Trzech na jedno gardło – kolejka do nieba

Wieczór w zatłoczonym klubie jazzowym na obrzeżach miasta zawsze miał w sobie ten specyficzny, elektryzujący klimat. Przytłumione światło lamp rzucało długie cienie na stoliki obite skórą, a dym z cygar mieszał się z nutami saksofonu, tworząc atmosferę tajemnicy i pożądania. Anna, dwudziestokilkuletnia brunetka o smukłej sylwetce i dużych, ciemnych oczach, siedziała samotnie przy barze, popijając whisky z lodem. Jej czarne sukienka opinała biodra, a dekolt subtelnie podkreślał krągłości piersi, które unosiły się lekko z każdym oddechem. Nie szukała towarzystwa – przynajmniej nie na początku. Ale gdy troje mężczyzn, znajomych z pracy w firmie prawniczej, zauważyło ją z drugiego końca sali, ich spojrzenia złączyły się w jedno, pełne obietnicy.

Byli to Marcin, wysoki blondyn o atletycznej budowie i pewnym uśmiechu; Piotr, ciemnowłosy z kilkudniowym zarostem, którego oczy błyszczały inteligencją i głodem; oraz Kuba, najszerszy z nich, z tatuażami na ramionach i głosem, który brzmiał jak basowy pomruk. Pracowali razem nad dużym projektem, a Anna dołączyła do zespołu niedawno. Ich rozmowy w biurze zawsze miały ten podskórny flirt, te przelotne dotknięcia dłoni nad dokumentami, spojrzenia, które mówiły więcej niż słowa. Dziś, po sukcesie prezentacji, świętowali. Alkohol rozluźnił atmosferę, a gdy podeszli do baru, Anna poczuła, jak serce bije jej szybciej – nie z nerwów, ale z ekscytującej antycypacji.

– Hej, Aniu, nie spodziewaliśmy się cię tu zobaczyć – powiedział Marcin, siadając obok niej. Jego kolano otarło się o jej udo, celowo, ale delikatnie. Zapach jego wody kolońskiej, mieszanka drzewa sandałowego i cytrusów, dotarł do niej jak fala ciepła.

– A ja nie spodziewałam się waszej trójki w jednym kawałku – odparła z uśmiechem, unosząc szklankę. Jej głos był miękki, ale w oczach błysnęło wyzwanie. Piotr usiadł po drugiej stronie, a Kuba zajął miejsce naprzeciwko, blokując jej ewentualną ucieczkę. Ich obecność była jak otaczająca ją bańka – intymna, pełna napięcia.

Rozmowa płynęła łatwo: o pracy, o muzyce, o tym, jak stresujące dni w biurze budzą w nich potrzebę odreagowania. Anna czuła, jak ich spojrzenia wędrują po jej ciele – od szyi, wzdłuż dekoltu, niżej, do linii nóg. Było to subtelne, ale elektryzujące; każdy komplement brzmiał jak wstęp do czegoś więcej. Gdy Kuba zamówił rundkę drinków, jego dłoń musnęła jej ramię, zostawiając ślad gorąca na skórze.

– Wyglądasz tonight… nieziemsko – mruknął Piotr, nachylając się bliżej. Jego oddech musnął jej ucho, a ona poczuła dreszcz przebiegający w dół kręgosłupa, budzący mrowienie między udami.

Wiedzieli, że klub ma zaplecze – dyskretne pokoje dla VIP-ów, gdzie muzyka tłumi dźwięki, a drzwi zamykają się na klucz. Sugestia padła naturalnie, jak kulminacja flirtu: „Może przejdziemy do czegoś bardziej… prywatnego?” Anna skinęła głową, serce łomotało jej w piersi. Wstali, a ona szła między nimi, otoczona ich ciepłem, zapachem męskości i rosnącego podniecenia. W pokoju, oświetlonym jedynie czerwonawym blaskiem lampy, drzwi zamknęły się z cichym kliknięciem. Powietrze gęstniało od napięcia – wilgotnego, ciężkiego, pachnącego ich potem i jej perfumami.

Początkowo to były delikatne dotyku: Marcin pocałował ją pierwszy, jego usta miękkie, ale natarczywe, język muskający jej wargi. Anna oddała pocałunek, czując, jak ręce Piotra suną po jej plecach, rozpinając suwak sukienki. Materiał zsunął się powoli, odsłaniając bladą skórę, czarne koronkowe bielizny opinające pełne piersi i krągłe biodra. Kuba stał z boku, obserwując z głodem w oczach, jego dłonie zaciskały się na pasie spodni.

– Jesteś piękna – wyszeptał Marcin, odsuwając się, by spojrzeć. Jego palce powędrowały do jej dekoltu, delikatnie unosząc ciężar piersi, kciukiem muskając sutki przez koronkę. One stwardniały natychmiast, wysyłając fale gorąca do jej łona. Anna westchnęła, czując wilgoć między nogami, antycypację narastającą jak fala.

Rozwinęli to powoli, budując napięcie. Piotr ukląkł przed nią, jego usta złożyły się na jej brzuchu, schodząc niżej, podczas gdy Marcin i Kuba całowali jej szyję i ramiona. Jej dłonie wplątały się we włosy Marcina, ciągnąc lekko, gdy jego język zatoczył koło wokół sutka, ssąc go przez materiał. Zapach jej podniecenia – słodki, muszkowy – wypełnił pokój, mieszając się z ich męskimi nutami. Anna czuła, jak jej cipka pulsuje, wilgotna i gotowa, ale oni nie spieszyli się. To była ich gra – kolejka do nieba, jak szeptali między pocałunkami, ich głosy niskie, podszyte pożądaniem.

W końcu, gdy sukienka leżała na podłodze, a bielizna została zrzucona, stanęli przed nią – trzech mężczyzn, ich ciała napięte, penisy już półtwarde, wystające z rozpiętych spodni. Marcin pierwszy, jego kutas gruby, z nabrzmiałą główką, żyły pulsujące pod skórą. Piotr obok, dłuższy, prosty, z lekkim zakrzywieniem ku górze. Kuba – najgrubszy, z ciężkimi jajami zwisającymi nisko. Anna klęknęła przed nimi, serce w gardle, podniecenie mieszające się z lekkim lękiem, ale to tylko potęgowało wilgoć spływającą po jej udach.

– Chcemy cię poczuć… całą – powiedział Marcin, jego głos chrapliwy. Wziął jej dłoń i owinął wokół swojego kutasa, prowadząc ją w powolne ruchy. Skóra była gorąca, aksamitna, pulsująca pod palcami. Anna oblizała wargi, czując smak soli z jego palca, który wsunął jej do ust.

Zaczęli od niej – najpierw delikatnie. Jej usta objęły główkę Marcina, język wirując wokół rowka, smakując słoną kroplę preejakulatu. Był gorzki, ale podniecający, jak zakazany nektar. Ssała powoli, czując, jak rośnie w jej ustach, wypełniając je, naciskając na podniebienie. Jej ręce masowały jajka Piotra i Kubie, palce ślizgające się po ich skórze, ciężkiej i ciepłej. Dźwięki – jej ssanie, ich jęki – mieszały się z odległym jazzem z klubu.

Napięcie rosło, gdy przechodzili do deepthroata. Marcin chwycił jej włosy, delikatnie na początek, pchając biodrami. Jego kutas wślizgnął się głębiej, mijając gardło, wypełniając je całkowicie. Anna dławiła się lekko, oczy łzawiące, ale to było ekscytujące – poczucie pełności, kontrola oddana im. Ślina spływała po brodzie, mieszając się z jej sokami, gdy jej palce wcisnęły się między uda, masując łechtaczkę – nabrzmiałą, śliską.

– Kurwa, twoje gardło jest takie ciasne… jak cipka – wysapał Marcin, jego ruchy przyspieszające. Słowa były wulgarne, ale pasowały do chwili, budząc w Annie falę gorąca. Piotr przejął, jego dłuższy kutas sięgnął głębiej, drażniąc migdałki, wywołując odruch, ale ona walczyła, chcąc więcej. Zapach ich podniecenia – ostry, męski – otulał ją, a smak każdego kutasa różnił się: Marcin słony, Piotr lekko słodkawy, Kuba – gęsty, intensywny.

Kolejka trwała, gangbang ust w pełni. Kuba był najintensywniejszy; jego gruby kutas rozciągał jej wargi, wpychając się do gardła z siłą, która sprawiała, że jej oczy rozszerzały się. – Ssij mocniej, suko… tak, właśnie tak – warknął, jego dłonie na jej głowie, prowadząc w rytm. Anna jęknęła wokół niego, wibracje powodujące, że jego biodra zadrżały. Jej cipka ociekała, palce w niej poruszały się szybko, rozciągając wilgotne fałdy, szukając punktu G. Doznania były sensorycznym chaosem: dotyk ich skór, wilgotnych i napiętych; dźwięk mlaskania, jej dławienia się i ich stęknięć; smak spermy budujący się na ich główkach; zapach potu i seksu, ciężki i uzależniający.

Kulminacja nadeszła falami. Marcin pierwszy – jego kutas zadrżał w jej gardle, strzelając gorącymi strumieniami spermy prosto do żołądka. Anna połykała, czując gęstość, słoność, ale to nie wystarczyło; jej orgazm uderzył, gdy Piotr i Kuba masowali jej piersi, szczypiąc sutki. – Pij wszystko, Aniu… jesteś nasza – mruknął Piotr, zanim sam eksplodował, wypełniając jej usta nadmiarem, spływającym po brodzie. Kuba trwał najdłużej, jego ruchy brutalne, ale Anna kochała to – poczucie bycia używaną, pożądaną. Gdy doszedł, jego sperma była obfita, zalewając gardło, mieszając się z resztkami poprzedników.

Osunęli się na podłogę, ciała splątane, powietrze gęste od zapachu seksu. Anna leżała między nimi, gardło obolałe, ale spełnione, usta opuchnięte. Ich ręce gładziły jej skórę, delikatne teraz, pełne czułości. – To było niebo – wyszeptał Kuba, całując jej czoło.

Wyszli z klubu osobno, ale wiedzieli, że to nie koniec. Kolejka do nieba dopiero się zaczynała – w biurze, w hotelach, w tajemnicy. Anna uśmiechnęła się do siebie w lustrze taksówki, smak wciąż na języku, podniecenie tlące się w niej jak obietnica więcej.