Deepthroat pod prysznicem – woda i łzy

Wieczór w małym mieszkaniu na obrzeżach miasta zawsze zaczynał się od rutyny, która powoli mutowała w coś bardziej pierwotnego. Anna stała przed lustrem w łazience, jej dłonie delikatnie rozczesywały wilgotne pasma kasztanowych włosów. Miała dwadzieścia osiem lat, szczupłą sylwetkę z krągłościami w tych miejscach, które zawsze przyciągały wzrok jej partnera – pełne piersi, które falowały lekko przy każdym oddechu, i biodra, które kołysały się z naturalną gracją. Była zmęczona po całym dniu pracy, ale w jej oczach czaiła się iskra, ta sama, która pojawiała się za każdym razem, gdy myślała o nim. O Marku.

On wszedł do łazienki bez pukania, jak zawsze, z tym swoim leniwym uśmiechem, który obiecywał więcej, niż słowa kiedykolwiek mogły. Marek był wyższy od niej, z umięśnionymi ramionami, które budowały się podczas godzin spędzonych na siłowni, i ciemnymi oczami, które teraz wpatrywały się w jej odbicie z głodem, którego nie krył. Praca go wykańczała, ale te chwile z Anną były jego ucieczką – momentem, w którym mógł puścić lejce.

– Wyglądasz jak bogini, wiesz? – mruknął, podchodząc bliżej. Jego głos był niski, ciepły, z lekkim chropowatością od zmęczenia.

Anna odwróciła się powoli, czując, jak jej skóra reaguje na jego bliskość. Ciepło jego ciała otarło się o jej plecy, zanim jeszcze dotknął jej. Pachniał mydłem i lekkim potem – ten zapach, który zawsze budził w niej dreszcz podniecenia, mieszankę świeżości i męskości.

– A ty wyglądasz, jakbyś potrzebował prysznica – odparła z figlarnym uśmiechem, ale jej głos drżał lekko. Wiedziała, dokąd to zmierza. Zawsze tak było.

Włączył wodę, a para zaczęła wypełniać pomieszczenie, tworząc mgłę, która rozmazywała kontury. Deszcz ciepła wody spadł na nich, gdy oboje weszli pod strumień, ubrani jeszcze w cienkie koszulki i bieliznę. Anna poczuła, jak materiał przylega do jej skóry, podkreślając krzywizny jej ciała – sutki stwardniały pod wilgotną bawełną, a krople spływały po jej brzuchu, ku dolinie między udami. Marek stał za nią, jego ręce powędrowały na jej biodra, palce delikatnie masujące skórę przez mokrą tkaninę.

– Lubię, kiedy jesteś taka mokra – wyszeptał jej do ucha, jego oddech gorący na jej szyi. Woda spływała po ich ciałach, myjąc zmęczenie dnia, ale budząc coś głębszego. Anna oparła się o kafelki, czując, jak jego erekcja twardnieje i wciska się w jej pośladki. To było subtelne, to napięcie – nie spieszyli się, pozwalając, by woda i dotyk budowały antycypację.

Jej dłoń powędrowała wstecz, muskając jego bokserki. Poczuła pulsowanie pod palcami, ciepło i twardość, która sprawiała, że jej łono zacisnęło się w oczekiwaniu. Marek westchnął, jego usta znalazły jej kark, składając delikatne pocałunki, które szybko stały się bardziej natarczywe. Językiem lizał ścieżkę wzdłuż jej kręgosłupa, smakując słoną wilgoć skóry zmieszaną z wodą.

– Chcę cię poczuć – powiedziała cicho Anna, odwracając się twarzą do niego. Jej oczy błyszczały w półmroku łazienki, para wirowała wokół nich jak mgła pożądania.

Zsunęli z siebie ubrania powoli, jakby każde ruchy były częścią rytuału. Koszulka Anny opadła pierwsza, odsłaniając jej piersi – pełne, z bladymi aureolami i sterczącymi sutkami, które Marek natychmiast chwycił w dłonie. Ścisnął je delikatnie, kciukami kręcąc po szczytach, co wywołało u niej cichy jęk. Woda spływała po jej ciele, perliście osadzając się na skórze, a on patrzył, jak krople suną w dół, ku jej łonowi, gdzie ciemny trójkąt włosów lśnił wilgocią.

Marek zrzucił bokserki, jego penis wyskoczył na wolność – gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą i czerwonawą, gotową na dotyk. Anna uklękła przed nim pod prysznicem, woda lała się na jej włosy, spływając po twarzy w strużkach, które mieszały się z jej przyspieszonym oddechem. Jej usta były blisko, tak blisko, że czuła ciepło bijące od jego członka. Powietrze w łazience gęstniało od zapachu ich podniecenia – lekkiego, muszkowego aromatu jej wilgoci i słonego męskiego potu.

– Powoli – mruknął Marek, jego dłoń wplatając się w jej mokre włosy. – Chcę, żebyś to smakowała.

Anna skinęła głową, jej język wysunął się pierwszy, muskając podstawę jego trzonu. Poczuła gładkość skóry, pulsowanie żył pod dotykiem, słony smak preejakulatu, który perlil się na końcu. Lizała go leniwie, od dołu ku górze, czując, jak jego biodra drżą. Woda kaskadowała na nich, dodając rytmiczny szum, który mieszał się z jej westchnieniami. Jej ręce objęły jego uda, palce wbijające się w umięśnione mięśnie, podczas gdy jej usta objęły główkę – delikatnie ssąc, kręcąc językiem wokół żołędzi, smakując każdą szczelinę.

– Boże, Anna… tak – jęknął Marek, jego głos echoił w wilgotnej przestrzeni. Napięcie rosło, jej ruchy stawały się głębsze, ale wciąż powolne, budujące presję. Czuła, jak jego penis wypełnia jej usta, rozciągając wargi, a ona pozwalała, by ślina mieszała się z wodą, spływając po brodzie.

W końcu nadeszła ta chwila – deepthroat, o którym marzyli oboje. Anna wzięła głęboki oddech, woda łaskotała jej nozdrza, i pchnęła głowę do przodu. Jego członek wślizgnął się głębiej, mijając gardło, docierając do miejsca, gdzie odruch wymiotny walczył z jej determinacją. Poczuła łzy napływające do oczu – nie z bólu, ale z intensywności, z tej mieszanki poddania i mocy. Woda spływała po jej policzkach, myląc się z solonymi strumieniami łez, które wypływały pod wpływem nacisku. Jej gardło zacisnęło się wokół niego, masując trzon, a ona poruszała głową w przód i w tył, coraz szybciej, czując, jak wypełnia ją całkowicie.

– Kurwa, tak… weź go całego, maleńka – wysapał Marek, jego głos stawał się chropowaty, wulgarny w tej fali podniecenia. Trzymał jej głowę, ale nie brutalnie – to było ich zaufanie, ich intymność. Anna mruczała wokół niego, wibracje jej gardła wysyłające fale rozkoszy wzdłuż jego ciała. Smakowała go głęboko – słoność, lekki posmak wody, pulsowanie, które rosło z każdym pchnięciem. Jej dłonie powędrowały do siebie, palce muskające wilgotne fałdy jej cipki, gdzie łechtaczka była nabrzmiała, błagająca o uwagę. Czuła, jak jej soki mieszają się z wodą, spływając po udach, zapach jej podniecenia unosił się w parze.

Kulminacja nadeszła jak burza. Marek zacisnął palce w jej włosach, jego biodra pchnęły mocniej, głębiej, a Anna pozwoliła, by łzy płynęły swobodnie, mieszając się z wodą i śliną. Jej gardło pracowało wokół niego, ssąc, połykając, aż poczuła, jak drży – gorący strumień spermy wystrzelił w jej usta, wypełniając gardło gorzkim, słonym smakiem. Połykała, dławiąc się lekko, ale nie zatrzymując, jej oczy podniesione ku niemu, pełne łez i pożądania. Woda zmywała resztki, ale nie ten moment, nie to połączenie.

Gdy w końcu wyszli spod prysznica, owinięci w ręczniki, Anna oparła głowę na jego piersi. Łzy wyschły, ale ślad emocji pozostał – ta mieszanka bliskości i dzikości, która zawsze ich przyciągała.

– To było… niesamowite – wyszeptał Marek, całując jej czoło. – Zawsze jesteś dla mnie wszystkim.

Anna uśmiechnęła się, czując ciepło w sercu, które mieszało się z echem rozkoszy. Wiedzieli, że to nie koniec – ich noce zawsze niosły więcej obietnic.