Kukold w masce – nie wiem, kto, ale wiem, jak

Wieczór w naszym małym, przytulnym mieszkaniu w centrum miasta zawsze zaczynał się niewinnie. Byliśmy z Anką razem od pięciu lat, małżeństwem od dwóch. Ona – wysoka brunetka o kasztanowych włosach opadających falami na ramiona, z krągłymi biodrami i piersiami, które zawsze przyciągały spojrzenia, nawet gdy ubrana była w prostą sukienkę. Ja – Marek, zwykły facet z biura, z lekkim brzuszkiem i kompleksami, które próbowałem ukrywać za żartami. Nasze życie seksualne było… przewidywalne. Miłe, ale bez iskry. Aż do tej nocy, kiedy Anka zasugerowała grę, która miała wszystko zmienić.

Siedzieliśmy na kanapie po kolacji, popijając wino. Jej dłoń leniwie gładziła moje udo, ale w jej oczach błyszczała ta figlarna iskierka, której nie widziałem od dawna.

– Kochanie, pamiętasz, jak rozmawialiśmy o fantazjach? – szepnęła, przysuwając się bliżej. Jej oddech pachniał wanilią od wina, ciepły i prowokujący.

– Tak, ale… co masz na myśli? – zapytałem, czując, jak serce zaczyna bić trochę szybciej.

– Chcę cię podniecić. Naprawdę podniecić. Wyobraź sobie, że ktoś obcy wchodzi do naszego łóżka. Nie wiesz kto, ale czujesz, jak to na ciebie działa. To będzie nasza tajemnica.

Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie od niewypowiedzianych obietnic. Moje ciało zareagowało instynktownie – lekkie mrowienie w kroczu, mieszanka zazdrości i ciekawości. Skinąłem głową, niepewny, ale podekscytowany. Anka uśmiechnęła się szeroko, wstała i pociągnęła mnie do sypialni. Na stoliku leżała czarna maska – prosta, z elastycznego materiału, zasłaniająca górną część twarzy. „Dla ciebie”, powiedziała. „Będziesz patrzył, ale nie będziesz wiedział, kto to robi. Tylko jak… jak cię to boli i podnieca”.

Założyłem maskę. Świat stał się ciemniejszy, rozmyty na brzegach, ale słyszałem każdy dźwięk wyraźniej: szelest jej sukienki, kiedy ją zdejmowała, odsłaniając bladą skórę nóg i czarne koronkowe stringi opinające jej jędrne pośladki. Stałem w rogu pokoju, z dłonią na pasku spodni, czując, jak napięcie rośnie. Anka położyła się na łóżku, jej piersi falowały lekko pod materiałem stanika, sutki już twardniejące od chłodu powietrza i antycypacji.

Drzwi wejściowe szczęknęły cicho – musieliśmy je zostawić uchylone, jak uzgodniliśmy z tym „nieznajomym”. Kogoś, kogo Anka poznała online, anonimowo. Mężczyzna wszedł bez słowa, jego kroki ciężkie, pewne. Był wysoki, umięśniony, w luźnej koszulce i dżinsach, twarz ukryta w cieniu, ale jego sylwetka emanowała siłą. Nie spojrzałem mu w oczy – maska i półmrok to uniemożliwiały. Anka uniosła głowę, jej usta rozchyliły się w uśmiechu.

– Jesteś… naprawdę tu – wyszeptała, głos drżący od podniecenia.

Mężczyzna nie odpowiedział. Zamiast tego podszedł do łóżka, jego dłonie – duże, szorstkie – przesunęły się po jej łydkach, wolno, jakby smakował każdy centymetr skóry. Anka westchnęła, jej nogi rozchyliły się instynktownie. Patrzyłem, serce waliło mi jak młot, mieszanka gniewu i pożądania paliła w piersi. „To ja tu jestem jej mężem”, pomyślałem, ale moje ciało zdradzało – spodnie napięły się boleśnie.

– Marek, patrz – powiedziała Anka, jej głos miękki, kusząco. – Patrz, jak on mnie dotyka. Czujesz to? Jak to cię boli?

Jej słowa były jak sztylet, ale też jak afrodyzjak. Mężczyzna zdjął jej stanik, odsłaniając pełne piersi, różowe sutki sterczące dumnie. Pochylił się, jego usta zamknęły się na jednym z nich, ssąc delikatnie, a potem mocniej, aż Anka jęknęła, wyginając plecy. Słyszałem wilgotny dźwięk jego języka, smak jej skóry – musiała być słona od lekkiego potu, zmieszana z zapachem jej perfum. Jej dłoń wplotła się we włosy obcego, ciągnąc go bliżej.

– Tak… właśnie tak – mruknęła. – On wie, jak to robić. Nie jak ty, kochanie.

Upokorzenie uderzyło mnie jak fala. Stałem tam, z ręką w spodniach, głaszcząc się przez materiał, nie mogąc oderwać wzroku. Mężczyzna zsunął jej stringi, odsłaniając gładko wygoloną cipkę, już wilgotną, błyszczącą w świetle lampki. Jej wargi sromowe były nabrzmiałe, różowe, a z między nich sączył się sok, pachnący muszem i podnieceniem. On ukląkł, jego twarz zanurzyła się między jej udami. Anka krzyknęła cicho, kiedy jego język dotknął łechtaczki – małego, twardego guziczka, który lizał okrężnymi ruchami, ssąc i gryząc delikatnie.

– O Boże… jego język jest wszędzie – wysapała do mnie, jej oczy błyszczały w lustrze, szukając mojej maski. – Marek, on liże mnie głębiej niż ty kiedykolwiek. Czujesz, jak mokra jestem? To dla niego.

Moje policzki płonęły pod maską. Dotyk mojego własnego członka był suchy, żałosny w porównaniu z tym, co widziałem. Mężczyzna wstał, zdejmując koszulkę – jego tors był szeroki, umięśniony, pokryty lekkim owłosieniem. Rozpiął spodnie, a jego kutas wyskoczył na wolność: gruby, żylasty, dłuższy niż mój, z główką nabrzmiałą i czerwoną, już kapiącą przezroczystym preejakulatem. Anka oblizała wargi, jej dłoń powędrowała tam, by go pogłaskać – wolno, od nasady po czubek, rozsmarowując wilgoć.

– Taki duży… – szepnęła, patrząc na mnie. – Twój jest taki mały w porównaniu. Ale patrz, jak ja go biorę w usta.

Pochyliła się, jej pełne wargi rozchyliły się, obejmując główkę. Słyszałem, jak ssie – mokre, mlaskające dźwięki, jej język wirujący wokół żołędzi, połykająca coraz głębiej, aż gardło napięło się, walcząc z jego rozmiarem. Mężczyzna jęknął nisko, jego dłonie zacisnęły się na jej piersiach, ściskając sutki, aż Anka sapnęła wokół kutasa. Zapach był intensywny – męski pot, jej ślina, wszystko zmieszane w ciężką, animalistyczną mgłę.

– Widzisz, Marek? – powiedziała, wyjmując go na chwilę, nić śliny łącząca jej usta z jego członkiem. – On rżnie moje usta jak dziwkę. A ty? Stoisz i patrzysz, jak twój kutas drży w spodniach.

Słowa paliły, ale podniecenie rosło. Zdjąłem spodnie, mój penis – mniejszy, cieńszy – sterczał żałośnie, ale pulsował. Zacząłem się masturbować, wolno, w rytm jej ruchów. Mężczyzna odepchnął ją delikatnie, kładąc Ankę na plecach. Jej nogi rozchylił szeroko, kolana ugięte, cipka otwarta jak zaproszenie. Wsunął się w nią powoli – główka rozchyliła wargi sromowe, wdzierając się centymetr po centymetrze w jej ciasne wnętrze. Anka krzyknęła, jej oczy przewróciły się, paznokcie wbiły w prześcieradło.

– Kurwa, jest taki gruby… rozciąga mnie od środka – wyszeptała, jej głos drżący. – Marek, on mnie pieprzy jak ty nigdy nie potrafiłeś. Czuj, jak głęboko wchodzi… o tak!

On zaczął się poruszać – powolne, głębokie pchnięcia, jego jądra obijały się o jej pośladki z głośnym plaśnięciem. Jej cipka chlupotała, sok spływał po udach, zapach seksu wypełnił pokój: słony, ostry, pierwotny. Patrzyłem, jak jej piersi podskakują, jak jej usta otwierają się w bezgłośnych jękach, jak jego mięśnie napinają się przy każdym wepchnięciu. Upokorzenie mieszało się z ekstazą – byłem świadkiem, jak moja żona oddaje się obcemu, a to mnie rozpalało.

– Powiedz mu, że jest lepszy – jęknęła Anka, jej biodra uniosły się, spotykając jego ruchy. – Powiedz, że twój mąż patrzy i się onanizuje.

– Jesteś… lepszy – wyszeptałem ochryple, ręka poruszała się szybciej. – Pieprz ją mocniej.

Mężczyzna przyspieszył, jego pchnięcia stały się brutalne, łóżko skrzypiało rytmicznie. Anka krzyczała teraz głośno, jej łechtaczka ocierała się o jego łonowe włosy, sutki czerwone od szczypania. Orgazm nadszedł falą – jej cipka zacisnęła się wokół niego, sok trysnął, mocząc pościel. On nie przestał, wbijając się głębiej, aż w końcu wysunął się, tryskając na jej brzuch: gęste, białe strumienie spermy, gorące i lepkie, spływające po skórze.

Anka leżała dysząc, jej palce rozsmarowały nasienie po piersiach, oblizując je smakiem słonej słodyczy. Mężczyzna wstał, ubrał się i wyszedł bez słowa – nie wiedziałem, kto to był, ale wiedziałem, jak to na mnie działało. Zdjąłem maskę, podszedłem do łóżka. Anka uśmiechnęła się słabo, jej oczy pełne satysfakcji i czułości.

– Widziałeś wszystko, kochanie? – zapytała, ciągnąc mnie do siebie. – To było dla nas. Dla twojego podniecenia.

Wsunąłem się w nią – wilgotną, rozluźnioną po nim, czując resztki jego obecności. To było upokarzające, ale finałowe pchnięcia doprowadziły mnie do orgazmu, mieszającego ból z rozkoszą. Leżeliśmy potem w ciszy, jej głowa na mojej piersi. Nie wiedziałem, czy to się powtórzy, ale wiedziałem, że granice się przesunęły. I że wrócę po więcej.