Pierwszy raz analny

Wieczór w ich małym, przytulnym domu na obrzeżach miasta był jak wiele innych – spokojny, intymny, z lekkim dymem z kominka unoszącym się w powietrzu i delikatnym szumem deszczu bębniącego o szyby sypialni. Anna i Marek, oboje po trzydziestce, świętowali ósmą rocznicę ślubu. Byli razem od college’u, a ich małżeństwo zawsze pełne było czułości i śmiechu, ale w ostatnich miesiącach Marek zaczął odczuwać potrzebę czegoś nowego, czegoś, co wykraczało poza ich rutynowe, przewidywalne noce. Anna, z jej miękkimi, falowanymi kasztanowymi włosami opadającymi na ramiona i figlą, którą czas i macierzyństwo tylko podkreśliły – pełne biodra, krągłe piersi i ta subtelna krzywizna talii – była dla niego ideałem. Ale dziś wieczorem, przy kolacji przy świecach, Marek spojrzał na nią z iskierką w oku, która sugerowała, że ma plan.

Siedzieli na brzegu łóżka w ich sypialni, ubrani w luźne szlafroki po wspólnej kąpieli. Powietrze pachniało lawendowym olejkiem, którym Anna skropiła pościel, i subtelnym, naturalnym zapachem ich ciał, lekkim potem po gorącej wodzie. Marek, wysoki i atletyczny, z lekkim zarostem na twarzy i dłońmi, które zawsze wydawały się stworzone do pieszczot, wziął jej dłoń w swoją. „Kochanie”, zaczął cicho, jego głos niski i ciepły, „wiesz, jak cię kocham. Jesteś wszystko dla mnie. Ale… chciałbym spróbować czegoś nowego. Coś, co mogłoby nas jeszcze bardziej zbliżyć.”

Anna uniosła brew, jej zielone oczy błyszczały z ciekawości i lekkiego niepokoju. Była otwartą kobietą, ale ich seks zawsze był łagodny – misjonarski, czasem z jej na górze, z delikatnymi pocałunkami i powolnymi ruchami. Nigdy nie eksperymentowali z czymś bardziej… zaawansowanym. „Co masz na myśli?”, zapytała, przesuwając palcami po jego nadgarstku, czując, jak jego skóra jest ciepła i lekko napięta.

Marek uśmiechnął się, nachylając się bliżej. Jego oddech musnął jej ucho, a ona poczuła dreszcz przebiegający wzdłuż kręgosłupa. „Anal”, wyszeptał, słowo zawisło w powietrzu jak obietnica. „Chcę cię tam poczuć. Pierwszy raz, tylko my. Bez pośpiechu, bez presji. Co ty na to?”

Jej policzki poczerwieniały. Anna nigdy nie myślała o tym poważnie – słyszała o tym w opowieściach przyjaciółek, widziała w filmach, ale zawsze wydawało się to czymś odległym, trochę tabu. Jednak w głosie Marka nie było nacisku, tylko szczera tęsknota. Poczuła ciepło rozlewające się w podbrzuszu, mieszankę strachu i intrygi. „Nie wiem… Boję się, że to będzie bolało. I… no, to takie… intymne.”

On kiwnął głową, przyciągając ją bliżej. Ich szlafroki rozchyliły się lekko, odsłaniając fragmenty nagiej skóry – jej bladą pierś z sutkiem, który stwardniał od chłodu powietrza, jego umięśniony tors. „Będę delikatny. Możemy iść powoli. Jeśli nie będziesz chciała, zatrzymamy się. Ale wyobraź sobie to – twoje ciało otwierające się dla mnie w nowy sposób. Ja dla ciebie zawsze.” Pocałował ją w szyję, delikatnie, ssąc skórę, a ona westchnęła, czując, jak jej serce bije szybciej.

Rozmowa trwała, przerywana pocałunkami. Marek opowiadał, jak czytał o tym, jak przygotować się – lubrykanty, relaks, pieszczoty. Anna słuchała, jej dłoń mimowolnie powędrowała na jego udo, czując, jak pod materiałem szlafroka rośnie napięcie. Napięcie rosło stopniowo, jak fala oceanu, subtelne sugestie przeplatały się z dotykiem. W końcu, po godzinie rozmowy i kieliszku wina, kiwnęła głową. „Dobrze. Spróbujmy. Ale obiecaj, że będziesz ostrożny.”

Marek uśmiechnął się szeroko, jego oczy zapłonęły. Pomógł jej wstać, a potem powoli zdjął jej szlafrok. Jej ciało odsłoniło się w blasku lampki nocnej – pełne piersi kołyszące się lekko, różowe sutki sterczące z podniecenia, płaski brzuch przechodzący w krągłe biodra i między nogami delikatny trójkąt ciemnych włosów pubicznych, już wilgotny od antycypacji. Anna poczuła się exposed, ale podniecenie przeważało nad wstydem. On zdjął swój szlafrok, odsłaniając półtwardego penisa, grubego i żylastego, z główką, która błyszczała lekko od wstępnego podniecenia. Jego jądra zwisały ciężko, a zapach jego męskości – muskusu i potu – zmieszał się z jej perfumami.

Położyli się na łóżku, pod kołdrą, która szeleściła cicho. Marek zaczął od pocałunków – głębokich, z językiem wplatającym się w jej usta, smakując wino i jej ślinę. Jego dłonie wędrowały po jej ciele: po piersiach, ściskając je delikatnie, palcami kręcąc sutki, aż westchnęła. „Czuję cię”, mruknął, schodząc niżej, całując jej brzuch, a potem uda. Anna rozchyliła nogi instynktownie, czując, jak jej cipka pulsuje, wilgotna i gorąca. Zapach jej podniecenia uniósł się w powietrzu – słodkawy, kobiecy.

Teraz oral – tag, który idealnie wpasował się w ich rytuał. Marek uklęknął między jej nogami, jego twarz znalazła się blisko jej sromu. „Rozluźnij się, kochanie”, powiedział, a potem przyłożył usta do jej łechtaczki. Językiem lizał powoli, okrężnymi ruchami, smakując jej soki – słonawe, gęste, spływające po jego brodzie. Anna jęknęła, jej palce wpiły się w pościel. „O Boże, Marek… to takie dobre.” On wsunął palec do jej cipki, czując, jak ścianki vaginalne zaciskają się wokół niego, wilgotne i ciepłe. Drugim palcem drażnił wejście do odbytu, ale bardzo delikatnie, tylko muskając, budując antycypację. Ona drżała, jej biodra uniosły się, pchając się na jego usta.

Po kilku minutach, kiedy jej oddech stał się urywany, a cipka ociekała sokami, Marek sięgnął po lubrykant ze stolika nocnego. Chłodny żel, przezroczysty, pachnący neutralnie, nasmarował nim swoje palce. „Teraz ja”, powiedziała Anna, chcąc odwzajemnić. Przesunęła się niżej, biorąc jego penisa w dłoń – twardego jak skała, pulsującego, z żyłami nabrzmiałymi pod skórą. Pocałowała główkę, liżąc solankowy preejakulat, a potem wzięła go do ust. Jej język wirował wokół trzonu, ssąc mocno, czując, jak rośnie w jej ustach, wypełniając je. Marek jęknął, jego dłonie wplątały się we włosy Anny. „Tak, właśnie tak… ssij mnie głęboko.” To było ich pierwsze oralne w tym wieczór, ale pełne pasji, z jej śliną spływającą po jego jądrach.

Gdy oboje byli na granicy, Marek delikatnie ją odsunął. „Czas na coś nowego.” Położył ją na brzuchu, poduszki pod biodrami, by jej pośladki uniosły się kusząco. Anna poczuła chłód powietrza na skórze, jej odbyt – ciasny, różowy, otoczony delikatnymi włoskami – był teraz w centrum uwagi. Serce waliło jej jak młot. „Boję się”, przyznała cicho, ale jej głos drżał też z podniecenia.

„Nie ma się czego bać. To twój pierwszy raz analny, pamiętaj. Będę wolno.” Nasmarował jej pośladki lubrykantem, masując je okrężnymi ruchami, rozluźniając mięśnie. Jego palec, śliski, musnął krawędź odbytu – ciepłego, pulsującego. Wsunął czubek powoli, tylko na centymetr, czując opór pierścienia mięśniowego. Anna westchnęła, mieszanka dyskomfortu i nowości. „Oddychaj głęboko”, szepnął, a jego druga ręka powędrowała do jej cipki, masując łechtaczkę, by rozproszyć napięcie. Palec wszedł głębiej, do drugiego stawu, a ona poczuła dziwne, pełne uczucie – jak rozciąganie, które bolało, ale też budziło iskry w podbrzuszu.

Marek dodał drugi palec, rozwierając ją powoli, scyzorykując ruchem. Lubrykant chlupotał cicho, a zapach – lekko chemiczny, zmieszany z jej sokami – wypełnił pokój. Anna jęknęła głośniej, jej biodra zaczęły się poruszać. „Czuję cię… to takie dziwne, ale… dobre.” Emocje wirowały: strach przed bólem mieszał się z zaufaniem do męża, a podniecenie rosło jak fala.

Gdy była rozluźniona, Marek uklęknął za nią. Jego penis, twardy i gotowy, nasmarowany obficie, dotknął jej wejścia. „Gotowa?” Kiwnęła głową, gryząc wargę. Wsunął główkę powoli – pierścień odbytu opierał się, ale ustąpił z cichym stęknięciem. Ból był ostry na początku, palący, ale on zatrzymał się, pozwalając jej przywyknąć. „Jesteś taka ciasna… moja żona, otwierająca się dla mnie pierwszy raz.” Anna sapnęła, łzy w oczach, ale też fala gorąca w cipce. „Wolniej… o tak.”

Centymetr po centymetrze, wszedł głębiej. Jego trzon, gruby, naciągał ścianki jej odbytu, wypełniając ją całkowicie – uczucie pełni, jakby jej wnętrzności przesuwały się, by go pomieścić. Dotyk był intensywny: skóra penisa tarła o wrażliwe ścianki, a jego jądra muskały jej cipkę. Zapach seksu nasilił się – pot, lubrykant, jej wilgoć. Dźwięki: jej urywane oddechy, jego stłumione jęki, mokre chlupotanie.

Zaczął ruszać – powoli, wycofując się prawie do końca, potem wchodząc głębiej. Anna poczuła, jak ból ustępuje miejsca rozkoszy – głębokiej, pierwotnej, rozlewającej się po całym ciele. „O cholera… to… to jest niesamowite”, wyszeptała, jej głos drżał. Marek przyspieszył, jego biodra uderzały o jej pośladki z plaśnięciem skóry o skórę. To było hardcore – szorstkie, intensywne, bez delikatności. „Jeb mnie mocniej”, powiedziała nagle, zaskoczona własnymi słowami, ale podniecenie wzięło górę. Wulgarność wyszła naturalnie, z dynamiki chwili, gdy napięcie eksplodowało.

On posłuchał, chwytając jej biodra, wbijając się głęboko, jego penis masował prostatę – nie, jej punkt G od wewnątrz, przez cienką ściankę dzielącą odbyt od cipki. Anna wrzasnęła z rozkoszy, jej palce znalazły łechtaczkę, masując ją frenetycznie. „Tak, kurwa, właśnie tak! Pierwszy raz analny i jest… boski!” Dźwięki ich ciał – mokre, głośne – mieszały się z deszczem za oknem. Zapach potu i seksu był ciężki, animalistyczny.

Kulminacja nadchodziła. Marek czuł, jak jej odbyt zaciska się wokół niego, mleko go w sobie. „Kończę… we mnie”, jęknęła, a wtedy stało się to – squirting. Jej cipka, nienaruszana, eksplodowała fontanną gorącej cieczy, tryskającą na pościel, na jego uda. Było to wilgotne, głośne – szum jak strumień wody, zapach amoniaku i podniecenia. Anna drżała, orgazm rozrywał ją na kawałki, fale rozkoszy od odbytu po sutki. Marek doszedł chwilę później, jego sperma wypełniła ją gorącym, pulsującym strumieniem – gęsta, lepka, wyciekająca powoli, gdy się wycofał.

Upadli na łóżko, dysząc. Jej odbyt pulsował, obolały, ale spełniony. Marek przytulił ją, całując w kark. „To było… niesamowite. Kocham cię.” Anna uśmiechnęła się słabo, czując resztki podniecenia. „Pierwszy raz, ale nie ostatni. Chcę więcej.”

W nocy, leżąc w ramionach męża, Anna myślała o tym, jak ich małżeństwo właśnie weszło na nowy poziom – intymny, dziki, pełen nieznanych jeszcze granic. A deszcz wciąż padał, obiecując więcej burz.