Wieczór w ich przestronnym mieszkaniu na przedmieściach był jak zawsze spokojny – przynajmniej na powierzchni. Anna, z długimi, kasztanowymi włosami opadającymi na ramiona i krągłościami, które zawsze przyciągały spojrzenia, krzątała się po kuchni, nalewając wino do kieliszków. Jej mąż, Marek, siedział w salonie z telefonem w dłoni, przeglądając coś z napięciem, które ukrywał za uśmiechem. Był to ich mały sekret, ten, który zaczął się niewinnie – od fantazji szeptanych w łóżku – a teraz przerodził się w coś znacznie bardziej realnego. Dziś wieczorem Marcin miał przyjść. Wysoki, atletyczny, z tym zadziornym uśmiechem, który sprawiał, że Anna czuła dreszcz w brzuchu.
Marek podniósł wzrok, gdy żona weszła do pokoju, niosąc tacę z winem. Jej sukienka, czarna i obcisła, podkreślała pełne biodra i delikatny dekolt, z którego wyzierała koronkowa bielizna.
– Gotowa na wieczór? – zapytał cicho, jego głos drżał lekko od podniecenia.
– Zawsze jestem gotowa dla ciebie – odparła Anna, siadając obok niego i muskając jego dłoń. Ale oboje wiedzieli, że to nie o nim mowa. Marek czuł to mieszane uczucie – zazdrość mieszaną z podnieceniem, które sprawiało, że jego serce biło szybciej. Wyobrażał sobie to od tygodni: Anna na kolanach, Marcin stojący nad nią, a on… on z kamerą w ręku, uwieczniający każdy moment.
Dzwonek do drzwi rozbrzmiał jak wystrzał. Anna wstała, poprawiając sukienkę, i otworzyła drzwi. Marcin wszedł z pewnością siebie, niosąc butelkę wina. Był w luźnej koszuli, która opinała jego umięśniony tors, i dżinsach, pod którymi rysowały się kontury jego siły.
– Cześć, piękna – powiedział, całując Annę w policzek, ale jego dłoń przesunęła się niżej, muskając jej talię. – Marek, stary, co słychać?
Marek wstał, podając mu rękę. – Wszystko w porządku. Napijesz się?
Rozmowa potoczyła się leniwie – o pracy, o niczym. Ale napięcie wisiało w powietrzu jak gęsta mgła. Anna siadała blisko Marcina na kanapie, jej noga ocierała się o jego udo, a Marek obserwował to z rosnącym ciepłem w kroczu. Wino smakowało słodsze, powietrze gęstniało od niewypowiedzianych obietnic. Anna śmiała się głośniej, jej oczy błyszczały, a Marcin kładł dłoń na jej kolanie, powoli przesuwając w górę.
– Może przejdziemy do sypialni? – zaproponował wreszcie Marek, jego głos był ochrypły. Wiedział, że to moment, na który czekali. Anna skinęła głową, wstając z gracją. Marcin podążył za nią, a Marek chwycił telefon, włączając tryb nagrywania. Jego dłonie drżały lekko, gdy szli korytarzem.
Sypialnia była słabo oświetlona – tylko lampka na stoliku rzucała ciepłe światło na łóżko z czarną pościelą. Anna zatrzymała się pośrodku pokoju, odwracając się do Marcina z uśmiechem. Powoli zsunęła ramiączka sukienki, odsłaniając bladą skórę ramion i czarną koronkę stanika, który ledwie powstrzymywał jej pełne piersi. Sutki stwardniały pod materiałem, widoczne jak małe guziki.
– Chcę cię zobaczyć – szepnęła do Marcina, jej głos był miękki, ale pełen oczekiwania.
Marcin podszedł bliżej, kładąc ręce na jej biodrach. Pocałował ją głęboko, ich języki splatały się w wilgotnym tańcu, a Anna jęknęła cicho, przyciskając się do niego. Marek stał z boku, kamera skierowana na nich, czując, jak jego spodnie stają się ciasne. Obserwował, jak dłonie Marcina zsuwają sukienkę niżej, odsłaniając płaski brzuch Anny i czarne stringi, które znikały między jej pośladkami.
– Klęcz – powiedział Marcin, jego głos stał się władczy, a Anna posłuchała natychmiast, opadając na kolana na miękki dywan. Jej oczy patrzyły w górę, pełne pożądania, gdy sięgała do paska jego spodni. Rozpięła go wolno, delektując się chwilą, a potem zsunęła dżinsy i bokserki. Jego penis wyskoczył na wolność – gruby, żylasty, z główką nabrzmiałą i lśniącą od pierwszej kropli preejakulatu. Był dłuższy niż Marka, pulsujący lekko, pachnący męskim potem i podnieceniem.
Anna oblizała wargi, jej oddech przyspieszył. – Jest taki… twardy – mruknęła, obejmując go dłonią. Skóra była gorąca, aksamitna, pod spodem tętniły żyły. Powoli przesunęła dłonią w górę, od nasady po czubek, czując, jak drży pod jej dotykiem. Zapach był intensywny – słony, pierwotny, mieszający się z lekkim zapachem mydła z prysznica.
– Ssij go – rozkazał Marcin, kładąc dłoń na jej głowie. Anna nachyliła się, jej usta rozchyliły się szeroko, a język musnął spód główki, smakując słonawą wilgoć. Jęknęła z zadowolenia, wsuwając go głębiej – centymetr po centymetrze – czując, jak wypełnia jej usta, naciska na podniebienie. Jej policzki wklęsły, gdy zaczęła ssać, rytmicznie, z cichymi mlaśnięciami, które wypełniły pokój. Ślina spływała po brodzie, lśniąc w świetle lampy.
Marek filmował to z bliska, jego oddech był urywany. Widział każdy szczegół: jak wargi Anny rozciągają się wokół trzonu, jak jej język wiruje wokół żołędzi, liżąc wrażliwą skórę. Czuł ukłucie zazdrości, gdy Marcin jęknął, pchając biodra do przodu, wbijając się głębiej w gardło żony. Anna zachłysnęła się lekko, ale nie cofnęła – jej oczy wypełniły się łzami z wysiłku, a dłonie zacisnęły na udach Marcina, paznokcie wbijające się w skórę.
– Kurwa, jesteś w tym dobra – wysapał Marcin, jego głos ochrypły od rozkoszy. – Głębiej, suko, weź go całego.
Słowa były wulgarne, ale pasowały do chwili – napięcie eksplodowało, a Anna przyspieszyła, jej głowa poruszała się w przód i w tył, ssąc z głośnymi, mokrymi dźwiękami. Jej piersi falowały pod stanikiem, sutki ocierały się o koronkę, a między udami czuła wilgoć, która nasączała stringi. Marek podszedł bliżej, kamera drżała w jego ręku; czuł smak zazdrości w ustach, mieszany z własnym podnieceniem – jego penis był twardy jak skała, pulsujący w spodniach.
– Tak, właśnie tak – mruknął Marek, jego głos drżał. – Ssij go mocniej, kochanie. Pokaż mu, jaka jesteś głodna.
Anna spojrzała na męża, jej oczy błyszczały – mieszanka poddania i wyzwania. Wyjęła penisa na moment, plując na niego obficie, by był śliski, a potem wzięła go z powrotem, głęboko, aż nos dotknął podbrzusza Marcina. Dłonie Marcina zacisnęły się na jej włosach, ciągnąc lekko, dyktując tempo – szybkie, brutalne pchnięcia, które sprawiały, że jej gardło wydawało dławiące dźwięki. Zapach seksu wypełnił pokój: słony pot, wilgotna ślina, muskający aromat podniecenia Anny.
Kulminacja nadchodziła falami. Marcin dyszał, jego mięśnie napięły się, biodra drgały. – Mam… zaraz… – wycharczał. Anna ssała zaciekle, jej język masował spód trzonu, dłoń ugniatała jądra – ciężkie, napięte, gotowe do eksplozji. Gdy Marcin doszedł, jego penis zadrżał w jej ustach, wystrzyskując gorące strumienie spermy – gęstej, gorzkosłonej, spływającej po gardle. Anna połknęła większość, ale część wyciekła na wargi, lśniąc jak perły.
Oderwała się powoli, dysząc, z rumieńcami na policzkach. Marcin cofnął się, wciąż półtwardy, a Anna spojrzała na Marka z triumfalnym uśmiechem. – Nagrałeś wszystko? – zapytała ochryple.
Marek skinął głową, wyłączając kamerę. Podszedł do niej, pomagając jej wstać, i pocałował – smak Marcina wciąż na jej ustach. Zazdrość paliła, ale podniecenie było silniejsze. Marcin ubrał się leniwie, rzucając: – Do następnego razu.
Gdy wyszedł, Anna i Marek padli na łóżko. Odtworzyli nagranie, ich ręce splatały się w ciemności, a noc dopiero się zaczynała – z refleksją, że ten sekret ich łączy mocniej niż kiedykolwiek.