Kasia postawiła kieliszek tak blisko mojej ręki, że musiałem cofnąć palce, żeby nie trącić szkła. Wino było cierpkie, jej głos jeszcze bardziej.
— Mówicie, że nigdy tego nie robiliście — powiedziała. — A ja patrzę na was od kolacji i widzę, że kłamiecie. Albo siebie, albo nas.
Ania, moja żona, roześmiała się krótko. Siedziała na drugiej kanapie, bosa, z kolanem podciągniętym pod sweter. Tomek stał przy kominku i dorzucał polana, jakby odmierzał, ile odwagi nam jeszcze zostało.
— Nie kłamiemy — odparłem. — Gadamy o tym od roku. Przyjechaliśmy tu właśnie dlatego, że w mieście zawsze ktoś dzwoni, zawsze ktoś puka. A tu jest tylko droga, las i wy.
Kasia uniosła brew. Była w moim wieku, tylko jej cera nie zdradzała lat tak łatwo jak moje skronie. Poznaliśmy ich przez ogłoszenie, które Ania czytała mi trzy razy, zanim się zdecydowała odpisać”. Dwie pary, żadnych dzieci za ścianą, żadnego picia do nieprzytomności, żadnej ściemy. Tomek wynajął agroturystykę na całą dobę. Byliśmy cztery osoby i mieliśmy jedną zasadę, powtórzoną przy herbacie jeszcze przed kolacją: każdy może przerwać w każdej chwili, bez tłumaczenia.
— A jak przerwiesz? — zapytała Ania, patrząc na Tomka, nie na mnie.
Tomek odłożył pogrzebacz. Był wyższy ode mnie, szerszy w barkach, spokojniejszy w głosie.
— Mówię „stop”. I koniec. To samo dotyczy was. Żadnego „jeszcze chwilę”, żadnego namawiania.
Ania skinęła. Znałem ten ruch. Zgadzała się, nie denerwowała.
Kasia wstała i podeszła do okna. Za szybą było ciemno, tylko światło z ganku odbijało się w mokrych deskach. Wróciła i usiadła na poręczy kanapy, tuż przy moim ramieniu. Sweter zsunął jej się z jednego barku. Nie poprawiła go.
— To powiedz, co chcesz zobaczyć najpierw — rzuciła. — Mojego męża z twoją żoną czy mnie na twoim kutasie.
Ania parsknęła, ale nie odwróciła wzroku.
— Najpierw chcę wiedzieć, czy mogę cię dotknąć — powiedziałem.
— Możesz — odparła Kasia. — Rękę. Na razie rękę.
Położyłem dłoń na jej udzie, ponad kolanem. Skóra była ciepła, materiał sukienki cienki. Kasia nie drgnęła. Patrzyła na Anię.
— A ty?
Ania odstawiła kieliszek. Przeszła przez dywan wolno, jakby sprawdzała, czy podłoga nie skrzypi. Stanęła przed Tomkiem i uniosła brodę.
— Możesz mnie pocałować. Jeśli chcesz.
Tomek spojrzał na mnie. Czekał. Skinąłem. Dopiero wtedy pochylił się i pocałował moją żonę. Nie łapczywie. Najpierw usta, potem kącik, potem głębiej, kiedy Ania sama rozchyliła wargi. Widziałem, jak jej palce chwytają jego sweter. Słyszałem cichy dźwięk, który znałem z naszej sypialni. Tylko że teraz wydobywał go z niej ktoś inny.
Kasia położyła dłoń na mojej.
— Oddychaj — szepnęła. — Jesteś zazdrosny czy napalony?
— Jedno i drugie.
— Dobrze. To znaczy, że nie udajesz.
Pocałowała mnie sama. Smakowała winem i miętą. Jej język wszedł mi do ust bez ceregieli, świadomie — odpowiedź już padła. Ścisnąłem jej udo mocniej. Kasia westchnęła mi w policzek i przesunęła moją rękę wyżej, pod rąbek sukienki, aż natrafiłem na gołą skórę i koronkę majtek.
Na kanapie Ania siedziała już Tomkowi na kolanach. Sweter miała podciągnięty, biustonosz zsunięty. Tomek trzymał jej cycki w obu dłoniach, całował szyję, a ona ocierała się o niego przez spodnie, powoli, jakby sprawdzała, ile jeszcze wytrzyma, zanim przestanie myśleć.
— Chcę, żebyś na to patrzył — powiedziała do mnie ochryple. — I chcę, żebyś jej nie odpuszczał.
Kasia roześmiała się cicho przy moim uchu.
— Słyszałeś żonę.
Zdjąłem jej sukienkę przez głowę. Pod spodem nie miała stanika. Cycki miała pełne, cięższe niż u Ani, z ciemnymi sutkami, które stwardniały, gdy przejechałem po nich kciukami. Kasia odchyliła głowę i syknęła.
— Mocniej. Nie jestem ze szkła.
Ścisnąłem. Jęknęła głośno, bez wstydu, i ten dźwięk ściągnął wzrok Ani. Moja żona patrzyła, jak ssę sutek innej kobiety, i jednocześnie rozpinała Tomkowi pasek. Ręce jej drżały, ale nie ze strachu. Z pośpiechu.
— Stop — powiedziała nagle Kasia.
Zamarłem z rękami w górze.
Kasia uśmiechnęła się, zadowolona.
— Sprawdzam, czy słuchasz. Słuchasz. Możesz dalej.
— Suka — mruknąłem, ale z podziwem.
— Tak. I lubię, kiedy to mówisz.
Tomek pomógł Ani zejść z kolan i od razu ściągnął jej spodnie. Majtki zostały. Przyklęknął i pocałował ją przez materiał, raz, drugi, aż Ania złapała go za włosy.
— Zdejmij — rozkazała. — Chcę twoich ust na cipce.
Zdjął. Rozłożyła nogi na kanapie, jedną stopę oparła o jego ramię. Widziałem, jak Tomek liże ją od dołu do góry, wolno, jakby miał przed sobą całą noc. Ania klęła cicho. Jej cipka lśniła. Znałem ten widok, a mimo to patrzenie, jak ktoś inny rozchyla ją językiem, uderzyło mnie mocniej, niż się spodziewałem.
Kasia uklękła między moimi nogami. Rozpięła mi jeansy i wyjęła kutasa. Był już twardy, cięższy niż zwykle, jakby samo patrzenie nabiło go krwią.
— Ładny — powiedziała wprost. — Chcę go w ustach. Mogę?
— Tak.
Wzięła go głęboko, bez ceregieli. Ciepło, ślina, język pod główką. Ssała równo, jedną ręką ściskając nasadę, drugą jajo. Klęczała tak, że widziałem jej tyłek i wilgotną plamę na majtkach. Ania krzyknęła krótko, kiedy Tomek wsunął w nią dwa palce i nie przestał lizać łechtaczki. Pokój pachniał drewnem, winem i mokrą cipką.
— Chodźcie na dywan — powiedziała Ania, zdyszana. — Chcę was widzieć obok.
Przenieśliśmy się. Koc był gruby, deski pod nim twarde. Kasia ściągnęła majtki i usiadła mi na piersi, twarzą do Ani. Jej cipka była tuż nad moimi ustami, ciemna, spuchnięta, pachnąca ostro i słodko.
— Liż — rzuciła. — A ja będę patrzeć, jak twój kutas wchodzi w mojego męża… nie. Jak mój mąż wchodzi w twoją żonę. Mów, Ania. Chcesz?
— Chcę — odparła Ania bez wahania. — Tomek, weź gumę. W szufladzie, tak jak ustaliliśmy.
Założył. Uklęknął za nią. Ania oparła się na łokciach, tyłek uniesiony, i spojrzała mi w oczy, kiedy wszedł w nią jednym, długim pchnięciem.
— O kurwa — jęknęła. — Jest grubszy. Czuję… czuję go całego.
Zazdrość ścisnęła mi gardło, a krew i tak popłynęła w dół. Kasia opuściła się na moje usta. Lizałem ją zachłannie, język wsuwałem w cipkę, potem wracałem do łechtaczki, ssałem, puszczałem, znowu ssałem. Kasia tarła się o moją twarz, cycki jej się kołysały, a ona nie odrywała wzroku od mojej żony.
— Patrz, jak ją rżnie — powiedziała. — Patrz, jak twoja Ania bierze obcego kutasa i jęczy, jakby na to czekała od roku. Bo czekała. Prawda?
— Tak — wyjęczała Ania. — Mocniej, Tomek. Nie delikatnie. Chcę, żebyś mnie pierdolił.
Tomek złapał ją za biodra i zaczął ją jebać głęboko, równo, z mokrym plaśnięciem przy każdym ruchu. Ania krzyczała już bez hamulca. Cycki kołysały jej się nad kocem. Ślina kapała z ust na koc. Widziałem, jak guma wsuwa się w jej cipkę i wychodzi lśniąca.
Kasia zsunęła się z mojej twarzy, odwróciła się i usiadła na moim kutasie. Wzięła go w siebie powoli, do końca, i znieruchomiała.
— Duży — syknęła. — Daj mi sekundę.
Czekałem. Ściskała mnie od środka, gorąca, z początku ciasna, potem bardziej otwarta, kiedy sama zaczęła się ruszać. Unosiła się i opadała, tyłek bił o moje uda, cipka mlaskała głośno. Pochyliłem się i ssałem jej sutek, a wolną ręką złapałem Anię za dłoń. Splotła palce z moimi, choć Tomek wbijał się w nią coraz szybciej.
— Dobrze? — zapytałem.
— O wiele lepiej — odparła. — Nie przestawaj jej ruchać. Chcę słyszeć.
Kasia przyspieszyła. Jeździła na mnie ostro, ręce na mojej piersi, paznokcie w skórze. Klęła, śmiała się, potem znowu klęła.
— Kurwa, jaki twardy. Złap mnie za dupę. Ściskaj. Tak. Chcę, żebyś mnie trzymał, kiedy dojdę.
Ścisnąłem jej tyłek, rozchyliłem pośladki, kciukiem musnąłem ciasną dziurkę. Kasia drgnęła i kiwnęła głową.
— Tylko tak. Nie wchodź. Dziś nie. Palcem po wierzchu możesz.
Gładziłem, nie wchodząc. To wystarczyło. Kasia zesztywniała, cipka zacisnęła się na moim kutasie falami, i doszła z gardłowym, ostrym jękiem. Nie przestała się ruszać. Dojeżdżała na mnie, mokra tak bardzo, że spływało mi na jaja.
Ania doszła chwilę później. Tomek trzymał ją za włosy, lekko, tak jak sam wcześniej zapytał, czy może. Krzyknęła jego imię, potem moje, i zadrżała cała, cipka ściśnięta na jego kutasie, udo drżące nad kocem. Tomek nie wyszedł od razu. Pchał jeszcze kilka razy, płytko, aż sam stęknął i doszedł w gumie, z czołem opartym o jej plecy.
Kasia zsunęła się ze mnie. Mój kutas sterczał, lśniący od niej, pulsował.
— Twoja kolej — powiedziała Ania, jeszcze bez tchu. Uklękła przy mnie i spojrzała na Kasię. — Mogę?
— Możesz. Dokończ go ustami. Chcę widzieć, jak bierzesz kutasa, który dopiero co był we mnie.
Ania wzięła mnie w usta. Znała mnie. Wiedziała, gdzie język, jak głęboko, kiedy ścisnąć. Kasia kucnęła obok i całowała moją żonę w skroń, w usta, kiedy Ania na moment wypuszczała główkę. Tomek siedział na piętach i patrzył, już miękki, z gumą zawiązaną w chusteczce, spokojny, tuż obok.
— Dojdź jej do ust — powiedziała Kasia. — Jeśli chcesz. Ania?
Ania skinęła, nie wypuszczając mnie, i mruknęła zgodę z kutasem w ustach. To wystarczyło. Trzymałem jej włosy luźno. Dwa ruchy, trzy, i doszedłem jej gęsto na język, z jękiem, który bardziej przypominał przekleństwo. Ania przełknęła, oblizała wargi i roześmiała się ochryple, szczerze.
Leżeliśmy potem na kocu, spoceni, splątani niezdarnie. Kasia oparła głowę na moim brzuchu. Ania trzymała dłoń Tomka na swoim udzie. W kominku strzeliło polano.
— Nadal możemy powiedzieć stop — mruknął Tomek.
— Możemy — odparła Ania. — Ale ja na razie mówię: zostajemy do rana. I rano, jeśli wszyscy będą chcieli, zrobimy to jeszcze raz. Wolniej.
Kasia uniosła głowę i spojrzała na mnie.
— Wolniej to niebezpieczny pomysł.
— To dobrze — powiedziałem. — Przyjechaliśmy tu po coś, czego w mieście nie da się powiedzieć wprost. No i zrobiliśmy to. Ciałem, bez ściemy.
Za oknem wiatr szarpał daszek ganku. Nikt nie sięgał po telefon. Nikt nie udawał, że to był tylko pijacki żart. Ania pocałowała mnie w nadgarstek, tam, gdzie trzymała moją rękę, kiedy brała innego. Kasia, już na wpół śpiąca, położyła mi dłoń na udzie i ścisnęła, jakby sprawdzała, czy nadal jestem. Byłem. Twardy znowu, powoli, bez pośpiechu. Rano znów miało być nasze — jeśli wszyscy się zgodzą.