Wieczór w luksusowym hotelu w centrum miasta pulsował dyskretną energią. Wysokie okna apartamentów odbijały światła neonów, a powietrze niosło zapach drogich perfum i lekkiego dymu z baru na parterze. Anna i Marek, para po trzydziestce, z małżeństwem trwającym dziesięć lat, czuli, jak rutyna ich życia zaczyna pękać. Zawsze byli otwarci – flirt w klubach, delikatne dotknięcia z obcymi – ale dziś wieczorem, po miesiącach rozmów i fantazji szeptanych w łóżku, postanowili przekroczyć granicę. Swing. Wymiana. Słowa te brzmiały jak zakazany kod, obiecujący wolność w ramionach nieznajomych.
Stali przed drzwiami apartamentu 69 na ósmym piętrze. Numer pokoju wydawał się żartobliwym znakiem od losu – prosty, prowokujący. Anna, z burzą kasztanowych włosów opadającą na ramiona, w obcisłej czarnej sukience podkreślającej krągłości bioder i pełne piersi, spojrzała na Marka. Jej zielone oczy błyszczały napięciem, policzki lekko zarumienione. Marek, wysoki, z atletyczną budową ukrytą pod luźną koszulą, ścisnął jej dłoń. W jego kieszeni spoczywał klucz elektroniczny, a na ekranie telefonu – wiadomość od organizatorów wieczoru swingerskiego: „Kod do drzwi: 6969. Kod do ciał: zgoda i pasja. Czekamy na was.”
– Gotowa? – zapytał cicho, jego głos niski, z lekkim drżeniem ekscytacji.
– Bardziej niż kiedykolwiek – odparła Anna, unosząc brew. – Ale jeśli stchórzysz, to ja wejdę sama.
Uśmiechnął się, wpisując kod. Drzwi otworzyły się z cichym kliknięciem, odsłaniając przestronny salon apartamentu. Powietrze wewnątrz było ciepłe, przesycone subtelnym zapachem jaśminu i czegoś bardziej pierwotnego – podniecenia. Na kanapie siedzieli oni: Kasia i Tomek, para w ich wieku, ubrana niedbale, ale kusząco. Kasia, blondynka o smukłej figurze i długich nogach skrzyżowanych z gracją, uniosła kieliszek szampana. Jej sukienka w kolorze szkarłatu opinała się na talii, odsłaniając dekolt, który obiecywał miękkość. Tomek, z ciemnymi włosami i uśmiechem wilka, w rozpiętej koszuli ukazującej umięśniony tors, wstał, by ich powitać.
– Witajcie w naszym małym raju – powiedział Tomek, podając dłoń Markowi. Jego uścisk był mocny, męski. – Słyszeliśmy o was od znajomych. Gotowi na wymianę kodów?
Anna poczuła, jak jej serce bije szybciej. Pokój był urządzony z elegancją: ogromne łóżko w rogu, przyćmione światło lamp, butelka szampana na stole. Muzyka grała cicho, rytmiczny jazz mieszający się z szumem miasta za oknem. Usiedli, kieliszki brzęknęły, a rozmowy zaczęły się niewinnie – o pracy, o hotelu, o tym, co ich tu sprowadziło. Ale pod powierzchnią czaiła się antycypacja. Spojrzenia Marka na Kasię, jej śmiech w odpowiedzi na jego żart. Dłoń Anny na kolanie Tomasa, przypadkowa, ale pełna intencji.
– Lubicie takie wieczory? – zapytała Kasia, przechylając głowę. Jej głos był miękki, melodyjny, z nutą prowokacji. – My z Tomkiem zaczęliśmy od czegoś prostego… kolacja, flirt. Ale potem… cóż, drzwi się otwierają.
Mark odwrócił wzrok od Anny, patrząc na Kasię. – My też. Zaczęło się od fantazji. A dziś… kod do ciał, jak w tytule tego wieczoru.
Napięcie rosło powoli, jak ciepła fala. Anna poczuła, jak skóra na jej szyi mrowi od spojrzenia Tomasa. On siedział blisko, jego udo ocierało się o jej nogę. Rozmowa zeszła na intymniejsze tory – o tym, co ich podnieca, o granicach. Kasia opisała, jak lubi być obserwowana, a Tomek dodał, że uwielbia smak skóry po długim pocałunku. Anna przyznała, że marzy o dotyku obcego mężczyzny, podczas gdy jej mąż patrzy. Marek kiwnął głową, jego dłoń przesunęła się po plecach Kasi, delikatnie, badawczo.
W końcu Kasia wstała, podchodząc do Anny. – Chcesz zobaczyć, co kryje się za kodem? – szepnęła, jej oddech ciepły na uchu Anny.
Pocałunek był pierwszy – lekki, eksplorujący. Wargi Kasi miękkie, pełne, z posmakiem szampana i truskawek. Anna zamknęła oczy, czując, jak jej ciało budzi się do życia. Ręce Kasi powędrowały do sukienki Anny, zsuwając ramiączko, odsłaniając ramię, potem pierś. Sutek stwardniał pod dotykiem palców, a Anna jęknęła cicho, zaskoczona falą ciepła między udami. Marek i Tomek patrzyli, ich oddechy przyspieszone. Tomek wstał, podchodząc do Anny od tyłu, jego dłonie objęły jej talię, palce wsuwając się pod materiał sukienki.
– Jesteś piękna – mruknął Tomek, jego usta muskając jej kark. Zapach jego wody kolońskiej mieszał się z solonym aromatem skóry, a Anna poczuła twardnienie jego ciała przyciśniętego do niej.
Tymczasem Marek przyciągnął Kasię na kolana. Jej sukienka podwinęła się, odsłaniając gładkie uda. Pocałowali się namiętnie, języki splatające się w tańcu, wilgotne i gorące. Kasia westchnęła w jego usta, jej dłoń powędrowała do krocza Marka, masując nabrzmiałą wypukłość spod spodni. – Czuję, jak jesteś gotowy – wyszeptała. – Twardy jak skała.
Scena rozkwitała jak kwiat w nocy. Anna, z sercem walącym w piersi, pozwoliła Tomkowi zdjąć jej sukienkę. Stała naga przed nimi, jej ciało – pełne piersi z ciemnoróżowymi sutkami, płaski brzuch przechodzący w zaokrąglone biodra i między nimi wilgotna, gładka szparka, już błyszcząca od podniecenia. Tomek zdjął koszulę, ukazując szeroki tors pokryty lekkim owłosieniem, i spodnie, spod których wyskoczył jego penis – gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą i lśniącą kroplą preejakulatu. Anna uklękła, jej dłonie objęły trzon, czując pulsujące ciepło, ciężar. Powoli wzięła go do ust, język wirując wokół żołędzi, smakując słoną wilgoć. Tomek jęknął, jego palce wplatając się w jej włosy, kierując ruchy.
– Tak, ssij go głębiej – wysapał, głos ochrypły. – Czuję twój język… kurwa, jesteś w tym dobra.
Wulgarność wdarła się naturalnie, z napięciem, które rosło. Na łóżku Marek położył Kasię na plecach, jej nogi rozchylone szeroko. Zdjął jej sukienkę, odsłaniając bladą skórę, różowe sutki sterczące jak wisienki i między udami ogoloną cipkę, już wilgotną, z wargami rozchylonymi na różową interiorę. Pochylił się, wdychając jej zapach – słodki, musujący od podniecenia. Język Marka musnął łechtaczkę, wirując powoli, a Kasia wygięła się, jej ręce ściskające pościel.
– O tak… liż mnie, nie przestawaj – jęknęła Kasia, jej biodra unosząc się do jego ust. – Głębiej, wepchnij język w moją mokrą szparkę.
Anna, wciąż na kolanach, patrzyła na nich, ssąc Tomka coraz szybciej. Jej cipka pulsowała, wilgoć spływała po wewnętrznej stronie ud. Tomek podniósł ją, kładąc na kanapie obok pary. Wymiana dokonała się bez słów – oczy Marka spotkały się z jej, pełne pożądania i miłości. „Idź” – powiedział bezgłośnie. Anna skinęła głową, jej serce pełne mieszanki zazdrości i podniecenia.
Tomek wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze. Jego gruby kutas rozciągał jej ścianki, wypełniając pustkę ciepłym tarciem. Anna krzyknęła cicho, czując, jak jej cipka zaciska się wokół niego, sok spływający po jego trzonie. – Jesteś taka ciasna… mokra jak piekło – wyszeptał Tomek, zaczynając powolne pchnięcia. Każdy ruch wysyłał fale rozkoszy przez jej ciało – dotyk jego bioder o jej uda, slap slap slap cichego uderzania skóry o skórę, zapach potu i seksu wypełniający pokój.
Obok Marek penetrował Kasię, jego penis – dłuższy, prosty – wsuwał się głęboko, docierając do jej szyjki macicy. Kasia wiła się, jej piersi podskakujące z każdym pchnięciem, sutki ocierające się o tors Marka. – Pieprz mnie mocniej! – zawołała, paznokcie wbijające się w jego plecy. – Chcę poczuć, jak wypełniasz moją cipkę… tak, kurwa, właśnie tak!
Napięcie emocjonalne splatało się z fizycznym. Anna patrzyła na męża, jak rżnie inną kobietę, i zamiast zazdrości czuła falę podniecenia – jej cipka zacisnęła się mocniej wokół kutasa Tomka. On przyspieszył, jego jądra obijające się o jej pośladki, a ona drapała jego ramiona, jęcząc: – Głębiej… rozjeb mi cipkę, nie przestawaj!
Kulminacja nadeszła jak burza. Tomek odwrócił Annę na czworaka, wchodząc od tyłu, jego ręce ściskające jej biodra. Widok na łóżko – Marek na Kasi, która dosięgała orgazmu, jej cipka pulsująca wokół jego kutasa, sok tryskający – pchnął Annę na skraj. Tomek walił w nią mocno, jego gruczoł ocierający się o jej punkt G, a ona krzyczała, fale rozkoszy rozlewające się od łechtaczki po palce stóp. – Konczę… o Boże, kończę! – Jej cipka zacisnęła się, mleko orgazmu spływające po udach.
Marek, widząc żonę w ekstazie, doszedł w Kasi, wypełniając ją gorącym nasieniem, które wyciekało z jej szparki. Tomek podążył za nim, pompując w Annę kilka ostatnich razów, jego sperma mieszająca się z jej sokami, ciepła i lepka.
Leżeli potem splątani, ciała lśniące od potu, oddechy urywane. Anna wtuliła się w Marka, czując znajomy zapach jego skóry pośród obcego. – To było… niesamowite – szepnęła.
– Kod zadziałał – odparł z uśmiechem, całując ją. – Ale to dopiero początek.
Tomek i Kasia dołączyli, kieliszki znów w dłoniach. Noc w apartamencie 69 dopiero się zaczynała, a oni wiedzieli, że wrócą – z nowymi kodami, nowymi pragnieniami.