Lato w pełni, powietrze ciężkie od ciepła i zapachu dymu z grilla. Dom Kowalskich na obrzeżach miasta pachnie świeżo skoszoną trawą i marynowanym mięsem. Tomek, wysoki facet po czterdziestce z lekkim zarysem piwa na brzuchu, ale wciąż atletyczną sylwetką, stoi przy ruszcie, przewracając kiełbaski widelcem. Jego żona, Anka, krząta się po tarasie – szczupła brunetka o długich nogach i uśmiechu, który zawsze skrywa jakąś tajemnicę. Obok nich, ich starzy znajomi: Marek z Kaśką. Marek to typ faceta, który lubi żartować, z rumianymi policzkami i rękami mechanika, a Kaśka – pełna piersi, biodra kołyszące się jak fale, blond włosy opadające na ramiona.
Wszyscy się znają od lat, od czasów studiów, ale ostatnio rozmowy skręciły w inne tory. Na jednej z imprez, po kilku piwach, wyszła historia o swingerskim klubie, w którym Marek i Kaśka niby „tylko raz” byli. Tomek wtedy zażartował, Anka się roześmiała, ale w jej oczach błysnęło coś więcej. Dziś, na tym grillu, powietrze iskrzy od niewypowiedzianych sugestii. Tomek czuje to w kościach – sposób, w jaki Kaśka zerka na niego, gdy Anka nalewa wina, albo jak Marek klepie Ankę po plecach, niby przypadkiem.
– No, chłopaki, te kiełbaski pachną jak cholera – mówi Marek, siadając przy stole na tarasie. – Ale wiecie, co jest lepsze? Żony na zmianę. Żartuję, żartuję!
Śmiech wybucha, ale jest w nim nerw, jak iskra przed wybuchem. Anka nalewa kolejne kieliszki, jej dłoń muska ramię Marka. Tomek obserwuje to z boku, serce bije mu szybciej, niż powinien. Zawsze był zazdrosny, ale dziś ta zazdrość miesza się z podnieceniem, gorącym i nieznanym.
Słońce chyli się ku zachodowi, cienie wydłużają się na trawie. Kiełbaski są gotowe, stoły ugina się od sałatek i piwa. Rozmowa płynie leniwie – o pracy, dzieciach, wakacjach. Ale pod spodem coś się tli. Kaśka, w obcisłej sukience podkreślającej krągłości jej bioder, nachyla się po talerz, a dekolt odsłania miękkie wzgórza piersi. Tomek nie może oderwać wzroku; czuje, jak krew pulsuje mu w żyłach, a w spodniach budzi się znajome napięcie.
– Tomek, pomóż mi z tym mięsem – woła Anka z kuchni, jej głos lekko drżący. W środku, gdy podaje mu półmisek, ich spojrzenia spotykają się. – Myślisz, że oni naprawdę byliby chętni? – szepcze, a jej palce muskają jego dłoń. – To tylko zabawa, prawda?
Tomek kiwa głową, ale w głowie ma chaos. Zdrada? Nie, to nie zdrada, jeśli wszyscy wiedzą. Albo tak sobie wmawia. Wracają na taras, gdzie Marek opowiada sprośny dowcip o grillu i mięsie, który brzmi jak metafora. Kaśka chichocze, jej noga „przypadkiem” ociera się o udo Tomka pod stołem. Dotyk jest elektryzujący – ciepła skóra przez cienką tkaninę, subtelny nacisk, który mówi więcej niż słowa.
Napięcie rośnie z każdym łykiem wina. Słońce znika, zapala się lampa na tarasie, rzucając ciepłe światło na ich twarze. Anka proponuje grę w karty, niby niewinną, ale reguły szybko schodzą na tematy intymne. – Kto pierwszy zdradził żonę? – pyta Marek, a jego oczy błyszczą. Tomek przyznaje się do flirtu na firmowej imprezie, Kaśka do pocałunku z kolegą z siłowni. Śmiech miesza się z westchnieniami, powietrze gęstnieje od antycypacji.
– A gdyby tak… na zmianę? – szepcze Anka, jej głos cichy, ale prowokujący. Spogląda na Marka, potem na Kaśkę. – Jak te kiełbaski. Gorące, soczyste, dzielone.
Marek unosi brew, Kaśka rumieni się, ale jej usta układają się w uśmiech. Tomek czuje, jak jego serce wali – strach miesza się z pożądaniem. Wstają, niby po deser, ale kierują się do ogrodu, za dom, gdzie krzewy dają osłonę. Dłonie splatają się przypadkiem, potem celowo. Kaśka przytula się do Tomka, jej piersi wciskają się w jego klatkę, zapach jej perfum – słodki, kwiatowy – miesza się z dymem z grilla.
– Chcesz? – mruczy mu do ucha, jej oddech gorący na skórze. Tomek kiwa głową, niezdolny do słów. Anka z Markiem są obok, ich cienie tańczą w półmroku. Pocałunek Kaśki jest miękki na początku, usta wilgotne od wina, język muskający wargę. Potem głębszy, głodny. Jej ręce wędrują po jego plecach, palce wbijają się w materiał koszuli.
Tomek spogląda na Ankę – widzi, jak Marek całuje jej szyję, jak jej głowa odchyla się w rozkoszy. Zazdrość kłuje, ale podniecenie jest silniejsze. To swing, powtarza sobie, zdrada tylko w umyśle, ale ciało nie kłamie. Kaśka klęka powoli, jej dłonie rozpinają pasek Tomka. Spodnie opadają, odsłaniając nabrzmiałego kutasa, pulsującego w ciepłym powietrzu. Jej oczy błyszczą – patrzy na niego z mieszanką podziwu i pożądania.
– Jaki duży – szepcze, a jej palce owijają trzon, delikatnie masując. Skóra jest gładka, ciepła, żyły nabrzmiewają pod dotykiem. Tomek wzdycha, czując, jak jej kciuk przesuwa się po żołędzi, rozsmarowując wilgoć z czubka. Zapach jej podniecenia unosi się w powietrzu – słony, musujący, gdy rozchyla nogi, by dotknąć siebie przez sukienkę.
Tymczasem Anka z Markiem są bliżej. Jej sukienka jest podciągnięta, majtki zsunięte na bok. Marek klęczy, jego język liże jej cipkę – różową, wilgotną, z łechtaczką nabrzmiałą jak perła. Anka jęczy cicho, jej ręce wplatają się we włosy Marka.
– Tak, liż mnie… głębiej – dyszy, głos drżący od rozkoszy. Dźwięk jej wilgotnych fałdów ssących język Marka miesza się z szelestem liści. Smak jej soków – słony, lekko kwaśny – sprawia, że Marek mruczy z zadowolenia, jego kutas twardy w spodniach.
Kaśka bierze Tomka do ust. Jej wargi zamykają się wokół żołędzi, język wiruje po rowku, ssąc delikatnie. Ciepło jej jamy ustnej otula go całego, ślina spływa po trzonie, kapie na trawę. Tomek chwyta jej włosy, pchając głębiej – czuje, jak gardło Kaśki zaciska się wokół niego, dławiąc lekko, ale nie przerywając. Zapach jej potu, zmieszany z dymem, działa jak afrodyzjak.
– Kurwa, jesteś taka mokra – warczy Tomek, wsuwając dłoń pod sukienkę Kaśki. Jej cipka jest gorąca, wilgotna, palce ślizgają się po wargach sromowych, wchodząc w środek. W środku jest ciasno, pulsująco, sok kapie po jego ręce. Kaśka jęczy z kutasem w ustach, wibracje przesyłają dreszcz przez całe ciało Tomka.
Zmieniają się. Anka podchodzi do Tomka, jej oczy płoną. – Twoja kolej – mówi, klękając obok Kaśki. Ich języki spotykają się na jego kutasie – lizanie, ssanie, gryzienie delikatne. Dwa zestawy ust, dwa różne rytmy: Anka ssie głęboko, Kaśka liże jądra, muskając je językiem. Zapach kobiecych cip miesza się, smaki na jego skórze – słoność Anki, słodycz Kaśki.
Marek staje za Anką, wbijając się w nią od tyłu. Jego kutas – gruby, żylasty – rozsuwa jej wargi, wchodzi centymetr po centymetrze. Anka krzyczy z rozkoszy, jej cipka zaciska się wokół niego, mlekoąc każdy ruch. – Pieprz mnie mocniej, ty draniu – syczy, biodra pchające się do tyłu. Dźwięk ich ciał – klaskanie, chlupot soków – wypełnia ogród.
Tomek nie wytrzymuje. Chwyta Kaśkę, kładzie ją na trawie. Sukienka podciągnięta, nogi rozchylone. Jej cipka lśni w świetle lampy – wargi opuchnięte, łechtaczka stercząca. Wsuwa się w nią powoli, czując, jak jej ścianki obejmują go ciasno, gorąco. – O tak, weź mnie całego – jęczy Kaśka, paznokcie wbijające się w jego plecy. Ruchy przyspieszają – głębokie pchnięcia, trzon ocierający się o punkt G, jej soki spływające po jajach.
Anka patrzy, masturbując się palcami, podczas gdy Marek rżnie ją bez litości. Kulminacja nadchodzi falami. Tomek dochodzi pierwszy – sperma wylewa się w Kaśce, gorąca, lepka, wypełniając ją po brzegi. Ona drży, orgazm ściska go w uścisku, krzyki rozdzierają noc.
Marek kończy w Ance, jego ryki mieszają się z jej jękami. Ciała splatają się, pot, sperma, soki – wszystko zmieszane w sensorycznej orgii. Zapach seksu unosi się jak dym z grilla, gęsty i pierwotny.
Później, leżą na trawie, dysząc. Kiełbaski wystygły, ale oni płoną. – To było… niesamowite – szepcze Anka, tuląc się do Tomka, ale jej dłoń wciąż na udzie Marka. Zdrada? Swing? Granice się zatarły. Wracają do domu, obiecując powtórkę, ale w oczach Tomka czai się cień wątpliwości – czy to koniec, czy dopiero początek czegoś głębszego, mroczniejszego? Noc milczy, a oni wiedzą, że kiełbaski to tylko pretekst.