Wieczór w ciasnym, zadymionym mieszkaniu na obrzeżach miasta był ciężki od napięcia, jakby powietrze gęstniało z każdą chwilą. Anna, dwudziestokilkuletnia kobieta o smukłej sylwetce i burzy ciemnych włosów opadających na ramiona, siedziała na wytartej kanapie, popijając tani gin z tonikiem. Jej oczy, zielone i błyszczące, co chwilę wędrowały w stronę dwóch mężczyzn – Marka i Kuby – którzy stali przy oknie, paląc papierosy i rozmawiając cicho, ale z podtekstem, który sprawiał, że jej skóra mrowiła. Byli starsi od niej, obaj wysportowani, z tatuażami na ramionach i tym drapieżnym uśmiechem, który obiecuje więcej, niż słowa. Anna znała ich z luźnych spotkań w barze, ale dzisiejszy wieczór był inny – zaproszenie do domu Marka niosło ze sobą niewypowiedzianą obietnicę, subtelną sugestię czegoś szalonego, czegoś, co mogło złamać granice.
– Jesteś pewna, że chcesz to pociągnąć? – zapytał Marek, odwracając się do niej z papierosem w dłoni. Jego głos był niski, ciepły, ale z nutą prowokacji. Wysoki, z szerokimi barkami i lekkim zarostem, wyglądał jak ktoś, kto wie, jak przejąć kontrolę.
Anna przełknęła łyk, czując, jak alkohol rozlewa się ciepłem w jej brzuchu. Nie była pewna, ale to właśnie ta niepewność ją podniecała – antycypacja, która zaczynała się od spojrzenia, od sposobu, w jaki Kuba, blondyn o atletycznej budowie i błękitnych oczach, przesuwał wzrokiem po jej obcisłej bluzce, zatrzymując się na krągłościach jej piersi.
– A jeśli powiem, że tak? – odparła z lekkim uśmiechem, krzyżując nogi. Jej spódnica podwinęła się lekko, odsłaniając gładką skórę uda, i zauważyła, jak obaj mężczyźni wymienili spojrzenia. Powietrze pachniało dymem tytoniowym i czymś męskim, intensywnym, co sprawiało, że jej puls przyspieszał.
Kuba podszedł bliżej, siadając obok niej na kanapie. Jego dłoń musnęła jej ramię – delikatny dotyk, ale wystarczający, by wysłać dreszcz w dół kręgosłupa.
– To nie będzie delikatne – mruknął, pochylając się tak blisko, że poczuła zapach jego wody kolońskiej zmieszany z potem. – Ale lubisz ostro, prawda?
Anna skinęła głową, nie ufając swojemu głosowi. Napięcie budowało się powoli, jak burza na horyzoncie – subtelne pieszczoty, szeptane słowa, które krążyły wokół fantazji. Marek dołączył, kładąc dłoń na jej kolanie, przesuwając palce w górę, ale zatrzymując się tuż przed krawędzią spódnicy. Rozmawiali, śmiali się, ale każde zdanie niosło podtekst: obietnicę podwójnego wtargnięcia, czegoś surowego, bez pośpiechu. Jej ciało reagowało – sutki stwardniały pod cienkim materiałem bluzki, a między udami poczuła wilgoć, antycypującą to, co nadejdzie.
Godzina mijała na flirtach, na pocałunkach, które zaczynały się delikatnie – wargi Marka na jej szyi, język Kuby muskający usta – ale szybko stawały się głodne. Anna oddała się temu, pozwalając, by ręce mężczyzn eksplorowały jej ciało. Marek zdjął jej bluzkę, odsłaniając blade piersi w czarnym staniku, jego palce zacisnęły się na ramiączkach, ciągnąc je w dół.
– Piękna – wyszeptał, ssąc brodawkę przez koronkę, co sprawiło, że jęknęła cicho, czując, jak wilgoć między nogami narasta.
Kuba, z tyłu, rozpiął jej spódnicę, zsuwając ją wraz z majtkami. Jej cipka była już mokra, łechtaczka nabrzmiała, a oni patrzyli, jak się rumieni. Napięcie rosło – Anna czuła ich twardniejące kutasy przez spodnie, muskające jej uda. Rozbierali się powoli, odsłaniając ciała: Mark z grubym, żylastym kutasem, już półtwardym, Kubą o dłuższej, prostszej pałce, obie pulsujące w oczekiwaniu.
– Chcemy cię całą – powiedział Kuba, jego głos chrapliwy, gdy położyli ją na kanapie na czworaka. Anna kiwnęła głową, serce waliło jej jak młot, emocje mieszały się z podnieceniem – strach przed intensywnością, ale i ekscytacja z bycia w centrum ich pożądania.
Zaczęli od przygotowania, ale bez pośpiechu. Marek klęknął przed nią, wsuwając palce w jej usta, mokre od śliny, symulując to, co nadejdzie.
– Ssij, kochanie – mruknął, a ona posłuchała, czując słony smak jego skóry, zapach podniecenia. Kuba z tyłu pieścił jej cipkę, rozchylając wargi sromowe, drażniąc wejście wilgotnymi palcami. Jej jęki wypełniły pokój, stając się lubrykantem – głośne, gardłowe, zachęcające ich do więcej. Smród potu i podniecenia wisiał w powietrzu, mieszając się z zapachem jej soków.
Napięcie osiągnęło punkt krytyczny, gdy zdecydowali się na sucho – bez lubrykantu, tylko z jej krzykami jako paliwem. Marek położył się na kanapie, ciągnąc Annę na siebie. Jego kutas, twardy jak skała, o średnicy trzech palców, naciskał na jej cipkę.
– Siadaj na mnie powoli – powiedział, a ona opuściła się, czując, jak główka rozsuwa wilgotne wargi, wchodząc centymetr po centymetrze. Było ciasno, paląco – jej ścianki pochwy zaciskały się wokół niego, pulsując z mieszaniną bólu i rozkoszy. Jęknęła głośno, krzyk rozbrzmiewając jak echo, gdy w końcu usiadła do końca, jego jaja muskające jej tyłek.
– Kurwa, jaka ciasna – wysapał Marek, jego ręce na jej biodrach, unosząc i opuszczając ją rytmicznie. Anna wiła się, sutki ocierały się o jego klatkę, każdy ruch wysyłał fale rozkoszy przez jej łechtaczkę.
To był moment, gdy Kuba dołączył. Stał za nią, jego kutas śliski od jej śliny – wcześniej ssała go głęboko, czując, jak pulsuje w gardle. Teraz nacisnął na jej tyłek, rozchylając pośladki.
– Rozluźnij się, suko – mruknął, jego głos wulgarny z podniecenia, a ona krzyknęła, gdy główka jego kutasa przetoczyła się po jej odbycie. Bez lubrykantu – sucho, tarciowo – wejście było surowe, bolesne. Poczuła pieczenie, jak rozrywa ją od środka, ale jej krzyk, głośny i pierwotny, stał się ich paliwem.
– Tak, krzycz dla nas! – zachęcał Kuba, pchając mocniej. Centymetr po centymetrze wsuwał się w jej ciasny tyłek, ścianki odbytu zaciskały się wokół niego jak imadło, wysyłać iskry bólu pomieszanego z ekstazą. Anna wyła, łzy spływały po policzkach, ale podniecenie narastało – pełne, rozciągające wypełnienie, dwa kutasy ocierające się o siebie przez cienką ściankę, pulsujące w unisonie.
– O Boże, czuję cię w sobie… obaj… – jęknęła, jej głos drżący, gdy zaczęli się poruszać. Marek od dołu pchał w cipkę, głęboko, trafiając w punkt G, co sprawiało, że sok sączył się po jego jajach. Kuba z tyłu rżnął tyłek sucho, tarciem rozpalając ogień, każdy wjazd towarzyszył jej krzykami – głośnym, zwierzęcym, które echem odbijały się od ścian. Zapach seksu był intensywny: słony pot, metaliczny posmak krwi od lekkiego zadrapania, lepka wilgoć jej cipki kontrastująca z suchym tarciem w tyłku.
Dialogi mieszały się z jękami:
– Mocniej, Kuba! Rozjeb mnie! – krzyknęła Anna, emocje wybuchające w wulgarności, gdy napięcie osiągnęło szczyt. Była ich – podwójnie penetrowana, ciało drżące, mięśnie napięte, sutki twarde jak kamyki.
– Jesteś naszą dziwką – warknął Marek, jego biodra uderzające w nią z siłą, kutasy ślizgające się w jej otworach, ocierające się nawzajem.
Kulminacja nadeszła falami. Anna doszła pierwsza – orgazm eksplodował w niej, cipka zaciskająca się na Marku, tyłek pulsujący wokół Kuby, jej krzyk przechodzący w zawodzenie. Oni podążyli za nią: Marek wypełnił jej cipkę gorącym nasieniem, gęstym i lepkim, spływającym po udach; Kuba w tyłku, sucho, ale potężnie, jego sperma smarująca wnętrze, mieszająca ból z ulgą.
Opadli razem, dysząc, ciała śliskie od potu i soków. Anna leżała między nimi, czując, jak oba kutasy miękną w niej, resztki rozkoszy pulsujące. Emocje wirowały – spełnienie, lekkie wyczerpanie, ale i satysfakcja z przekroczenia granicy.
– To było… niesamowite – wyszeptała, a oni uśmiechnęli się, wiedząc, że to nie koniec. W jej głowie kołatała myśl: co jeśli następnym razem pójdą jeszcze dalej? Pokój wciąż pachniał ich namiętnością, a krzyk echo wciąż wisiał w powietrzu, jak obietnica powtórki.