Pierwszy pejcz: skóra, pot i „dziękuję, pani”

W małym, przytulnym mieszkaniu na obrzeżach miasta, gdzie powietrze pachniało deszczem i kawą z pobliskiej kawiarni, Anna siedziała na brzegu łóżka, nerwowo splatając palce. Miała dwadzieścia pięć lat, smukłą sylwetkę, bladą skórę kontrastującą z czarnymi włosami opadającymi na ramiona, i oczy pełne ciekawości pomieszanej z lękiem. To był jej pierwszy raz – nie z seksem, bo to przeżyła już wcześniej, ale z czymś głębszym, mroczniejszym. Z BDSM. Spotkała panią Elę na czacie online, gdzie rozmowy zaczęły się niewinnie, od flirtów i żartów, a przerodziły w obietnice poddania się, bólu i ekstazy. Ela była starsza o dziesięć lat, wysoka, o atletycznej budowie, z krótkimi, rudymi włosami i spojrzeniem, które mogło stopić stal. Pracowała jako trenerka personalna, co tłumaczyło jej pewność siebie i siłę w gestach.

Pokój był oświetlony przyćmionym światłem lampy, rzucającym cienie na ściany pokryte bordowymi zasłonami. Na stoliku obok łóżka leżał pejcz – nowy, skórzany, o smukłym trzonku i luźno zwisających rzemieniach, które szeptały obietnicę, gdy Anna na nie zerkała. Serce biło jej szybciej, gdy usłyszała kliknięcie drzwi wejściowych. Ela weszła, zrzucając płaszcz i odsłaniając czarną, skórzaną sukienkę opinającą jej krągłe biodra i pełne piersi. W dłoni trzymała torbę, z której wyjęła butelkę wina i kieliszki.

– Witaj, mała – powiedziała Ela miękkim, ale władczym tonem, stając przed Anną. Jej głos był jak aksamit, gładki, ale z krawędzią noża. – Gotowa na swój pierwszy raz?

Anna przełknęła ślinę, czując, jak ciepło rozlewa się po jej policzkach. Kiwnęła głową, nie mogąc oderwać wzroku od tych szmaragdowych oczu.

– Tak… pani – wyszeptała, pierwsze użycie tego słowa wysyłając dreszcz w dół jej kręgosłupa. Brzmiało dziwnie, intymnie, jakby oddawała kawałek siebie.

Ela uśmiechnęła się, nalewając wino. Usiadły na łóżku, blisko, ale nie dotykając. Rozmowa płynęła powoli – o granicach, słowach bezpieczeństwa, o tym, co Anna czuje, myśląc o poddaniu. Ela opowiadała o swojej pierwszej sesji, o tym, jak ból miesza się z przyjemnością, jak skóra płonie, ale umysł unosi się w euforii. Anna słuchała, czując narastające mrowienie między udami, subtelne napięcie w sutkach, które stwardniały pod cienką bluzką. Powietrze gęstniało od antycypacji, zapach perfum Eli – piżmowy, dominujący – mieszał się z lekkim potem na skórze Anny.

– Zdejmij bluzkę – poleciła w końcu Ela, odstawiając kieliszek. Jej głos stał się twardszy, bardziej rozkazujący.

Anna zawahała się przez chwilę, ale posłuchała. Jej dłonie drżały, gdy ściągała bawełniany materiał, odsłaniając blade ramiona i małe, jędrne piersi z bladymi aureolami. Sutki sterczały, wrażliwe na chłodne powietrze. Ela patrzyła, oceniając, jej wzrok jak dotyk.

– Piękna – mruknęła, wstając i wyjmując pejcz z torby. Rzemienie zaszeleściły cicho, gdy go podniosła. – Na kolana, na podłogę. Ręce za głowę.

Anna zsunęła się z łóżka, kolana ugięły się na dywanie. Pozycja sprawiła, że jej piersi uniosły się, a plecy wygięły lekko w łuk. Czuła się odsłonięta, bezbronna, ale to uczucie budziło w niej falę ciepła w podbrzuszu. Ela krążyła wokół niej wolno, pejcz muskając jej skórę po ramionach – lekkie muśnięcie, jak pieszczota, które wysyłało iskry po całym ciele.

– To twój pierwszy pejcz – powiedziała Ela, zatrzymując się za nią. – Będzie bolało, ale poprosisz o więcej. Powiedz, czego chcesz.

– Chcę… służyć pani – odparła Anna, głosem drżącym od podniecenia. Serce dudniło, skóra płonęła pod spojrzeniem.

Pierwszy cios był delikatny, eksplorujący. Rzemienie pejcza musnęły jej plecy, pozostawiając lekkie zaczerwienienie, jak ślad pocałunku. Anna westchnęła, zaskoczona falą ciepła rozlewającą się po skórze. Ela uderzyła znowu, mocniej, celując w pośladki – skóra napięła się, a potem zapiekła, ból mieszając się z pulsującym pragnieniem między nogami. Anna poczuła wilgoć, jej cipka zwilżała się, sutki bolały od napięcia.

– Dziękuję, pani – wyszeptała automatycznie, powtarzając słowa, które Ela kazała jej zapamiętać.

Ela roześmiałała się cicho, jej dłoń przesuwając się po czerwonym śladzie na skórze Anny, palce chłodne na gorącym ciele.

– Dobra dziewczynka. Teraz zdejmij resztę. Chcę cię całą.

Anna wstała na chwiejnych nogach, zsuwając spódnicę i majtki. Stała naga, jej ciało blade, z lekkim rumieńcem na policzkach i piersiach. Włosy łonowe, ciemne i schludne, kryły nabrzmiałe wargi sromowe, które już pulsowały. Ela przyciągnęła ją bliżej, sadzając na łóżku na czworaka, tyłkiem w górze. Pejcz zawisł w powietrzu, a potem opadł – raz, drugi, trzeci. Każdy cios był precyzyjny: na pośladki, gdzie skóra czerwieniała, na uda, gdzie ból promieniował do rdzenia. Anna jęknęła, pot spływał po jej plecach, mieszając się z zapachem podniecenia – słonym, ziemistym.

– Mocniej? – zapytała Ela, jej oddech przyspieszony, oczy błyszczące.

– Tak, proszę, pani… mocniej – błagała Anna, głosem łamiącym się od mieszanki bólu i rozkoszy. Jej cipka ociekała, sok spływał po wewnętrznej stronie ud, smarując skórę.

Ciosy stały się intensywniejsze, hardcore’owe. Pejcz świstał, rzemienie gryzły skórę, pozostawiając pręgi – czerwone, opuchnięte, pulsujące ogniem. Anna wiła się, biodra unosząc się mimowolnie, szukając ulgi. Ból był ostry, jak igły wbijane w mięśnie, ale za nim następowała fala endorfin, ciepła, narkotyczna. Jej sutki ocierały się o prześcieradło, twarde i wrażliwe, a klitoris nabrzmiewał, domagając się dotyku. Zapach potu Eli, ciężki i muskujący, wypełniał pokój, mieszając się z wilgotnym aromatem podniecenia Anny.

– Jesteś mokra jak dziwka – wyszeptała Ela, rzucając pejcz i klękając za nią. Jej dłonie rozchyliły pośladki Anny, palce sunęły po wilgotnych wargach, drażniąc wejście. – To dla mnie? Ten cały ten sok?

– Tak, pani… dla pani – jęknęła Anna, biodra pchając się wstecz. Palec Eli wśliznął się do środka, wolno, obracając się, masując ścianki cipki, które zaciskały się wokół intruza. Drugi palec dołączył, rozciągając ją, a kciuk znalazł łechtaczkę – okrężne ruchy, budujące napięcie.

Ela zdjęła sukienkę, odsłaniając swoje ciało: jędrne piersi z ciemnymi sutkami, płaski brzuch i ogoloną cipkę, już wilgotną. Nachyliła się, jej usta muskając pręgi na skórze Anny, język liżący słony pot. Potem weszła w nią strap-onem z torby – grubym, czarnym, z realistycznymi żyłkami. Wsunął się powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając ciasne ścianki, wypełniając do granic. Anna krzyknęła, ból z pejcza mieszając się z rozciąganiem, ale to było boskie – pełnia, tarcie o punkt G, fale rozkoszy promieniujące od środka.

– Kurwa, jesteś ciasna – warknęła Ela, zaczynając ruchy, biodra uderzające o pośladki z plaśnięciem. – Mów, że jesteś moją suką.

– Jestem… twoją suką, pani! – wykrzyknęła Anna, głosem chrapliwym, wulgarnym w uniesieniu. Pejcz leżał obok, ale Ela chwyciła go znów, muskając rzemieniami po plecach Anny w rytm pchnięć. Każdy cios synchronizował się z penetracją – ból i przyjemność splatały się w ekstazę. Cipka Anny ssała strap-on, sok spływał po udach Eli, smarując wszystko. Dźwięki wypełniały pokój: plaśnięcia skóry o skórę, jęki, mokre chlupotanie.

Kulminacja nadeszła falami. Ela przyspieszyła, jej palce znalazły łechtaczkę Anny, masując brutalnie. Anna drżała, mięśnie napięte, skóra lśniąca od potu.

– Dojdziesz dla mnie, dziwko – rozkazała Ela, jej własny oddech urywany, sutki ocierające się o plecy Anny.

– Dziękuję, pani… dziękuję! – krzyknęła Anna, orgazm eksplodując – cipka zacisnęła się, fale kurczów rozlewające się po ciele, sok tryskający na prześcieradło. Ela doszła chwilę później, jej biodra drgające, palce wbijające się w biodra Anny.

Upadły razem na łóżko, ciała splecione, pot spływający, oddechy ciężkie. Ela przytuliła Annę, muskając ustami pręgi na skórze.

– Byłaś idealna – szepnęła. – To dopiero początek.

Anna uśmiechnęła się słabo, ciało wciąż pulsujące, umysł w błogiej mgiełce. Wiedziała, że wróci po więcej – po ten pejcz, po dominację, po to „dziękuję, pani”, które stało się jej mantrą.