Usta jak pochwa – wchodzę, wychodzę, wchodzę

Wieczór w małym, przytulnym mieszkaniu na obrzeżach miasta opadał leniwie, jak aksamitny płaszcz zdejmowany z ramion. Anna, dwudziestokilkulatka o kasztanowych włosach opadających kaskadami na szczupłe plecy, siedziała na kanapie z kubkiem herbaty w dłoniach. Jej usta, pełne i wilgotne, przesuwały się leniwie po krawędzi porcelany, a zielone oczy błyszczały subtelnym, nieuchwytnym blaskiem. Naprzeciwko niej siedział Marek, jej partner od kilku miesięcy – wysoki, z atletyczną sylwetką ukrytą pod luźną koszulką, i spojrzeniem, które zawsze wydawało się ją rozbierać. Byli sami, cisza przerywana tylko odległym szumem samochodów z ulicy, budowała między nimi napięcie, które wisiało w powietrzu jak niewypowiedziana obietnica.

Nie pamiętali, skąd wziął się ten pomysł. Może z jednej z tych późnonocnych rozmów, kiedy wino rozluźniało języki, a słowa stawały się odważniejsze. Anna zawsze lubiła eksplorować granice – jej usta, tak miękkie i kuszące, były jej bronią, jej darem. Marek patrzył na nie teraz, śledząc, jak otwierają się lekko, gdy bierze łyk, i czuł, jak krew pulsuje mu w żyłach. Nie powiedział nic, ale jego dłoń, spoczywająca na kolanie, zacisnęła się lekko, a w oczach zapalił się iskrz.

– Wyglądasz… kusząco – mruknął w końcu, odstawiając swój kubek. Jego głos był niski, gardłowy, jak odległy grom przed burzą.

Anna uniosła brew, uśmiechając się figlarnie. Postawiła kubek na stoliku i przesunęła się bliżej, jej kolano muskając jego udo. Powietrze między nimi zgęstniało, zapach jej perfum – słodki, kwiatowy, z nutą wanilii – zmieszał się z jego męskim, piżmowym aromatem.

– Kusząco? – powtórzyła cicho, jej oddech ciepły na jego skórze, gdy pochyliła się lekko. – A co, jeśli powiem, że to celowe?

Jego ręka powędrowała do jej policzka, palce delikatnie muskając kontur szczęki, schodząc niżej, do dolnej wargi. Była miękka, elastyczna, jak kusząca brama. Serce Anny przyspieszyło, czując jego dotyk – prosty, ale obiecujący. Nie spieszyli się; to napięcie, ta powolna antycypacja, było częścią gry, którą oboje uwielbiali. Marek poczuł, jak jego ciało reaguje – lekkie mrowienie w podbrzuszu, ciepło rozlewające się po udach. Patrzył, jak jej usta rozchylają się pod wpływem jego kciuka, wilgotne i gotowe.

– Chcę cię poczuć – wyszeptał, pociągając ją bliżej. – Te usta… są jak coś, co stworzone jest, by mnie pochłonąć.

Anna poczuła dreszcz podniecenia przebiegający wzdłuż kręgosłupa. Jej dłonie powędrowały do jego koszulki, powoli unosząc materiał, odsłaniając napięte mięśnie brzucha. Skóra była ciepła, gładka, z lekkim owłosieniem prowadzącym niżej. Pocałowała go delikatnie w szyję, czując puls bijący pod jej wargami, smak słonej skóry na języku. On westchnął, ręce wplatając się w jej włosy, delikatnie kierując jej głowę w dół.

Scena przesunęła się do sypialni naturalnie, jak rzeka do morza. Pokój oświetlała tylko lampka nocna, rzucając złote refleksy na łóżko z rozrzuconymi poduszkami. Anna uklękła przed nim na miękkim dywanie, jej oczy podniesione w górę, spotykające jego wzrok pełne oczekiwania. Marek stał, zsunąwszy spodnie, jego penis już półtwardy, nabrzmiały od myśli o tym, co nadejdzie. Było grube, z widocznymi żyłami pulsującymi pod skórą, główka lśniąca od lekkiego napięcia. Czuła zapach – męski, lekko musky, podniecający jej zmysły.

– Powoli – szepnęła, jej głos drżący od podniecenia. – Chcę, żebyś czuł każdą sekundę.

Jej dłonie objęły go u nasady, palce delikatnie masując, czując, jak twardnieje pod jej dotykiem, nabierając pełnej masy. Marek jęknął cicho, biodra unosząc się instynktownie. Anna nachyliła się, jej oddech gorący na wrażliwej skórze, zanim jej usta musnęły czubek – lekki pocałunek, wilgotny i ciepły. Smak był słony, lekko gorzki, ale podniecający, jak zakazany owoc. Językiem prześledziła kontur główki, okrążając ją leniwie, czując, jak drży pod jej dotykiem.

– Boże, Anna… – wysapał, jego głos chrapliwy. – Jesteś niesamowita.

Budowała to powoli, antycypacja narastała jak fala. Jej usta rozchyliły się szerzej, wpuszczając go głębiej – centymetr po centymetrze, język płasko przylegający do spodu trzonu, masujący wrażliwe miejsca. Czuła go wypełniającego jej usta, ciepłego i pulsującego, rozciągającego wargi. Marek oparł dłonie na jej głowie, nie naciskając, tylko kierując, pozwalając jej na rytm. Wchodził i wychodził delikatnie, jej ślina spływała po brodzie, wilgotna i śliska, ułatwiając ruchy. Dźwięk – ciche mlaskanie, jej westchnienia, jego ciężkie oddechy – wypełniał pokój, mieszając się z zapachem ich podniecenia, ciężkim i intensywnym.

Napięcie rosło. Anna poczuła, jak jej własne ciało reaguje – wilgoć między udami, sutki twardniejące pod bluzką. Zwiększyła tempo, biorąc go głębiej, czując, jak główka dotyka tylnej części gardła. To było wyzwanie, ale ekscytujące – głębokie ssanie, jej gardło kurczące się wokół niego, masując. Marek jęknął głośniej, biodra pchając do przodu.

– Tak… głębiej, kochanie – mruknął, głos drżący. – Twoje usta… kurwa, są jak pochwa, ciasna i mokra.

Wulgarność wyślizgnęła się naturalnie, gdy napięcie osiągnęło punkt krytyczny. Anna nie cofnęła się; zamiast tego, jej oczy zalśniły wyzwaniem. Wzięła go całego, nos dotykając jego podbrzusza, gardło pracujące, połykając go w pełni. Deepthroat – to słowo krążyło w jej myślach, podniecając jeszcze bardziej. Czuła łzy napływające do oczu od wysiłku, ale to tylko dodawało smaku – mieszankę bólu i rozkoszy, jej własna wilgoć kapiąca po udach. On wchodził i wychodził, rytm przyspieszający, jego jądra obijające się o jej podbródek, śliskie od śliny.

– Pieprzę te usta… – wysapał, tracąc kontrolę, ręce zaciskające się w jej włosach. – Są takie ciasne, takie chciwe… ssij mocniej!

Jej ręce powędrowały do jego pośladków, wbijając paznokcie, zachęcając do głębszych pchnięć. Czuła każdy szczegół – pulsowanie żył na jego penisie, smak preejakulatu na języku, gorzkawy i słony, wilgoć wypełniająca jej usta. Dźwięki stały się obsceniczne: głośne, mokre ssanie, jej gardłowe jęki, jego przekleństwa. Podniecenie było elektryzujące – jej łechtaczka pulsowała, pragnąc dotyku, ale skupiała się na nim, na tym, jak drży, bliski eksplozji.

Kulminacja nadeszła jak burza. Marek napiął się, biodra drżąc, i z głębokim, animalistycznym jękiem wylał się w jej usta – gorące, gęste strumienie spermy zalewające gardło, smak intensywnego, słonego ciepła. Anna połykała, nie cofając się, jej język masujący go do końca, wyciągając każdą kroplę. W końcu puściła, usta czerwone i opuchnięte, ślina i resztki lśniące na wargach. Marek opadł na łóżko, ciągnąc ją za sobą, ich ciała splecione w zmęczeniu.

– To było… niesamowite – wyszeptał, całując jej czoło, smakując siebie na jej ustach.

Anna uśmiechnęła się, kładąc głowę na jego piersi, czując, jak serca biją w unisonie. Napięcie opadło, zostawiając ciepłą, intymną bliskość. Ale w jej oczach błysnęło coś figlarnego – obietnica, że to nie koniec, że te usta zawsze będą gotowe na więcej. Noc dopiero się zaczynała.