Słońce wisiało nisko nad horyzontem, malując Morze Śródziemne złotymi smugami, które tańczyły na falach jak obietnica rozkoszy. Jacht „Libertine” sunął leniwie przez cieśninę, jego biały kadłub lśnił w promieniach zachodzącego słońca. Na pokładzie, wśród pluskających fal i szumiącego wiatru, czwórka przyjaciół – swingersi z wieloletnim stażem – przygotowywała się do wieczoru, który miał być ich prywatnym rajem. Anna, smukła brunetka o opalonej skórze i krągłych biodrach, opierała się o reling, jej lekka sukienka falowała na wietrze, odsłaniając delikatny zarys ud. Obok niej stał Marek, jej mąż, wysoki i atletyczny, z dłonią spoczywającą na jej talii – gest niby niewinny, a jednak pełen elektryzującej obietnicy.
Parę metrów dalej, przy leżakach, siedzieli Kasia i Tomek. Kasia, blondynka o pełnych piersiach i figlarnym uśmiechu, smarowała olejem ramiona Tomka, jej palce sunęły powoli po jego muskularnych barkach, zatrzymując się na chwilę na karku, budząc dreszcz. Tomek, z ciemnymi włosami opadającymi na czoło, odwzajemniał spojrzeniem, które mówiło więcej niż słowa. Byli parą od lat, ale ich małżeństwo kwitło właśnie dzięki takim wieczorom – swingerskim eskapadom, gdzie granice się zacierały, a pożądanie brało górę.
– Wyglądasz obłędnie w tym słońcu – mruknął Marek do Anny, jego głos niski, wibrujący jak fale pod kilem. Nachylił się, muskając wargami jej ucho, czując, jak jej ciało lekko drży pod dotykiem. Zapach jej perfum mieszał się z solą morską, tworząc oszałamiającą aurę.
– A ty jesteś niecierpliwy – odparła Anna z uśmiechem, odwracając się i przyciskając usta do jego. Pocałunek był delikatny na początku, eksplorujący, ale szybko nabrał głębi, gdy jej język musnął jego wargi. W tle słychać było śmiech Kasi, która właśnie opowiedziała żart o ich ostatniej przygodzie w klubie.
Wieczór zapadał powoli, a oni przenieśli się do salonu na dolnym pokładzie. Stół zastawiony był winem i owocami – truskawki ociekające sokiem, winogrona lśniące w świetle lamp. Muzyka grała cicho, rytmiczne bity naśladujące puls serca. Rozmowa płynęła lekko: wspominali podróże, dzielili się fantazjami, a powietrze gęstniało od niewypowiedzianych napięć. Kasia siedziała blisko Tomka, jej noga ocierała się o jego pod stołem, subtelny dotyk, który sprawiał, że jego oddech przyspieszał.
– Pamiętacie ten kemping nad jeziorem? – zapytała Kasia, jej oczy błyszczały figlarnie. – Tamto było… intensywne. Ale tu, na morzu, czuję, że to będzie coś innego. Fale… one dodają pikanterii, prawda?
Tomek skinął głową, jego dłoń powędrowała pod sukienkę Kasi, muskając udo. Anna patrzyła na nich z rosnącym podnieceniem, jej sutki stwardniały pod cienkim materiałem, widoczne w półmroku. Marek zauważył to i pochylił się, szepcząc:
– Lubisz patrzeć, co? A może chcesz dołączyć?
Anna nie odpowiedziała słowami – zamiast tego wstała, podeszła do Kasi i delikatnie odgarnęła jej blond włosy, nachylając się do pocałunku. Ich wargi zetknęły się miękko, eksplorująco, a zapach wanilii z ciała Kasi zmieszał się z winem na ich ustach. Tomek i Marek obserwowali, ich ciała napięły się w oczekiwaniu. Fale jachtu kołysały delikatnie, synchronizując się z rosnącym rytmem ich oddechów.
Napięcie rosło stopniowo, jak przypływ. Kasia odsunęła się od Anny, jej policzki zarumienione, i pociągnęła Tomka za rękę. – Chodźmy na górny pokład – zaproponowała, głosem drżącym lekko z podniecenia. – Tam, pod gwiazdami, z morzem jako świadkiem.
Wszyscy zgodzili się bez słowa. Na otwartym pokładzie, gdzie tylko szum fal i odległy krzyk mew zakłócały ciszę, zrzucili ubrania. Anna pierwsza – jej sukienka opadła na deski, odsłaniając nagie ciało: pełne piersi z ciemnymi sutkami, płaski brzuch i gładko ogoloną łechtaczkę, lśniącą już wilgocią. Marek zdjął koszulę, jego penis, półtwardy jeszcze, kołysał się swobodnie, żyły pulsujące pod skórą. Kasia i Tomek dołączyli, jej blade uda kontrastowały z jego opalonym torsem, a jej cipka, z lekkim meszkiem, pachniała podnieceniem – słodko i słono.
Stali blisko siebie, dotykając się eksperymentalnie. Dłonie Anny powędrowały po piersiach Kasi, palce szczypiące delikatnie sutki, aż te stwardniały jak koraliki. Kasia jęknęła cicho, jej ręka znalazła penisa Tomka, masując go powoli, czując, jak rośnie w dłoni, głowa nabrzmiewa, a skóra staje się gładka i napięta.
– Jesteś taki twardy – wyszeptała Kasia, klękając przed nim. Jej usta objęły czubek, język wirujący wokół żołędzi, smakując słoną preejakulację. Tomek westchnął, jego palce wplatały się w jej włosy, popychając delikatnie głębiej. W tym samym czasie Marek podszedł do Anny od tyłu, jego ręce objęły jej biodra, a penis wsunął się między jej pośladki, ocierając się o wilgotne wargi sromowe.
Fale orgazmów zaczęły nabierać tempa. Anna pochyliła się nad leżakiem, jej piersi falowały przy każdym pchnięciu Marka, który wszedł w nią powoli, centymetr po centymetrze, czując, jak jej ścianki pochwy zaciskają się wokół niego, gorące i mokre. – O tak… głębiej – jęknęła Anna, jej głos mieszał się z pluskiem morza. Marek przyspieszył, jego jądra klepały o jej łechtaczkę, wysyłając iskry rozkoszy w górę jej kręgosłupa.
Obok, Kasia ssała Tomka coraz żarliwiej, jej ślina spływała po trzonie, a dłoń masowała jego mosznę, ciężką i napiętą. – Chcę cię poczuć – mruknęła, wstając i ocierając się cipką o jego biodro. Tomek obrócił ją, wszedł w nią jednym pchnięciem, jej sok spływał po jego udach, zapach seksu unosił się w powietrzu – musky, pierwotny. Kasia krzyknęła z rozkoszy, jej paznokcie wbijały się w jego plecy, podczas gdy Anna wyciągnęła rękę, muskając jej łechtaczkę, palce ślizgające się po wilgotnej plamie.
Orgia rozkwitła w pełni, fale kołyszące jachtem dodawały rytmu ich ruchom. Marek wysunął się z Anny i podszedł do Kasi, jego penis, lśniący jej sokami, wślizgnął się w jej usta. – Ssij go mocno, suko – warknął, napięcie wreszcie uwalniając wulgarne słowa, które pasowały do szaleństwa chwili. Kasia posłuchała, gardło zaciskające się wokół niego, podczas gdy Tomek penetrował ją od tyłu, jego palce rozchylające jej pośladki, wchodząc w rytmiczne pchnięcia. Anna, nie chcąc być pominięta, usiadła na twarzy Tomka, jej cipka ocierała się o jego usta, język nurkujący głęboko, liżący wnętrze, smakując jej słodycz zmieszaną z solą potu.
– Kurwa, to jest niebo – jęknęła Anna, jej biodra kręciły się, łechtaczka puchnąca pod dotykiem jego warg. Doznania piętrzyły się: szum fal mieszał się z mokrymi plaśnięciami ciał, zapach spermy i potu unosił się w gorącym powietrzu, smak soli na skórze drażnił podniebienie. Marek, nie mogąc dłużej wytrzymać, wysunął penisa z ust Kasi i wszedł w Annę obok Tomka – podwójna penetracja, jej ciało napięte, rozciągane, falujące w ekstazie. Kasia, klęcząc, lizała ich złącza, jej język wirujący po łechtaczce Anny i jądrach Marka, popychając ich wszystkich ku krawędzi.
Kulminacja nadeszła jak sztorm: Anna pierwsza, jej orgazm eksplodował falami skurczów, sok tryskający na twarz Tomka, ciało drżące, sutki bolące od podniecenia. – Pieprzę, dochodzę! – krzyknęła, głos chrapliwy, wulgarny w swej surowości. Tomek podążył za nią, jego sperma wypełniła jej usta – gęsta, gorąca, smakująca słono i metalicznie. Marek, widząc to, wbił się głębiej w Annę, jego jądra napięły się, a wytrysk zalał jej wnętrze, cieknąc po udach. Kasia, masturbując się gorączkowo, dołączyła, jej cipka pulsująca, wilgoć spływająca po palcach, jęk rozdzierający noc.
Gdy fale opadły, leżeli splątani na pokładzie, ciała lśniące potem i sokami, oddechy urywane. Jacht kołysał się delikatnie, morze szeptało swoje sekrety. Anna podniosła głowę, pocałowała Marka, a potem Kasię, dzieląc smak ich rozkoszy.
– To było… jak sztorm – wyszeptała Kasia, jej głos wciąż drżący. – Ale jutro fale wrócą. Zawsze wracają.
W oddali, horyzont ciemniał, obiecując więcej – nieskończone fale orgazmów na bezkresnym morzu ich pożądania.