Porwana dla rozkoszy

Anna stała przy oknie ich przestronnego domu na wzgórzu, patrząc na migoczące światła miasta poniżej. Jako żona burmistrza, nawykła do elegancji i dyskrecji, dziś wieczorem czuła lekkie ukłucie niepokoju. Mąż, Tomasz, był na kolejnym spotkaniu w ratuszu, a ona postanowiła zrobić sobie wieczór dla siebie – czerwona sukienka opinała jej smukłą sylwetkę, podkreślając krągłości, które po latach małżeństwa nadal budziły podziw. Jej blond włosy opadały kaskadą na ramiona, a zielone oczy lśniły w blasku lampy. Była kobietą w kwiecie wieku, 38 lat, z ciałem zadbanym dzięki cotygodniowym sesjom w salonie fitness – jędrne piersi, wąska talia i biodra, które kołysane w subtelnym rytmie zawsze przyciągały spojrzenia.

Wyszła na zewnątrz, by zaczerpnąć świeżego powietrza. Noc była ciepła, letni wiatr niósł zapach jaśminu z ogrodu. Ale coś w powietrzu wydawało się inne – odległy ryk silników, niski i groźny, jak odległe gromowisko. Anna zamarła, gdy reflektory oślepiły ją na podjeździe. Czarny van zajechał z piskiem opon, a zanim zdążyła krzyknąć, silne ręce chwyciły ją za ramiona. Zapach skóry i potu, mieszanka dymu papierosowego i benzyny, uderzył w nozdrza. Mężczyźni – czworo, może pięciu – byli ubrani w skórzane kurtki z emblematami motocyklowymi, twarze poorane bliznami, oczy błyszczące dziką energią.

– Co… co wy robicie? Puszczajcie mnie! – Jej głos drżał, ale oni tylko się roześmiali, jeden z nich, wysoki z tatuażami na szyi, przyłożył dłoń do jej ust.

– Cicho, suko. Jesteś teraz nasza – warknął, a drugi związał jej nadgarstki paskiem od kurtki. Serce Anny waliło jak młot, mieszanka strachu i niedowierzania ściskała żołądek. Została wepchnięta do vana, drzwi trzasnęły, i pojazd ruszył z rykiem w stronę opuszczonych dzielnic przemysłowych. W ciemności auto unosił się zapach ich męskości – ciężki, pierwotny, kontrastujący z jej delikatną perfumą.

Podróż trwała może pół godziny, ale dla Anny wydawała się wiecznością. Siedzieli blisko, ich kolana ocierały się o jej nogi, a ręce czasem muskały udo przez materiał sukienki. Nie dotykali jej jeszcze mocno, ale ich spojrzenia – głodne, oceniające – budziły w niej dreszcz. „Dlaczego ja? Co oni chcą?” – myślała, próbując powstrzymać łzy. Van zatrzymał się przed ruiną starego magazynu na obrzeżach miasta, budynek z czerwonej cegły, z wybitymi szybami i rdzą na metalowych drzwiach. Powietrze tu było ciężkie, pachniało kurzem i wilgocią, a z oddali dobiegał szum autostrady.

Wciągnęli ją do środka. Wnętrze magazynu było ogromne, puste, oświetlone tylko kilkoma żarówkami zwisającymi z sufitu na łańcuchach. W rogu stała prowizoryczna scena – metalowy stół, łańcuchy zwisające ze ścian, kajdanki przybite do betonowej podłogi i pejcz zwinięty na półce obok. Gang motocyklistów – sześciu mężczyzn, liderem wydawał się ten z tatuażami, nazywał się Jax – otaczał ją kręgiem. Byli umięśnieni, ich ciała naznaczone bliznami od bójek i dróg, kurtki pachniały skórą i olejem silnikowym. Anna poczuła, jak jej oddech przyspiesza; strach mieszał się z czymś niepojętym, zakazanym.

– Proszę… puśćcie mnie. Mój mąż jest burmistrzem, on was znajdzie – błagała, głosem drżącym, ale Jax tylko się uśmiechnął, jego zęby błysnęły w półmroku.

– Właśnie dlatego cię wybraliśmy, księżniczko. Żona takiego kutafona musi dostać lekcję. Będziesz naszą zabawką przez dwa dni. 48 godzin czystej rozkoszy… dla nas.

Jego słowa zawisły w powietrzu jak groźba. Zaczęli powoli, budując napięcie. Jax podszedł bliżej, jego palce musnęły jej policzek, schodząc niżej, po szyi, do dekoltu sukienki. Anna zadrżała – dotyk był szorstki, ale precyzyjny, jakby testował jej reakcję. Inni patrzyli, ich oddechy stawały się cięższe.

– Zdejmij sukienkę. Sama – rozkazał Jax, wyciągając nóż z kieszeni. Ostrze zalśniło, ale nie dotknął jej nim; to wystarczyło. Ręce Anny drżały, gdy zsunęła ramiączka. Materiał opadł, odsłaniając czarną koronkową bieliznę – stanik opinający pełne piersi, majtki ledwie zakrywające gładką skórę. Powietrze magazynu owiało jej skórę, sutki stwardniały od chłodu i strachu. Mężczyźni zagwizdali cicho, ich oczy pożerały każdy centymetr.

– Niezła dupcia dla takiego nudziarza jak twój mąż – mruknął jeden z nich, niski brunet o imieniu Rico, oblizując wargi. – Ile razy cię ruchał w tym tygodniu? Raz? Dwa?

Anna zacisnęła usta, rumieniec oblał jej policzki. Pytanie było upokarzające, ale w tle czaiło się coś jeszcze – zdrada, zakazana myśl, że mąż nigdy nie był tak… intensywny.

Kajdanki zakliknęły się na jej nadgarstkach, przykuwając do łańcucha zwisającego ze ściany. Stała rozciągnięta, ręce nad głową, ciało napięte. Jax wziął pejcz – skórzany, elastyczny, z końcówką, która świsnęła w powietrzu, gdy go przetestował. Pierwszy cios był lekki, musnął ramię, zostawiając czerwony ślad, ale bez bólu – tylko dreszcz.

– To dopiero początek – szepnął, jego oddech gorący na jej uchu. – Będziesz błagać o więcej.

Napięcie rosło z każdą minutą. Mężczyźni krążyli wokół, ich ręce dotykały – najpierw delikatnie, muskając ramiona, biodra, potem śmielej. Rico klęknął, jego palce powędrowały po wewnętrznej stronie uda Anny, blisko, ale nie dotykając intymnych miejsc. Zapach jej strachu mieszał się z ich podnieceniem – słony pot, męski musk. Anna gryzła wargę, próbując ignorować ciepło rozlewające się w dole brzucha. „To niemożliwe, to przymus” – powtarzała sobie, ale ciało zdradzało ją, wilgoć między nogami stawała się zauważalna.

Pierwsza godzina minęła na badaniu granic. Jax smagał pejczem – po udach, po pośladkach przez majtki, każdy świst budował antycypację. Ból mieszał się z mrowieniem, a ich komentarze – „Patrz, jaka mokra już” – paliły rumieńcem. W końcu Rico zdarł jej majtki, odsłaniając gładką, ogoloną cipkę, wilgotną mimo woli. Anna jęknęła, upokorzona, ale gdy jego palec musnął łechtaczkę, prąd przeszył jej ciało.

– O tak, lubi to, chłopaki – roześmiał się Rico. – Burmistrzowa żona jest głodna kutasa.

Dialogi stawały się ostrzejsze, wulgarne, odzwierciedlając ich dominację. Anna próbowała protestować, ale głos słabł. Jax odpiął jej stanik, piersi wyskoczyły wolne – pełne, z różowymi sutkami sterczącymi od podniecenia i chłodu. Chwycił je mocno, ugniatając, a potem wziął sutek do ust, ssąc mocno, aż zabolało. Smak jej skóry – słony od potu – pobudzał go. Anna wygięła się, mieszanka bólu i rozkoszy.

– Proszę… nie… – szepnęła, ale jej biodra drgnęły nieświadomie.

– Kłamiesz, suko. Czuję, jak mokniesz – warknął Jax, wsuwając dwa palce w jej cipkę. Była ciasna, wilgotna, ścianki pulsowały wokół intruza. Poruszał nimi powoli, budując rytm, podczas gdy inny, wysoki blondyn o imieniu Spike, całował jej szyję, gryząc skórę. Zapachy – ich potu, jej podniecenia, skóry pejcza – wypełniały magazyn. Dźwięki: jej zdyszane oddechy, ich śmiechy, mokre mlaskanie palców.

Przeszli do gangbangu stopniowo. Najpierw Jax – zdjął spodnie, odsłaniając grubego, żylastego kutasa, głowę nabrzmiałą, kroplę preejakulatu na szczycie. Pchnął Annę na kolana, kajdanki zadzwoniły.

– Ssij, dziwko. Pokaż, co umiesz dla męża – rozkazał, chwytając jej włosy.

Anna zawahała się, ale pejcz musnął jej plecy, zmuszając. Wzięła go do ust – smak słony, musk, ciężki – język ślizgał się po żołędzi, ssąc powoli. Jax jęknął, pchając głębiej, aż trafiła w gardło, powodując odruch wymiotny, ale też falę gorąca. Inni patrzyli, głaskając swoje kutasy przez spodnie, budując napięcie.

Gdy Jax skończył – spuścił się w jej usta, gorący, lepki strumień, zmuszając do połknięcia – Rico wziął jej miejsce. Położył ją na stole, nogi rozstawione, kajdanki przywiązane do nóg stołu. Jego kutas był dłuższy, cieńszy, wbił się w cipkę jednym pchnięciem. Anna krzyknęła – rozciąganie bolało, ale szybko przeszło w rozkosz, gdy zaczął rżnąć mocno, biodra klaskające o jej uda.

– Kurwa, jaka ciasna cipka! Mąż cię nie rucha, co? – warczał Rico, szczypiąc sutki.

– Nie… proszę… wolniej… – jęczała Anna, ale jej biodra unosiły się, spotykając jego pchnięcia. Czuła każdy cal – żylaste wypukłości ocierające się o ścianki, pulsowanie łechtaczki przy każdym starciu. Zapach seksu wypełnił powietrze, mieszanka spermy i wilgoci.

Spike dołączył, klęcząc za nią. Namazał palec jej sokami i wsunął w tyłek – ciasny, oporny pierścień rozciągnął się powoli. Anna pisnęła, ból mieszał się z pełnym uczuciem.

– Rozluźnij się, suko. To dopiero anal – mruknął, a potem wbił kutasa. Podwójna penetracja – Rico w cipce, Spike w dupie – rozdarła ją na pół. Czuła ich bliskość przez cienką ściankę, tarcia, pulsowania. Ruchy stały się synchroniczne, hardcore’owe, stoły trzeszczał pod nimi. Jej ciało drżało, orgazm nadchodził falami – najpierw mały, potem eksplozja, cipka ściskająca kutasa Rico, tyłek pulsujący wokół Spike’a. Krzyczała, upokorzona rozkoszą.

– Widzicie? Ta burmistrzowa dziwka kocha to! – zawołał Jax, smagając pejczem jej piersi, czerwone pręgi dodawały pieczenia.

Godziny mijały w wirze ciał. Kolejni mężczyźni – trzeci, czwarty – brali ją po kolei lub we dwoje. Jeden, muskularny o imieniu Bull, uniósł ją na ręce, kutas w cipce, podczas gdy inny rżnął tyłek od tyłu. Podwójna penetracja stała się rutyną, ich kutasy ślizgały się w niej, sperma kapała po udach, lepka i gorąca. Dialogi były wulgarne, napędzające upokorzenie:

– Powiedz, że jesteś naszą kutasową dziwką! – domagał się Bull, pchając głęboko.

– Ja… jestem… waszą dziw…ką… – wyszeptała Anna między jękami, zdrada paliła w niej – mąż nigdy nie dał jej takiego szału.

Pejcz tańczył po jej skórze – po plecach, pośladkach, udach – każdy świst budował ból w ekstazę. Kajdanki wrzynały się w nadgarstki, pot spływał po ciele, mieszając się ze spermą i sokami. Sensoryczne doznania: smak spermy na ustach, zapach męskiego potu, dźwięk klaskających ciał, dotyk szorstkich rąk ugniatających piersi.

W środku nocy, po kolejnej rundzie – gangbang pełną parą, wszyscy sześciu na raz, zmieniający się w jej otworach – Anna leżała wyczerpana na stole, ciało obolałe, ale wciąż drżące od aftershocks. Upokorzenie mieszało się z dziwną wolnością; zdrada mężowi paliła, ale rozkosz była czysta, tabu.

– Jeszcze 24 godziny, księżniczko – szepnął Jax, muskając jej wargi palcem umazanym jej sokami. – Będziesz błagać, byśmy nie przestali.

Kulminacja nadeszła pod koniec drugiej doby. Wyczerpani, ale nienasyceni, zebrali się wszyscy. Anna, przywiązana do łańcuchów na środku magazynu, była ich centrum. Zaczęli od pejcza – mocniejsze ciosy, pręgi pokrywające uda, pośladki, brzuch. Ból palił, ale budził ogień w cipce. Potem hardcore’owa orgia: Jax w ustach, Rico i Spike w podwójnej penetracji, Bull i dwaj inni głaskający, szczypiący, smagający. Ciała splatały się w chaosie – kutasy wbijające się w rytmie, sperma tryskająca na skórę, jej krzyki mieszające się z ich warkotami.

– Kurwa, rżnijcie ją mocniej! Niech czuje, co znaczy być naszą suką! – ryczał Jax, pchając w gardło.

Anna traciła poczucie czasu; orgazmy następowały jeden po drugim, cipka i tyłek rozciągnięte, pełne, pulsujące. Smak – słony pot lizany z ich ciał, gorzki spermowy deszcz. Dźwięki – mokre plaśnięcia, jęki, łańcuchy dzwoniące. Emocje – upokorzenie topiące się w ekstazie, zdrada jako paliwo dla rozkoszy.

Gdy 48 godzin minęło, odwiązali ją. Leżała na podłodze, ciało pokryte śladami – pręgami, siniakami, spermą – ale oczy błyszczały dziwnym blaskiem. Jax nachylił się, podając jej telefon.

– Zadzwoń po męża. I pamiętaj, to nasza tajemnica. Wrócisz po więcej, prawda?

Van odwiózł ją z powrotem, zostawiając przed domem. Anna weszła do środka, drżąca, z ciałem pamiętającym każdy dotyk. Mąż spał, nieświadomy. Ale w jej umyśle wirują wspomnienia – zapach skóry, smak rozkoszy, upokarzająca wolność. Czy to koniec, czy początek zakazanego nałogu? Tylko ona wiedziała, że magazyn wezwie ją z powrotem.