Magazyn po zmroku – striptizerka w roli przynęty

Ciemność magazynu po zmroku była gęsta jak smoła, przerywana tylko słabymi smugami światła z ulicznych latarni, które wpadały przez brudne okna. Powietrze pachniało rdzą, kurzem i czymś metalicznym – może starą machiną, może krwią z dawnych bójek. Anna, striptizerka z nocnego klubu na obrzeżach miasta, poczuła dreszcz, gdy weszła do środka. Jej szpilki stukały echem po betonowej podłodze, a krótka, czarna sukienka opinająca biodra szeptała o niebezpieczeństwie. Była tu jako przynęta – policyjny podstęp, by złapać gang złodziei, który grasował w porcie. „Po prostu tańcz, prowokuj ich – resztę załatwimy my”, powiedział jej szef. Ale Anna wiedziała, że granice mogą się zatrzeć, że jej ciało, które wyćwiczyła do perfekcji, mogło stać się czymś więcej niż narzędziem.

Stało się cicho, tylko jej oddech i odległy szum miasta. Napięcie wisiało w powietrzu jak elektryczność przed burzą. Poczuła, jak serce bije jej szybciej, a skóra mrowi od antycypacji. To nie był zwykły występ; to była gra z ogniem. Usłyszała kroki – ciężkie, męskie, zbliżające się z cienia. Było ich pięciu, może sześciu. Wysocy, umięśnieni faceci w roboczych kurtkach, z tatuażami na ramionach i twardymi spojrzeniami. Przywódca, ten z blizną na policzku, zatrzymał się pierwszy.

– Hej, laleczko, co tu robisz sama o tej porze? – jego głos był niski, chropowaty, z nutą rozbawienia.

Anna uśmiechnęła się subtelnie, odgarniając włosy z ramienia. Jej skóra lśniła w półmroku, a dekolt sukienki delikatnie falował z każdym oddechem. Nie odpowiedziała od razu; zamiast tego włączyła muzykę z telefonu – wolny, rytmiczny beat, który wypełnił pustą przestrzeń. Zaczęła się ruszać, powoli, kołysząc biodrami, jakby magazyn był jej sceną. Mężczyźni zamarli, ich oczy śledziły każdy jej gest. Poczuła ich wzrok na sobie – gorący, głodny – i to budziło w niej mieszankę strachu i podniecenia. Jej sutki stwardniały pod cienkim materiałem, a między udami poczuła ciepło, które powoli się rozlewało.

– Szukam… rozrywki – mruknęła wreszcie, obracając się z wdziękiem. Jej dłonie przesunęły się po bokach ciała, muskając krzywiznę bioder. – A wy? Wyglądacie na facetów, którzy wiedzą, jak się bawić.

Jeden z nich, barczysty blondyn, podszedł bliżej, jego oddech przyspieszony. Pachniał potem i dymem papierosowym. Anna poczuła, jak powietrze gęstnieje, jak ich obecność otacza ją kręgiem. Muzyka nabierała tempa, a ona zsunęła ramiączko sukienki, odsłaniając ramię pokryte gęsią skórką. Serce waliło jej w piersi; to było ryzyko, ale podniecenie rosło z każdym spojrzeniem, każdym westchnieniem, które słyszała z cienia.

– Bawimy się tu ostro, kochanie – powiedział bliznowaty, siadając na starej skrzyni. – Pokaż, co potrafisz.

Zaczęła tańczyć dla nich naprawdę. Jej ruchy były płynne, sugestywne – kołysanie piersiami, skręt tułowia, by podkreślić krągłość pośladków. Sukienka zsunęła się niżej, odsłaniając czarny koronkowy stanik, który ledwo powstrzymywał jej pełne piersi. Mężczyźni szeptali między sobą, ich głosy stawały się głębsze, bardziej chrapliwe. Anna czuła wilgoć między nogami, pulsowanie, które kazało jej poruszać się szybciej. Dotknęła dłonią dekoltu, przesuwając palcami po skórze, i westchnęła cicho, prowokując ich. Napięcie rosło; jeden z nich, czarnowłosy z piercingiem w brwi, wstał i podszedł, jego dłonie drżały lekko, gdy musnął jej ramię.

– Cholera, jesteś gorąca – wysapał. – Tańcz bliżej.

Poddając się rytmowi, Anna kręciła biodrami tuż przed nim, czując ciepło jego ciała. Jej skóra płonęła od dotyku powietrza, a zapach ich podniecenia – słony, męski – mieszał się z kurzem magazynu. Zsunęła sukienkę całkowicie, stojąc w samym bieliźnie i szpilkach. Jej ciało lśniło od lekkiego potu, sutki rysowały się twardo pod koronką, a stringi opiniały wilgotne wargi sromowe. Mężczyźni dyszeli, ich spodnie wybrzuszały się od erekcji. To był punkt graniczny; podniecenie przeradzało się w coś pierwotnego.

– Chodźcie bliżej – szepnęła Anna, jej głos drżący od pożądania. – Dotknijcie mnie.

Bliznowaty wstał pierwszy, chwytając ją za talię. Jego dłonie były szorstkie, palce wbiły się w miękką skórę, a ona jęknęła cicho, czując, jak jego twardy kutas napiera na jej brzuch przez spodnie. Inni dołączyli, otaczając ją. Blondyn rozpiął jej stanik, uwalniając piersi – pełne, ciężkie, z różowymi sutkami sterczącymi jak prośba o pieszczenie. Wziął jeden do ust, ssąc mocno, a Anna wygięła plecy, czując ostry ból zmieszany z rozkoszą. Język wirował wokół brodawki, wilgotny i gorący, a ona poczuła, jak wilgoć spływa po wewnętrznej stronie ud.

– O tak… ssij mocniej – jęknęła, jej dłonie wplatając się w jego włosy.

Czarnowłosy klęknął, zsuwając jej stringi. Jej cipka była już mokra, wargi nabrzmiałe i błyszczące, łechtaczka pulsująca. Wdychał jej zapach – słodko-słony, podniecający – zanim wsunął język między fałdy. Anna sapnęła, jej biodra drgnęły, gdy lizał ją powoli, okrążając wejście, smakując sok, który spływał mu po brodzie. Dźwięki – mokre mlaskanie, jej westchnienia, ich ciężkie oddechy – wypełniły magazyn. Bliznowaty rozpiął spodnie, wyciągając grubego, żylastego kutasa, pulsującego i czerwonego od podniecenia. Pchnął go w jej dłoń, a ona zaczęła go masować, czując żylne wypustki pod palcami, gorąco i twardość, która kazała jej ściskać mocniej.

– Pierdol, jaka mokra suka – mruknął czarnowłosy, wstając i rozpinając się. Jego kutas był dłuższy, zakrzywiony, z główką lśniącą od preejakulatu.

Napięcie eksplodowało. Anna klęknęła, biorąc kutasa bliznowatego do ust. Smak był słony, muskujący, a ona ssała głęboko, czując, jak wypełnia jej gardło. Jęczała wokół niego, wibracje sprawiające, że mężczyzna stęknął. Blondyn wszedł w nią od tyłu, jego gruby trzon rozciągając ciasne ścianki cipki. Poczuła palenie, potem falę rozkoszy, gdy zaczął pompować – wolno na początek, każde pchnięcie muskające jej punkt G, sprawiając, że sok chlupotał przy każdym ruchu. Jej piersi podskakiwały, sutki ocierały się o ich nogi, a ona dyszała, ssąc drugiego kutasa.

– Weź go głębiej, dziwko – warknął bliznowaty, chwytając ją za włosy i pchając się w gardło. Anna dławiła się lekko, łzy spływały po policzkach, ale podniecenie rosło; jej cipka ściskała blondyna, mlekoąc go.

Inni dołączyli do orgii. Trzeci mężczyzna, z brodą, podniósł jej głowę i wepchnął kutasa obok pierwszego – dwa trzony w ustach, rozciągające wargi, smakujące razem ich potem i preejakulatem. Czwarty pieścił jej tyłek, wsuwając palec w ciasny odbyt, rozluźniając go wilgotną śliną. Anna wiła się, jej ciało drżało od doznań – gorąco w ustach, palenie w cipce, ucisk w dupie. Dźwięki były obsceniczne: plaśnięcia ciał, jej stłumione jęki, ich wulgarne komendy.

– Rozpierdol jej cipę, chłopie – krzyknął brodacz, patrząc, jak blondyn przyspiesza, jego jaja klepią o jej łechtaczkę.

Kulminacja nadeszła jak fala. Blondyn wyszedł, a bliznowaty położył ją na skrzyni, wchodząc w cipkę jednym pchnięciem. Jego kutas wypełnił ją do granic, głowa masowała szyjkę macicy, a ona krzyknęła, paznokcie wbijając w jego plecy. Czarnowłosy wziął jej dupę – powoli na początek, rozciągając pierścień, potem szybciej, podwójna penetracja sprawiająca, że czuła się rozdarta, pełna. Inni krążyli, pieprząc jej usta, ręce, piersi – sperma kapała na skórę, gorąca i klejąca. Orgazm uderzył ją jak grom; cipka zacisnęła się konwulsyjnie, sok trysnął, a ona wrzasnęła, fale rozkoszy rozlewające się po ciele.

– Pieprzę, dochodzę! – ryknął bliznowaty, wypełniając ją gorącym nasieniem, które spłynęło po udach.

Jeden po drugim kończyli – w jej ustach, na twarzy, w dupie – gangbang, który pochłonął wszystko. Anna leżała wyczerpana, ciało oblepione spermą, pulsujące od orgazmów. Mężczyźni dyszeli, śmiejąc się gardłowo, ale w jej umyśle mignęło wspomnienie policyjnego planu. Sireny zawyły w oddali – pułapka zadziałała. Ale gdy patrzyła na nich, wciąż twardych i zadowolonych, poczuła dziwną satysfakcję. To nie był koniec; to był dopiero początek jej podwójnego życia w cieniu magazynu.