Szpitalna cisza nocnej zmiany była gęsta, niemal namacalna, przerywana tylko sporadycznym pikaniem monitorów i odległym szumem windy. Sala numer 12, na drugim piętrze oddziału chirurgicznego, tonęła w półmroku. Jedna lampa nad łóżkiem rzucała blade, żółtawe światło na bladą pościel i metalowe barierki. Pacjent, trzydziestoletni mężczyzna o imieniu Alex, leżał tam od wczorajszego operacyjnego zabiegu. Ból po laparoskopii w podbrzuszu nie dawał mu spokoju – ostry, pulsujący, jakby ktoś wbijał igły w mięśnie. Lekarstwa działały, ale tylko na chwilę, i Alex wiercił się niespokojnie, próbując znaleźć pozycję, która nie sprawiałaby, że każdy oddech palił jak ogień.
Drzwi sali uchyliły się cicho, wpuszczając smugę światła z korytarza. Weszła ona – pielęgniarka Marta, dwudziestodwulatka o smukłej sylwetce ukrytej pod bladoniebieskim uniformem. Jej włosy, ciemne i falujące, były upięte w niedbały kok, a na twarzy malował się zmęczony, ale opanowany wyraz. Pracowała w tym szpitalu od roku, nocne zmiany były jej specjalnością – te godziny, gdy świat poza murami spał, a ona czuła się jak strażniczka tajemnic. Ale tej nocy coś było inaczej. Alex zerknął na nią spod przymrużonych powiek, jego oczy, zmęczone bólem, złapały jej spojrzenie. Było w nim coś więcej niż rutynowa troska – subtelna iskra, która sprawiła, że jego serce zabiło odrobinę szybciej, mimo dyskomfortu w ciele.
– Dobry wieczór – powiedziała cicho, podchodząc bliżej z tacą w dłoniach. Jej głos był miękki, kojący, jak balsam na skaleczoną skórę. – Jak się czuje pan dziś? Ból nadal dokucza?
Alex przełknął ślinę, czując, jak napięcie w brzuchu miesza się z czymś innym. Marta była piękna w prosty, nienachalny sposób: wysokie kości policzkowe, pełne usta i oczy koloru głębokiego brązu, które zdawały się widzieć więcej, niż mówiły. Jej uniform opinał się lekko na biodrach, gdy się schyliła, by sprawdzić kroplówkę.
– Nie daje spokoju – mruknął, starając się nie patrzeć na krzywiznę jej szyi, na delikatny zapach mydła i czegoś kwiatowego, co unosił się wokół niej. – Te tabletki… to jak plaster na ranę postrzałową.
Roześmiała się cicho, kładąc dłoń na jego ramieniu. Dotyk był profesjonalny, ale ciepły, jakby przeszył go prąd. – Wiem, jak to jest. Czasem trzeba bardziej… kreatywnych metod. Przyniosłam coś ekstra na sen.
Usiadła na brzegu łóżka, jej udo otarło się o materac blisko jego nogi. Szpital był pusty o tej porze – inni pacjenci spali pod wpływem leków, a korytarz pilnowała tylko jedna pielęgniarka na dyżurze, koleżanka Marty, która właśnie skończyła obchód. Ryzyko wisiało w powietrzu jak cień, ale to właśnie ono dodawało pikanterii. Alex poczuł, jak jego oddech przyspiesza. Nie było to tylko ból; to było coś pierwotnego, budzące się pod skórą.
Marta sięgnęła po fiolkę z tacą, wstrzykując coś do kroplówki. Jej palce musnęły jego dłoń – przypadkiem? – i on zacisnął usta, by stłumić westchnienie. – To pomoże rozluźnić mięśnie – wyjaśniła, jej głos zniżony do szeptu. – Ale jeśli ból jest głębszy… mogę spróbować czegoś innego. Coś, co naprawdę łagodzi.
Jej oczy spotkały jego, i w tym spojrzeniu było obietnica. Alex poczuł, jak krew napływa mu do twarzy, a pod kołdrą coś innego zaczyna budzić się do życia. Ból w podbrzuszu wciąż pulsował, ale teraz mieszał się z ciepłem, z antycypacją. – Co masz na myśli? – zapytał, głosem ochrypłym.
Uśmiechnęła się subtelnie, jej palce przesunęły się po jego przedramieniu, masując lekko napięte mięśnie. – Czasem usta potrafią zdziałać cuda. Albo ręce. A jeśli trzeba… coś więcej. Ale to nasza tajemnica. Szpital śpi, ale jeśli ktoś wejdzie…
Słowa zawisły w powietrzu, ciężkie od niewypowiedzianego. Alex przełknął ślinę, czując, jak jego ciało reaguje na bliskość jej ciała. Zapach jej skóry – delikatny, zmieszany z antyseptykiem szpitala – drażnił nozdrza. Nie mógł oderwać wzroku od jej ust, pełnych i wilgotnych pod światłem lampy. To było tabu, czyste szaleństwo: pacjent i pielęgniarka, w środku nocy, w miejscu, gdzie każdy dźwięk mógł ich zgubić. Ale ból był nie do zniesienia, a jej dotyk… jej dotyk obiecywał ulgę.
– Pokaż mi – wyszeptał, nie wierząc własnym słowom. Jego serce waliło jak młot, mieszanka strachu i podniecenia.
Marta zerknęła na drzwi, upewniając się, że są zamknięte. Potem pochyliła się bliżej, jej oddech musnął jego ucho. – Najpierw sprawdzę, gdzie boli najbardziej – mruknęła, jej ręka zsunęła się niżej, pod kołdrę, muskając skraj koszuli szpitalnej. Palce delikatnie dotknęły jego brzucha, tuż nad raną, masując okrężnymi ruchami. Alex syknął, ale to nie był ból – to było rozluźnienie, fale ciepła rozchodzące się po ciele. Jej dłoń była ciepła, pewna, jakby znała każdy centymetr jego skóry.
Napięcie rosło powoli, jak napięta struna. Marta uniosła kołdrę, udając, że sprawdza opatrunek, ale jej palce zsunęły się niżej, na wewnętrzną stronę uda. Skóra tam była wrażliwa, gęsia skórka pojawiła się natychmiast. Alex wstrzymał oddech, czując, jak jego penis zaczyna twardnieć pod cienką bawełnianą koszulą. – Tutaj? – zapytała niewinnie, jej głos drżał lekko od podniecenia. – Czuję napięcie.
– Tak… – jęknął cicho, jego biodra drgnęły mimowolnie.
Jej oczy błyszczały w półmroku. Powoli, z namaszczeniem, rozpięła guziki jego koszuli, odsłaniając tors. Jej usta zbliżyły się do jego skóry, najpierw delikatny pocałunek na obojczyku, potem niżej, na mostku. Język musnął sutek, wilgotny i ciepły, wysyłając iskry prosto do krocza. Alex zacisnął pięści na pościeli, walcząc z pokusą, by nie złapać jej za włosy. To było zbyt intymne, zbyt ryzykowne – drzwi nie były zamknięte na klucz, a korytarz mógł w każdej chwili ożyć.
– Musisz być cicho – szepnęła, unosząc głowę. Jej wargi były teraz centymetry od jego, oddech przyspieszony. – Jeśli ktoś usłyszy… stracę pracę. Ale nie mogę patrzeć, jak cierpisz.
Pocałunek przyszedł naturalnie, jak nieunikniony finał. Jej usta były miękkie, wilgotne, smakujące miętą od gumy do żucia. Języki splotły się leniwie, eksplorując, smakując wzajemne pragnienie. Alex poczuł, jak ból w brzuchu ustępuje miejsca fali endorfin, jak jej dłoń wślizguje się pod koszulę, owijając się wokół jego penisa, który teraz stał twardy i pulsujący. Była delikatna na początku, głaskając dłonią, czując każdy szczegół: gładką skórę żołędzi, żyły biegnące wzdłuż trzonu, ciężar jąder w dłoni.
– Jesteś taki napięty – mruknęła w jego usta, jej oddech gorący. Ręka poruszała się wolno, rytmicznie, budując napięcie. Alex jęknął cicho, jego biodra uniosły się, szukając więcej tarcia. Zapach jej podniecenia zaczął się wić w powietrzu – subtelny, musky, mieszany z szpitalnym sterylnym zapachem.
Marta zsunęła się niżej, jej uniform szeleścił cicho. Odsłoniła go całkowicie, kołdra zsunęła się na podłogę. Jego penis stał wyprostowany, głowa lśniąca od preejakulatu. Patrzyła na niego z mieszanką podziwu i głodu. – Pozwól, że to złagodzę – powiedziała, a potem jej usta zamknęły się wokół żołędzi. Język wirował, liżąc spód, smakując słoną wilgoć. Alex wczepił palce w materac, czując, jak gorąco jej ust rozlewa się po ciele. Ssanie było delikatne na początku, usta sunęły w górę i w dół, biorąc go głębiej z każdym ruchem. Dźwięk był wilgotny, obsceniczny w ciszy sali – mlaskanie, jej oddech przez nos, jego stłumione westchnienia.
Ból w podbrzuszu pulsował w rytm jej ruchów, ale teraz to był ból przyjemny, mieszający się z rozkoszą. Marta przyspieszyła, jej dłoń masowała jądra, palce drażniły krocze. – Smakujesz jak zakazany owoc – wyszeptała, unosząc głowę na chwilę, jej wargi błyszczące od śliny. – Chcę więcej.
Alex nie mógł dłużej wytrzymać pasywności. Wyciągnął rękę, dotykając jej ramienia, potem zsunął dłoń na guzik uniformu. – Zdejmij to – poprosił ochryple. – Chcę cię zobaczyć.
Sięgnęła za siebie, rozpinając zamek. Uniform zsunął się, odsłaniając białą koronkową bieliznę – prostą, ale seksowną, opinającą pełne piersi i krągłe biodra. Jej skóra była blada, gładka, z lekkim rumieńcem podniecenia. Piersi falowały lekko, sutki twarde pod koronką. Alex poczuł, jak jego podniecenie narasta, penis drga w jej dłoni. Marta wspięła się z powrotem na łóżko, siadając okrakiem na jego udach, unikając nacisku na ranę. Jej cipka, ukryta pod cienką tkaniną majtek, ocierała się o jego trzon, wilgotna i gorąca.
– To tabu, wiesz? – szepnęła, nachylając się, by pocałować jego szyję. – Pielęgniarka i pacjent… w szpitalnym łóżku. Ale ból musi być złagodzony.
Jej ręce powędrowały do jego klatki, paznokcie drapały lekko skórę, zostawiając czerwone ślady. Alex złapał jej biodra, czując krzywiznę, miękkość. Majtki zsunęły się łatwo, odsłaniając jej cipkę – różową, wilgotną, z lekkim meszkiem nad łechtaczką. Smród podniecenia był teraz silniejszy, ziemisty, podniecający. Marta uniosła się, kierując jego penisa do wejścia. Wolno, centymetr po centymetrze, opuściła się na niego. Ciepło jej wnętrza otuliło go jak aksamit, ścianki pulsujące, ciasne od podniecenia. Jęknęła cicho, jej oczy zamknęły się, biodra zaczęły kołysać.
– O Boże… jesteś taki twardy – wyszeptała, głos drżący. Ruchy były powolne, rytmiczne, łóżko skrzypnęło lekko, co sprawiło, że oboje zamarli na chwilę, nasłuchując korytarza. Cisza. Kontynuowała, nabierając tempa, jej piersi podskakiwały, sutki ocierały się o jego tors. Alex czuł każdy szczegół: wilgoć ściekającą po jego jądrach, zapach potu i seksu wypełniający salę, dźwięk ich ciał spotykających się – klaskanie skóry o skórę.
Napięcie budowało się warstwami. Marta nachyliła się, gryząc jego ucho. – Chcę cię zdominować – mruknęła, jej głos nabierał ostrości. – Jesteś moim pacjentem. Robisz, co każę. – Jej dłonie przycisnęły jego ramiona do łóżka, biodra poruszały się szybciej, głębiej. Alex poddał się, czując thrill dominacji – to ona kontrolowała rytm, głębokość, prędkość. Ból w brzuchu stał się tłem, rozkosz narastała jak fala.
Ale to nie wystarczyło. Marta zwolniła, unosząc się z niego z plaśnięciem. Jej cipka lśniła od soków, rozchylona i czerwona. – Jeszcze nie skończyliśmy – powiedziała, jej oczy płonęły. Odwróciła się, klękając na łóżku tyłem do niego, eksponując dupę – okrągłą, jędrną, z ciemną szczeliną odbytu. – Tutaj też boli? – zapytała prowokująco, jej palec musnął krawędź. – Pozwól, że to wyleczę.
Alex wstrzymał oddech, podniecenie mieszało się z niedowierzaniem. To było hardcore’owe, czysta granica tabu. Marta sięgnęła po tubkę żelu z tacy – miała ją przy sobie, jakby planowała to od dawna. Posmarowała jego penisa obficie, potem swój odbyt, jej palec wśliznął się do środka, rozluźniając. Dźwięk był wilgotny, squelch, gdy wsuwała i wysuwała palec. – Gotowy? – zapytała, głosem drżącym od antycypacji.
Opadła powoli, jej dupa rozchyliła się, przyjmując go centymetr po centymetrze. Było ciasno, gorąco, ścianki odbytu ściskały go jak imadło. Alex jęknął głośno, ale zakrył usta dłonią, pamiętając o ryzyku. Marta westchnęła, ból mieszał się z rozkoszą na jej twarzy. – Kurwa, jesteś wielki – wyszeptała, nabierając wulgarności wraz z intensywnością. – Pieprz mnie w dupę, ale powoli… łagodź mój ból.
Zaczęła poruszać biodrami, w górę i w dół, jej ręce wsparły się na jego udach. Dźwięki stały się obsceniczne: klaskanie, jej jęki, skrzypienie łóżka. Zapach seksu był gęsty, pot spływał po jej plecach, kapiąc na pościel. Alex złapał jej biodra, wbijając palce w miękką skórę, pchając głębiej. Dominacja Marty ustąpiła miejsca ich wspólnemu szaleństwu – hardcore’owe ruchy, jej cipka ocierała się o jego jądra, palce Marty masowały łechtaczkę, by podkręcić rozkosź.
– Mocniej – jęknęła, głos ochrypły. – Chcę czuć cię całego… w tej ciasnej dziurze. Ryzykujemy wszystko, ale to warte.
Kulminacja nadchodziła jak burza. Marta przyspieszyła, jej ciało drżało, mięśnie napięte. Alex czuł, jak orgazm buduje się w jądrach, pulsujący w rytm jej ruchów. – Dochodzę… – wysapała, jej odbyt zacisnął się wokół niego, fale rozkoszy przetoczyły się przez jej ciało. Krzyknęła cicho, zakrywając usta poduszką, sok z cipki trysnął na jego uda.
To wystarczyło. Alex eksplodował w niej, gorące strumienie spermy wypełniające jej dupę, cieknące po udach. Jęknął, wizja rozmyła się, ból całkowicie zapomniany w eksplozji endorfin.
Opadli razem, dysząc ciężko. Marta zsunęła się z niego, sperma wyciekła z jej odbytu, plamiąc pościel. Przytuliła się do niego, jej skóra spocona i gorąca. – Ból złagodzony? – zapytała z uśmiechem, głosem wciąż drżącym.
Alex skinął głową, czując dziwną mieszankę satysfakcji i strachu. – Tak… ale co jeśli ktoś…
– Nikt nie musi wiedzieć – szepnęła, całując go lekko. – To nasza tajemnica. Wrócę jutro, jeśli ból wróci.
Wstała, ubierając się szybko, jej ruchy precyzyjne mimo rumieńców. Drzwi uchyliły się cicho, a ona zniknęła w korytarzu, zostawiając po sobie zapach seksu i obietnicę powrotu. Alex leżał, patrząc w sufit, serce wciąż bijące szybko. Ból wróciłby, wiedział to – ale teraz z niecierpliwością czekał na kolejną nocną zmianę. Ryzyko wyrzucenia? Warto było. W szpitalu, gdzie życie wisiało na włosku, to było jego lekiem na wszystko.