Siedziałem w naszym salonie, z laptopem na kolanach, serce biło mi jak oszalałe. Ekran oświetlał ciemny pokój bladym blaskiem, a ja czekałem na to, co miało nadejść. Moja żona, Anna, była piękną kobietą w kwiecie wieku – jej długie, kasztanowe włosy opadały kaskadami na ramiona, a figura, kusząca krągłościami, zawsze przyciągała spojrzenia. Byliśmy małżeństwem od pięciu lat, ale ostatnimi czasy coś się zmieniło. Zaczęło się od niewinnych flirtów online, potem od jej żartobliwych uwag o tym, jak nudne jest nasze życie seksualne. A teraz… teraz miała streamować wszystko na żywo. Dla niego. Dla świata.
Dostałem powiadomienie na telefonie: „Logowanie do live streamu. Kamera włączona. 4K jakość – przygotuj się na show.” Moje dłonie drżały, gdy otwierałem link. Ekran wypełniło nasze łóżko w sypialni – king size, z czarną pościelą, którą niedawno kupiła. Kamery, ukryte w rogach pokoju, łapały każdy detal w ostrej, nieubłaganej rozdzielczości. Anna weszła do kadru, ubrana tylko w czarną, koronkową bieliznę, która opinała jej pełne piersi i biodra jak druga skóra. Uśmiechnęła się do kamery, jej zielone oczy błyszczały figlarnie, ale z nutą coś więcej – determinacji?
– Cześć, kochanie – powiedziała cicho, zwracając się do mnie, choć wiedziałem, że to ja jestem po drugiej stronie ekranu. – Wiesz, dlaczego to robimy? Bo ty nigdy nie potrafiłeś mnie zaspokoić tak, jak ja na to zasługuję.
Te słowa uderzyły we mnie jak zimny prysznic, ale jednocześnie poczułem znajome mrowienie w brzuchu. To było nasze porozumienie – cuckold, jak to nazywaliśmy w prywatnych rozmowach. Ona miała się zabawić, a ja… ja miałem patrzeć. Upokorzenie mieszało się z podnieceniem, tworząc toksyczną miksturę, od której nie mogłem się oderwać.
Drzwi sypialni otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Weszli oni – Anna i ten facet, którego poznała na czacie. Wysoki, umięśniony, z tatuażami pokrywającymi ramiona i klatkę piersiową. Nazywał się Marek, ale w moich myślach był po prostu „on” – intruz, który miał wszystko, czego mi brakowało. Jego dłonie, duże i pewne, od razu powędrowały do talii Anny, przyciągając ją bliżej.
– Gotowa na show, laleczko? – mruknął, jego głos niski, chropowaty, jak szmer burzy.
– Bardziej niż kiedykolwiek – odparła Anna, jej palce muskające guzik jego koszuli. Spojrzała prosto w kamerę, jej usta wygięły się w uśmiechu. – Patrz, kochanie. Patrz, jak facet z prawdziwym sprzętem bierze to, co twoje.
Napięcie rosło we mnie powoli, jak fala, która zaczyna się od delikatnego falowania wody. Obserwowałem, jak Marek powoli rozpina jej stanik, odsłaniając jej piersi – pełne, jędrne, z sutkami sterczącymi w podnieceniu, ciemnoróżowymi i wrażliwymi na każdy podmuch powietrza. Jej skóra lśniła w świetle lampki nocnej, gładka i ciepła, pachnąca jej ulubionym olejkiem lawendowym. Kamery w 4K wychwytywały każdy szczegół: drobne żyłki pod skórą, lekkie drżenie jej ciała, gdy jego usta zbliżyły się do jej szyi.
– Jesteś taka napięta – wyszeptał Marek, ssąc delikatnie skórę na jej obojczyku, zostawiając wilgotny ślad. – Od jak dawna twój mąż cię tak nie dotykał?
Anna westchnęła, jej dłonie wplatające się w jego włosy.
– Miesiące… może lata. On tylko patrzy. Ale ty… ty mnie rozpieprzysz.
Ich pocałunek był powolny na początku, eksplorujący – jego język ślizgał się po jej wargach, a ona otwierała się na niego jak kwiat. Czułem zapach ich podniecenia nawet przez ekran – słony pot mieszany z jej subtelnym, kobiecym zapachem. Moje spodnie stały się ciasne, ale nie ruszałem się, hipnotyzowany. Marek zsunął jej majtki, odsłaniając jej łonowe włosy, starannie przystrzyżone, i wilgotne wargi sromowe, które już lśniły od podniecenia. Jego palce powędrowały tam delikatnie, muskając jej łechtaczkę – mały, nabrzmiały guziczek, który sprawił, że Anna jęknęła głośno.
– O tak… głaszcz mnie tam – mruknęła, jej biodra unosząc się mimowolnie. – Twój mąż nigdy nie wiedział, jak to robić. Za delikatnie, za szybko… zawsze psuł.
Upokorzenie paliło mnie od środka, ale jednocześnie budowało to podniecenie, gorące i nie do zniesienia. Czułem, jak mój kutas twardnieje, napięty pod materiałem, pulsujący do rytmu ich oddechów. Kamery zoomowały, pokazując, jak jego palec wsuwa się w jej cipkę – ciasną, mokrą, otulającą go z głośnym, mlaskającym dźwiękiem. Anna wiła się, jej piersi falowały, sutki twarde jak kamyki.
– Widzisz to, kochanie? – powiedziała do kamery, jej głos drżący od rozkoszy. – On ma dwa palce we mnie, a ja już dochodzę blisko. Ty nigdy nie potrafiłeś mnie tak zwilgotnieć.
Marek roześmiał się nisko, zdejmując koszulę, odsłaniając swój tors – napięte mięśnie, pokryte lekkim potem, pachnącym męskim potem i adrenaliną. Zsunął spodnie, a jego kutas wyskoczył na wolność – gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą i błyszczącą preejakulatem. Był większy ode mnie, co wiedziałem z jej wcześniejszych opisów, i teraz to widziałem w pełnej krasie: długi na co najmniej 20 centymetrów, pulsujący, gotowy.
– Na kolana, suko – rozkazał cicho, ale stanowczo, pchając ją w dół. Anna klęknęła posłusznie, jej usta otwierając się na jego trzon. Zaczęła powoli, liżąc podstawę, smakując słony smak jego skóry, jej język wirujący wokół żołędzi. Dźwięk był obsceniczny – ssanie, połykanie, jej gardło pracujące, by go przyjąć głębiej.
– Mmm, jesteś taka głodna – mruknął Marek, jego dłonie w jej włosach, dyktując tempo. – Powiedz mu, jak smakuje prawdziwy kutas.
Anna uniosła wzrok do kamery, jej usta oblane śliną i jego sokami, oczy zamglone pożądaniem.
– Słodki… słony… o wiele lepszy niż twój mały, żałośnie miękki fiutek, kochanie. On wypełnia mi usta, a ty… ty nigdy nie miałeś szansy.
Słowa cięły jak nóż, ale moje podniecenie rosło, kutas w moich spodniach bolał od napięcia. Patrzyłem, jak ona ssie go coraz głębiej, jej policzki wciągające się, gardło wydające dławiące dźwięki. Marek pieprzył jej usta rytmicznie, jego jądra obijające się o jej brodę, zapach seksu wypełniający pokój – mieszanka jej wilgoci i jego męskości.
W końcu pociągnął ją na łóżko, rzucając na pościel. Rozłożył jej nogi szeroko, kamery łapiąc widok na jej cipkę – różową, otwartą, ociekającą sokami. Wsunął się w nią jednym pchnięciem, głębokim i brutalnym, jej ścianki pochwy rozciągające się wokół jego grubości z głośnym, wilgotnym plaśnięciem.
– Kurwa, jaka ciasna – warknął, zaczynając ruchy – powolne na początek, by poczuć każdy centymetr. – Twój mąż cię nigdy tak nie rozciągnął, co?
Anna krzyknęła, jej paznokcie wbijające się w jego plecy, zostawiając czerwone ślady.
– Nie! On jest za mały, za słaby! Pieprz mnie mocniej, rozjeb mi cipkę!
Teraz wulgarność wybuchła, pasując do ich dzikiej pasji. Marek przyspieszył, jego biodra uderzające w jej z mokrym plaśnięciem, jej cycki podskakujące w rytm. Czułem każdy detal przez ekran: pot spływający po jego plecach, zapach ich zmieszanych płynów – ostry, animalistyczny – jej jęki przechodzące w wrzaski rozkoszy, jego gruñnięcia jak z dzikiego zwierzęcia. Jej cipka ściskała go, sokami chlapiąc na pościel, gdy dochodziła pierwszy raz – całe ciało napięte, mięśnie drżące, oczy przewracające się w ekstazie.
– Dochodzę! O Boże, dochodzę na jego kutasie! – wykrzyknęła, patrząc w kamerę. – Ty nigdy… nigdy mnie nie doprowadziłeś do tego…
Marek nie zwolnił, obracając ją na czworaka, wbijając się od tyłu. Jego ręce ściskały jej dupę – okrągłą, jędrną, z czerwonymi śladami od klapsów. Pieprzył ją hardcore’owo, głęboko, jego jądra obijające się o jej łechtaczkę z każdym pchnięciem. Anna wiła się, jej włosy klejące się od potu, usta otwarte w ciągłych jękach.
– Powiedz mu, że jesteś moją dziwką – zażądał Marek, waląc mocniej, jego kutas wchodzący i wychodzący z obscenicznie głośnym squelchem.
– Jestem twoją dziwką! – zawołała Anna, jej głos łamiący się. – Nie jego! On może tylko patrzeć, jak mnie rżniesz, jak wypełniasz moją cipkę swoim nasieniem!
Kulminacja nadeszła jak eksplozja. Marek wbił się po raz ostatni, jego ciało napięte, ryczące, gdy spuszczał się w niej – gorące strumienie spermy wypełniające jej wnętrze, wyciekające po udach w białych strużkach. Anna doszła po raz drugi, jej cipka pulsująca wokół niego, mleko z jej orgazmu mieszające się z jego sokami. Leżeli dysząc, jego kutas wciąż w niej, kamery łapiące każdy szczegół: jej zaczerwienioną cipkę, ociekającą ich wspólną esencją, zapach seksu ciężki i intensywny.
Gdy Marek wyszedł, Anna podniosła się słabo, jej oczy spotykając kamerę. Uśmiechnęła się leniwie, palcem zbierając kroplę spermy z uda i liżąc ją demonstracyjnie.
– Dziękuję za oglądanie, kochanie. Następnym razem… może dołączysz? Albo po prostu patrz, jak zawsze.
Ekran zgasł, zostawiając mnie w ciemności salonu, z kutasem bolącym od niespełnionego podniecenia i sercem pełnym mieszanki wstydu i pożądania. Wiedziałem, że to nie koniec – streamy miały trwać, a nasze życie… nasze życie stało się czymś więcej niż małżeństwem. Coś, co mnie niszczyło i jednocześnie ożywiało.