Włosy w pięści, tyłek w górze, zero słów

Wieczór w starej kamienicy na obrzeżach miasta zawsze niósł ze sobą ciężki zapach deszczu i wilgotnego betonu, ale dziś, gdy Anna weszła do mieszkania, powietrze wydawało się gęstsze, naładowane czymś więcej. Pokój gościnny, z jego wytartymi poduszkami i słabym światłem lampy stojącej, stał się ich prywatnym azylem – miejscem, gdzie rutyna dnia codziennego ustępowała miejsca prowokacji. Anna, z jej smukłą sylwetką i ciemnymi włosami opadającymi falami na ramiona, rzuciła kurtkę na krzesło, czując, jak serce bije jej nieco szybciej. Wiedziała, że on czeka. Marcin, jej partner od miesięcy, stał w progu sypialni, oparty o framugę z ramionami skrzyżowanymi na klatce piersiowej. Jego oczy, ciemne i intensywne, przesunęły się po niej powoli, jakby oceniając każdy centymetr jej ciała – od delikatnego zaokrąglenia bioder, przez krzywiznę talii, aż po subtelne napięcie w udach pod obcisłymi jeansami.

Nie padło ani słowo. To był ich rytuał, ta cisza, która budowała napięcie jak burza na horyzoncie. Anna poczuła dreszcz, gdy jego wzrok zatrzymał się na jej ustach, a potem opadł niżej, do dekoltu bluzki, gdzie skóra lśniła lekko od potu po całym dniu. Powietrze między nimi iskrzyło, ciężkie od niewypowiedzianych pragnień. Podjęła pierwszy krok, zbliżając się do niego z powolnym, świadomym ruchem, jej biodra kołyszące się lekko. Zapach jego skóry – mieszanka męskiego potu, lekkiego zapachu tytoniu i czegoś pierwotnego, ziemistego – dotarł do niej, budząc mrowienie w podbrzuszu. Marcin nie ruszył się, tylko patrzył, pozwalając, by antycypacja rosła. Jej dłoń dotknęła jego klatki piersiowej, palce ślizgające się po materiale koszulki, czując ciepło bijące od mięśni pod spodem.

– Chcesz, żebym cię złamał dziś? – wyszeptał wreszcie, jego głos niski, chropowaty, jak szelest liści w wietrze.

Anna przełknęła ślinę, jej oddech przyspieszył. Nie odpowiedziała od razu; zamiast tego, jej palce zacisnęły się na jego koszulce, przyciągając go bliżej. Ich usta spotkały się w pocałunku, który zaczął się delikatnie – miękkie muśnięcia warg, smak jego oddechu, lekko gorzki od kawy – ale szybko przerodził się w coś głębszego. Języki splatały się leniwie, eksplorując, smakując wilgoć i ciepło. Jej ręce wędrowały po jego plecach, czując twardość mięśni, podczas gdy jego dłonie osunęły się na jej biodra, ściskając mocno, ale jeszcze nie boleśnie. Antycypacja narastała, jak fala, która powoli nabiera siły; Anna poczuła, jak sutki twardnieją pod bluzką, ocierając się o materiał, a między udami budzi się ciepłe pulsowanie.

Marcin odsunął się pierwszy, jego oczy płonęły. Bez słowa chwycił ją za nadgarstek i pociągnął w stronę sypialni. Pokój był słabo oświetlony, tylko blask księżyca sączył się przez uchylone żaluzje, rzucając srebrne smugi na łóżko. Pchnął ją lekko na materac, ale nie brutalnie – jeszcze nie. Anna upadła na brzuch, jej włosy rozsypały się na poduszce jak czarna rzeka. Poczuła jego ciężar nad sobą, kolano wciskające się między jej uda, rozchylające je subtelnie. Jego dłonie powędrowały do jej bluzki, zdejmując ją powoli, centymetr po centymetrze, odsłaniając bladą skórę pleców, delikatne wgłębienia kręgosłupa. Dotyk jego palców był ciepły, ale stanowczy, ślizgając się po jej ramionach, w dół, do zapięcia stanika. Rozpiął je jednym ruchem, a potem pociągnął za jeansy, zsuwając je wraz z bielizną, aż jej pośladki wystawiły się na widok, okrągłe i jędrne, z lekkim rumieńcem od napięcia.

– Na kolana – mruknął, jego głos brzmiący teraz jak rozkaz, choć wciąż miękki, zapraszający.

Anna posłuchała, unosząc biodra, tyłek w górze, kolana rozstawione na pościeli. Czuła się wystawiona, podatna, a to uczucie wysyłało iskry podniecenia przez całe ciało. Jej skóra mrowiła od chłodu powietrza i ciepła jego spojrzenia; zapach jej własnej podniecenia, muskający i wilgotny, zmieszał się z jego męskim aromatem. Marcin uklęknął za nią, jego dłonie powędrowały do jej włosów, zbierając je w garść. Pociągnął lekko, nie boleśnie, ale wystarczająco, by jej głowa odchyliła się do tyłu, szyja napięła się w łuk. To był moment przejścia – od subtelnej gry do dominacji, od delikatności do ostrości.

– Czujesz to? – zapytał, jego oddech gorący na jej karku. – Jak cię trzymam.

– Tak… – wyszeptała Anna, jej głos drżący, ale pełen oczekiwania. Sutki stwardniały jeszcze bardziej, ocierając się o prześcieradło, a wilgoć między nogami stawała się coraz bardziej zauważalna, spływając powoli po wewnętrznej stronie uda.

Jego wolna ręka zsunęła się na jej pośladki, palce muskające krzywizny, rozdzielające je delikatnie. Poczuła, jak kciuk przesuwa się po jej wejściu, wilgotnym i nabrzmiałym, budząc dreszcz rozkoszy. Zapach ich podniecenia wypełnił pokój – słony, zwierzęcy, mieszający się z lekkim zapachem pościeli. Marcin rozpiął pasek swoich spodni, dźwięk metalu uderzającego o podłogę brzmiał jak obietnica. Wyciągnął się z nich, jego penis twardy i pulsujący, żylasty, z główką lśniącą od preejakulatu. Anna poczuła go najpierw – gorący, ciężki, ocierający się o jej pośladek, zostawiający wilgotny ślad.

– Powiedz, że tego chcesz – powiedział, pociągając mocniej za włosy, jego głos przechodzący w niski pomruk.

– Chcę… cię w sobie – jęknęła, jej biodra unosząc się instynktownie, tyłek w górze, zapraszający.

Wsunął się w nią powoli na początek, centymetr po centymetrze, czując, jak jej ścianki zaciskają się wokół niego, gorące i wilgotne, pulsujące z napięcia. Anna westchnęła głośno, jej palce zacisnęły się na pościeli, czując rozciąganie, pełne dopełnienie. Zapach ich połączonych ciał był teraz intensywny, muskający pot i seks. Marcin zaczął poruszać biodrami, najpierw leniwie, pozwalając jej przyzwyczaić się do rytmu – wślizgując się głęboko, aż jego biodra uderzyły o jej pośladki z miękkim plaśnięciem, potem wycofując się, by poczuć, jak jej mięśnie próbują go zatrzymać.

Ale napięcie rosło; jego uścisk na włosach stał się twardszy, ciągnąc jej głowę do tyłu, zmuszając do wygięcia pleców w idealny łuk. Ruchy przyspieszyły – twarde, głębokie pchnięcia, każdy z nich uderzający w jej punkt G, wysyłający fale rozkoszy przez jej ciało. Dźwięki wypełniły pokój: wilgotne klaskanie ciał, jej zduszone jęki, jego ciężki oddech. Anna poczuła, jak sutki bolą od tarcia o materiał, jak łechtaczka pulsuje z niezaspokojonej potrzeby, a wilgoć spływa po udach.

– Kurwa, jesteś taka ciasna – warknął wreszcie, wulgarność wypływająca naturalnie z rosnącej furii podniecenia, jego głos chropowaty od wysiłku. – Bierz to, suko, weź całego.

Słowa uderzyły w nią jak prąd, budząc jeszcze większą falę pożądania. Pchnął mocniej, jego dłoń zsunęła się na jej biodro, ściskając mocno, zostawiając ślady palców na bladej skórze. Anna krzyknęła, jej ciało drżące, gdy orgazm zaczął się budzić – głęboki, narastający, jak fala, która ma zaraz złamać się na brzegu. Czuła każdy szczegół: żylaste napięcie jego penisa wewnątrz niej, tarcie o wrażliwe ścianki, zapach potu spływającego po jego klatce, smak soli na wargach, gdy przygryzła je z rozkoszy.

– Mocniej… proszę, pieprz mnie mocniej – błagała, jej głos łamiący się, wulgarny w desperacji, gdy napięcie osiągnęło punkt krytyczny.

Marcin nie potrzebował zachęty. Chwycił jej włosy w obie pięści, ciągnąc brutalnie, zmuszając tyłek jeszcze wyżej, i wbił się w nią z siłą, która wstrząsała łóżkiem. Każdy pchnięcie było hardcore’owe – głębokie, bezlitosne, jego jądra uderzające o jej łechtaczkę, budząc iskry. Jej pośladki paliły od klapsów, które zaczął wymierzać – głośne plaśnięcia, czerwone ślady na skórze, mieszanka bólu i ekstazy. Zapach ich seksu był teraz przytłaczający, gęsty, pierwotny, z nutą moszcu i potu.

Kulminacja nadeszła jak eksplozja. Anna doszła pierwsza, jej ścianki zaciskające się wokół niego w konwulsjach, sok spływający po udach, krzyk rozdzierający ciszę. Czuła każdy skurcz – od czubka głowy po palce stóp, fale rozkoszy rozlewające się jak ogień. Marcin podążył za nią, wbijając się ostatni raz głęboko, jego penis pulsujący, wypełniając ją gorącym nasieniem, które wyciekło powoli, mieszając się z jej wilgocią. Jęknął głośno, jego ciało napięte jak struna, potem opadł na nią, wciąż trzymając włosy, ale teraz delikatniej.

Leżeli tak chwilę, dysząc, ciała lepkie od potu, zapach seksu wiszący w powietrzu jak dym po pożarze. Marcin puścił jej włosy, muskając je palcami, jakby w cichej czułości. Anna odwróciła głowę, ich spojrzenia spotkały się – w jego oczach wciąż tliła się ta dominująca iskra, w jej – zmęczenie pomieszane z satysfakcją.

– Jeszcze nie skończyliśmy – mruknął, jego głos wciąż chrapliwy, obiecujący więcej.

A ona, z uśmiechem na wargach, wiedziała, że ta noc dopiero się rozkręca, z włosami znów w jego pięści, tyłkiem w górze i słowami, które wrócą, gdy napięcie odrodzi się na nowo.