To jest część 2 serii. Zacznij od części 1.
Klucz leżał na recepcji w kopercie z naszym nazwiskiem, choć rachunek poszedł z karty Igora. Natalia wzięła go, zanim zdążyłem wyciągnąć rękę, i przez hol szła pół kroku przede mną, w płaszczu zapiętym pod szyję, jakbyśmy szli na kolację, a nie na to, o czym od rana milczeliśmy przy kawie.
— Jeśli w windzie zmienisz zdanie, zawracamy — powiedziała, kiedy drzwi się zamknęły. — Nie na klatce. Tutaj. Żebym nie musiała zgadywać po twojej minie.
— Nie zmieniam.
— To usiądziesz w fotelu i zostaniesz w nim, dopóki sama nie powiem inaczej. Żadnego „tylko bliżej”. Żadnego telefonu. Igor ma wiedzieć, że patrzysz, bo ja tego chcę, nie bo ty mu to załatwiłeś.
Kiwnąłem. Winda szarpnęła na trzecim. Na Jeżycach zostawiliśmy wino i kanapę, na której dwa dni temu odcisnął się jej ślad. Tu miało być jaśniej. Łóżko szerokie. Fotel naprzeciwko, nie szpara w drzwiach.
Pokój pachniał politurą i cudzą pościelą. Natalia rzuciła płaszcz na krzesło przy biurku, została w czarnej halce, tej samej, w której kiedyś szła na przyjęcie w gabinecie. Bez stanika. Cycki unosiły się pod materiałem przy każdym oddechu. Podeszła do okna, zasunęła firankę do połowy, tak żeby światło z ulicy padało na łóżko, nie na fotel.
— Tu — wskazała. — Widzisz wszystko. Jeśli powiem „stop”, wstajesz i wychodzisz na korytarz. Nie dyskutujesz przy nim.
— Rozumiem.
Usiadłem. Przez spodnie czułem chłód skóry fotela. Kutas już mi ciążył, choć Igor jeszcze nie wszedł, i wstydziłem się tego dokładnie tak, jak sobie tego życzyłem.
Pukanie było krótkie. Dwa razy. Natalia otworzyła, nie patrząc na mnie.
Igor wszedł w koszulce i dżinsach, z torbą na ramię, jak po treningu. Obejrzał pokój, mnie, łóżko. Skinął głową. Nie kpił. Na sali też tak kiwał, kiedy asekurował przy sztandze.
— Zasady znam z wiadomości — powiedział. — Stop kończy. On siedzi. Rżnę ciebie. W jego wstyd się nie mieszam.
— Mój wstyd zostaje przy mnie — odparłem. Głos miałem suchy. — Ona chce. Ja też.
Natalia zamknęła drzwi na zasuwkę.
— Chcę, żebyś mnie dzisiaj brał przy nim, nie za drzwiami. Chcę słyszeć, jak oddycha, kiedy wchodzisz. I chcę dojść na twoim kutasie, zanim on wstanie z fotela. Jeśli to dla ciebie teatr, wychodzisz.
Igor odstawił torbę.
— To nie teatr. Rozbierz się. Niech widzi, w czym przyszłaś.
Zdjęła halkę przez głowę. Została naga, boso na dywanie, sutki już twarde. Nie zasłaniała się. Obróciła się bokiem, żeby światło przeszło po brzuchu, po udach, po cipce, którą dwa dni temu zostawił opuchniętą. Teraz była gładka, świeżo ogolona, i ten szczegół zabolał mnie mocniej niż sama nagość. Przygotowała się. Dla niego.
Igor podszedł, położył dłoń na jej karku i przyciągnął ją do pocałunku. Nie spieszył. Język, zęby na wardze, jej dłoń na jego pasie. Słyszałem mokre mlaśnięcie ust i własny puls w uszach. Kiedy się oderwał, miała czerwone usta.
— Na łóżko. Na kolana. Tyłem do niego, przodem do mnie. Chcę, żeby widział, jak ci się rozchylają uda.
Poszła. Materac ugiął się pod kolanami. Oparła dłonie o zagłówek, wypięła tyłek. Igor stanął za nią, jeszcze w spodniach, i przesunął kciukiem między pośladkami, wolno, aż do cipki. Natalia westchnęła i rozsunęła kolana szerzej.
— Mokra — powiedział w moją stronę, bez uśmiechu. — Zanim zdjąłem koszulkę. Kamil, słyszysz to?
Wsunął palec. Mokry odgłos był cichy, ale w tym pokoju niósł się wyraźnie. Drugi palec. Natalia opuściła głowę między ramiona.
— Tak. Od windy. Kiedy powiedział, że zostaje w fotelu, cipka mi się ścisnęła. Igor, nie drażnij. Chcę kutasa.
— Dostaniesz. Najpierw niech zobaczy, jak cię otwieram.
Rozpiął dżinsy. Kutas wyskoczył mu ciężki, ciemny, z żyłą pod skórą, szerszy w główce niż mój. Pamiętałem go z kanapy — żołądek mi się ścisnął. Igor napluł w dłoń, przejechał po sobie raz i przyłożył główkę do jej warg. Nie wszedł. Tarł, rozchylał, zbierał jej wilgoć na żołędzi.
— Patrz na nią — mruknął. — Sama się na mnie nabija.
Natalia faktycznie pchała tyłek do tyłu, milimetr po milimetrze, aż główka zniknęła. Syknęła. Złapała pościel.
— Kurwa. Duży. Kamil, widzisz? Wchodzi i od razu mnie rozpycha. Zostań tam.
Zostałem. Dłonie na udach, paznokcie w materiale spodni. Igor wszedł dalej, powoli, aż jaja oparły się o nią. Wycofał się do połowy i wbił znowu. Plaśnięcie skóry. Potem drugie, cięższe. Łóżko stuknęło o ścianę.
— Mów — zażądał. — Nie dla mnie. Dla niego.
— Rżnie mnie — wydyszała. — Głęboko. Cipka mnie pali i chcę, żeby nie zwalniał. Myślę o jego kutasie, nie o tobie. Słyszysz? Siedź i patrz, jak twoja żona bierze trenera.
To zdanie weszło mi pod żebra tak samo jak na kanapie, tylko tu nie mogłem się schować za drzwiami. Widziałem wszystko: jak wargi cipki oblepiają mu trzon, kiedy wychodzi, jak nitka śluzu ciągnie się między nimi, zanim wejdzie znowu, jak jej tyłek faluje i czerwienieje od uderzeń jego bioder. Zapach doszedł do fotela szybko. Skóra, pot, ostry zapach jego ciała i jej wilgoć, ta sama, którą zlizywałem po nocach, kiedy jeszcze była tylko moja.
Igor złapał ją za biodra i ustawił inaczej. Pchnięcia stały się krótkie, twarde, trafione. Natalia krzyknęła i opadła na przedramiona.
— Tam. Tak mnie pierdol. Nie zmieniaj. Kurwa, jaki jesteś gruby.
— Palec w dupę? — spytał. O sam seks już nie pytał. Tylko o to.
— Tak. Jeden. Chcę oba naraz. Kamil ma widzieć.
Splunął, rozsunął jej pośladki i wsunął kciuk w odbyt, powoli, równocześnie z kolejnym pchnięciem. Natalia podkurczyła palce u stóp. Jej jęk się załamał, potem wrócił z gardła, brudny.
— Otwierasz się — powiedział Igor. — Dupa ci drży na kciuku, a cipka ściska tak, że zaraz dojdę, jeśli nie zwolnię. Nie zwalniam. Dojdź pierwsza.
Wolną ręką sięgnął pod nią, sięgnął do łechtaczki i tarł ją twardo, bez czułości, w rytm bioder. Natalia zaczęła mówić bez składu. „Jeb mnie, jeb, nie wyjmuj, chcę twojej spermy, niech patrzy”. Fotel skrzypnął, bo przesunąłem się o centymetr. Oboje to usłyszeli. Igor nie przerwał. Spojrzał na mnie ponad jej plecami.
— Zostajesz.
— Zostaję — wychrypiałem.
Natalia doszła głośno, z imieniem Igora, nie moim, z twarzą w pościeli. Jej cipka pulsowała tak, że widziałem, jak ściąga mu kutasa przy każdym skurczu. Nie wyszedł. Rżnął ją przez cały ten szczyt, kciuk w dupie, jaja obijające się o nią, aż jęk przeszedł w śmiech bez tchu.
— Jeszcze — poprosiła. — Na plecy. Chcę widzieć Kamila, kiedy mnie bierzesz.
Wyszedł. Odwrócił ją jednym ruchem, podłożył poduszkę pod biodra i rozłożył uda. Wszedł z góry, jednym pchnięciem, po same jaja. Natalia aż uniosła się na łopatkach, potem oplotła go nogami i spojrzała w fotel.
— Patrzysz?
— Tak.
— To patrz, jak znika w cipce. Cały. Aż do jąder. Mój mąż siedzi ubrany, a mnie pierdoli ktoś, kogo chcę bardziej w tej chwili niż ciebie. Zgoda?
— Zgoda — powiedziałem, i kutas w spodniach bolał mnie jak siniak.
Igor oparł dłonie po obu stronach jej głowy i rżnął ją inaczej niż na czworakach. Długo, ciężko, każde wejście z wilgotnym mlaśnięciem. Jej cycki skakały. Wziął jeden do ust, ssał sutek, przygryzał, aż zaklęła i wbiła mu paznokcie w kark. Pot spływał mu z kręgosłupa na tyłek. W pokoju było gorąco, okno zamknięte, firanka przepuszczała tylko żółte światło z ulicy.
— Głębiej — szeptała mu w ucho, ale głośno, żebym słyszał. — W tę stronę. Tak. Rozpierdalasz mnie. Chcę twojej spermy w środku. Niech wycieknie, kiedy wstanę. Niech zobaczy, co mi zrobiłeś.
Igor jęknął, złapał ją pod kolanami, złożył niemal na pół i przyspieszył. Uderzenia stały się mokre, głośne, łóżko biło o ścianę miarowo. Widziałem, jak główka wychodzi i wbija się z powrotem, wargi nabrzmiałe, śluz na jego kutasie, na jej udach. Po raz drugi była blisko. Poznałem to po oddechu, po tym, jak wbiła mu pięty w tyłek.
— Dojdź ze mną — wychrypiał. — Ściśnij. Chcę spuścić w tę ciasną cipkę, kiedy na mnie patrzysz.
Spojrzała na mnie. Oczy miała ciemne, bez prośby o wybaczenie.
— Zostaw go w środku — powiedziała. I doszła, krócej niż pierwszy raz, z zębami wbitymi w jego ramię, cipką zaciśniętą tak mocno, że Igor stracił rytm, wszedł do końca i został. Jęknął jej w szyję, krótko, z gardła. Biodra drgnęły mu jeszcze dwa razy. Spuścił się w nią głęboko. Poznałem to po tym, jak Natalia otworzyła usta i nie wydała dźwięku, tylko trzymała go nogami, żeby nie wyszedł za szybko.
Leżeli tak, spoceni, sklejeni. Igor oddychał w jej włosy. Potem wysunął się powoli. Biała strużka wyszła za nim, spłynęła na poduszkę, po wargach, niżej, ku odbytu, gdzie przed chwilą był kciuk. Natalia nie zacisnęła ud. Została tak, otwarta, czerwona, brudna od niego, i obróciła głowę w moją stronę.
— Podejdź. Tylko popatrzeć. Ręce przy sobie.
Wstałem. Nogi miałem nieswoje. Stanąłem przy łóżku. Zapach był gęsty: sperma, cipka, pot Igora na jej brzuchu. Jego kutas opadał, lśniący, ciężki na udzie. Spojrzał na mnie spokojnie.
— Nie zabrałem ci jej. Sama rozłożyła nogi.
— Wiem.
Natalia wzięła moją dłoń i położyła ją tuż nad wzgórkiem łonowym, nie niżej.
— Czujesz ciepło? To on. Jutro opowiem ci każde pchnięcie, jak obiecałam. Dzisiaj masz to przed oczami. Siadaj z powrotem. Igor jeszcze nie skończył, jeśli dam mu piętnaście minut i usta.
Igor zaśmiał się krótko, sięgnął po szklankę wody z nocnej szafki i wypił do dna.
— Daj mi dziesięć. I odwróć się na brzuch, jeśli chcesz, żebym znowu wsadził ci kciuk w dupę, kiedy będziesz mi ssać i czuć na języku to, co masz w cipce.
Wróciłem do fotela. Skóra była już ciepła od mojego ciała. Natalia leżała na boku, jedno udo na drugim, sperma powoli zasychała jej na skórze, i patrzyła na mnie bez wstydu, już z uśmiechem, który znałem z naszych nocy, tylko ostrzejszym.
— Dalej tego chcesz? — spytała.
— Jeszcze bardziej — powiedziałem. — Zostań tak. Niech widzę, jak z ciebie wychodzi, zanim weźmiesz go znowu.
Za firanką tramwaj zgrzytnął na łuku, ten sam dźwięk co na Jeżycach, tylko dalej. Igor odstawił szklankę. Natalia rozchyliła uda szerzej, dla mnie, dla niego, i pokój znowu wypełnił się jej zapachem.
← Żona dla innego – część 1 · Część 3 już jutro.