Anna stała przy zlewie w swojej kuchni, patrząc na ogród za oknem. Było późne popołudnie, słońce wpadało przez szybę w ciepłych, złocistych promieniach, oświetlając blaty wyłożone białymi kafelkami. Miała czterdzieści pięć lat, ale jej ciało wciąż nosiło ślady dawnej urody – pełne biodra, które kołysały się lekko przy każdym kroku, i te ogromne, ciężkie piersi, które kiedyś karmiły dwoje dzieci, a teraz, po rozwodzie, wydawały się jeszcze bardziej kuszące, spoczywając pod cienką bawełnianą bluzką. Rozwódka, samotna od roku, ale nie naprawdę samotna – jej mąż, Marek, wciąż kręcił się wokół domu, niby pomagając z ogrodem, niby pilnując rzeczy, które zostawił. Prawda była taka, że nie mógł się pogodzić z rozstaniem. Patrzył na nią z oddali, z ukrycia, jak cień, który nie chce odejść.
Kuchnia pachniała świeżo pokrojoną sałatką – pomidory, ogórki, bazylia – i czymś jeszcze, czymś bardziej pierwotnym: lekkim, kobiecym zapachem jej skóry, zmieszanym z nutą potu po całym dniu sprzątania. Anna otarła czoło chusteczką, jej dłonie były wilgotne od wody, a paznokcie pomalowane na czerwono, kontrastując z bladą skórą. Czuła w sobie to znajome mrowienie, tę pustkę, którą rozwód tylko pogłębił. Mężczyźni jej wieku wydawali się nudni, przewidywalni; potrzebowała czegoś świeżego, młodego, coś, co rozpaliłoby w niej ogień na nowo.
I wtedy usłyszała skrzypnięcie furtki. To był on – Kuba, dwudziestopięcioletni sąsiad z naprzeciwka. Wysoki, atletyczny chłopak, który właśnie skończył studia i pracował jako trener w lokalnej siłowni. Jego ramiona były umięśnione od godzin spędzonych na podnoszeniu ciężarów, a skóra opalona na brąz od letniego słońca. Anna widywała go czasem, jak biega po okolicy w obcisłych spodenkach, które podkreślały jego jędrne uda i wybrzuszenie w kroku. Zawsze kiwali sobie głową, wymieniali uprzejmości, ale w jej oczach czaiło się coś więcej – głód, który rosł z każdym spojrzeniem.
– Cześć, pani Aniu – zawołał Kuba, podchodząc do tylnych drzwi. Trzymał w ręku tacę z narzędziami; pewnie znowu coś majstrował w ogrodzie. – Słyszałem, że potrzebuje pani pomocy z kranem w kuchni. Tata mówił, że to się sypie.
Anna odwróciła się powoli, jej uśmiech był ciepły, ale oczy błyszczały figlarnie. – O, Kubuś, jak miło. Wejdź, wejdź. Tak, ten kran to istny koszmar. Ciągle kapie, irytuje mnie do granic.
Wpuściła go do środka, czując, jak jej serce bije trochę szybciej. Kuba wszedł, zdejmując buty w przedpokoju, a ona zamknęła drzwi, odcinając świat zewnętrzny. Kuchnia nagle wydała się mniejsza, bardziej intymna. On podszedł do zlewu, klęknął pod blatem, a Anna usiadła na krześle naprzeciwko, zakładając nogę na nogę. Jej spódnica podjechała lekko w górę, odsłaniając gładką skórę uda. Patrzyła, jak jego ręce – silne, żylaste – majstrują przy rurach. Poczuła dreszcz; to był ten rodzaj podniecenia, które buduje się powoli, jak napięcie przed burzą.
– Jesteś taki pomocny – mruknęła, jej głos był miękki, prawie mruczący. – Nie wyobrażasz sobie, ile to dla mnie znaczy. Od rozwodu wszystko się sypie, nie tylko ten kran.
Kuba zerknął na nią spod blatu, jego policzki lekko zarumieniły się. – Nie ma sprawy, pani Aniu. Zawsze chętnie pomogę. Wygląda pani… no, super. Jakby wiek pani nie dotykał.
Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie od niewypowiedzianych intencji. Anna poczuła ciepło rozlewające się po brzuchu. Wstała, podeszła bliżej, niby chcąc zobaczyć, co robi. Jej biodra otarły się o jego ramię – przypadkiem? Nie, to było celowe, subtelne muśnięcie, które wysłało iskrę przez jej ciało. Pachniał potem i męskim mydłem, świeżym, podniecającym zapachem młodości.
– Dziękuję – szepnęła, kładąc dłoń na jego ramieniu. Jej palce musnęły skórę, czując twardość mięśni. – Jesteś taki silny. Inni faceci w twoim wieku to tylko chłopcy, a ty… ty jesteś mężczyzną.
Kuba wyprostował się, wstając z podłogi. Był wyższy od niej o głowę, jego klatka piersiowa unosiła się szybko. Spojrzał w dół, na jej dekolt, gdzie bluzka naprężała się pod ciężarem dużych cycków. Anna zauważyła to spojrzenie i zamiast się cofnąć, wygięła plecy lekko, podkreślając krągłości. – Lubisz to, co widzisz? – zapytała cicho, jej głos drżał od antycypacji.
On przełknął ślinę, kiwając głową. – Pani Aniu… ja… nie powinienem…
Ale ona już była blisko, jej dłoń powędrowała do jego klatki, palce rysowały kontury mięśni przez koszulkę. – Nikt nie musi wiedzieć. Jesteśmy sami. A ja… ja potrzebuję tego. Potrzebuję ciebie.
Napięcie rosło, jak napięta struna. Anna poczuła, jak jej sutki twardnieją pod bluzką, ocierając się o materiał, wysyłając fale przyjemności w dół brzucha. Kuba stał jak wryty, ale jego oczy płonęły. Za oknem, w cieniu krzewów, Marek czaił się od jakiegoś czasu. Przyszedł niby po narzędzia, ale został, patrząc przez szybę. Widział wszystko – sposób, w jaki jego była żona kusiła chłopaka, jej uśmiech, dotyk. Serce mu waliło, mieszanka zazdrości i podniecenia ścisnęła mu gardło. Nie mógł się ruszyć; to było jak tortura, ale fascynująca.
Anna pochyliła się, jej usta znalazły się blisko ucha Kuby. – Pokaż mi, na co cię stać – wyszeptała. Jej dłoń zsunęła się niżej, muskając pas jego spodni. Poczuła twardość pod materiałem, pulsujące ciepło, i uśmiechnęła się drapieżnie.
Kuba nie wytrzymał. Chwycił ją za ramiona, obrócił twarzą do blatu. Jego ręce były pewne, dominujące – nie, to ona dyktowała tempo, ale on odpowiadał z entuzjazmem młodego byka. Anna westchnęła, gdy jego dłonie powędrowały do guzików jej bluzki. Rozpiął je powoli, jeden po drugim, odsłaniając czarną koronkową bieliznę, która ledwo powstrzymywała jej ogromne cycki. Sutki sterczały, ciemne i napięte, jak dojrzałe jagody. – Kurwa, są ogromne – mruknął Kuba, jego głos ochrypły od pożądania. To było pierwsze wulgarne słowo, wypowiedziane z podziwem, nie agresją.
Anna roześmiała się cicho, dominując scenę. – Lubisz duże cycki, co? Dotknij ich. Poczuj, jakie są ciężkie, pełne mleka kiedyś, a teraz pełne pożądania. – Pchnęła go lekko, by usiadł na krześle, a sama stanęła przed nim, zsuwając bluzkę z ramion. Jej piersi wyskoczyły, kołysząc się kusząco, skóra gładka i ciepła. Kuba wyciągnął ręce, chwycił je, ugniatając mocno. Palce wpijały się w miękkie ciało, kciuki drażniły sutki, kręcąc nimi okrężnie. Anna jęknęła, czując, jak wilgoć zbiera się między jej udami. Zapach jej podniecenia unosił się w powietrzu – słony, muszkowy, mieszający się z ziołami z sałatki.
Marek za oknem wstrzymał oddech. Widział, jak chłopak ssie sutek jego żony – nie, byłej żony – jak te usta zaciągają się mocno, wysysając z niej westchnienia. Zdrada paliła go od środka, ale jego spodnie napięły się boleśnie. Nie mógł oderwać wzroku; to był jego prywatny koszmar, jego sekretne podniecenie.
Anna pchnęła Kubę niżej. – Na kolana – rozkazała, jej głos twardy, dominujący. Hardcore’owa strona wychodziła na wierzch stopniowo, z jej doświadczeniem mamuśki, która wie, czego chce. Kuba uklęknął na kafelkach, zimnych i twardych pod jego kolanami. Ona podniosła spódnicę, odsłaniając czarne stringi, wilgotne od soków. Pachniała podnieceniem, gorąco i wilgotno. – Zdejmij je zębami – powiedziała, jej dłoń wplatając się w jego włosy.
On posłuchał, chwytając ząbkami cienki pasek materiału, ciągnąc w dół. Stringi zsunęły się po jej udach, odsłaniając wygoloną cipkę – różową, nabrzmiałą, z ustami rozchylonymi jak kwiat w deszczu. Kuba wciągnął powietrze, jego nos ocierał się o jej łechtaczkę. – Smakuj mnie – jęknęła Anna, przyciskając jego twarz do siebie. Jego język wysunął się, liznął powoli, od dołu do góry, smakując słony nektar. Językiem drażnił fałdki, kręcąc wokół łechtaczki, ssąc ją delikatnie. Anna drżała, jej biodra poruszały się rytmicznie, wpychając się głębiej w jego usta. Dźwięki – mlaskanie, jej westchnienia, jego ciężkie oddechy – wypełniły kuchnię jak symfonia pożądania.
– Głębiej, chłopcze – wyszeptała, dominując go głosem. Jej ręce ciągnęły go za włosy, kierując ruchem. Język Kuby wślizgnął się do środka, pieprząc ją oralnie, smakując wnętrze jej cipki, gorące i ciasne mimo wieku. Ona jęczała głośniej, cycki falowały z każdym oddechem, sutki wilgotne od jego śliny. Podniecenie budowało się warstwami: najpierw subtelne muśnięcia, teraz intensywne ssanie, które sprawiało, że jej uda drżały.
Marek patrzył, jego dłoń mimowolnie powędrowała do spodni. Cuckold – to słowo krążyło mu po głowie, gorzkie i podniecające. Była jego, a teraz dawała się temu gówniarzowi w ich kuchni. Łzy paliły oczy, ale nie odszedł.
Anna oderwała Kubę od siebie, jej oczy płonęły. – Teraz ty – powiedziała, zdejmując mu spodnie jednym ruchem. Jego kutas wyskoczył, gruby i żylasty, głowa lśniąca od preejakulatu. Był młody, twardy jak skała, pulsujący w jej dłoni. Ona uklękła na chwilę, dominując oralem – wzięła go do ust, ssąc głęboko, gardło zaciskając wokół trzonu. Smakowała słonego potu i męskości, jej język wirował wokół żołędzi, drażniąc ujście. Kuba jęknął, ręce w jej włosach, ale to ona kontrolowała tempo, pieprząc go ustami hardcore’owo, z głośnymi, wulgarnymi dźwiękami.
– Kurwa, jesteś taka dobra – wysapał Kuba, jego biodra pchały się naprzód.
Anna wstała, ocierając usta. – Chcę cię w sobie. Teraz. – Pchnęła go na blat, wspinając się na niego. Jej cipka, mokra i gotowa, opadła na jego kutasa powoli, centymetr po centymetrze. Poczuła, jak ją rozciąga – gruby trzon wypełniał ją całkowicie, ocierając się o ścianki, drażniąc punkt G. Jęknęła, ruchy bioder zaczęły się wolno, budując rytm. Jej duże cycki podskakiwały z każdym pchnięciem, ocierając się o jego klatkę. Zapach seksu wypełnił kuchnię – pot, soki, ich zmieszane ciała.
Kuba chwycił jej biodra, ale ona przejęła kontrolę, jeżdżąc na nim hardcore’owo, cipka zaciskająca się wokół niego jak imadło. – Mocniej, suko – mruknęła, wulgarność wyłaniająca się z jej dominacji, pasująca do chwili. On pchał w górę, ich ciała klaskały głośno, pot spływał po skórze. Ona drapała jego plecy, on ugniatał jej cycki, szczypiąc sutki boleśnie, co tylko wzmagało jej orgazm.
Kulminacja nadeszła falami. Anna poczuła pierwsze skurcze – cipka pulsowała wokół jego kutasa, soki spływały po jego jajach. – Dochodzę! – krzyknęła, jej ciało drżało, cycki falowały dziko. Kuba nie wytrzymał, wypełnił ją gorącym nasieniem, strzelając głęboko, ich jęki mieszały się w kulminacyjnym chaosie. Sensoryczne doznania eksplodowały: smak potu na ustach, dźwięk ich oddechów, dotyk śliskich ciał, zapach orgazmu.
Gdy opadli na blat, dysząc, Anna spojrzała przez okno. Zobaczyła cień – Marek stał tam, blady, z ręką w spodniach. Uśmiechnęła się tajemniczo, wiedząc, że zdrada nie skończyła się na tym. Kuba pocałował jej szyję, ale ona już myślała o następnym razem. A Marek? Odszedł cicho, z sercem pełnym goryczy i tajnego pożądania, które miało go dręczyć nocami.
Anna wstała, jej ciało lśniło od potu, cipka wciąż pulsowała. – To był dopiero początek – szepnęła do Kuby, a w jej oczach czaiła się obietnica więcej. Rozwódka znalazła nową zabawę, a zdrada smakowała słodszej niż kiedykolwiek. Kuchnia, świadkowa ich grzechu, pachniała seksem jeszcze długo po ich wyjściu.