W mrocznych, pulsujących światłach klubu nocnego „Cienie”, powietrze gęstnieło od mieszanki perfum, potu i niewypowiedzianego pożądania. To był ten rodzaj miejsca, gdzie swingersi z całego miasta spotykali się, by porzucić wszelkie zahamowania – eleganckie pary w maskach, samotni poszukiwacze przygód, wszyscy wpatrzeni w siebie nawzajem z głodem, który nie dawał się ugasić. Ja, Anna, stałam na progu darkroomu, trzymając dłoń Marka, mojego męża. Nasze małżeństwo, pełne rutyny, potrzebowało iskry, a ta noc miała być jej źródłem. Serce biło mi szybciej, gdy wchodziliśmy do tego czarnego, bezimiennego pokoju, gdzie reguły były proste: dotknij, zgadnij, weź.
Darkroom pachniał wilgocią i czymś pierwotnym, jak mokra ziemia po deszczu zmieszana z solonym smakiem ciał. Światło sączyło się tylko przez cienką zasłonę z czerwonego jedwabiu, rzucając cienie na nagie skóry. W tle dudnił bas z głównej sali klubu, ale tu, w orgiastycznej ciszy, każdy szelest, każde westchnienie brzmiało jak obietnica. Reguła gry była znana wszystkim: w ciemności dotykasz nieznajomego, zgadujesz, kto to – partner, obcy, czy może ktoś, kogo pragniesz od dawna. Jeśli zgadniesz, możesz wziąć to, co chcesz. Błąd? Karą jest wspólna zabawa, bez pytań.
– Gotowa, kochanie? – szepnął Marek, jego oddech ciepły na moim karku. Jego dłoń ześlizgnęła się po moim biodrze, podciągając sukienkę, odsłaniając skórę, która już drżała od antycypacji.
– Tak… ale boję się, co to wzbudzi we mnie – odparłam cicho, czując, jak sutki twardnieją pod cienkim materiałem. Spojrzałam na niego, jego oczy błyszczały w półmroku, pełne tej mieszanki zazdrości i podniecenia, która nas tu przygnała.
Weszliśmy głębiej. Pokój był pełen ciał – szeptów, musknięć, jęków. Para obok nas, których nie znaliśmy, już się splotła: kobieta o krągłych biodrach klęczała przed mężczyzną, jej usta delikatnie muskały jego uda, budując napięcie powolnymi, okrężnymi ruchami. Powietrze gęstniało od zapachu podniecenia, muskającego nozdrza jak słodki nektar. Usiadłam na skórzanej sofie, Marek obok mnie, jego ręka na moim kolanie, powoli sunąca w górę. Inni swingersi krążyli, ich sylwetki rozmyte w cieniu – wysoki mężczyzna z tatuażami na ramionach, kobieta o długich, falujących włosach, para, która śmiała się nisko, prowokująco.
Napięcie rosło stopniowo, jak fala oceanu. Poczułam pierwszy dotyk – czyjś palec prześliznął się po moim ramieniu, lekki, badawczy. Nie odwróciłam się. To była gra. Zamknęłam oczy, pozwalając, by dreszcz przebiegł po skórze. Palec stał się dłonią, sunącą w dół, po dekolcie, zatrzymując się na krawędzi biustu. Zapach męskiej wody kolońskiej zmieszał się z moim – świeży, z nutą cytrusów.
– Kto to? – szepnęłam do Marka, ale on tylko uśmiechnął się, jego palce teraz na moim udzie, rozchylając nogi subtelnie.
– Zgadnij – odparł, a jego głos drżał lekko. – Albo weź.
Dłoń obcego pogłębiła dotyk, wsuwając się pod sukienkę, muskając brzuch, schodząc niżej. Moje ciało zareagowało instynktownie – wilgoć między udami, ciepło rozlewające się po podbrzuszu. To nie był Marek; jego dotyk był inny, pewniejszy, bardziej natarczywy. Próbowałam zgadnąć: ten wysoki z tatuażami? Ale zanim zdążyłam, on pociągnął mnie za rękę, sadzając na kolanach. Jego usta znalazły moją szyję, ssąc delikatnie, zostawiając ślad wilgoci, który chłodził skórę.
W tle orgia nabierała kształtów. Kobieta o falujących włosach jęknęła głośno, gdy mężczyzna zza niej wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze, jego biodra uderzające o jej pośladki z mokrym plaśnięciem. Dźwięk ten odbijał się echem, mieszając z naszym oddechem. Marek patrzył, jego spodnie napięte, dłoń zaciskająca się na moim ramieniu.
– Chcę cię zobaczyć z nim – mruknął, a w jego głosie brzmiała ta chrapliwa nuta pożądania. – Dotknij go. Zgadnij, co ma.
Posłuchałam. Moja dłoń powędrowała w dół, przez materiał jego spodni, czując twardość, pulsującą pod palcami. Był gruby, napięty, z żyłami nabrzmiałymi jak liny. Rozpięłam guzik, uwalniając go – gorący, ciężki w mojej dłoni, skóra gładka, a główka wilgotna od preejakulatu, który smakował słono, gdy liznęłam opuszek palca. On jęknął, jego ręce na moich piersiach, ściskając sutki, kręcąc nimi boleśnie-słodko.
– To nie Marek… to ten z tatuażami – wyszeptałam, a on roześmiał się nisko.
– Dobrze zgadłaś. Teraz weź.
Pchnął mnie na sofę, rozchylając nogi. Jego palce weszły we mnie najpierw – dwa, potem trzy, rozciągając wilgotne fałdy, muskając punkt G z precyzją, która sprawiła, że łukowałam plecy. Czułam każdy milimetr: szorstkość jego skóry, wilgoć moich soków spływającą po udach, zapach seksu wypełniający powietrze. Marek klęknął obok, jego usta na moich wargach, język plączący się z moim, podczas gdy obcy lizał mnie tam, w dole – długie, powolne ruchy, ssąc łechtaczkę, wbijając się w nią zębami na tyle mocno, by zabolało, ale w ten sposób, który budził ogień.
– Kurwa, jesteś taka mokra – wysapał obcy, jego głos ochrypły, wulgarny nagłym przypływem. – Chcesz mojego kutasa? Powiedz to.
– Tak… weź mnie – jęknęłam, a napięcie eksplodowało. Wszedł w mnie jednym pchnięciem, głęboko, wypełniając całkowicie. Jego biodra uderzały rytmicznie, pałając w rytm basu z klubu, a ja czułam każdy cal: tarcie, rozciąganie, to, jak główka ociera się o ścianki, budząc fale rozkoszy. Marek patrzył, jego ręka na sobie, pocierając się w tym samym tempie.
Orgia wokół nas rozgorzała na dobre. Kobieta obok, ta o krągłych biodrach, teraz jeździła na facecie, jej piersi podskakujące, jęki przechodzące w krzyk, gdy on ściskał jej tyłek, wbijając palce w skórę. Inni dołączali – ręce, usta, ciała splatające się w chaosie. Ktoś dotknął Marka, zgadując jego kształt w ciemności, i wkrótce on też był w to wciągnięty: jakaś kobieta ssała go, jej usta ślizgające się po trzonie, gardło połykające go całego, z głośnym mlaskaniem.
Kulminacja nadeszła falami. Obcy przyspieszył, jego jaja obijające się o moje pośladki, pot spływający po jego torsie, mieszający się z moim. Czułam, jak się napina, jak pulsuje we mnie, a ja dojrzewałam, mięśnie ściskające go w konwulsjach.
– Pieprz mnie mocniej! – krzyknęłam, wulgarność wylewająca się ze mnie jak sperma, budowana przez godziny napięcia. Doszłam pierwsza, eksplodując w orgazmie, który sprawił, że paznokcie wbijałam w jego plecy, a sok spływał po nogach. On podążył za mną, wypełniając mnie gorącym strumieniem, wycofując się z plaśnięciem, reszta lądując na moim brzuchu – lepka, ciepła, pachnąca.
Marek doszedł w ustach kobiety, jego jęk niski, zwierzęcy. Pokój wirował od orgazmów – krzyki, westchnienia, mokre odgłosy ciał. W końcu opadliśmy, spleceni, dysząc. Obcy, ten z tatuażami, pocałował mnie w czoło, zanim zniknął w cieniu.
– To było… niesamowite – szepnął Marek, tuląc mnie, jego oczy wciąż płonące. – Ale to dopiero początek nocy.
Wyjdziemy stąd zmienieni, z smakiem nieznajomych na skórze, głodni więcej. Darkroom miał jeszcze wiele reguł do złamania.