Willa „Cztery Pokoje” – cztery pary, zero imion

Willa „Cztery Pokoje” lśniła w blasku księżyca, ukryta za gęstwiną sosen na uboczu starego kurortu nad jeziorem. Cztery pary, żadne nie znało imion drugich – to była umowa, podpisana w mailach z anonimowymi pseudonimami: Alfa, Beta, Gamma i Delta. Willa, wynajęta na całą noc, miała cztery oddzielne pokoje, każdy z wielkim łóżkiem, jacuzzi i oknami wychodzącymi na ten sam taras, gdzie miały się odbyć pierwsze spotkania. Powietrze było ciężkie od wilgoci lata, pachnące sosnami i czymś bardziej pierwotnym, antycypacją. Swingersi, jak sami siebie nazywali w korespondencji, przyjechali tu nie po romansach, ale po wyzwoleniu – po nocy, w której granice pary rozmyją się w ekstazie zbiorowej.

Para Alfa przyjechała pierwsza. On, wysoki i atletyczny, z dłonią na talii swojej partnerki, która nosiła obcisłą sukienkę podkreślającą krągłości bioder. Ona spojrzała na willę z mieszanką podniecenia i nerwów, jej serce biło szybciej, gdy wchodzili do holu. Pokój Alfa był na parterze, z widokiem na taras. Rozpakowali się w milczeniu, ale jego palce musnęły jej ramię, a ona poczuła dreszcz – to nie był zwykły weekendowy wyjazd.

– Czujesz to? – szepnął, przyciągając ją bliżej. Jego oddech był ciepły na jej szyi.

– Tak… jak prąd pod skórą – odparła, obracając się do niego. Pocałowali się leniwie, ale w tym pocałunku czaiła się obietnica czegoś więcej. Siedzieli na brzegu łóżka, słuchając odległych dźwięków samochodów – przyjeżdżały kolejne pary.

Beta wkroczyła do willi chwilę później. Ona, o kasztanowych włosach opadających na ramiona, w luźnej bluzce odsłaniającej dekolt, i on, z tatuażami na ramionach, niosący walizkę. Ich pokój był obok, z drzwiami na taras. Rozmawiali cicho, wspominając poprzednie przygody w swingerskich klubach, ale tu było inaczej – intymniej, bez tłumów. Ona usiadła na tarasie, popijając wino z kieliszka, i poczuła, jak wilgoć wieczoru osadza się na skórze. On stał za nią, masując kark.

– Wyobraź sobie, co będzie za godzinę – mruknął, jego dłonie schodzące niżej, na jej piersi.

– Nie wyobrażam. Chcę czuć – westchnęła, odchylając głowę. Ich pocałunek był głębszy, ale wstrzymali się, czekając na sygnał: dzwonek w holu, oznaczający, że wszyscy są na miejscu.

Gamma i Delta przyjechali ostatni. Gamma – smukła, z długimi nogami w wysokich szpilkach – i jej partner, barczysty mężczyzna o ciepłym uśmiechu. Pokój Gamma na piętrze miał balkon wychodzący na ten sam taras. Delta, para o bardziej egzotycznym uroku – ona o oliwistej skórze i falujących czarnych włosach, on z ogoloną głową i piercingiem w wardze – zajęła ostatni pokój. W holu spotkali się wszyscy na chwilę, wymieniając skinienia bez słów, bez imion. Oczy błyszczały ciekawością, ciała napięte jak struny. Para Alfa poczuła, jak krew pulsuje w żyłach na widok muskularnego torsu partnera Gammy; Beta zauważyła, jak Delta oblizuje wargi, patrząc na krągłości swojej partnerki.

Dzwonek rozbrzmiał o dziesiątej. Zasady były proste: taras na początek, potem wymiana par według wyboru, cztery pokoje do dyspozycji. Nikt nie mówił, ale wszyscy czuli – to będzie noc granic.

Taras wypełnił się szeptami i śmiechem. Wino lało się do kieliszków, a powietrze gęstniało od spojrzeń. Para Alfa stała przy balustradzie, on z ręką na biodrze swojej partnerki. Gamma podeszła pierwsza, jej szpilki stukały na drewnianej podłodze.

– Lubicie takie wieczory? – zapytała miękko, jej oczy lustrując ciało partnerki Alfy.

– Zależy od towarzystwa – odparła ona, czując mrowienie na skórze od tego spojrzenia. Ich ręce musnęły się przypadkiem, a potem nieprzypadkowo. Partner Alfy patrzył, jak Gamma pochyla się, szepcząc coś do ucha Beta, która stała obok. Zapach perfum mieszał się z wonią sosen i lekkim potem podniecenia.

Napięcie rosło powoli, jak fala. Delta usiadła na sofie, jej nogi skrzyżowane, sukienka podciągnięta, odsłaniająca udo. Partner Betay nie mógł oderwać wzroku.

– Podejdź bliżej – powiedziała Delta cicho, wyciągając rękę. On usiadł obok, a ona położyła dłoń na jego udzie, palce sunące w górę. Jego partnerka patrzyła z drugiego końca tarasu, jej oddech przyspieszony, sutki twardniejące pod cienką bluzką. To była gra w obserwację, w antycypację – kto pierwszy dotknie, kto pierwszy pocałuje.

Pierwszy ruch zrobiła Gamma. Pociągnęła partnerkę Alfy za rękę do cienia balustrady. Ich usta spotkały się delikatnie, wargi miękkie i wilgotne od wina. Język Gammy musnął jej wargi, a ona westchnęła, czując, jak ręce Gammy suną po jej plecach, zsuwając ramiączko sukienki. Skóra na skórze – ciepło, gładkość, lekki dreszcz chłodu od wieczornego powietrza. Partner Alfy patrzył, jego spodnie napięte, kutas twardniejący na widok tych dwóch kobiet splecionych w pocałunku.

– Piękny widok, co? – mruknął do partnera Betay, który kiwnął głową, jego dłoń już na karku Delty.

Na tarasie rozległy się westchnienia. Beta podeszła do partnera Gammy, jej palce rozpinające guziki jego koszuli. Piersi Betay uniosły się, gdy on objął ją w pasie, a jego usta znalazły jej szyję. Zapach jej skóry – słodki, z nutą potu – wciągnął go głębiej. Pocałunek stał się głodny, ręce szarpały ubrania. Delta, nie czekając, uklękła przed partnerem Alfy, jej dłonie na jego pasku.

– Pozwól mi – szepnęła, a on skinął, czując, jak serce wali mu w piersi.

Wymiana zaczęła się naturalnie, jak fala. Para Alfa weszła do pokoju Betay – ich pokój na parterze, z jacuzzi bulgoczącym w tle. Drzwi zamknęły się, ale okna były otwarte, dźwięki z tarasu wpadały do środka: jęki, śmiech, szelest ubrań. Partnerka Alfy znalazła się w ramionach partnera Betay, jej sukienka zsunęła się na podłogę, odsłaniając blade uda i czarną koronkę bielizny. On pocałował ją w brzuch, schodząc niżej, jego język muskający skraj majtek.

– Jesteś taka mokra już – mruknął, wdychając jej zapach – słony, podniecający, jak morze.

Ona jęknęła, palce wplatając się w jego włosy, gdy on zsunął majtki, odsłaniając wilgotne wargi sromowe, różowe i nabrzmiałe od podniecenia. Jego język wsunął się między nie, liżąc powolnie łechtaczkę, czując, jak drży pod dotykiem. Smak był ostry, kobiecy, sprawiający, że jego kutas pulsował w spodniach.

Tymczasem w pokoju Gammy, na piętrze, Delta i Gamma splotły się na łóżku. Delta, naga, jej oliwkowa skóra lśniąca w świetle lampy, rozłożyła nogi, zapraszając partnerkę Gammy. Ta uklękła między nimi, jej palce rozchylające wilgotne fałdy, wślizgujące się głęboko.

– Kurwa, jesteś ciasna – wyszeptała Gamma, jej głos chrapliwy od pożądania, budując wulgarność z napięciem chwili. Delta wygięła się, biodra unosząc się, gdy palce Gammy poruszały się rytmicznie, masując punkt G, wilgoć spływająca po udach. Zapach seksu wypełnił pokój – ciężki, muszkatołowy, mieszany z jękami. Partner Gammy wszedł chwilę później, jego kutas twardy i gruby, naciskając na wargi Delty od tyłu. Wsunął się powoli, centymetr po centymetrze, czując, jak jej cipka zaciska się wokół niego, gorąca i śliska.

– Tak, pieprz mnie mocno – jęknęła Delta, jej głos łamiący się, gdy on przyspieszył, biodra uderzające z plaśnięciem o jej tyłek. Gamma patrzyła, jej dłoń między własnych nóg, masturbując się do widoku, sutki twarde jak kamienie.

Na tarasie, który stał się sceną zbiorową, para Beta i Alfa połączyli się z resztą. Partner Betay pochylił się nad partnerką Alfy, jego usta ssące jej sutki – duże, różowe, reagujące na każdy dotyk skurczem. Ona objęła go nogami, ciągnąc w dół, aż jego kutas, gruby i żylasty, naparł na jej wejście.

– Wejdź we mnie, proszę – szepnęła, a on posłuchał, wsuwając się głęboko jednym pchnięciem. Czuła każdy cal – rozciąganie, tarcie, pulsowanie żył na jego trzonie. Jęknęła głośno, paznokcie wbijające się w jego plecy, gdy on zaczął rżnąć ją rytmicznie, ich ciała klaskające w wilgotnym tańcu. Zapach potu i seksu unosił się wokół, dźwięki – mokre chlupoty, westchnienia, stłumione przekleństwa – mieszały się z szumem wiatru.

Kulminacja nadeszła jak burza. W pokoju Delta, Gamma dosiadła partnera Alfy, jej cipka ślizgająca się po jego kutasie, biodra wirujące w kołach. On chwycił jej piersi, ściskając sutki, aż krzyknęła:

– Mocniej, do cholery, zrób mi siniaki!

Jej skóra paliła pod dotykiem, a on pchnął w górę, trafiając głęboko, czując, jak jej ścianki pulsują w orgazmie – gorący skurcz, wilgoć spływająca po jego jajach. Delta dołączyła, liżąc kark Gammy, jej język na spoconej skórze, smak słony i gorzki.

Wszyscy rotowali – cztery pokoje stały się labiryntem ciał. Partnerka Betay znalazła się na czworakach w jacuzzi, woda chlapiąca, gdy partner Gammy rżnął ją od tyłu, jego ręce na jej biodrach, palce wbijające się w miękkie ciało.

– Twoja dupa jest idealna – warknął, klapsem uderzając w pośladek, zostawiając czerwony ślad. Ona krzyknęła z rozkoszy, jej cipka zaciskająca się, gdy on przyspieszył, jaja obijające się o jej łechtaczkę. Orgazm przyszedł falami – jej ciało drżące, mięśnie napięte, sok spływający do wody.

Noc ciągnęła się w nieskończoność, ciała splecione w łańcuchach: lizanie, ssanie, penetracja z każdej strony. Partnerka Alfy poczuła dwóch naraz – kutasa w ustach, drugiego w cipce – smaki mieszały się, sperma i wilgoć na wargach, gardle pracującym, by połknąć. Krzyki echem odbijały się od ścian willi:

– Tak, kurwa, głębiej! –

– Ssij mocniej, suko –

Słowa stawały się wulgarne, surowe, napędzane czystym instynktem, gdy napięcie osiągało zenit.

Gdy świt malował niebo szarością, pary rozdzieliły się po pokojach własnych, ciała obolałe, skóra naznaczona śladami ugryzień i pocałunków. Na tarasie leżały porozrzucane ubrania, kieliszki puste. Żadnych imion, tylko wspomnienia – zapach seksu wiszący w powietrzu, smak obcego ciała na ustach. Jedna z kobiet, z pary Gamma, spojrzała na swoją partnerkę i szepnęła:

– Wrócimy tu kiedyś?

Uśmiech, skinienie. Willa „Cztery Pokoje” milczała, gotowa na następną noc, ale oni wiedzieli – to wyzwolenie zmieniło ich na zawsze, pozostawiając głód na więcej.