Wieczór w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta był duszny, ciężki od letniego upału, który wciskał się przez uchylone okno kuchenne. Ola stała przy zlewie, myjąc naczynia po kolacji, jej dłonie ślizgały się po wilgotnej porcelanie. Miała na sobie prostą, białą koszulkę na ramiączkach, która przylegała do jej skóry, podkreślając krągłości bioder i delikatny zarys piersi. Włosy, ciemnobrązowe i faliste, opadały luźno na ramiona, a zapach jej perfum – mieszanka wanilii i czegoś ostrzejszego, jak imbir – unosił się w powietrzu, mieszając się z aromatem świeżo pokrojonych ziół na blacie.
Krzysztof wszedł do kuchni cicho, jego kroki niemal niesłyszalne na linoleum. Pracował jako mechanik, a jego ręce, szorstkie od smaru i wysiłku, nosiły ślady dnia. Patrzył na nią od progu, na sposób, w jaki jej biodra kołyszą się lekko przy każdym ruchu, na krzywiznę talii, która wydawała się stworzona do tego, by ją chwycić. Poczuł znajome mrowienie w podbrzuszu, to napięcie, które budowało się między nimi od tygodni – odkąd ich rozmowy stały się coraz bardziej naładowane, a spojrzenia dłuższe, głodniejsze. Nie było pośpiechu; lubił to, jak antycypacja rosła powoli, jak iskra, która czeka na paliwo.
– Wyglądasz dziś… kusząco – mruknął, podchodząc bliżej. Jego głos był niski, wibrujący, jak odległy grzmot.
Ola odwróciła głowę, jej usta uniosły się w lekkim uśmiechu, ale oczy – ciemne, błyszczące – zdradzały, że czuje to samo. Odłożyła talerz, ocierając dłonie o szmatkę, i obróciła się do niego twarzą. Blat kuchenny, z granitu w odcieniach szarości, stał między nimi jak bariera, którą oboje chcieli pokonać.
– Kusząco? – powtórzyła, jej ton figlarny, ale z nutą prowokacji. – A co, jeśli to nie przypadek?
Zbliżył się jeszcze, jego dłoń musnęła jej ramię, palce ślizgające się po ciepłej skórze. Poczuł, jak jej ciało reaguje – lekkie drżenie, przyspieszony oddech. Zapach jej skóry był bliżej teraz, zmieszany z mydłem i potem, subtelny, ale podniecający. Ola nie cofnęła się; zamiast tego, jej biodra przesunęły się lekko, jakby zapraszając do dotyku. Krzysztof pochylił się, jego usta znalazły się przy jej uchu, oddech gorący i wilgotny.
– Chcę cię tu i teraz – wyszeptał, jego głos ochrypły od powstrzymywanego pożądania. – Na tym blacie.
Jej śmiech był cichy, gardłowy, ale w nim kryła się zgoda. Odwróciła się całkowicie, opierając plecy o krawędź blatu, jej ręce wsparły się na jego ramionach. Ich usta spotkały się w pocałunku – początkowo delikatnym, eksplorującym, z językiem muskającym wargi, smakiem kawy i soli na podniebieniu. Ale napięcie rosło; Ola wplotła palce w jego włosy, pociągając mocniej, a on odpowiedział, wciskając biodra w jej, czując twardniejący wybrzuszenie w spodniach dociskające się do miękkości jej brzucha.
Powoli, jakby nie chcąc przerywać tej budującej się fali, Krzysztof przesunął dłonie w dół jej pleców, chwytając biodra – te krągłe, jędrne biodra, które tak go fascynowały. Palce wbiły się w materiał spodenek, materiał był cienki, prawie przezroczysty od potu. Ola jęknęła cicho do jego ust, jej nogi rozchyliły się instynktownie, zapraszając go bliżej. Blat był chłodny pod jej dłońmi, kontrastujący z gorącem ich ciał.
– Powiedz mi, co chcesz – szepnął, odrywając się na moment, jego oczy ciemne od pożądania, wpatrzone w jej rozchylone wargi.
– Ciebie – odparła, jej głos drżący, ale pewny. – Głęboko. Mocno.
To wystarczyło. Zdecydowanym ruchem podniósł ją na blat, jej pośladki osiadły na twardej powierzchni, nogi oplotły jego talię. Spodenki zsunęły się łatwo, odsłaniając bladą skórę ud, wilgotną plamę na bieliźnie, która zdradzała jej podniecenie. Krzysztof klęknął lekko, jego usta znalazły wewnętrzne strony jej ud – skóra tam była delikatna, pachnąca solą i pożądaniem. Język prześliznął się w górę, muskając krawędź bielizny, a Ola westchnęła, jej biodra uniosły się mimowolnie, pchając się ku niemu.
Ale to nie było jeszcze kulminacją. W kuchni leżał nóż – ten zwykły, kuchenny, z ostrzem lśniącym w świetle lampy nad blatem. Krzysztof podniósł go leniwie, nie jako broń, ale jako symbol tej ostrej gry, którą oboje lubili. Trzymał go ostrożnie, płaską stroną klingi muskając jej udo, chłód metalu kontrastujący z gorącem skóry. Ola zadrżała, jej oddech przyspieszył, oczy rozszerzyły się w mieszance strachu i podniecenia.
– Nie bój się – mruknął, jego głos niski, uspokajający, ale z nutą drapieżności. – To tylko dodaje smaku.
Klinga nie dotknęła krwi; zamiast tego, nóż przesunął się w górę, podwijając koszulkę, odsłaniając brzuch, pępek, aż do piersi. Ola poczuła dreszcz, jej sutki stwardniały pod materiałem, a wilgoć między nogami stała się bardziej natarczywa, lepka, pachnąca podnieceniem. Krzysztof odłożył nóż na bok, ale jego obecność wisiała w powietrzu, dodając tej chwili brutalnego podtekstu – tej ostrej krawędzi, która czyniła wszystko bardziej intensywnym.
Teraz jego ręce były wszędzie: zsunął jej bieliznę, palce wślizgnęły się między fałdy, wilgotne i gorące, muskając łechtaczkę, która pulsowała pod dotykiem. Ola jęknęła głośniej, jej biodra uniosły się, pchając się na jego dłoń. Czuła każdy szczegół – szorstkość jego palców, wilgoć, która spływała po udach, zapach seksu mieszający się z ziołami na blacie. On klęczał przed nią, język w końcu znalazł cel: lizał powoli, okrężnymi ruchami, smakując słony nektar, ssąc delikatnie, a potem mocniej, aż jej nogi drżały.
– Kurwa, tak… – wyszeptała, jej głos łamiący się, wulgarność wyrywająca się naturalnie z fali podniecenia. – Nie przestawaj.
Krzysztof wstał, zrzucając spodnie jednym ruchem. Jego penis stał twardy, nabrzmiały, żyły pulsujące pod skórą, czubek wilgotny od preejakulatu. Ola sięgnęła po niego, jej dłoń owinęła się wokół trzonu, czując ciepło, pulsowanie, twardość jak stal owinięta aksamitem. Powoli przesunęła w górę i w dół, patrząc mu w oczy, budując to napięcie jeszcze bardziej.
– Weź mnie – powiedziała, jej głos chrapliwy, biodra szeroko rozchylone na blacie.
Nie czekał dłużej. Wsunął się w nią jednym pchnięciem, głęboko, czując, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego, gorące, wilgotne, pulsujące. Ola krzyknęła – mieszanka bólu i rozkoszy – jej paznokcie wbiły się w jego ramiona, zostawiając czerwone ślady. Pchał w nią mocno, brutalnie, blat skrzypiał pod ich ciężarem, nóż leżał obok jak niemy świadek tej dzikości. Każdy ruch był szczegółowy: czuł jej cipkę, ciasną i mokrą, otulającą go całkowicie; ona czuła każdy cal jego kutasa, wbijającego się w głąb, ocierającego się o wrażliwe punkty, zapach ich potu i seksu wypełniający kuchnię, dźwięki – mokre plaśnięcia ciał, jej jęki, jego niskie pomruki.
– Jesteś moja – warczał, jego dłonie ściskały jej biodra tak mocno, że zostawiały siniaki, pchając ją na siebie z siłą, która graniczyła z okrucieństwem. – Cała mokra, kurwa, dla mnie.
Ola wiła się, jej piersi podskakiwały z każdym pchnięciem, sutki twarde jak kamyki. Orgazm nadchodził falami – najpierw lekkie drżenie w podbrzuszu, potem napięcie w udach, aż eksplodował, jej cipka zacisnęła się wokół niego, mleko spływające po blacie. Krzyknęła, łzy podniecenia w oczach, a on nie przestał, pchnięcia stały się szybsze, brutalniejsze, aż w końcu wypełnił ją gorącym strumieniem, ich ciała drżące w unisonie.
Gdy opadli na blat, dysząc, Ola spojrzała na nóż leżący obok, jej biodra wciąż pulsujące od pośpiechu. Uśmiechnęła się słabo, przeczesując jego włosy.
– Następnym razem… użyj go inaczej – szepnęła, a w jej oczach błysnęło coś dzikiego, obiecującego więcej.
Krzysztof pocałował jej szyję, czując, jak napięcie nie znika całkowicie – to była tylko przerwa w ich grze, w tej kuchni, gdzie zwykłe przedmioty stawały się narzędziami pożądania.