Wieczór przed wielkim dniem. Anna stała przed lustrem w swoim apartamencie hotelowym, wpatrując się w odbicie panny młodej, jaką jutro miała się stać. Biała suknia wisiała na drzwiach szafy, symbolizując czystość i obietnicę wierności. Jej długie, kasztanowe włosy opadały miękkimi falami na ramiona, a delikatny makijaż podkreślał zielone oczy, pełne ekscytacji i lekkiego niepokoju. Za trzydzieści minut miała wyjść za mąż za Marka, swojego narzeczonego od trzech lat – mężczyznę stabilnego, kochającego, ale przewidywalnego. Ich seks był czuły, rutinowy, jak ciepła kąpiel po długim dniu. Nigdy nie przekraczała granic, nigdy nie pozwalała sobie na szaleństwo. Ale dziś… dziś coś się zmieniło.
Druhowie Marka – ci czterej faceci, których znała z weselnych przygotowań – zaprosili ją na „ostatnią noc wolności” do sauny hotelowej. „Tylko my, relaks przed ślubem”, powiedział jej Marcin, ten wysoki brunet o atletycznej budowie, z uśmiechem, który zawsze wydawał się zbyt figlarny. Towarzyszyli mu Kuba, barczysty blondyn z tatuażami na ramionach; Tomek, szczupły ale umięśniony, z tym zadziornym błyskiem w oku; i Łukasz, najstarszy z nich, z siwiejącymi skroniami i głosem, który brzmiał jak rozkaz. Anna początkowo odmówiła, ale oni nalegali. „To tradycja, Anno. Żegnaj staremu życiu z przytupem”. Mark był daleko, na wieczorze kawalerskim w mieście – pewnie już pijany i nieświadomy. Zdrada? To brzmiało zbyt mocno. To tylko sauna, niewinna zabawa.
Ubrana w prosty, biały szlafrok, który ledwo zakrywał jej krągłości – pełne piersi napięte pod materiałem, biodra kołyszące się lekko przy każdym kroku – zeszła do podziemi hotelu. Powietrze było już ciepłe, wilgotne, niosące zapach eukaliptusa i drewna. Drzwi sauny otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a ona weszła do środka, czując, jak żar owija się wokół jej ciała jak niewidzialna dłoń.
Wnętrze było słabo oświetlone, para unosiła się leniwie z rozgrzanych kamieni. Czterech mężczyzn siedziało na drewnianych ławach, owiniętych w ręczniki wokół bioder. Ich ciała lśniły od potu, mięśnie napięte, twarze rozluźnione, ale oczy… te oczy patrzyły na nią z głodem, którego nie spodziewała się. Anna poczuła lekkie mrowienie w brzuchu, mieszankę niepokoju i ciekawości.
– Cześć, panno młoda – powiedział Marcin, wstając pierwszy. Jego ręcznik wisiał nisko, odsłaniając linię V mięśni brzucha schodzących w dół. – Gotowa na pożegnanie z wolnością?
– To tylko sauna, prawda? – odparła Anna, siadając na skraju ławy. Jej głos brzmiał pewnie, ale serce biło szybciej. Para otulała jej skórę, szlafrok kleił się do ciała, a ona czuła, jak wilgoć zbiera się pod nim, podkreślając krzywizny jej piersi.
Kuba roześmiał się cicho, przesuwając się bliżej. Zapach jego potu – męski, słony – zmieszał się z eukaliptusem.
– Jasne, tylko sauna. Ale taka, w jakiej nie byłaś. Jutro będziesz żoną, dziś… dziś możesz być sobą.
Rozmowa płynęła lekko: żarty o Marku, wspomnienia z poznania się na studiach. Anna piła wodę z butelki, którą podał jej Tomek, czując, jak ciepło sauny rozluźnia jej mięśnie. Ale z każdą minutą napięcie rosło. Ich spojrzenia wędrowały po jej ciele – na dekolt, gdzie pot spływał leniwie w zagłębienie między piersiami; na uda, które wysuwały się spod szlafroka. Łukasz, siedzący naprzeciw, nie mówił dużo, ale jego wzrok był najintensywniejszy, jakby oceniał ją jak łup.
– Wiesz, Anno – zaczął Marcin, pochylając się bliżej, tak że jego kolano otarło się o jej udo – Mark jest super facetem, ale czy kiedykolwiek pozwolił ci na coś… dzikiego? Na coś, co czułabyś w kościach?
Jej policzki zapłonęły, nie tylko od ciepła. Pomyślała o tych nudnych nochem w łóżku, o delikatnych pieszczotach, które nigdy nie przechodziły w coś więcej.
– Nie musicie o tym – mruknęła, ale jej głos zdradzał wahanie.
– Musimy – wtrącił Tomek, wstając i podchodząc do niej. Jego ręcznik zsunął się lekko, odsłaniając zarys penisa, ciężkiego i półtwardego pod materiałem. – To twoje pożegnanie. Zdejmij ten szlafrok. Poczuj wolność.
Anna zawahała się, ale para i ich bliskość działały jak afrodyzjak. Powoli rozwiązała pasek, pozwalając szlafrokowi zsunąć się z ramion. Stała przed nimi naga, jej skóra lśniąca od potu, piersi ciężkie i pełne, sutki stwardniałe od żaru i podniecenia. Brzuch płaski, biodra szerokie, a między udami – gładka, wilgotna szparka, którą poczuła, jak pulsuje lekko. Czterech mężczyzn patrzyło, ich oddechy przyspieszyły.
– Kurwa, ale jesteś piękna – wyszeptał Kuba, jego głos chrapliwy. – Idealna panna młoda na pożarcie.
Napięcie wisiało w powietrzu jak gęsta mgła. Marcin podszedł pierwszy, jego dłonie dotknęły jej ramion – ciepłe, pewne, przesuwając się w dół po plecach. Anna zadrżała, ale nie cofnęła się. To było tylko dotknięcie, subtelne, ale elektryzujące. Zapach jego skóry – pot, mydło, męskość – wypełnił jej nozdrza.
– Zrelaksuj się – mruknął jej do ucha, jego oddech gorący na szyi. – Jutro to wszystko będzie wspomnieniem.
Inni dołączyli. Tomek usiadł za nią, jego ręce objęły jej talię, palce muskające boki piersi. Łukasz i Kuba klękli po bokach, ich dłonie na udach, rozchylając je delikatnie. Anna zamknęła oczy, czując, jak jej ciało reaguje – sutki bolą od napięcia, cipka wilgotnieje, a serce wali jak młot.
– Co wy robicie? – zapytała cicho, ale jej głos brzmiał jak prośba o więcej.
– Żegnamy cię z wolnością – odparł Łukasz, jego głos niski, dominujący. Z jego kieszeni ręcznika wyciągnął kajdanki – zimny metal zabłysnął w świetle. – Z kajdankami, jak w bajce. Tylko że w naszej wersji panna młoda nie ucieka.
Zanim zdążyła zaprotestować, Marcin złapał jej ręce, zakładając kajdanki na nadgarstki za plecami. Metal zacisnął się chłodno na skórze, ograniczając ruchy. Poczuła falę paniki pomieszanej z podnieceniem – była bezbronna, wystawiona na ich łaskę. Zdrada Marka paliła w jej umyśle, ale ciało zdradzało ją, sutki twarde jak kamienie, cipka ociekająca sokami.
– Proszę… – wyszeptała, ale oni już nie słuchali. Kuba pchnął ją delikatnie na ławę, tak że leżała na plecach, ręce skrępowane, nogi rozchylone. Para wirowała wokół, zapach potu i podniecenia gęstniał.
Marcin zrzucił ręcznik pierwszy. Jego kutas wyskoczył wolny – gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą i czerwoną, już ociekającą preejakulatem. Długość imponująca, kołyszący się ciężko. Anna wpatrywała się, nie mogąc oderwać wzroku, jej usta rozchyliły się instynktownie.
– Ssij go, suko – powiedział, jego głos twardy, ale z nutą zachęty. To pierwsze wulgarne słowo uderzyło ją jak prąd, budząc coś pierwotnego.
Podszedł bliżej, klękając nad jej twarzą. Zapach jego kutasu – słony, muskusy – wypełnił jej nozdrza. Otworzyła usta, a on wepchnął się powoli, centymetr po centymetrze. Główka rozciągnęła jej wargi, wypełniając usta słonym smakiem. Anna jęknęła, ssąc ostrożnie, jej język wirujący wokół żołędzi, czując pulsujące żyły pod skórą. Marcin złapał ją za włosy, pchając głębiej, aż główka dotknęła gardła. Łzy napłynęły jej do oczu od dławienia się, ale podniecenie rosło – jej cipka pulsowała, soki spływały po udach.
– Dobra dziewczynka – mruknął. – Ssij mocniej, panno młoda. Jutro będziesz udawać niewinną, dziś połykaj kutasa.
Tomek i Kuba nie czekali. Tomek uklęknął między jej nogami, jego dłonie rozchyliły wargi sromowe, odsłaniając wilgotną, różową cipkę. Zapach jej podniecenia – słodki, wilgotny – zmieszał się z parą.
– Patrzcie na tę mokrą szparkę – powiedział Tomek, jego palce muskające łechtaczkę. Anna wygięła się, jęcząc wokół kutasa Marcina. Palec wślizgnął się do środka – ciasny, gorący tunel zacisnął się wokół niego, soki chlupocząc cicho.
– Kurwa, jest gotowa – dodał Kuba, zrzucając ręcznik. Jego kutas był krótszy, ale grubszy, z ciężkimi jajami zwisającymi nisko. Ssał jej sutek, gryząc lekko, podczas gdy Tomek wsunął drugi palec, rozciągając ją, masując punkt G. Doznania były intensywne – palce w cipce, kutas w ustach, zęby na sutku. Anna wiła się, kajdanki gryzły w nadgarstki, pot spływał po jej ciele strumieniami.
Łukasz patrzył, głaszcząc swojego kutasa – długiego, smukłego, z żylastą powierzchnią. Czekał, dominując scenę samym spojrzeniem.
– Przerwijcie na chwilę – rozkazał w końcu. Marcin wysunął się z jej ust z plaśnięciem, nić śliny łącząca główkę z jej wargami. Anna dyszała, usta opuchnięte, smak kutasa na języku.
– Na kolana – powiedział Łukasz. Pchnęli ją na podłogę sauny, gorące drewno parzyło kolana. Kajdanki uniemożliwiały podparcie, więc opierała się na piersiach, tyłek wypięty, cipka wystawiona. Zapach drewna mieszał się z ich potem, dźwięki ciężkich oddechów i mlaskania wypełniały pomieszczenie.
Kuba wszedł pierwszy. Jego gruby kutas przycisnął się do wejścia, główka rozchylając wilgotne wargi. Anna jęknęła, czując rozciąganie – powoli, centymetr po centymetrze, aż wypełnił ją po brzegi. Ścianki cipki zacisnęły się wokół niego, pulsując.
– O tak, ciasna panna młoda – warknął, pchając głęboko. Jego biodra klaśnięte o jej tyłek, jajka uderzające o łechtaczkę. Ruchy były hardcore’owe – szybkie, brutalne, każdy pchnięcie wysuwające soki z jej cipki, chlupocząc głośno.
Tomek podszedł z przodu, wciskając kutasa z powrotem do ust. Anna ssała zachłannie, jej język liżący spód trzonu, podczas gdy Kuba rżnął ją od tyłu. Marcin i Łukasz głaskali się, czekając na zmianę, ich kutasy lśniące od potu i preejakulatu.
– Ssij go, zdradziecka suko – mruknął Tomek, pchając głębiej. Słowa paliły, ale podniecały – Anna czuła się jak dziwka, wolna od jutrzejszych kajdan małżeństwa. Jej cipka ociekała, orgazm budował się powoli, napięcie w podbrzuszu.
Kuba przyspieszył, jego dłonie ściskające jej biodra, zostawiając czerwone ślady. – Weź to, kurwo – wysapał, i Anna doszła pierwsza – fala rozkoszy przetoczyła się przez ciało, cipka pulsująca wokół jego kutasa, soki tryskające po udach. Jęknęła głośno, dławiąc się kutasem Tomka.
Zmiana. Kuba wysunął się z plaśnięciem, jego kutas lśniący od jej soków. Tomek przejął tył – jego kutas dłuższy, docierał głębiej, uderzając o szyjkę macicy. Ból mieszał się z rozkoszą, każdy pchnięcie jak cios, ale uzależniający. Marcin wrócił do ust, a Łukasz… Łukasz czekał.
– Otwórz usta szerzej – rozkazał Łukasz, stając obok. Wsunął palce do jej ust obok kutasa Marcina, rozciągając wargi. Zapach ich wszystkich – pot, sperma, seks – oszałamiał.
Po kilku minutach Tomka, przyszedł Marcin. Jego żylasty kutas wślizgnął się gładko, ale rżnął ostro, biodra uderzające z siłą, pot spływający na jej plecy. Anna traciła poczucie czasu, sauna była piekłem rozkoszy – gorąco parzyło skórę, kajdanki bolały, ale podniecenie przewyższało wszystko. Zdrada paliła w duszy, wizja Marka jutro składającego przysięgę, ale to tylko potęgowało orgazm – drugi, mocniejszy, jej ciało drżące, cipka squirting lekko na drewnianą podłogę.
W końcu Łukasz. Kazali jej wstać, kajdanki brzęczały. Pchnęli ją na ławę, nogi rozchylone szeroko. Jego smukły kutas wślizgnął się powoli, ale pewnie, docierając do miejsc, których inni nie tknęli. Był dominujący – ręce na jej gardle, lekko ściskając, kontrolując oddech.
– Jesteś nasza, panno młoda – wyszeptał, pchając głęboko. – Zdradzasz go z nami wszystkimi. Powiedz to.
– Zdradzam… – jęknęła Anna, jej głos zdławiony. – Rżnijcie mnie…
To wyzwoliło ich. Gangbang osiągnął kulminację – rotowali, każdy brał usta i cipkę, potem Łukasz wszedł w tyłek, smarując śliną i sokami. Rozciąganie bolało na początku, ale potem… ekstaza. Anus zacisnął się wokół niego, każdy pchnięcie jak błyskawica. Marcin w ustach, Kuba w cipce – dubel, wypełniona po brzegi. Dźwięki: plaśnięcia ciał, jęki, mlaskanie – sauna echoła ich symfonią.
– Dojdź na naszych kutasach, suko – warknął Kuba, wsuwając się obok Łukasza w tyłku, rozciągając impossibilnie. Ból i rozkosza zlały się, Anna krzyknęła, orgazm eksplodujący, ciało konwulsyjne.
Jeden po drugim dochodzili – gorąca sperma wypełniała usta, cipkę, tyłek, spływając po skórze. Smak słony, lepki, zapach seksu wszechobecny. Marcin ostatni, strzelając na jej piersi, mieszając się z potem.
Leżała wyczerpana, kajdanki zdjęte, ciało obolałe, ale syte. Oni ubierali się w ciszy, ich uśmiechy zadowolone.
– Pożegnanie z wolnością, Anno – powiedział Łukasz, muskając jej policzek. – Jutro bądź idealną żoną. To zostaje tu.
Wyszli, zostawiając ją w parze. Anna wstała, nogi drżące, sperma spływająca po udach. Spojrzała w lustro sauny – panna młoda, ale zmieniona, naznaczona zdradą. Serce ściskało się na myśl o Marku, ale w głębi… satysfakcja. Czy to koniec, czy początek? Drzwi sauny zamknęły się z cichym klikiem, a ona wiedziała, że ta noc naznaczy jej małżeństwo na zawsze. Wolność pożegnana, ale wspomnienia płonęły jak żar sauny.