Creampie na żywo – potem liżę

Siedziałem w naszym przytulnym salonie, z sercem bijącym jak młot, patrząc na żonę, która właśnie kończyła malować usta na czerwono. Anna wyglądała jak bogini pokusy – jej krągłe biodra opinione czarną mini spódniczką, która ledwie zakrywała pośladki, a obcisła bluzka podkreślała pełne piersi, co rusz falujące przy każdym oddechu. Byliśmy małżeństwem od pięciu lat, ale ta nasza „gra” trwała od dwóch – cuckold, jak to nazywaliśmy w żartobliwych rozmowach, choć dla mnie to było czymś więcej: mieszanką zazdrości, podniecenia i głębokiej miłości do niej. Nigdy nie czułem się tak żywy, jak w tych chwilach antycypacji.

– Kochanie, jesteś pewien? – zapytała Anna, odwracając się do mnie z uśmiechem, który mieszał figlarność z nutą prowokacji. Jej oczy, ciemne i błyszczące, przeszywały mnie na wylot.

– Tak, jestem – odparłem cicho, czując, jak żołądek mi się zaciska. – Chcę to zobaczyć. Całe.

Skinęła głową, podchodząc bliżej. Pachniała wanilią i czymś ostrzejszym, podniecającym – jej perfumy zawsze działały na mnie jak afrodyzjak. Pocałowała mnie w policzek, a jej dłoń delikatnie musnęła moje udo, tuż przy krawędzi spodni. – Będzie dobrze. Obiecuję, że wrócimy do siebie jeszcze bliżej po wszystkim.

Drzwi otworzyły się pół godziny później. Wprowadziła go – Marka, tego wysokiego, umięśnionego faceta z siłowni, którego poznała na jednej z naszych „randek”. Miał na sobie luźną koszulę, która nie ukrywała szerokich ramion, i dżinsy opinające potężne uda. Spojrzał na mnie z lekkim uśmieszkiem, jakby to było naturalne, że siedzisz w kącie i obserwujesz, jak obcy mężczyzna bierze twoją żonę.

– Cześć – rzucił krótko, nie siląc się na uprzejmości. Anna podeszła do niego, jej ręka natychmiast powędrowała na jego klatkę piersiową, a on objął ją w talii, przyciągając bliżej. Patrzyłem, jak ich ciała się stykają – jej miękkie krągłości kontrastujące z jego twardymi mięśniami. Powietrze zgęstniało od napięcia; czułem zapach jego wody kolońskiej, męski i dominujący, mieszający się z jej słodką aurą.

Usiedli na kanapie naprzeciwko mnie, a ja zająłem fotel w rogu, z telefonem w dłoni, gotowy do nagrania. To był nasz rytuał – „na żywo”, jak lubiła żartować Anna, choć w rzeczywistości to było tylko dla nas. Ona pierwsza nachyliła się do niego, ich usta zetknęły się w powolnym pocałunku. Widziałem, jak jej język muska jego wargi, jak jej dłoń wsuwa się pod koszulę, badając skórę. Moje serce waliło, a w spodniach rosło napięcie – mieszanka zazdrości i pożądania paliła mnie od środka.

– Lubisz patrzeć, co? – mruknęła Anna, odrywając się na moment i spoglądając na mnie. Jej policzki były już zaróżowione, oddech przyspieszony.

– Tak – wyszeptałem, nie mogąc oderwać wzroku.

Mark roześmiał się cicho, jego ręce zsunęły ramiączko jej bluzki, odsłaniając ramię i skrawek koronkowej bielizny. Pocałunki stały się głębsze, bardziej natarczywe. Anna jęknęła cicho, gdy jego palce wślizgnęły się pod spódnicę, a ja słyszałem szelest materiału, delikatny, ale obiecujący. Powietrze wypełnił zapach jej podniecenia – subtelny, wilgotny, jak poranna rosa. Patrzyłem, jak jej biodra drgnęły, gdy dotknął jej tam, gdzie ja znałem każdy centymetr.

Stopniowo napięcie rosło. Bluzka Anny spadła na podłogę, odsłaniając jej piersi – pełne, ciężkie, z sutkami stwardniałymi z podniecenia, ciemnoróżowymi i napiętymi. Mark pochylił się, biorąc jeden do ust, ssąc go delikatnie, a potem mocniej, aż Anna wygięła się w łuk, jej palce wplatające się w jego włosy.

– O tak… – westchnęła, jej głos drżący. – Ssij mocniej, kochanie.

Ja siedziałem nieruchomo, dłoń zaciskająca się na telefonie. Moje ciało płonęło; czułem, jak mój członek twardnieje, naciskając na materiał spodni, ale nie ruszałem się. To był mój wybór – obserwować, czuć tę palącą zazdrość, która mieszała się z falą podniecenia.

Ona rozpięła jego koszulę, jej dłonie sunęły po jego torsie, badając twarde mięśnie brzucha, aż dotarła do pasa spodni. Zsunęła je powoli, a ja zobaczyłem, co kryło się pod – jego fiut, gruby i długi, już półtwardy, z żyłami pulsującymi pod skórą. Anna oblizała wargi, jej oczy zapłonęły. Wzięła go w dłoń, głaszcząc powoli, od nasady po żołądź, która nabrzmiała pod jej dotykiem. Mark westchnął, jego biodra drgnęły.

– Chcesz go posmakować? – zapytał ją ochrypłym głosem, a ona skinęła głową, klękając przed nim.

Jej usta objęły go delikatnie na początek – tylko czubek, jej język wirujący wokół wrażliwej skóry. Słyszałem mokre mlaskanie, gdy ssała głębiej, jej policzki wklęsły się, a dłoń masowała jądra, ciężkie i napięte. Mark położył dłoń na jej głowie, delikatnie popychając, by brała więcej. Anna mruczała z zadowolenia, jej biodra kołyszące się w rytm, jakby sama się podniecała tym aktem. Zapach seksu wypełnił pokój – słony, pierwotny, mieszający się z jej perfumami.

Patrzyłem zahipnotyzowany, moje podniecenie narastało z każdą chwilą. Czułem smak śliny w ustach, jakby to ja tam byłem, ale jednocześnie paliła mnie ta świadomość, że to nie ja. – Jesteś taka dobra w tym – wysapał Mark, a Anna podniosła wzrok, patrząc prosto na mnie, z jego fiutem w ustach, jakby dedykowała to przedstawienie właśnie mnie.

W końcu podnieśli się, a ona poprowadziła go do sypialni, rzucając mi spojrzenie przez ramię. – Chodź, patrz z bliska – powiedziała, jej głos pełen żądzy.

W sypialni światło lampy rzucało ciepłe cienie na łóżko. Anna zrzuciła spódnicę, stojąc w samych stringach i pończochach – jej dupka okrągła, jędrna, a między udami wilgotna plamka na materiale. Mark zdjął resztę ubrań, jego ciało lśniło od potu, mięśnie napięte. Położył ją na łóżku, rozchylając jej nogi powoli, jakbym nie istniał. Jej cipka była już mokra, różowa i nabrzmiała, soki lśniące na wargach sromowych. On pochylił się, liżąc ją delikatnie – język sunący po łechtaczce, wślizgujący się między fałdy.

– Ach, tak… liż mnie – jęknęła Anna, jej ręce chwytające prześcieradło. Dźwięki jej rozkoszy wypełniły pokój – mokre cmokanie, jej przyspieszony oddech, westchnienia przechodzące w głośniejsze stęknięcia. Patrzyłem, jak jej biodra unoszą się, przyciskając się do jego ust, jak jej sutki twardnieją jeszcze bardziej. Zapach był intensywny teraz – ostry, kobiecy, budzący we mnie pierwotny instynkt.

Mark wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze. Jego gruby fiut rozsuwał jej wargi, wnikając głęboko, aż po same jądra. Anna krzyknęła cicho z rozkoszy, jej nogi oplotły jego biodra. – Jesteś taki wielki… wypełniasz mnie całą – wyszeptała, jej głos drżący.

Zaczął poruszać się rytmicznie, najpierw wolno, pozwalając jej poczuć każdy cal. Widziałem, jak jej cipka zaciska się wokół niego, soki spływające po udach, jak jej piersi falują przy każdym pchnięciu. Ja stałem blisko, telefon rejestrował wszystko – szorstki dźwięk ciał uderzających o siebie, jej jęki, jego ciężki oddech. Napięcie we mnie rosło; czułem, jak mój własny członek pulsuje, wilgotny od preejakulatu.

– Mocniej… pieprz mnie mocniej! – zawołała Anna nagle, jej głos przechodzący w wulgarny rozkaz, gdy podniecenie sięgnęło zenitu. Mark przyspieszył, jego biodra uderzające z siłą, jądra klepiące o jej skórę. Jej cipka była czerwona, rozciągnięta, soki chlupoczące przy każdym wejściu. – Tak, kurwa, właśnie tak! – krzyknęła, jej paznokcie wbijające się w jego plecy.

Patrzyłem, jak jej ciało drży, jak dochodzi pierwsza – orgazm wstrząsający nią, jej mięśnie zaciskające się, sok tryskający lekko na prześcieradło. Mark nie przestawał, pchnięcia stawały się dzikie, brutalne. – Dochodzę… – warknął, a ona skinęła głową, jej oczy spotykając moje. – Wylej się we mnie, napełnij mnie!

W końcu eksplodował – widziałem, jak jego fiut drga w niej, nasienie pompujące głęboko, białe strużki wyciekające po brzegach jej cipki, gdy jeszcze w niej tkwił. Anna dyszała, jej ciało lśniące od potu, zapach spermy i seksu ciężki w powietrzu. Wyciągnął się powoli, a jego fiut, wciąż półtwardy, wysunął się z mokrym plaśnięciem, pozostawiając jej cipkę otwartą, ociekającą mieszanką soków i nasienia.

Mark wyszedł po chwili, mrucząc coś o następnym razie. Zostałem ja i ona. Anna leżała rozłożona, jej cipka pulsująca, biała maź spływająca po wewnętrznej stronie ud, lśniąca w świetle lampy. Spojrzała na mnie z uśmiechem, zmęczonym, ale pełnym miłości i prowokacji.

– No, kochanie… teraz twoja kolej. Liż mnie – powiedziała cicho, jej głos ochrypły od krzyków. – Posmakuj, co on we mnie zostawił.

Klęknąłem między jej nogami, serce walące jak oszalałe. Dotknąłem językiem delikatnie – smak słony, gorzki, mieszanka jego nasienia i jej słodyczy. Lizałem powoli, wnikając głębiej, wysysając każdą kroplę, czując, jak jej biodra znów drgnęły pod moim dotykiem. Jęknęła, jej dłoń na mojej głowie, przyciskająca bliżej.

– Tak… czyść mnie, mój cuckoldzie – mruknęła, a ja czułem, jak podniecenie wraca, silniejsze niż kiedykolwiek. To był nasz sekret, nasza więź – wulgarna, intensywna, ale nasza. Gdy skończyłem, przyciągnęła mnie do siebie, nasze ciała splecione, a ja wiedziałem, że to dopiero początek tej nocy.