Weekend w hotelu – wraca pełna, ja sprzątam

Był piątkowy wieczór, gdy Anna i Marek dotarli do luksusowego hotelu nad jeziorem. Powietrze pachniało sosnami i wilgocią, a pokój na ostatnim piętrze miał panoramiczną widok na rozległą taflę wody, która odbijała zachodzące słońce. Anna, z jej smukłą sylwetką, długimi czarnymi włosami opadającymi na ramiona i krągłymi biodrami, które zawsze przyciągały spojrzenia, ubrała się w lekką, letnią sukienkę podkreślającą jej opaloną skórę. Marek, jej mąż od pięciu lat, był drobniejszym mężczyzną o łagodnych rysach twarzy i nerwowym uśmiechu. Ich małżeństwo było stabilne, ale w ostatnich miesiącach wkroczyło na nowy, ekscytujący teren – fantazje o cuckold, o których szeptali w łóżku, stały się rzeczywistością dzięki aplikacji randkowej. To miał być ich pierwszy taki weekend.

– Jesteś pewna, że to dobry pomysł? – zapytał Marek, kładąc walizkę na podłodze. Jego głos drżał lekko, mieszanka niepokoju i podniecenia. Stał przy oknie, patrząc na Annę, która rozkładała rzeczy w szafie.

– Kochanie, przecież o tym rozmawialiśmy – odparła ona z uśmiechem, podchodząc bliżej. Jej dłoń musnęła jego policzek, a potem zsunęła się niżej, na klatkę piersiową. – Będziemy tu tylko my… no, prawie. On przyjedzie jutro. Pomyśl, jak to będzie ekscytujące. Dla nas obojga.

Marek kiwnął głową, czując, jak serce bije mu szybciej. Wyobrażał sobie to od tygodni: Annę z innym mężczyzną, silniejszym, bardziej dominującym. Idea budziła w nim falę gorąca w podbrzuszu, mieszankę zazdrości i pożądania. Anna zawsze była otwarta na eksperymenty, a on… on uwielbiał patrzeć, jak kwitnie pod dotykiem kogoś innego. Tego wieczoru spędzili czas na kolacji w hotelowej restauracji, popijając wino i flirtując subtelnie. Anna opowiadała o Tomaszu, facecie z aplikacji – wysoki, umięśniony gym-ratownik, z tatuażami na ramionach i pewnością siebie, która biła od niego na zdjęciach. Marek słuchał, czując, jak napięcie narasta w jego ciele, jak krew pulsuje w żyłach.

Następnego ranka Anna wysłała wiadomość do Tomasza. Spotkali się w lobby hotelu. Marek siedział w kawiarni obok, udając, że czyta gazetę, ale jego oczy co chwilę zerkały w stronę wejścia. Gdy Tomasz pojawił się – wysoki jak skała, z szerokimi barkami, ciemnymi włosami i uśmiechem, który obiecywał kłopoty – Marek poczuł ukłucie w żołądku. Anna uścisnęła jego dłoń, a potem objęła ramieniem, śmiejąc się z jakiegoś żartu. Widok jej ciała blisko obcego mężczyzny sprawił, że Marek poczuł suchość w ustach. Weszli do windy, a on podążył za nimi dyskretnie, serce walące jak młot.

W pokoju Anna wpuściła Tomasza, a Marek czekał na korytarzu kilka minut, nim dostał SMS-a: „Wejdź za 10 minut. I bądź cicho”. Gdy otworzył drzwi, scena, która go powitała, była jak z jego najgłębszych snów. Anna stała przed Tomaszem, jej sukienka zsunęła się z jednego ramienia, odsłaniając koronkę stanika. Tomasz trzymał ją za talię, jego duże dłonie kontrastowały z jej delikatną skórą. Powietrze gęstniało od zapachu jej perfum – słodkiego jaśminu – mieszającego się z męskim, piżmowym aromatem jego potu.

– No proszę, mąż dołącza do zabawy – mruknął Tomasz, nie odrywając wzroku od Anny. Jego głos był głęboki, pewny, jak basowa nuta.

– Tak, on lubi patrzeć – odparła Anna, jej oczy błyszczały figlarnie. Spojrzała na Marka. – Prawda, kochanie? Usiądź tam, w fotelu. I nie ruszaj się.

Marek posłuchał, siadając na brzegu fotela. Jego spodnie już ciasno opinały krocze, gdzie rosnąca erekcja domagała się uwagi. Obserwował, jak Tomasz nachyla się i całuje Annę – powoli, głęboko, jego język wślizguje się w jej usta z wilgotnym cmokaniem. Anna jęknęła cicho, jej ręce wplotły się w jego włosy. Marek czuł, jak jego oddech przyspiesza, jak zazdrość miesza się z podnieceniem, tworząc palący ból w klatce piersiowej.

Tomasz nie spieszył się. Jego palce zsunęły ramiączko sukienki, odsłaniając pełne piersi Anny w czarnym staniku. Sutki stwardniały pod koronką, ciemne i kuszące. Pocałował szyję Anny, schodząc niżej, na obojczyk, gryząc delikatnie skórę. Zapach jej podniecenia zaczął unosić się w pokoju – lekki, musujący, jak dojrzały owoc. Anna westchnęła, jej biodra poruszyły się mimowolnie.

– Lubisz to, co? – szepnął Tomasz do jej ucha, jego dłoń powędrowała pod sukienkę, muskając udo. – Czuję, jak mokra się robisz.

Anna skinęła głową, jej policzki zarumieniły się. Spojrzała na Marka, jej oczy pełne pożądania.

– On… on też to lubi. Patrz, jak jest twardy dla nas.

Marek zacisnął dłonie na podłokietnikach, nie mogąc oderwać wzroku. Napięcie rosło, jak napięta struna. Tomasz zdjął sukienkę Anny jednym ruchem, odsłaniając jej nagie ciało – gładką skórę brzucha, krągłe biodra i czarne stringi, które ledwo zakrywały wilgotną szparkę. Jej cipka lśniła od soku, wargi sromowe nabrzmiałe i różowe, gotowe na dotyk. Tomasz uklęknął, jego usta znalazły się przy jej łonie. Językiem rozchylił wargi, liżąc powoli, od dołu do góry, smakując słony nektar.

– O Boże… – jęknęła Anna, jej nogi drżały. Dźwięk jej głosu, wilgotne mlaskanie języka Tomasza na jej łechtaczce – to wszystko sprawiało, że Marek poczuł, jak jego kutas pulsuje boleśnie w spodniach.

Tomasz pracował ustami z wprawą: ssał łechtaczkę, delikatnie gryząc, wsuwając palec do środka, czując, jak ścianki cipki Anny zaciskają się wokół niego, gorące i śliskie. Ona wiła się, jej piersi falowały, sutki twarde jak kamyki. Dialogi między nimi stawały się coraz bardziej bezpośrednie, napięcie emocjonalne Marka rosło – czuł się bezradny, podniecony, zazdrosny o siłę Tomasza, o to, jak Anna reaguje na niego mocniej niż kiedykolwiek.

– Jesteś taka ciasna… mokra dla mnie, nie dla niego – mruknął Tomasz, wstając i zdejmując koszulę. Jego tors był umięśniony, pokryty tatuażami, brzuch twardy jak deska. Rozpiął spodnie, a jego kutas wyskoczył – gruby, żylasty, z nabrzmiałą główką lśniącą od preejakulatu, dłuższy niż u Marka. Anna uklękła przed nim, jej dłonie objęły trzon, masując powoli.

– Chcę cię poczuć… – wyszeptała, jej język musnął żołądź, smakując słony płyn. Ssała go głęboko, jej usta rozciągały się wokół grubości, gardło pracowało, by przyjąć więcej. Dźwięki – mokre ssanie, jej stłumione jęki – wypełniły pokój. Marek patrzył, nie mogąc się ruszyć, jego własny kutas ociekał w bieliźnie.

Kulminacja nadeszła, gdy Tomasz położył Annę na łóżku. Rozchylił jej nogi szeroko, jej cipka była teraz czerwona od podniecenia, soki spływały po udach. Wsunął kutasa powoli, centymetr po centymetrze, rozciągając jej ścianki. Anna krzyknęła z rozkoszy, jej paznokcie wbiły się w jego plecy.

– Kurwa, jesteś ogromny… rżnij mnie mocno! – wykrzyknęła, jej głos drżał. Wulgarność wybuchła naturalnie, z furią pożądania. Tomasz zaczął pchać rytmicznie, jego biodra uderzały o jej, klepiąc głośno. Jej piersi podskakiwały, sutki ocierały się o jego klatkę, a cipka chlupotała przy każdym pchnięciu, mleko soku wyciekające na prześcieradło. Zapach seksu – ostry, zwierzęcy – wypełnił powietrze, mieszając się z potem i perfumami.

Marek siedział nieruchomo, masując dyskretnie swój kutas przez spodnie, łzy zazdrości i podniecenia w oczach. Czuł każdy dreszcz, słyszał każdy jęk Anny: „Tak, głębiej, pieprz mnie jak sukę!”. Tomasz obracał ją, biorąc od tyłu, jego jaja obijały się o jej łechtaczkę, palce ściskały krągłe pośladki, zostawiając czerwone ślady. Anna dochodziła pierwsza – jej ciało zesztywniało, cipka zacisnęła się wokół kutasa Tomasza, sok trysnął na jego uda. On nie przestał, rżnąc ją mocniej, aż sam eksplodował, wypełniając ją gorącym nasieniem. Czuł, jak strumienie spływają głęboko, jej macica pulsuje w rytm.

Gdy Tomasz wyszedł, zostawiając Annę rozwaloną na łóżku, z cipką ociekającą spermą – białe krople spływały po wargach sromowych, mieszając się z jej sokami – Marek podszedł. Była pełna, syta, jej oczy lśniły spełnieniem. Uśmiechnęła się do niego leniwie.

– Twoja kolej, kochanie. Sprzątaj… liż mnie czysto.

Marek uklęknął między jej nogami, jego język dotknął wilgotnej szpary. Smak był mieszanką – słony pot Tomasz, słodkawy sok Anny, lepka sperma. Liżał powoli, ssąc resztki, czując, jak jej biodra znów się ruszają. Emocje wirowały w nim: upokorzenie, miłość, ekstaza. Anna jęknęła, jej dłoń w jego włosach.

– Dobry chłopiec… właśnie tego chciałam.

Weekend trwał, ale ten moment – ona wracająca pełna, on sprzątający z oddaniem – wrył się w ich małżeństwo na zawsze. Gdy wyjeżdżali w niedzielę, Marek wiedział, że to dopiero początek. Zazdrość paliła, ale podniecenie było silniejsze. Anna pocałowała go w policzek.

– Dziękuję ci za to. Kocham cię.

A on? On już planował następny wyjazd.