Jacht „Bez Hamulców” – morze, wiatr, jęki

Słońce wisiało nisko nad horyzontem, malując fale Morza Śródziemnego złotymi smugami, gdy jacht „Bez Hamulców” przecinał powolne, falujące wody. Powietrze było ciężkie od słonej bryzy, zmieszanej z odległym zapachem alg i wolności. Na pokładzie zebrała się grupka przyjaciół – sześcioro dusz, które znały się od lat, z tych relacji, co zaczynają się niewinnie na plażach Ibizy, a kończą w miejscach, gdzie granice się zacierają. Byli tu Alex, wysoki żeglarz z tatuażami pokrywającymi ramiona jak morskie fale, jego partnerka Mia, o skórze opalony złocisto i długich, falujących włosach w kolorze piasku; potem Lena, drobna brunetka o figlarnym uśmiechu, która zawsze pierwsza wychodziła z inicjatywą, i jej kochanek Tom, muskularny facet o oczach jak burzowe chmury; na koniec Sara, ruda piękność z piegami na nosie, która dołączyła do grupy niedawno, i jej mąż Kai, cichy, ale intensywny, z dłońmi, które mówiły więcej niż słowa.

Wiatr szumiał w żaglach, dmuchając delikatnie w ich ubrania – lekkie letnie sukienki, szorty i koszulki, które przylegały do ciał wilgocią morskiej mgiełki. Pokład był ich królestwem: szerokie, drewniane deski ocieplane słońcem, hamaki kołyszące się leniwie, butelka szampana otwierana z cichym trzaskiem. Muzyka z głośników pulsowała rytmicznie, mieszając się z pluskiem fal o burtę. Nikt nie mówił o planach na wieczór, ale napięcie wisiało w powietrzu jak nadchodząca burza – subtelne spojrzenia, przypadkowe muśnięcia dłoni, śmiech, który brzmiał zbyt głośno, zbyt prowokująco.

Mia stała przy relingu, wpatrzona w horyzont, gdzie słońce topiło się w morzu. Alex podszedł od tyłu, jego ramiona owinęły się wokół jej talii, palce delikatnie muskając skórę pod brzegu jej sukienki.

– Piękny widok, co? – mruknął jej do ucha, jego oddech ciepły i wilgotny na jej szyi.

– Mmm, ale to nie fale mnie teraz kręcą – odparła Mia cicho, obracając głowę, by ich usta się zetknęły. Pocałunek był leniwy, eksplorujący, z lekkim posmakiem soli i szampana. Jej dłoń powędrowała do jego klatki piersiowej, czując, jak serce bije szybciej pod palcami.

W oddali Lena i Tom siedzieli w hamaku, jej nogi przerzucone przez jego biodra. Śmiała się z jakiegoś żartu, ale jej oczy błyszczały figlarnie, a palce bawiły się nitką jego szortów, wciągając je lekko w dół, odsłaniając smugę opalonej skóry.

– Jesteś niegrzeczny – szepnęła, nachylając się bliżej, jej piersi niemal dotykając jego torsu przez cienką tkaninę topu.

– A ty? Z tym uśmiechem, który obiecuje kłopoty – odparł Tom, jego ręka sunąca po jej udzie, zatrzymując się tuż poniżej krawędzi spodenek. Powietrze między nimi gęstniało, zapach jej perfum – słodki, kwiatowy – mieszał się z morską słoniną.

Sara i Kai dołączyli do reszty przy stole na pokładzie, gdzie stały przekąski i kolejne butelki wina. Sara usiadła blisko Mii, ich kolana się zetknęły, a ona nie cofnęła nogi. Rozmowa płynęła lekko: o żeglowaniu, o wolności morza, o tym, jak wiatr uwalnia coś pierwotnego w człowieku. Ale pod powierzchnią czaiła się antycypacja – spojrzenia, które trwały o sekundę za długo, śmiech, który przechodził w westchnienia. Wiatr wzmagał się, szarpiąc żagle, a fale kołysały jachtem, jakby podpowiadały rytm.

Gdy słońce zaszło, zapadł zmierzch, a gwiazdy zaczęły migotać na niebie, napięcie stało się namacalne. Muzyka przycichła, zastąpiona szumem fal i odległym krzykiem mew. Alex nalał wszystkim drinków, a potem, z uśmiechem, który mówił wszystko, zdjął koszulkę, odsłaniając tors lśniący od potu i morskiej wilgoci.

– Czas na kąpiel księżycową – zaproponował, zdejmując szorty i wskakując do wody nago, jego ciało tnąc fale z gracją rekina.

Mia roześmiała się, zrzucając sukienkę w jednej płynnej czynności. Jej skóra lśniła w blasku księżyca – pełne piersi z sutkami stwardniałymi od chłodu wiatru, smukłe biodra, między którymi majaczyła gładka, ogolona skóra. Skoczyła za nim, woda chlupnęła głośno, a ich śmiech poniósł się po pokładzie.

Lena nie czekała. Odsłoniła się pierwsza, jej drobne, jędrne piersi podskoczyły swobodnie, sutki ciemne i napięte. Tom podążył za nią, jego penis już półtwardy, kołyszący się ciężko, gdy zrzucił ubranie. Sara zawahała się na moment, jej policzki poczerwieniały, ale Kai pocałował ją głęboko, jego dłonie zdejmujące jej bluzkę, odsłaniające blade piegi na piersiach i brzuchu, schodzące niżej, do miejsca, gdzie jej cipka była wilgotna od podniecenia, nawet przed dotykiem.

Woda obmywała ich ciała, chłodna i orzeźwiająca, kontrastująca z rosnącym żarem. Alex przyciągnął Mię do siebie pod wodą, jego ręce ślizgające się po jej pośladkach, palce wnikające między uda, muskając wilgotne fałdy. Jej oddech przyspieszył, usta znalazły jego szyję, gryząc lekko.

– Czuję cię… tak twardego – wyszeptała, owijając nogi wokół jego bioder.

Na pokładzie Lena klęknęła przed Tomem, jej dłonie owijające się wokół jego kutasa, teraz w pełni wzwiedzionego, żylastego i pulsującego. Powoli przesunęła językiem po всей długości, smakując słoną wodę i męski aromat, jej usta rozwierające się szeroko, by go połknąć. Tom jęknął, dłoń wplatająca się w jej mokre włosy.

– Kurwa, Lena… ssij mocniej – wychrypiał, biodra pchające się naprzód, a ona posłuchała, gardło pracujące, ślina spływająca po brodzie.

Sara i Kai dołączyli do wody, ale ich oczy były na innych. Sara wspięła się na drabinkę, jej tyłek wystający kusząco, gdy Kai wszedł w nią od tyłu na pierwszej szczebelce. Jego penis, gruby i napięty, rozsunął jej wilgotne wargi, wnikając powoli, centymetr po centymetrze. Poczuła rozciąganie, palący żar, który mieszał się z chłodem wody kapiącej po ich ciałach.

– Tak… głębiej, Kai – jęknęła, jej głos niosący się nad falami, piersi kołyszące się w rytm pchnięć.

Wiatr zawył głośniej, jakby dopingował ich szaleństwo. Jacht kołysał się, fale pluskały o burtę, a jęki zaczęły się mieszać z szumem morza. Alex wynurzył się z Mią, unosząc ją na pokład, gdzie Lena i Tom już się kochali – ona na czworakach, on wbijający się w nią od tyłu, jego jądra uderzające o jej łechtaczkę z mokrym plaśnięciem. Sara patrzyła, jej cipka zaciskająca się wokół kutasa Kai, podniecenie potęgowane widokiem.

Napięcie eksplodowało, gdy grupy się połączyły. Mia położyła się na leżaku, nogi rozchylone, jej cipka lśniąca od wody i soków, różowa i nabrzmiała. Alex wszedł w nią brutalnie, ale z czułością, jego biodra walące jak tłoki, penis wypełniający ją po brzegi, muskający punkt G za każdym pchnięciem. Zapach seksu – słony, musky, zmieszany z morzem – wypełnił powietrze.

– Pieprz mnie… mocniej! – krzyknęła Mia, paznokcie drapiące jego plecy, zostawiające czerwone ślady.

Lena oderwała się od Toma, by ucałować Sarę – ich języki splatające się, smaki innych ciał na ustach. Tom podszedł do Mii, wsuwając kutasa w jej usta, podczas gdy Alex rżnął ją niżej. Sara, wciąż nabita Kaiem, sięgnęła dłonią do cipki Leny, palce wnikające w wilgotne wnętrze, krążące wokół łechtaczki, która pulsowała jak serce.

Orgia rozkwitła w pełni: ciała splatały się w chaosie rąk, ust i genitaliów. Kai wyjął się z Sary, by wejść w Lenę, jego penis śliski od soków Sary, wbijający się w ciasną dziurkę Leny, która wrzasnęła z rozkoszy. Sara uklękła, liżąc jądra Toma, jej język tańczący po skórze, smakując słoność i pot. Alex rotował między Mią a Sarą, jego kutas lśniący od ich wilgoci, wbijający się w usta Sary, potem w cipkę Mii, jęki mieszające się z plaśnięciami ciał i szumem wiatru.

– Chcę was wszystkich… kurwa, weźcie mnie! – zawyła Lena, gdy Tom i Kai na zmianę penetrowali ją, jeden w cipce, drugi w ustach, jej ciało drżące od orgazmów, soki spływające po udach.

Kulminacja nadeszła jak sztorm: Alex doszedł pierwszy, jego sperma wypełniająca Mię gorącymi strumieniami, wyciekająca po jej udach, mieszająca się z wodą. Mia krzyknęła, jej orgazm ściskający go w sobie, fale rozkoszy rozlewające się po ciele. Tom eksplodował w ustach Leny, ona połykając chciwie, resztki kapiące po brodzie. Kai i Sara kulminowali razem – on w jej tyłku, ciasnym i rozpalonym, ona masując swoją łechtaczkę, aż oboje zadrżeli w ekstazie.

Gdy opadli na pokład, dysząc, ciała splecione w wilgotnej kupie, wiatr ochłodził ich rozgrzane skóry. Morze kołysało jachtem delikatnie, gwiazdy świadkami ich tajemnicy. Nikt nie mówił nic przez chwilę, tylko oddechy i ciche westchnienia. Ale w oczach błyszczała obietnica powtórki – „Bez Hamulców” nie miał końca, a noc dopiero się zaczynała, z falami szepczącymi o następnych żądzach.