W mrocznych zakamarkach miasta, gdzie neonowe światła klubów nocnych migotały jak odległe gwiazdy w zanieczyszczonym niebie, znajdował się „Eclipse” – miejsce, gdzie granice się rozmywały. To nie był zwykły klub; to była świątynia hedonizmu, gdzie powietrze gęstniało od zapachu potu, perfum i czegoś bardziej pierwotnego, coś, co budziło dreszcze pod skórą. Anna, dwudziestokilkulatka o bladych policzkach i włosach opadających kaskadą na ramiona, nigdy nie sądziła, że tu trafi. Ale po rozstaniu z nudnym chłopakiem, po tych wieczorach spędzonych na scrollowaniu profilów, gdzie ludzie obnażali nie tylko ciała, ale i pragnienia, curiosity wzięło górę. Plotki o „Ciemni” krążyły w sieci: wchodzisz, bierzesz, co chcesz, i znikasz, zanim kogokolwiek zapamiętasz.
Weszła do klubu około północy, serce biło jej jak bęben w rytmie pulsującej muzyki. Bar był zatłoczony, ciała ocierały się o siebie w półmroku, dłonie błądziły po udach i szyjach w subtelnych, ale jednoznacznych gestach. Anna zamówiła drinka – słodki, mętny koktajl, który palił w gardle i rozlewał ciepło w brzuchu. Obserwowała tłum: mężczyzn w rozpiętych koszulach, kobiety w obcisłych sukienkach, wszyscy z tym samym głodem w oczach. Zauważyła wejście do tylnej części klubu – czarne zasłony, za którymi kryła się legenda. „Darkroom”, szeptano. Reguły proste: wchodzisz anonimowo, bierzesz, co daje noc, i znikasz w cieniu.
Jej skóra mrowiła od antycypacji, gdy podeszła do zasłon. W środku panowała absolutna ciemność, przerywana tylko odległymi basami z głównej sali. Powietrze było ciężkie, nasycone wilgocią i zapachem rozgrzanych ciał – słony pot mieszał się z nutą piżma i czegoś metalicznego, jak krew w żyłach. Anna poczuła, jak jej oddech przyspiesza. Kroki wokół niej – szelest ubrań zsuwanych z ciał, ciche westchnienia, które budziły w niej falę gorąca między nogami. Nikt nie mówił; to miejsce nie tolerowało imion, tylko dotyków.
Nagle dłoń dotknęła jej ramienia – delikatna, ale pewna, palce sunęły po skórze jak aksamit. Anna zadrżała, jej sutki stwardniały pod cienką bluzką. Odwróciła się w stronę źródła, choć w ciemności widziała tylko zarys sylwetki: wysoki mężczyzna, jego oddech ciepły na jej szyi.
– Chcesz wejść głębiej? – wyszeptał nisko, głos chropowaty od podniecenia.
Nie odpowiedziała słowami; zamiast tego skinęła głową, pozwalając, by jego ręka poprowadziła ją dalej. Ciemność gęstniała, a z nią rosło napięcie. Usłyszała inne dźwięki: miękkie plaśnięcia skóry o skórę, stłumione jęki, szelest materiału opadającego na podłogę. Jej ciało reagowało instynktownie – wilgoć gromadziła się w majtkach, uda zaciskały się lekko, gdy wyobrażała sobie, co może nadejść.
Dotarli do serca Ciemni, gdzie podłoga była wyściełana materacami, a powietrze falowało od ciepła wielu ciał. Mężczyzna przyciągnął ją bliżej, jego dłonie zsunęły ramiączka jej sukienki, odsłaniając piersi. Anna westchnęła, czując chłód powietrza na nagiej skórze, kontrastujący z żarem jego ust na jej obojczyku. Pocałunek był powolny, eksplorujący – jego język smakował whisky i słoną skórą, badając jej wargi, a potem schodząc niżej, muskając sutek, który stwardniał jak perła.
– Jesteś nowa – mruknął, jego palce zataczające kręgi wokół jej brodawki. – Czuję to po tym, jak drżysz.
– Tak – odparła cicho, jej głos drżący od mieszanki strachu i pożądania. – Ale chcę… wszystkiego.
Wtedy dołączyli inni. Kobieta – jej zapach kwiatowy, z nutą wanilii – pojawiła się z boku, dłoń sunąca po udzie Anny, palce docierające do krawędzi majtek. Anna jęknęła cicho, gdy obca ręka wsunęła się pod materiał, muskając wilgotne fałdy. Czuła, jak jej łechtaczka pulsuje pod dotykiem, delikatne pocieranie budzące iskry w całym ciele. Mężczyzna nie czekał; jego ręce zsunęły sukienkę całkowicie, odsłaniając jej brzuch, biodra, a potem majtki. Klęknął, nosem muskając jej skórę, wdychając zapach jej podniecenia – słodko-słony, jak morze po burzy.
– Rozłóż nogi – powiedział, głos nabierający ostrości. – Pokaż, co masz.
Anna posłuchała, jej serce łomotało, gdy poczuła jego usta na wewnętrznej stronie uda. Język sunął w górę, liżąc wilgotną szparę, smakując jej soki, które spływały strumieniem. Smak był słony i słodki, jej biodra uniosły się mimowolnie, pchając się ku jego twarzy. Kobieta obok nie próżnowała; jej palce znalazły sutek Anny, szczypiąc go lekko, podczas gdy usta ssały drugi, wysyłając fale rozkoszy prosto do rdzenia.
Wokół nich orgia nabierała tempa. Anna słyszała, jak inne ciała łączą się – głębokie, gardłowe jęki mężczyzn, mokre plaśnięcia, gdy penisy wdzierały się w ciasne otwory. Zapach seksu wypełniał przestrzeń: ostry pot, lepka wilgoć, metaliczny posmak nasienia. Mężczyzna wstał, jego twardy członek ocierał się o udo Anny – gruby, pulsujący, z żyłami nabrzmiałymi pod skórą. Wsunęła dłoń, oplatając go mocno, czując gorąco i gładkość jedwabistej skóry nad twardym rdzeniem.
– Ssij go – szepnęła kobieta, jej głos wilgotny od podniecenia. – Poczuj, jak wypełnia twoje usta.
Anna uklękła, w ciemności kierując się instynktem. Wargi objęły główkę, język wirujący wokół żołędzi, smakując słoną kroplę preejakulatu. Mężczyzna jęknął, dłonie wplatające się w jej włosy, pchając głębiej. Członek wypełnił jej usta, docierając do gardła, wywołując lekkie dławienie, które tylko wzmagało podniecenie. Ssała żarliwie, czując, jak pulsuje na jej języku, mięśnie gardła zaciskające się wokół.
Kobieta nie pozostała bierna; jej palce wsunęły się w Annę od tyłu, dwa na raz, rozciągając wilgotne ścianki, masując punkt G, który sprawiał, że Anna wiła się i mruczała wokół kutasa w ustach. Inne dłonie dołączyły – obcy mężczyzna, jego palce grube i szorstkie, masowały jej pośladki, rozchylając je, by wsunąć język w ciasny otwór. Smak był intensywny, ziemisty, a dotyk wilgotny i natarczywy, budzący nowe fale żaru.
Napięcie rosło, jak fala oceanu gotowa się złamać. Mężczyzna w jej ustach przyspieszył, biodra pchające rytmicznie, aż gorąca strużka spermy wypełniła jej gardło – gęsta, słona, spływająca po brodzie. Anna połknęła, kasłając lekko, ale pożądanie nie słabło. Kobieta pociągnęła ją w górę, ich ciała splatając się – sutki ocierały się o siebie, wilgotne cipki trąc o uda. Inny mężczyzna – tym razem z tyłu – wszedł w nią jednym pchnięciem, jego kutas gruby i nieustępliwy, rozciągający ścianki waginy, docierając do najgłębszych zakamarków. Anna krzyknęła, ból mieszający się z ekstazą, jej paznokcie wbijające się w ramiona kobiety.
– Kurwa, jesteś ciasna – warknął mężczyzna za nią, jego biodra uderzające mocno, pałką wbijającą się głęboko, masującą każdy centymetr. – Biorę cię całą, suko.
Słowa były wulgarne, surowe, pasujące do chaosu – orgia eksplodowała wokół nich. Anna czuła, jak inny mężczyzna ssie jej palce, kobieta liże jej szyję, a ten w niej rucha coraz szybciej, jaja obijające się o jej łechtaczkę. Dźwięki wypełniały ciemność: mokre chlupoty, głośne klaskanie ciał, jęki mieszające się w symfonii rozkoszy. Jej orgazm nadszedł jak burza – fala po fali, mięśnie waginy zaciskające się wokół kutasa, soki spływające po udach, ciało drżące w konwulsjach.
Inni dopełniali sceny: mężczyzna obok penetrował kobietę analnie, jej krzyki wulgarne i błagalne – „Głębiej, pieprz mnie w dupę, aż nie wytrzymam!” – podczas gdy inny lizał spermę z czyjegoś brzucha. Anna straciła rachubę – usta na jej cipce, palce w tyłku, ręce na piersiach. Kulminacja nadeszła zbiorowo: mężczyzna w niej wypełnił ją gorącym nasieniem, kapki spływające po nogach, inny ejakulował na jej plecy, lepkie i ciepłe. Kobieta doprowadziła się do orgazmu, trąc się o udo Anny, jej sok mieszający się z potem.
Gdy napięcie opadło, ciała oddaliły się powoli, jak duchy w cieniu. Anna leżała chwilę, dysząc, skóra lepka od potu i fluidów, serce wciąż walące. Reguła Ciemni wypełniła się: wzięła, co chciała – falę ekstazy, anonimową namiętność, która paliła w żyłach. Wstała chwiejnie, sukienka zsunięta z powrotem, i wyszła przez zasłony, znikając w neonowym blasku klubu. Noc nie skończyła się; plotki mówiły, że zawsze wracasz po więcej, ale tej nocy Anna czuła się wolna, naznaczona zapachem orgii, który wrył się w jej skórę na zawsze.