Wieczór w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta był ciężki od letniego upału, który sączył się przez uchylone okno, niosąc ze sobą zapach nagrzanego asfaltu i odległych grilli. Anna, dwudziestodwuletnia studentka socjologii, siedziała na brzegu łóżka w sypialni swojego chłopaka, Marka. Poznali się trzy miesiące temu na imprezie studenckiej – on, pewny siebie grafik z tatuażami na ramionach, ona nieśmiała, ale ciekawska, zawsze z nosem w książkach. Ich związek rozwijał się powoli, pełne ukradkowych pocałunków i delikatnych pieszczot, ale dzisiejsza noc miała być inna. Anna czuła to w powietrzu, w sposobie, w jaki Marek patrzył na nią, gdy wchodzili do pokoju – z mieszanką czułości i głodu, który sprawiał, że jej skóra mrowiła pod cienką, bawełnianą sukienką.
– Jesteś pewna, że chcesz spróbować czegoś nowego? – zapytał cicho Marek, siadając obok niej. Jego głos był niski, uspokajający, ale z nutą podniecenia, które zdradzał przyspieszony oddech. Wyciągnął rękę i delikatnie odgarnął kosmyk jej ciemnych włosów z twarzy, muskając palcami jej policzek. Anna skinęła głową, czując, jak serce bije jej szybciej. Zawsze była ciekawa, ale nigdy nie przekroczyła granicy oralnych eksploracji poza lekkimi pocałunkami na szyi czy delikatnym liźnięciem. Dziś, pod wpływem jego sugestii i własnego rosnącego pragnienia, zgodziła się na więcej – na deepthroat, na pchanie jego kutasa głęboko w swoje gardło, aż do granicy, gdzie ciało protestuje, ale umysł krzyczy o więcej.
– Tak… Chcę cię poczuć całego – wyszeptała, jej policzki zarumieniły się, a dłonie drżały, gdy położyła je na jego udach. Marek uśmiechnął się, jego niebieskie oczy błyszczały w przyćmionym świetle lampki. Powoli rozpiął guzik koszulki, odsłaniając umięśniony tors, pokryty drobnymi kropelkami potu, które lśniły jak rosa. Anna patrzyła, jak jego ręce schodzą niżej, do paska spodni, i poczuła falę ciepła między nogami – wilgotne, pulsujące napięcie, które kazało jej zacisnąć uda.
Zaczął od delikatności, by zbudować zaufanie. Pocałował ją głęboko, jego język tańczył z jej, smakując lekko słoną wilgoć jej ust. Ręce wędrowały po jej ciele, sunąc wzdłuż ramion, schodząc na biodra, a potem pod sukienkę, muskając wewnętrzną stronę ud. Anna westchnęła w jego usta, czując, jak jej sutki twardnieją pod materiałem, naciskając na koronkę stanika. – Jesteś taka napięta… Rozluźnij się, kochanie – mruknął, odsuwając się nieco, by pomóc jej zdjąć sukienkę. Stała przed nim naga, poza bielizną, jej blade ciało lśniło w ciepłym świetle – pełne piersi falowały z każdym oddechem, smukły brzuch i delikatny trójkąt ciemnych włosów między nogami, gdzie już czuła, jak wilgoć przesiąka majtki.
Marek wstał, zrzucając resztę ubrań. Jego kutas, półtwardy jeszcze, kołysał się swobodnie – gruby, z widocznymi żyłami biegnącymi wzdłuż trzonu, główka różowa i nabrzmiała, z kroplą przezroczystego płynu na czubku. Anna przełknęła ślinę, czując mieszankę lęku i fascynacji. Pachniał nim – muskujący, męski zapach potu i podniecenia, unoszący się w gorącym powietrzu. Usiadła z powrotem na łóżku, a on podszedł bliżej, jego dłoń delikatnie ujęła jej podbródek, unosząc twarz ku sobie.
– Zacznij powoli – powiedział, prowadząc jej dłoń do swojego członka. Jej palce oplotły go ostrożnie, czując ciepło skóry, pulsowanie krwi pod powierzchnią. Było twardy, jak aksamitny pręt owinięty w jedwab, a gdy zaczęła poruszać ręką w górę i w dół, Marek jęknął cicho, jego biodra drgnęły. Anna pochyliła się, jej oddech musnął główkę, powodując, że kutas podskoczył lekko. Otworzyła usta, język wysunął się niepewnie, liżąc spód – słony smak preejakulatu rozlał się po jej kubkach smakowych, mieszając się z lekką goryczką. Zaczęła ssać delikatnie, tylko główkę, jej wargi zaciskały się wokół niej, język wirował, badając rowek pod spodem. Marek westchnął, jego palce wplatały się w jej włosy.
– O tak… Właśnie tak, Aniu. Jesteś w tym taka naturalna – mruczał, patrząc w dół, jak jej głowa porusza się rytmicznie. Anna czuła, jak jej własne podniecenie rośnie – sutki bolały od napięcia, a między nogami wilgoć stała się lepka, przesiąkając majtki. Ssanie stało się głębsze; wzięła go na kilka centymetrów, jej usta rozciągnięte wokół trzonu, ślina ściekała po brodzie. Dźwięk – mokre mlaskanie, jej ciche pomruki – wypełniał pokój, mieszając się z ciężkim oddechem Marka. Ale to nie wystarczyło; chciała więcej, chciała poczuć go w gardle, jak w tych filmach, które oglądała w sekrecie.
– Spróbuj głębiej… Oddychaj nosem – wyszeptał, jego głos drżał od powstrzymywanego pożądania. Anna kiwnęła głową, zaciskając dłoń u podstawy, by kontrolować ruchy. Wzięła głęboki oddech i pchnęła głowę do przodu, czując, jak główka dociska się do tylnej części gardła. Zrobiło się ciasno, jej gardło zacisnęło się instynktownie, powodując kasłnięcie – ostre, wilgotne, jak gdyby próbowała kaszlnąć w niebo, wypluć napięcie w gwiazdy. Ślina trysnęła, spływając po jego jajach, a ona cofnęła się, łzy napłynęły do oczu, ale nie z bólu, lecz z intensywności. Smak był mocniejszy teraz – słony, metaliczny, z nutą jej własnej śliny.
– Cholera, to było… niesamowite – jęknął Marek, jego biodra drgnęły mimowolnie. Anna otarła usta, ale uśmiechnęła się przez łzy, czując falę dumy i podniecenia. – Jeszcze raz? – zapytała chrapliwie, jej głos lekko zachrypnięty. Skinął głową, a ona wróciła do ssania, tym razem pewniejsza. Powoli, centymetr po centymetrze, brała go głębiej, jej gardło rozluźniało się z każdym pchnięciem. Czuła każdy szczegół – gładkość skóry, pulsujące żyły ocierające się o jej język, ciepło wypełniające usta. Dźwięki nasilały się: jej kaszlnięcia mieszały się z jego stłumionymi przekleństwami, mokre chlupotanie śliny, szelest pościeli pod jej kolanami.
Napięcie rosło; Anna poczuła, jak jej cipka pulsuje, domagając się uwagi. Jedną ręką sięgnęła między nogi, masując łechtaczkę przez wilgotną tkaninę majtek – dotyk był elektryzujący, wilgoć kleiła się do palców. Marek zauważył to, jego oczy zapłonęły. – Pieprz mnie ustami, Aniu… Głębiej, kurwa, weź go całego – wyszeptał, jego głos stał się szorstki, wulgarny od pożądania, pasujący do rosnącej dzikości chwili. Pchnął biodrami, a ona pozwoliła, jej gardło otworzyło się na chwilę, przyjmując go do samego dna – nos dotykał jego podbrzusza, jajka ocierały się o jej podbródek. Kasłanie wróciło, mocne, gardłowe, jak wybuch, ale tym razem niosło ekstazę; ślina kapała na jej piersi, mieszając się z potem.
Czuła wszystko: zapach jego podniecenia, gęsty i animalistyczny, smak słonej esencji na języku, dotyk jego dłoni w jej włosach, ciągnących lekko dla kontroli. Jej ciało drżało, orgazm nadchodził falami – najpierw lekkie skurcze w brzuchu, potem eksplozja między nogami, gdy palce wcisnęły się pod majtki, masując nabrzmiałą cipkę. Marek jęknął głośno, jego kutas napęczniał w jej gardle, pulsując. – Nadchodzę… Połknij to, suko – wychrypiał, i strzelił – gorące, gęste strumienie spermy zalały jej gardło, solony, lepki smak spływał w dół, zmuszając do kolejnego kaszlnięcia. Cofnęła się, kaszląc w niebo, łzy płynęły po policzkach, ale usta uśmiechały się w spełnieniu. Sperma kapała z jej warg, lśniąc na brodzie.
Upadła na łóżko obok niego, dysząc, ciała splatały się w uścisku. Marek pocałował jej czoło, muskając wilgotne włosy. – To było… twój pierwszy raz, co? – mruknął, jego głos miękki teraz. Anna skinęła głową, czując mieszankę wyczerpania i euforii – gardło bolało lekko, ale to bolało dobrze, jak pamiątka po przekroczeniu granicy. – Chcę więcej takich nocy – wyszeptała, a on zaśmiał się cicho, obiecując bez słów, że to dopiero początek ich odkryć. W tle, przez okno, nocne niebo mrugało gwiazdami, jakby aprobując jej kaszlnięcie w wieczność.