Po weselu: panna młoda w centrum koła
Wesele było idealne – biała suknia Anny lśniła w blasku świec kościoła, a śmiech gości mieszał się z melodiami muzyki w sali balowej. Ona, z burzą kasztanowych loków opadających na ramiona i oczami błyszczącymi od szampana, tańczyła z mężem, Markiem, pod spojrzeniami znajomych. Ale to, co działo się po północy, gdy większość gości rozjechała się do domów, było początkiem czegoś, co Anna długo planowała w sekrecie. Marek wiedział – to był ich pakt, ich swingerski styl życia, który przez lata dodawał pieprzu ich małżeństwu. Dziś, w ich nowym domu na uboczu miasta, mieli zaprosić zaufanych przyjaciół na coś więcej. Orgię, która miała być hołdem dla ich wolności, dla pożądania, które nie zna granic.
Dom pulsował cichą energią, gdy ostatnia para weszła przez drzwi. Salon oświetlały tylko kinkiety i świece, rzucające ciepłe, złote światło na skórzane kanapy i dywan w odcieniach burgundu. Powietrze pachniało wanilią z kominka i lekkim, kwiatowym zapachem perfum gości. Anna, wciąż w sukni ślubnej, ale z trenem podciągniętym wyżej, by odsłonić smukłe nogi, stała w centrum pokoju. Jej serce biło szybciej, gdy patrzyła na sześć par – swingerów, których znali z dyskretnych spotkań w klubach. Wszyscy byli tu, bo chcieli tego samego: eksplorować granice bez wstydu, bez tabu.
– Witajcie – powiedziała Anna miękkim głosem, unosząc kieliszek szampana. Jej oczy lśniły, a skóra na dekolcie delikatnie się rumieniła. – Dziś świętujemy nie tylko nasze małżeństwo, ale naszą wolność. Bez zasad, bez zahamowań. Kto jest gotowy?
Goście skinęli głowami, a napięcie w powietrzu gęstniało jak mgła. Marek podszedł do żony, jego dłoń musnęła jej talię, co wysłało dreszcz wzdłuż jej kręgosłupa. Poczuła znajomy dotyk – ciepły, pewny – i delikatne napięcie w podbrzuszu, które zaczynało się budzić. Inni rozsiedli się wokół, tworząc luźne koło: Tom i Lisa, z ich atletycznymi ciałami; elegancka Sara z partnerem, Davidem; para w średnim wieku, Alex i Mia, których dojrzała zmysłowość zawsze intrygowała Annę.
Rozmowy zaczęły się niewinnie – anegdoty z wesela, żarty o gorączce nocy poślubnej. Ale pod spodem czaiło się coś więcej. Anna poczuła, jak czyjeś spojrzenie pieści jej dekolt, gdzie suknia opinała pełne piersi, a koronka delikatnie drapała skórę. Smak szampana na jej ustach stał się słodszy, gdy Lisa podeszła bliżej, jej palce musnęły ramię panny młodej.
– Wyglądasz obłędnie w tej sukni – szepnęła Lisa, jej oddech ciepły na skórze Anny. – Ale zastanawiam się, co jest pod spodem.
Anna uśmiechnęła się, czując pierwsze fale podniecenia. Jej sutki stwardniały lekko pod materiałem, a między udami pojawiło się subtelne mrowienie. Nie spieszyła się – chciała, by napięcie rosło powoli, jak fala przypływu. Marek obserwował, jego oczy ciemniały z pożądania, gdy podszedł Tom, wysoki brunet z tatuażami na ramionach, i pocałował dłoń Anny.
– Gratulacje, Anno – mruknął. – A teraz… pozwól, że pomogę ci to zdjąć.
Suknia zsunęła się powoli, centymetr po centymetrze, odsłaniając bladą skórę pleców, krzywiznę bioder. Anna stała naga w centrum koła, jej ciało lśniące w świetle świec – pełne piersi z różowymi sutkami sterczącymi dumnie, płaski brzuch przechodzący w krągłe biodra, między nogami delikatny trójkąt ciemnych włosów. Goście wstrzymali oddech, ich oczy pożerały każdy szczegół: krzywiznę jej pośladków, delikatne piegi na ramionach. Powietrze stało się cięższe, przesycone zapachem podniecenia – lekkim, muszkatołowym aromatem męskich feromonów i słodką wilgocią kobiecej skóry.
Napięcie rosło. Anna usiadła na miękkim dywanie, nogi lekko rozstawione, zapraszając. Marek uklęknął obok, jego usta musnęły jej szyję, a dłoń powędrowała w dół, muskając wewnętrzne uda. Poczuła wilgoć między wargami sromowymi, ciepłą i lepkim, gdy jego palce delikatnie rozchyliły płatki, drażniąc łechtaczkę. Dźwięk jej westchnienia wypełnił pokój, miękki i urywany.
– Och, Marek… – szepnęła, jej głos drżał lekko. – Czuję cię… wszędzie.
Lisa dołączyła, jej język wysunął się, by liznąć sutek Anny – wilgotny, ciepły, kręcący się w leniwych kręgach. Smak skóry był słony, z nutą potu i szampana. Anna jęknęła, jej dłonie wplotły się we włosy Lisy, ciągnąc delikatnie. Wokół koła ciała zaczęły się poruszać: Tom zdjął koszulę, odsłaniając umięśniony tors, a jego spodnie wybrzuszyły się od erekcji; Sara szeptała coś do Davida, jej dłoń masowała go przez materiał.
– Chcę cię poczuć – wyszeptała Anna do Toma, jej oczy błyszczały. – Podejdź bliżej.
Tom uklęknął przed nią, jego usta znalazły jej wargi – pocałunek był głęboki, wilgotny, z językiem wplatającym się w jej usta, smakującym piwem i pożądaniem. Jednocześnie palce Marka wślizgnęły się głębiej, dwa na raz, rozciągając jej wejście, muskając ścianki pochwy, które pulsowały wokół nich. Anna wygięła się, czując, jak wilgoć spływa po jej udach, lepka i gorąca. Dźwięki wypełniły przestrzeń: mlaskanie palców w wilgoci, ciężkie oddechy, ciche westchnienia.
Napięcie eskalowało. Anna znalazła się w centrum – ręce i usta na jej ciele. Sara dołączyła, jej język ślizgał się po wewnętrznej stronie uda Anny, drażniąc skórę tuż obok wilgotnego sromu, aż w końcu dotknął łechtaczki, ssąc ją delikatnie. Zapach był intensywny: mieszanka soli potu, słodyczy podniecenia i męskiego muskusu, gdy David rozpiął spodnie, odsłaniając grubego, napiętego kutasa, żyły pulsujące pod skórą.
– Pierdol, jesteś taka mokra – mruknął David, jego głos chrapliwy, gdy jego palce zastąpiły te Marka. Wsunął je głęboko, kręcąc, by dotknąć punktu G, co wysłało fale rozkoszy przez całe ciało Anny. Jej cipka zacisnęła się wokół nich, sok spływając po dłoni.
Anna jęknęła głośniej, jej biodra poruszały się instynktownie.
– Tak… głębiej… chcę was wszystkich…
Orgię pochłonęła ich wszystkich. Marek położył Annę na plecach, jej nogi rozchylone szeroko, kolana podciągnięte, odsłaniając różowe wnętrze, błyszczące od soków. Wsunął się w nią powoli, jego kutas – gruby, z żołędzią napiętą i gładką – rozciągał jej ścianki, wypełniając centymetr po centymetrze. Poczuła każdy cal: tarcie, pulsowanie, ciepło bijące od jego ciała. Dźwięk ich ciał – wilgotne klaskanie – mieszał się z jękami.
– Jesteś moją żoną… i moją dziwką dziś – wyszeptał Marek, rżnąc ją mocniej, jego jądra obijające się o jej pośladki.
Tom podszedł z boku, jego kutas – dłuższy, zakrzywiony lekko – otarł się o jej usta. Anna otworzyła je chciwie, ssąc żołądź, smakując słony preejakulat, jej język kręcący się wokół rowka. Liza i Sara lizały jej piersi, gryząc sutki, co bolało słodko, wysyłając iskry do łechtaczki.
Wkrótce koło stało się chaosem ciał. Alex wziął Annę od tyłu, podczas gdy ona wciąż ssała Toma – jego kutas wbił się w jej dupę, smarowany jej własnymi sokami, rozciągając ciasny pierścień, palący na początku, potem falami rozkoszy. Czuła się wypełniona, podwójnie penetrowana: pochwa Marka pulsowała wokół jego fiuta, dupa Alexa zaciskała się rytmicznie. Dźwięki – mokre plaśnięcia, chlupotanie, jej własne gardłowe jęki – wypełniały pokój. Zapach był gęsty: pot, sperma, wilgoć cipki, wszystko zmieszane w orgiastyczną symfonię.
– Kurwa, jesteś ciasna… bierz mnie całego! – ryknął Alex, jego biodra trzaskające o jej pośladki, czerwieniące skórę.
Kulminacja nadeszła falami. Anna krzyczała, jej orgazm eksplodował – cipka zacisnęła się jak imadło, sok trysnął na uda Marka, ciało drżało w konwulsjach. Tom doszedł pierwszy, jego sperma wypełniła jej usta, gorąca i gęsta, spływająca po brodzie, gdy połykała, smakując słono-gorzki esencja. Marek i Alex podążyli za nim, ich fiuty pulsujące, wypełniając ją cumem – ciepłym strumieniem w pochwie i dupie, wyciekającym leniwie, gdy wychodzili.
Gdy opadli na dywan, ciała splątane w pocie i zmęczeniu, Anna leżała w centrum, jej skóra lśniąca, nozdrza pełne zapachów rozkoszy. Goście dyszeli obok, ale ona spojrzała na Marka z uśmiechem – to było ich wesele, ich orgia, ich wolność. Napięcie opadło, ale w jej oczach błyszczała obietnica więcej: jutro, jako żona, będzie chciała powtórki, w tym samym kole, z nowymi twarzami.