Finisz w ustach – połykam, patrzę w oczy

W gorącym, przyciemnionym wnętrzu starego mieszkania na obrzeżach miasta, gdzie powietrze ciężkie było od zapachu deszczu przesiąkającego przez otwarte okno, Anna siedziała na brzegu łóżka. Miała dwadzieścia osiem lat, długie, kasztanowe włosy opadające falami na ramiona, i oczy koloru głębokiego bursztynu, które zawsze wydawały się skrywać jakąś tajemnicę. Była tu z Tomkiem – jej dawnym kolegą z czasów studiów, z którym los połączył ją ponownie po latach. Spotkali się przypadkiem na imprezie, a rozmowa szybko przeszła w flirt, w te subtelne spojrzenia, które obiecywały więcej. Teraz, po kilku kieliszkach wina i cichych śmiechach, napięcie wisiało między nimi jak niewidzialna nić, gotowa pęknąć.

Tom stoi przed nią, wysoki i atletyczny, z lekkim zarostem na twarzy i tatuażem wijącym się wzdłuż ramienia. Jego koszulka leży już na podłodze, odsłaniając napięte mięśnie klatki piersiowej, wilgotne od lekkiego potu. Anna unosi wzrok, czując, jak jej serce bije szybciej. Powietrze pachnie jego wodą kolońską – drzewną, męską nutą, mieszającą się z czymś pierwotnym, co budzi w niej dreszcz. Nie spieszą się. Ona powoli zsuwa ramiączka swojej cienkiej sukienki, odsłaniając blade ramiona i krągłości piersi, które falują lekko z każdym oddechem. On patrzy, nie odrywając wzroku, a jego dłonie zaciskają się w pięści, walcząc z pokusą, by nie dotknąć jej zbyt wcześnie.

– Jesteś pewna? – pyta cicho, głosem niskim, wibrującym, jakby każde słowo niosło ze sobą obietnicę.

– Bardziej niż kiedykolwiek – odpowiada, jej usta wyginają się w uśmiechu, a oczy błyszczą figlarnie. Przesuwa dłonią po jego udzie, czując ciepło skóry pod materiałem spodni, i to wystarczy, by jego oddech stał się cięższy.

Napięcie rośnie powoli, jak fala oceanu. Anna wstaje, zbliżając się do niego, jej palce muskają guzik jego spodni. Rozpina go z namaszczeniem, czując, jak jego ciało drży pod dotykiem. Spodnie opadają, odsłaniając boksery napięte od rosnącego podniecenia. Ona klęka powoli, jej kolana dotykają miękkiego dywanu, a dłonie suną w górę po jego nogach, badając każdy mięsień, każdy włos. Powietrze gęstnieje od ich oddechów – jej spokojnego, ale przyspieszonego, jego coraz bardziej chrapliwego. Zapach jego skóry staje się intensywniejszy, męski, z lekką nutą słonej wilgoci, która drażni jej nozdrza.

Tom patrzy w dół, na jej twarz uniesioną ku niemu, na te usta, które delikatnie muskają materiał boksów. Wyciąga dłoń i przeczesuje palcami jej włosy, nie ciągnąc, tylko głaszcząc, jakby chciał zapamiętać każdy szczegół.

– Chcę cię zobaczyć… całą – szepcze, a jego głos łamie się lekko od napięcia.

Ona nie odpowiada słowami. Zamiast tego, zsuwa boksery, wolno, centymetr po centymetrze, aż jego penis wyskakuje na wolność – twardy, pulsujący, z żyłami nabrzmiałymi pod gładką skórą. Jest imponujący: gruby trzon, głowa lśniąca od pierwszej kropli preejakulatu, która lśni w słabym świetle lampy. Anna czuje falę ciepła między udami, jej sutki twardnieją pod sukienką, a cipka wilgotnieje na sam widok. Bierze go w dłoń delikatnie, palce oplatają trzon, czując jego ciepło, pulsowanie pod skórą, jak żywa istota gotowa do eksplozji.

Zaczyna powoli, jej język muska czubek, smakując słoną kroplę, która rozlewa się po podniebieniu – ostry, męski smak, który budzi w niej głód. Liże wzdłuż żołędzi, okrążając ją leniwie, czując, jak Tom wzdycha głęboko, jego biodra drgają mimowolnie. Jej usta obejmują go delikatnie, ssąc z subtelną siłą, a dłoń porusza się w rytm, masując podstawę. Powietrze wypełnia ciche mlaskanie jej warg, jego stłumione jęki i szelest pościeli, gdy on zaciska pięści na prześcieradle.

– Boże, Anna… twoje usta… – mruczy, głosem ochrypłym, oczy półprzymknięte, ale nie odrywające się od niej.

Ona podnosi wzrok, patrząc mu prosto w oczy, te szare, pełne pożądania. To spojrzenie jest jak iskra – intensywne, intymne, sprawiające, że czuje się jeszcze bardziej jego. Zwiększa tempo, biorąc go głębiej, jej gardło rozluźnia się, by pomieścić więcej. Czuje, jak głowa penisa dotyka podniebienia, jak jej ślina spływa po trzonie, czyniąc wszystko śliskim, gorącym. Jej wolna dłoń wsuwa się pod sukienkę, muskając wilgotne wargi cipki, rozsmarowując sok, który kapie po udach. Zapach ich podniecenia miesza się – jej słodki, kwiatowy, z jego ostrym, zwierzęcym.

Napięcie narasta. Tom zaczyna poruszać biodrami, delikatnie na początek, ale z rosnącą desperacją. Jego dłonie wplatają się w jej włosy, nie ciągnąc mocno, ale kierując. Ona nie protestuje; au contraire, to podnieca ją bardziej. Ssie mocniej, jej język wiruje wokół żołędzi za każdym razem, gdy cofa głowę, a gardło zaciska się, mlekoąc go. Smak staje się intensywniejszy – słony, gęsty, z nutą preejakulatu, który wypełnia jej usta. Dźwięki są obsceniczne: mokre ssanie, jego ciężkie sapanie, jej stłumione jęki wibrujące na jego skórze.

– Kurwa, jesteś taka dobra… ssij mocniej, proszę – wyrywa mu się, głosem zdyszanym, wulgarnym z desperacji. Słowo wisi w powietrzu, budząc w niej falę ciepła, jakby wyzwoliło coś pierwotnego.

Ona przyspiesza, jej głowa porusza się w rytmie, policzki zapadają się od ssania, a oczy pozostają utkwione w jego – te pełne pożądania, błagające o więcej. Czuje, jak jego penis puchnie w jej ustach, jak żyły pulsują szybciej, jak jądra napinają się pod jej dotykiem. Dłoń masuje je delikatnie, czując ich ciężar, ciepło, skórę marszczącą się z podniecenia.

Ale to nie koniec. Drzwi mieszkania otwierają się cicho – to Marek, inny przyjaciel Tomka, który miał dołączyć później. Słyszeli jego kroki w korytarzu, ale napięcie było zbyt silne, by przerwać. Marek wchodzi, widząc scenę: Anna na kolanach, z penisem Tomka w ustach, jej oczy błyszczące. Zamiast szoku, na jego twarzy pojawia się uśmiech – dziki, głodny. Zrzuca koszulę, spodnie, i jego własny członek, równie twardy, wyskakuje wolny. Pachnie potem i podnieceniem, podobnym do Tomka, ale z inną nutą – ostrzejszą, bardziej surową.

– Dołączam? – pyta, głosem niskim, a jego dłoń już masuje się leniwie.

Anna nie przerywa, ale kiwa głową, oczy nadal wpatrzone w Tomka. To bukkake, o którym fantazjowała – otoczona, zalana, ale z kontrolą w spojrzeniu. Marek podchodzi bliżej, jego penis blisko jej twarzy. Ona wyciąga dłoń, bierze go w palce, masując w rytm ssania Tomka. Smakuje go językiem, liżąc raz po raz, przełączając się między nimi. Powietrze gęstnieje od zapachów: ich potu, spermy wiszącej w powietrzu, jej wilgoci.

– Tak, ssij nas obu, suko – mruczy Marek, wulgarność wylewa się z niego wraz z podnieceniem, ale Anna czuje, że to pasuje – to jej moc, jej wybór. Bierze ich na zmianę, usta pełne, gardło napięte, ślina spływająca po brodzie. Ich jęki mieszają się: Tomka głębokie, Marka chrapliwe. Ciała lśnią od potu, mięśnie napięte, biodra pchające do przodu.

Kulminacja nadchodzi jak burza. Tom pierwszy – czuje, jak jego penis drży w jej ustach, jak jądra kurczą się.

– Patrz na mnie… patrz, kiedy dochodzę – dyszy, oczy w oczy z nią.

Ona nie odrywa wzroku, ssąc mocniej, i wtedy eksploduje: gorąca, gęsta sperma wypełnia jej usta, solona, lepka, spływająca po gardle. Połyka, ale nie wszystko – pozwala, by część kapnęła na wargi, patrząc w jego oczy, które rozszerzają się w ekstazie. Smak jest intensywny, jak esencja męskości, a ona czuje triumf, władzę.

Marek jest następny. Przyspiesza jej dłoń na swoim penisie, a ona liże żołądź, ssąc szybko.

– Weź to, weź wszystko – warczy, i strzela: strumienie spermy lądują na jej twarzy, ustach, mieszając się z tą od Tomka. Ciepłe, lepkie, pachnące słono, spływają po policzkach, brodzie. Ona połyka, co może, patrząc w oczy obu – Tomka z czułością, Marka z wyzwaniem.

Gdy opadają, klęczy wciąż, twarzą zalaną, usta błyszczące. Oni padają obok, dysząc, dłonie głaszcząc jej włosy. Anna oblizuje wargi, smakując resztki, czując satysfakcję – nie tylko fizyczną, ale emocjonalną, więź wzmocnioną tym aktem.

– To było… niesamowite – szepcze Tom, przyciągając ją do siebie.

Ona uśmiecha się, oczy nadal błyszczące. Ale w głębi wie, że to dopiero początek – następna noc obiecuje więcej, a napięcie już znów zaczyna narastać.