – dzieląc smak jej własnej rozkoszy. – Chcę cię całą – powiedział, jego akcent gęsty od pożądania. Anna kiwnęła głową, oczy zamglone. Zdjął spodnie, odsłaniając swojego członka – grubego, żylastego, z główką nabrzmiałą i lśniącą. Był większy niż Marka, co zauważyła od razu, i to podnieciło ją jeszcze bardziej.
Zaczęli od klasyki, ale z hardcore’owym zapałem. Luca wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając jej wilgotne wnętrze. Anna poczuła, jak wypełnia ją całkowicie, naciskając na wszystkie wrażliwe punkty. Jej ścianki zacisnęły się wokół niego, pulsując, a ona krzyknęła cicho, mieszanka bólu i rozkoszy. Jacht kołysał się, fale dodawały rytmu – w górę, w dół, w rytmie ich ruchów. Luca pchał głęboko, jego biodra uderzały o jej, skóra klaskała wilgotnie. Zapach seksu mieszał się z solą morza – ostry, pierwotny. Anna drapała jego plecy, jej paznokcie zostawiały czerwone ślady, a on odpowiadał mocniejszymi pchnięciami, trafiając w punkt G, aż jej oczy przewracały się z rozkoszy.
Marek podszedł bliżej, jego spodnie opadły. Patrzył, jak Luca rżnie jego żonę na pokładzie, pod gwiazdami, i to doprowadzało go do szaleństwa. – Mocniej – szepnął, a Luca posłuchał, przyspieszając, jego jądra obijające się o jej pośladki. Anna krzyknęła: – Tak, kurwa, tak! – Słowo wyrwało się samo, wulgarne w swej szczerości, gdy napięcie osiągnęło szczyt. Jej orgazm nadszedł falą – ciało zadrżało, mięśnie zacisnęły się wokół członka Luci, soki spłynęły po udach. On nie skończył; wyciągnął się, dysząc.
Teraz oral od niej. Anna uklękła na pokładzie, morska bryza chłodziła jej rozgrzaną skórę. Wzięła go do ust – główka była słona od jej soków, żylasta powierzchnia pulsowała pod jej językiem. Ssała powoli, liżąc spód, biorąc głębiej, aż poczuła go w gardle. Dźwięki – mlaskanie, jej westchnienia, szum fal – tworzyły symfonię. Luca jęknął po włosku, jego ręce w jej włosach, prowadząc ruchy. Marek patrzył, jego własny członek twardy jak skała, ale nie dotykał się – to była jego rola, cuckold, który czerpie z obserwacji.
Kulminacja nadeszła z analem – najbardziej zakazanym elementem ich trójkąta. Anna położyła się na boku, jedna noga uniesiona, jej pośladki rozchylone. Luca splunął na palce, masując jej ciasny otwór, wślizgując się powoli. Było ciasno, palący ból mieszał się z rozkoszą, gdy jej ciało dostosowywało się. – Powoli – wyszeptała, ale jej biodra pchały wstecz. W końcu wszedł – grubość rozciągnęła ją, wypełniając w sposób, jakiego nigdy nie doświadczyła z Markiem. Poruszał się ostrożnie na początek, potem mocniej, hardcore’owo, jego ręce ściskające jej biodra. Anna krzyczała, wulgarne słowa płynęły strumieniem: – Rżnij mnie w dupę, Luca, mocniej, ty skurwielu! – To było wyzwalające, na otwartym morzu, pod gwiazdami, z mężem patrzącym, jak kapitan bierze ją od tyłu. Zapach potu, spermy i morza był oszałamiający; dźwięk klaskających ciał mieszał się z jej jękami.
Marek nie wytrzymał dłużej. Podszedł, jego członek znalazł jej usta – oral w tym samym czasie. Anna ssała go zachłannie, smakując znajomy, słony smak, podczas gdy Luca penetrował ją analnie. To był szczyt – trójkąt w pełnej krasie, swing na jachcie, zdrada, która jednoczyła. Luca doszedł pierwszy, wypełniając ją gorącym strumieniem, jego ryk zagłuszył szum fal. Anna doszła zaraz po nim, jej ciało konwulsyjnie drżące, a potem wzięła orgazm Marka w usta, połykając z uśmiechem.
Leżeli potem na pokładzie, ciała splątane, skóra lśniąca od potu. Morze kołysało jachtem, gwiazdy mrugały obojętnie. Anna wtuliła się w Marka, jej ręka musnęła dłoń Luci. – To było… niesamowite – szepnęła. Marek pocałował ją, smakując resztki na jej wargach. – Jesteś moja, zawsze – powiedział, ale w jego oczach błyszczała obietnica powtórki. Luca uśmiechnął się. – Morze ma swoje sekrety. Może następna wyspa przyniesie więcej.
Gdy jacht sunął w noc, napięcie nie wygasło całkowicie – pozostało jak echo fali, gotowe do kolejnego uderzenia. Co przyniesie świt? Tego nie wiedzieli, ale morze szeptało, że ich trójkąt dopiero się zaczął.