Byliśmy małżeństwem od ośmiu lat, z tymi wszystkimi rutynami, które kiedyś wydawały się ekscytujące, a teraz stały się nudne jak stara pościel. Anna i ja – ona z burzą kasztanowych włosów, które zawsze opadały na jej ramiona jak kaskada jesiennych liści, i ciałem, które po latach wciąż budziło we mnie dreszcz, z krągłymi biodrami i piersiami pełnymi, jak dojrzałe owoce. Ja, Marek, z moją atletyczną budową, którą utrzymywałem w siłowni, czując, że coś w naszym życiu wymaga wstrząsu. Swingersi – to słowo krążyło między nami od miesięcy, najpierw jako żart przy winie, potem jako szept w ciemności sypialni. „A gdybyśmy spróbowali?” – powiedziała kiedyś Anna, jej głos drżący lekko od mieszanki strachu i ciekawości. Zdrada kontrolowana, jak to nazywaliśmy. Pierwszy raz. Dla par, które chciały poczuć ogień na nowo, bez spalenia wszystkiego za sobą.
Poznaliśmy ich na prywatnej imprezie w willi na obrzeżach miasta – Elżbieta i Tom. Ona, wysoka blondynka o oczach jak błękitne jeziora, z ciałem wyrzeźbionym jogą, smukłym, ale z piersiami sterczącymi dumnie pod obcisłą sukienką, które zdawały się prosić o dotyk. On, muskularny brunet z tatuażami wijącymi się po ramionach, o uśmiechu, który obiecywał kłopoty. Rozmowy przy drinkach szybko zeszły na tematy zakazane. „Jesteśmy otwarci” – mrugnęła Elżbieta, jej dłoń muskająca ramię Tomasza. Anna zacisnęła moją dłoń pod stołem, jej palce wilgotne od napięcia. To był nasz pierwszy raz w tym świecie. Serca biły nam jak młoty, a powietrze gęstniało od niewypowiedzianych obietnic.
Wróciliśmy do ich apartamentu nad jeziorem, gdzie zapach sosnowego lasu mieszał się z solą wody. Willa była ciepła, oświetlona przyćmionymi lampami, z wielką łazienką na górze, której sercem był przestronny prysznic z przezroczystymi ścianami – idealny do oglądania, do prowokowania. „Chodźmy się umyć” – zaproponował Tom, jego głos niski, pewny siebie, gdy poprowadził Elżbietę w stronę schodów. Anna spojrzała na mnie, jej zielone oczy błyszczące niepewnością i podnieceniem. „Patrzę na ciebie” – szepnęła, gdy weszliśmy do łazienki. To była jej rola – obserwować, kontrolować zdradę, czuć dreszcz zazdrości mieszany z pożądaniem.
Elżbieta zrzuciła sukienkę pierwsza, jej ciało odsłoniło się powoli, jak prezent. Skóra gładka, blada, z lekkim rumieńcem na policzkach. Piersią uniosły się lekko, sutki stwardniałe od chłodu powietrza, różowe i wrażliwe, jakby czekały na pieszczotę. Biodra kołyszące się leniwie, gdy weszła pod strumień wody, a między udami widać było delikatny trójkąt jasnych włosów, wilgotny już nie tylko od prysznica. Tom dołączył do niej, jego kutas już półtwardy, ciężki i gruby, z żyłami pulsującymi pod skórą, gdy woda spływała po jego torsie, podkreślając mięśnie brzucha. Roześmiali się cicho, ich ręce zaczęły się poruszać – jego dłoń na jej piersi, ugniatająca delikatnie, ona muskająca jego jądra opuszkami palców.
Stałem z Anną przy wejściu do prysznica, jeszcze ubrany, czując, jak moje serce wali w klatce piersiowej. Anna oparła się o framugę, jej oddech przyspieszony, sukienka opinająca się na jej krągłościach. „Idź do niej” – powiedziała cicho, jej głos drżący, ale zdecydowany. To był moment – wejście, pierwszy krok w ten świat. Zdjąłem koszulę, spodnie, aż stałem nagi, mój kutas już nabrzmiały od widoku, uniesiony lekko, czubek wilgotny od pierwszej kropli preejakulatu. Woda była ciepła, parująca, gdy wszedłem do środka, strumienie spływające po mojej skórze jak tysiąc palców.
Elżbieta odwróciła się do mnie, jej oczy błyszczące pod wodą, usta rozchylone. „Witaj” – mruknęła, jej dłoń wyciągając się, muskając mój brzuch, schodząc niżej, palce owijające się wokół mojego kutasa. Dotyk był elektryzujący – jej skóra śliska od wody, ciepła, pewna. Poczułem, jak twardnieję w pełni, kutas pulsujący w jej uścisku, ciężki i gotowy. Tom stał z boku, jego ręka na jej tyłku, rozchylająca pośladki lekko, palec sunący w dół, ku wilgotnej szparze. Anna patrzyła, jej dłoń przyciśnięta do ust, oczy rozszerzone. Powietrze wypełnił zapach mydła i podniecenia – słony, pierwotny, zmieszany z wonią wilgotnej skóry.
– Marek… – wyszeptała Anna z progu, jej głos mieszający rozkaz z błaganiem. – Dotknij jej. Pokaż mi.
Pochyliłem się, moje usta znalazły szyję Elżbiety, smakując słoną wodę i jej naturalny zapach – słodki, jak kwiaty po deszczu. Jęknęła cicho, jej biodra przysuwając się bliżej, sutek ocierający się o moją klatkę. Wziąłem go w usta, ssąc delikatnie, czując, jak twardnieje na moim języku, jej skóra gładka i napięta. Ręką powędrowałem niżej, palce sunące po jej brzuchu, ku temu ciepłemu, wilgotnemu zagłębieniu między nogami. Była mokra, nie tylko od prysznica – sok z jej cipki gęsty, lepki, pachnący podnieceniem. Wsunąłem palec, powoli, czując, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego, gorące i pulsujące. Elżbieta westchnęła, jej dłoń zaciskająca się mocniej na moim kutasie, masująca go rytmicznie, od nasady po czubek, rozmazując wilgoć.
Tom dołączył, jego kutas ocierający się o biodro Elżbiety, gruby i sztywny, z kropelką przezroczystego płynu na końcu. Pocałował ją namiętnie, ich języki splatające się pod wodą, dźwięk ssania i westchnień odbity od kafelków. Anna weszła bliżej, nie do prysznica, ale na skraj, jej sukienka wilgotna od pary. Widziałem jej napięte sutki przebijające materiał, rumieniec na policzkach. To było nasze – jej spojrzenie paliło, budząc we mnie falę zazdrości i pożądania. „Kontrolowana zdrada” – powtarzała w myślach, ale jej oczy zdradzały głód.
Napięcie rosło, woda spływała strumieniami, a ja poczułem, jak Elżbieta klęka powoli, jej kolana na mokrej podłodze. Otworzyła usta, język wyciągając się, liżąc czubek mojego kutasa – smak słony, metaliczny, mieszany z wodą. Wzięła go głębiej, jej wargi owijające się wokół trzonu, ssąc z cichym mlaskaniem, gardło pulsujące, gdy połknęła więcej. Poczułem dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa, jądra napinające się, zapach jej włosów mokrych i cytrusowy od szamponu. Tom stał za nią, jego ręce na jej piersiach, szczypiące sutki, wyciągające je boleśnie-słodko.
– Tak, ssij go – mruknął Tom, jego głos ochrypły. – Poczuj, jaki jest twardy dla ciebie.
Elżbieta jęknęła z pełnymi ustami, wibracje przesyłające fale rozkoszy przez mój kutas. Anna patrzyła, jej dłoń wsuwająca się pod sukienkę, muskająca się dyskretnie, oddech urywany. „To dla nas” – pomyślałem, wchodząc głębiej, moje biodra pchające się do przodu, czując, jak jej gardło zaciska się, wilgoć spływająca po brodzie.
Wstała, obracając się, jej tyłek wypięty, pośladki okrągłe i napięte, szparka lśniąca. „Wejdź we mnie” – szepnęła, głos drżący od pożądania. Pchnąłem, mój kutas sunący w nią gładko, gorąco, ścianki cipki owijające się ciasno, pulsujące. Woda spływała po nas, dźwięk klaskających ciał mieszający się z jękami – jej, moimi, jego. Tom wszedł w nią od tyłu, w dupę, powoli, jej krzyk echojący, mieszanka bólu i ekstazy. Byliśmy trójką, ciała splatające się, pot spływający z zapachiem seksu – słonym, animalistycznym.
– Kurwa, jesteś taka ciasna – wysapałem, nie mogąc się powstrzymać, wulgarność wylewająca się z napięcia, gdy pchałem głębiej, czując, jak jej cipka zaciska się rytmicznie, sok spływający po moich udach. Elżbieta krzyknęła, jej paznokcie wbijające się w moją pierś, rysujące czerwone ślady.
– Mocniej, obaj! – jęknęła, głos załamany. Tom klął cicho, jego pchnięcia szorstkie, biodra uderzające o jej tyłek z mokrym plaśnięciem.
Anna patrzyła, jej oczy szkliste, dłoń pracująca szybciej pod spódnicą. „Patrzę na ciebie, kochanie” – powiedziała głośno, głosem pełnym pożądania. – „To nasze. Pierwszy raz… i nie ostatni.”
Kulminacja nadeszła falami – ja pierwszy, eksplodując w niej, sperma gorąca i gęsta, wypełniająca jej cipkę, spływająca po udach zmieszana z wodą. Elżbieta zadrżała, jej orgazm ściskający mnie w uścisku, krzyki rozdzierające powietrze. Tom doszedł chwilę później, wycofując się, strzelając na jej plecy, biały strumień kontrastujący z wodą.
Wyszliśmy spod prysznica, ciała śliskie, drżące. Anna przytuliła mnie, jej usta na moich, smakujące słono od łez i podniecenia. „To było… niesamowite” – szepnęła, jej dłoń na moim nadal pulsującym kutasie. Siedzieliśmy we czwórkę w salonie, owinięci ręcznikami, pijąc wino, śmiech mieszający się z westchnieniami. Pierwszy raz swingerski, zdrada pod jej okiem – ale zamiast kończyć, zapalił we mnie ogień, który palił się dalej. Co przyniesie następny prysznic? Anna uśmiechnęła się tajemniczo, jej palce splatające się z moimi. Wiedzieliśmy, że to dopiero początek.