Siedziałem w naszym przytulnym salonie, patrząc na zegar wiszący nad kominkiem. Była dziesiąta wieczorem, a ja powinienem był być w łóżku obok mojej żony, Anny. Ale nie dziś. Dziś wszystko się zmieniło. Anna, z jej burzliwymi kasztanowymi lokami i figlarnymi zielonymi oczami, która zawsze była moją ostoją, teraz stała się epicentrum burzy, którą sam wywołałem. Pracowała jako asystentka u Marcina, tego pewnego siebie drania z biura, wysokiego, atletycznie zbudowanego faceta z siwiejącymi skroniami i uśmiechem, który mógłby stopić lód. Zawsze wiedziałem, że między nimi iskrzy – te długie spojrzenia podczas firmowych kolacji, jej rumieńce po powrotach z późnych spotkań. Ale nigdy nie myślałem, że dojdzie do tego.
To ja zaproponowałem. W naszym małżeństwie zawsze było miejsce na fantazje, na te szeptane w ciemnościach sekrety. „A co, jeśli…?” – zacząłem kiedyś, a ona, z lekkim drżeniem w głosie, przyznała, że Marcin ją intryguje. Nie chodziło o zdradę dla zdrady, ale o to podniecenie, o ten dreszcz zakazanego. Zgodziła się na to, co dziś miało się stać. „Tylko patrz” – powiedziała mi szeptem, gdy zapraszaliśmy go do domu pod pretekstem wspólnej kolacji. Ja miałem być widzem, cuckoldem w naszym własnym łóżku, siedzącym na krześle w rogu sypialni, z sercem walącym jak młot.
Drzwi wejściowe otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Usłyszałem ich śmiech – niski, gardłowy śmiech Marcina i melodyjny chichot Anny. Weszli do salonu, ona w swojej ulubionej czarnej sukience, która opinała jej pełne biodra i podkreślała krągłości piersi, on w luźnej koszuli, z rękawami podwiniętymi, ukazującymi silne przedramiona. Powietrze nagle zgęstniało, przesycone zapachem jej perfum – słodkim jaśminem zmieszanym z czymś bardziej ziemistym, jego wodą kolońską o nutach cedru.
– No, to co, idziemy prosto do rzeczy? – zapytał Marcin, jego głos głęboki, arogancki, z lekkim uśmieszkiem, gdy spojrzał na mnie.
Anna zawahała się, jej policzki zarumieniły się delikatnie. Usiadła na kanapie obok niego, jej noga musnęła jego udo. Ja stałem w progu, czując, jak żołądek mi się skręca z mieszanki zazdrości i podniecenia. To było jak tortura, ale taka, którą sam sobie zadałem.
– Nie spiesz się – mruknęła Anna, jej oczy błyszczały. – Najpierw… porozmawiajmy.
Rozmowa potoczyła się leniwie, o pracy, o tych napiętych spotkaniach w biurze, gdzie ich dłonie przypadkiem się stykały nad dokumentami. Siedziałem naprzeciwko, popijając wino, czując, jak napięcie narasta. Marcin położył dłoń na jej kolanie – subtelnie, ale z intencją. Anna nie cofnęła się. Zamiast tego, jej oddech stał się głębszy, piersi uniosły się pod cienkim materiałem sukienki.
W końcu, po godzinie gry w kotka i myszkę, Anna wstała, biorąc go za rękę.
– Chodź – powiedziała, spoglądając na mnie z mieszanką czułości i prowokacji. – Do sypialni.
Serce mi waliło, gdy szliśmy korytarzem. Sypialnia była oświetlona tylko lampką nocną, rzucającą ciepłe, złote światło na nasze szerokie łóżko z czarną pościelą. Ja zająłem miejsce na krześle w rogu – starym, drewnianym fotelu, z widokiem na całą scenę. Anna odwróciła się do Marcina, jej dłonie powędrowały do guzików jego koszuli.
– On będzie patrzył – szepnęła, jej głos drżał lekko od podniecenia. – To go kręci.
Marcin zerknął na mnie, jego oczy błyszczały triumfem. Uśmiechnął się szeroko.
– W porządku. Niech patrzy, jak biorę jego żonę.
Rozpinała jego koszulę powoli, palcami muskając jego umięśniony tors. Skóra Marcina była opalona, gładka, z lekkim owłosieniem na piersi, które opadało w dół do pępka. Anna westchnęła cicho, gdy jej dłonie zsunęły koszulę z jego ramion, odsłaniając szerokie barki i napięte mięśnie brzucha. On nie czekał – jego ręce powędrowały do zamka jej sukienki, zsuwając ją w dół. Materiał zafurkotał, opadając na podłogę, ukazując jej nagie ciało pod spodem – nie założyła bielizny. Jej piersi, pełne i jędrne, z różowymi sutkami stwardniałymi od chłodu i antycypacji, uniosły się z wdziękiem. Biodra zaokrąglone, skóra blada i gładka, a między udami delikatny trójkąt ciemnych włosów łonowych, wilgotny od rosnącego pragnienia.
Stała tam, naga i bezbronna, a ja czułem, jak krew pulsuje mi w żyłach, mieszanka zazdrości pali w piersi, ale i twardniejące podniecenie między nogami. Nie mogłem oderwać wzroku.
Marcin pociągnął ją bliżej, jego usta znalazły jej szyję. Całował ją delikatnie na początku, ssąc skórę, zostawiając wilgotne ślady. Anna zamruczała, jej ręce wplątały się w jego włosy.
– O Boże… tak – wyszeptała.
Jego dłonie powędrowały niżej, obejmując jej pośladki, ugniatając je mocno, palce wbijające się w miękkie ciało. Pocałunki stały się głębsze, bardziej natarczywe – jego język wysunął się, liżąc linię jej obojczyka, schodząc do piersi. Złapał jedną sutek w usta, ssąc go mocno, podczas gdy palce drugiej ręki kręciły drugim. Anna wygięła się w łuk, jej oddech stał się urywany, pojękiwania wypełniły pokój – miękkie, wilgotne dźwięki ssania mieszały się z jej westchnieniami.
– Lubisz to, co? – mruknął Marcin, jego głos chropowaty. – Lepsze niż to, co robi twój mąż?
Anna spojrzała na mnie, jej oczy zamglone pożądaniem.
– Tak… o tak, jest… inny.
Te słowa uderzyły mnie jak sztylet, ale jednocześnie podsyciły ogień w moich lędźwiach. Patrzyłem, jak Marcin popycha ją na łóżko. Uklękła na kolanach, jej usta znalazły pasek jego spodni. Rozpinała go drżącymi palcami, wysuwając twardego kutasa – grubego, żylastego, z nabrzmiałą główką, już wilgotną od preejakulatu. Pachniał słoną męskością, ciężkim, pierwotnym zapachem. Anna oblizała wargi, jej język wysunął się, muskając czubek. Powoli wzięła go do ust, ssąc delikatnie na początku, jej policzki wklęsły się od ssania. Marcin jęknął, jego dłoń wcisnęła się w jej włosy, prowadząc ją głębiej.
– Kurwa, dobra jesteś w tym – wysapał, patrząc prosto na mnie. – Widzisz to, kolego? Twoja żona ssie mojego kutasa jak profesjonalistka.
Anna poruszała głową rytmicznie, jej usta ślizgały się po całej długości, język wirował wokół żołędzi, zbierając słony smak. Dźwięki były obsceniczne – mlaskanie śliny, chlupot, jej gardłowe pomruki. Ja siedziałem tam, z ręką na udzie, czując, jak mój własny kutas napiera na spodnie, ale nie ruszałem się. To była moja rola – patrzeć, czuć upokorzenie mieszające się z ekstazą.
W końcu Marcin odsunął ją, jego oddech ciężki.
– Dość. Chcę cię teraz.
Rzucił ją na plecy, łóżko zaskrzypiało pod ich ciężarem. Rozchylił jej nogi szeroko, jego palce znalazły wilgotne wargi sromowe, rozchylając je delikatnie. Była mokra, błyszcząca, różowa cipka pulsowała od podniecenia. Wsunął dwa palce do środka, powoli, czując jej ciasnotę, wilgoć spływającą po jego dłoni. Anna krzyknęła cicho, jej biodra uniosły się.
– Weź mnie… proszę – błagała, jej głos drżący.
Marcin nie czekał dłużej. Wsunął kutasa w nią jednym pchnięciem – głęboko, do końca. Anna wrzasnęła, jej paznokcie wbiły się w jego plecy, zostawiając czerwone ślady. Poruszał się wolno na początku, każdy centymetr jego grubego trzonu rozciągał jej ścianki, wypełniając ją całkowicie. Czułem zapach seksu – słony pot, jej podniecenie, mieszankę ich ciał. Dźwięki – mokre plaśnięcia ciał, jej jęki rosnące w intensywności, jego ciężkie sapanie.
– Jesteś taka ciasna… kurwa, lepsza niż myślałem – warczał Marcin, przyspieszając. – Powiedz mu, jak to jest.
– Kochanie… on jest taki duży – wyszeptała Anna, patrząc na mnie z dziką pasją. – Czuję go wszędzie… o tak!
Przyspieszył, jego biodra uderzały w jej z siłą, łóżko trzeszczało, a ja patrzyłem, jak jej piersi podskakują przy każdym pchnięciu, jak jej cipka pochłania go cal po calu, wilgoć spływająca po udach. Emocje we mnie wirowały – zazdrość paliła, ale podniecenie było silniejsze, gorące, nie do zniesienia.
Kulminacja nadeszła jak burza. Marcin odwrócił ją na czworaka, wbijając się od tyłu, jego ręce ściskały jej biodra. Walczył w nią mocno, brutalnie, dźwięki ciała o ciało wypełniały pokój – plaśnięcia, jej wrzaski.
– Biorę twoją żonę, słyszysz? – ryknął do mnie. – I ona to kocha!
Anna doszła pierwsza – jej ciało zadrżało, cipka zacisnęła się wokół niego, sok spływający po jego jajach. Krzyczała, głośno, bezwstydnie, jej oczy spotkały moje na ułamek sekundy, pełne ekstazy.
– Tak! Kurwa, tak!
Marcin doszedł chwilę później, wylewając się w niej głęboko, jego mięśnie napięte, jęk niski i animalistyczny. Wycofał się powoli, jego sperma wyciekała z niej, biała i lepka, spływająca po jej udach.
Leżeli tam, dysząc, splątani. Anna spojrzała na mnie, uśmiechając się słabo, z mieszanką winy i satysfakcji.
– To było… niesamowite – szepnęła.
Ja wstałem, nogi drżały mi. Podszedłem do łóżka, czując wilgoć w spodniach od własnego podniecenia. Nie wiedziałem, co powiedzieć. Czy to koniec, czy początek czegoś więcej? Marcin wstał, zakładając spodnie, klepnął mnie po ramieniu.
– Dzięki za show, stary.
Wyszedł, a my zostaliśmy sami. Anna przytuliła mnie, jej skóra jeszcze ciepła od seksu, zapach obcego mężczyzny na niej.
– Kocham cię – mruknęła. – Ale to… to było coś nowego.
Siedziałem na krześle długo po tym, jak zasnęła, rozmyślając o tym, co widziałem. Zdrada? Może. Ale to podniecenie, ta mieszanka bólu i rozkoszy, miało wrócić. Wiedziałem to na pewno.