Korek odskoczył cicho. Nalałem Natalii do połowy kieliszka, sobie mniej, bo język już mi ciążył od tego, co chciałem powiedzieć. Siedziała na kanapie w szarym swetrze, boso, z nogami podwiniętymi pod siebie, i patrzyła na mnie tak, jak patrzy, kiedy coś przed nią ukrywam — w kodzie i w myślach naraz.
— Mów — powiedziała. — Albo pij, ale przestań krążyć wokół stołu.
Usiadłem. Wino było kwaśne, zbyt ciepłe. Z klatki na Jeżycach dobiegł szum windy, czyjeś kroki, potem cisza.
— Chcę, żebyś poszła z kimś innym.
Nie roześmiała się. Odstawiła kieliszek, przetarła kciukiem ślad po szmince i czekała. Znałem to czekanie. Na sali, kiedy pacjent kłamie, że nie boli, też tak milczy, aż sam powie prawdę.
— Nie raz — ciągnąłem. — Chcę wiedzieć. Chcę, żebyś mi potem powiedziała, jak cię brał. Albo żebym był blisko i słyszał. Fantazjuję o tym od miesięcy. O tobie z Igorem.
Imię padło, zanim zdążyłem je połknąć. Trener z siłowni przy ulicy, do której chodziliśmy we wtorki. Miał ręce człowieka, który całe życie dźwiga, a nie pozuje. Natalia raz, po treningu, rzuciła, że Igor poprawia jej biodro tak, jakby wiedział, gdzie boli, zanim ona wskaże. Wtedy zażartowałem. Potem, w nocy, rżnąłem ją wolno i wyobrażałem sobie jego dłonie na jej tyłku.
— Igor — powtórzyła. Nie było w tym zgorszenia. Było ważenie.
— Jeśli powiesz nie, temat znika. Nie będę cię urabiał. Nie chcę, żebyś robiła to dla mnie jak ćwiczenie. Chcę, żebyś chciała jego kutasa. I żebyś pozwoliła mi patrzeć albo słuchać. Żebym wiedział, że wracasz do mnie mokra od niego.
Powiedziałem to i zrobiło mi się gorąco w uszach. Wstyd i twardy kutas naraz. Natalia podeszła, usiadła mi na udach, sweter podjechał i przez legginsy poczułem ciepło jej cipki. Pocałowała mnie krótko, w kącik ust.
— Nie zapijaj tego winem. — szepnęła. — Chcę Igora. Od dawna. Kiedy staje za mną przy wyciskaniu i poprawia łokcie, robi mi się mokro w majtkach. Bałam się, że cię tym zranię. A ty siedzisz i prosisz, żebym dała mu się wyruchać.
Zaśmiała się cicho, już bez ostrożności.
— Zasady — dodała, zanim zdążyłem ściągnąć jej sweter. — Mówię „stop” i koniec, dla niego i dla ciebie. Żadnych zdjęć. Nie wchodzisz, dopóki sama cię nie zawołam. A jeśli dzisiaj przyjdzie, to randka, nie przedstawienie na twoje zamówienie. Masz być cicho.
Kiwnąłem. Ręce mi drżały, kiedy wyciągała telefon.
Napisała krótko. Czytałem przez jej ramię: „Mąż wie. Chcę cię dzisiaj. U nas. Wejście od podwórza, kod znasz z zeszłego miesiąca, jak niosłeś mi taśmy. Przyjdź, jeśli też chcesz.”
Odpowiedź przyszła po trzech minutach. „Chcę. Będę za godzinę. Powiedz mu, że nie zamierzam być grzeczny.”
Natalia odłożyła telefon na stół, ekranem do blatu, i spojrzała na mnie.
— Idź się umyj. Potem siadasz w sypialni, drzwi uchylone. Ja zostaję tutaj. Jeśli wstaniesz i wejdziesz bez słowa, Igor wychodzi, a ty śpisz na kanapie do niedzieli. Zgoda?
— Zgoda.
Pocałowała mnie dłużej, językiem, i poczułem, że jej oddech jest szybszy niż mój.
Godzina ciągnęła się niemiłosiernie. Przebrała się w czarną sukienkę, cienką, bez stanika. Cycki rysowały się pod materiałem, sutki twarde od samego czekania. Zmyła dzienny zapach gabinetu; została skóra, wino i coś ostrego przy szyi. Ja siedziałem na brzegu łóżka, w samych spodniach, i słuchałem, jak nalewa trzeci kieliszek, którego prawie nie tknęła.
Dzwonek. Jej kroki. Głos Igora, niski, spokojny, bez tej siłownianej wesołości.
— Ładnie ci w tym. Gdzie on jest?
— W sypialni. Słyszy. Ma nie wchodzić.
— I ty tego chcesz.
— Chcę ciebie. Chcę, żeby słyszał, jak mnie jebiesz. Jeśli to dla ciebie za dużo, wychodzisz teraz.
Cisza. Potem jego śmiech, krótki.
— Nie za dużo. Siadaj.
Uchyliłem drzwi o palec. Widziałem kanapę, jej kolana, jego udo w ciemnych spodniach. Usiadł blisko. Nie rzucił się od razu. Położył dłoń na jej kolanie i zostawił ją tam, aż Natalia sama przysunęła się niżej, tak że palce weszły pod sukienkę.
— Mówiłaś na sali, że biodro ciągnie — powiedział. — Pokaż, jak stoisz, kiedy nie udajesz pacjentki.
Wstała. Obrócił ją tyłem do siebie, jedną ręką na brzuchu, drugą na krzyżu. Poprawił jej miednicę tak samo jak przy sztandze, tylko wolniej, i sukienka podjechała na tyłek. Nie miała majtek. Zobaczyłem to w szczelinie drzwi i kutas stanął mi tak gwałtownie, że aż zabolało.
— Wiedziałaś, że przyjdę — mruknął.
— Wiedziałam, że jeśli przyjdziesz, chcę nie mieć nic pod spodem.
— A mąż?
— Słyszy, jaki jesteś twardy, zanim cię dotknę. Kamilu?
Głos miała czysty. Czekała.
— Jestem — powiedziałem. Zaschło mi w gardle. — Zostaję. Róbcie, co chcecie.
Igor spojrzał w stronę drzwi. Nie uśmiechnął się kpiąco. Skinął głową, jakby przyjmował warunek, i wsunął dwa palce między jej uda, od tyłu.
— Mokra — powiedział głośno, dla mnie. — Ciepła. Cipka jej już drży.
Natalia jęknęła krótko i oparła dłonie o stół. Słyszałem wilgotny odgłos palców w niej, miarowy, bez pośpiechu. Igor rozsunął jej pośladki kciukiem, polizał raz, głęboko, i ona zaklęła tak, jak u nas w łóżku rzadko — brudno, z całej piersi.
— Jeszcze. Jebany język. Tak, tam.
Jadł ją na stojąco, sukienka zwinięta w pasie, a ja w szparze drzwi widziałem, jak jej uda się trzęsły. Ścisnąłem kutasa przez spodnie i nie wyjąłem. Bałem się, że jeśli się ruszę, usłyszy suwak i uzna, że łamię słowo.
Igor wstał, otarł usta wierzchem dłoni.
— Na kanapę. Chcę widzieć twoją twarz, kiedy na niego wsiądziesz.
Usiadła na nim okrakiem, sukienka wciąż na ramionach. Rozpiął rozporek. Kutas miał gruby, ciemniejszy niż mój, z szeroką główką. Natalia objęła go ręką, ścisnęła i spojrzała w stronę drzwi.
— Patrz, Kamil. Biorę go.
Opadła powoli. Najpierw sama główka, opór, jej syk, potem wzięła go całego, aż usiadła mu na udach. Igor aż cofnął się w poduszkę.
— Kurwa, ciasna — warknął. — Ruszaj się. Nie czekaj na mnie.
Zaczęła. Najpierw płytko, szukając kąta, potem głębiej, kręcąc biodrami, które znałem z naszych nocy, tylko tu było cięższe, głośniejsze. Przy każdym zejściu rozlegał się mokry klaps skóry o skórę. Cycki wyskoczyły jej z dekoltu. Igor złapał jeden, ścisnął, wziął sutek w usta i ssał, aż Natalia krzyknęła i przyspieszyła.
— Mów — zażądał. — Niech słyszy, co czujesz.
— Duży — wydyszała. — Wchodzi głębiej niż mój mąż. Rozpycha mnie. Cipka mnie pali i chcę więcej. Kamil, słyszysz? Jadę na nim i jest mi tak dobrze, że nie myślę o tobie. Myślę o tym, żeby dojść.
To zdanie wbiło mi się pod żebra i jednocześnie ścisnęło jaja. Zostałem. Ręce na udach, kutas twardy, bez dotyku. Tak chciałem. Żeby bolało właśnie tak.
Igor złapał ją za tyłek, uniósł i sam zaczął pchać od dołu. Uderzenia stały się krótkie, twarde. Kanapa stukała o ścianę. Natalia trzymała się jego karku, włosy lepiły jej się do szyi i powtarzała: „tak, tak, jeb mnie, nie zwalniaj”.
Przerzucił ją na plecy, nie wychodząc. Sukienka została gdzieś przy łokciu. Rozłożył jej nogi szeroko, jedną stopę na oparciu, i wszedł znowu, już bez jej tempa, swoim. Widziałem, jak kutas znika w jej cipce po same jaja, jak wargi się rozciągają, jak przy każdym wyjściu ciągnie się nitka śluzu. Seks było czuć aż do progu sypialni: skóra, pot, jej zapach, jego ostry zapach spod koszulki, którą ściągnął w biegu i rzucił na podłogę.
— Palcem też — poprosiła. — W dupę. Tylko jeden. Chcę.
Splunął na palec, przyłożył do jej odbytu i wsunął powoli, równocześnie z pchnięciem. Natalia wygięła się, otworzyła usta bez dźwięku, potem jęk wrócił, łamany.
— Grzeczna — powiedział Igor. — Bierzesz kutasa i palec, a mąż stoi za drzwiami i nawet nie zipie. Dojdź. Chcę, żeby twoja cipka mi się zacisnęła, zanim sam spuszczę.
Jego kciuk znalazł łechtaczkę. Tarł ją twardo, bez czułości, w rytm bioder. Natalia złapała jego nadgarstek — nie żeby odsunąć, żeby docisnąć. Doszła głośno, imię Igora, nie moje, i cipka pulsowała jej tak wyraźnie, że widziałem, jak ściąga mu kutasa. On nie przestał. Rżnął ją dalej, przez cały ten skurcz, jeszcze kilkanaście pchnięć, spodnie opuszczone do kolan, jaja obijające się o nią.
— Gdzie — wychrypiał.
— Na cycki. Chcę, żeby zobaczył.
Wyszedł. Natalia uniosła się na łokciach, ściągnęła sukienkę do końca i wystawiła piersi. Igor szarpał kutasa nad nią, dwa, trzy ruchy, i trysnął jej na mostek, na sutki, gęsto, aż kropla spłynęła w dół brzucha. Natalia rozmazała spermę palcami, wtarła w skórę i oblizała opuszek, patrząc w szparę drzwi.
— Zostajesz? — spytała go, jeszcze bez tchu.
— Jeśli chcesz drugi raz.
— Chcę. Ale najpierw on ma wejść i zobaczyć, jak wyglądam.
— Kamil — powiedziała głośniej. — Możesz.
Wstałem. Nogi miałem jak po długim biegu. Wszedłem do salonu i zatrzymałem się przy stole. Leżała na kanapie, uda rozchylone, cipka czerwona, otwarta, lśniąca. Sperma Igora stygła jej na cyckach. Pachniała nim. Spojrzała na mnie bez wstydu.
— Podobało ci się.
— Tak.
— To dobrze. Bo on jeszcze nie skończył, a ja też nie. Usiądź tam. Ręce przy sobie, dopóki nie powiem.
Usiadłem na krześle naprzeciwko. Igor nalał sobie wody z kranu, wypił i wrócił już znowu twardy, wolniejszy, pewny siebie. Ukląkł między jej nogami i wsunął się jednym pchnięciem. Natalia aż podskoczyła, roześmiała się krótko z zaskoczenia i objęła go łydkami.
Drugi raz był cięższy. Mniej pośpiechu, więcej dźwięku: mokre uderzenia, jej szeptane „głębiej, w tę stronę, tak mnie pierdol”, jego oddech przy jej uchu. Odwrócił ją na brzuch, podłożył poduszkę pod biodra i wszedł od tyłu. Tyłek falował jej przy każdym pchnięciu. Wsadził kciuk z powrotem w odbyt i rżnął ją tak, aż zaczęła mówić bez składu, samo „kutas, kutas, jeszcze”.
Patrzyłem i nie ruszałem ręką, choć kutas bolał mnie w spodniach. To też należało do umowy, którą sam sobie narzuciłem w tej godzinie ciszy: najpierw jej noc, potem moja.
Igor doszedł w niej tym razem. Wszedł do końca, przywarł i jęknął jej w kark, krótko, po męsku. Natalia to poczuła, zacisnęła uda i doszła drugi raz, ciszej, twarzą w poduszce, palcami drapiąc obicie kanapy. Kiedy wyszedł, sperma wyciekła jej z cipki na udo. Zostawił ją tak. Pocałował w ramię, nie w usta, i sięgnął po koszulkę.
— Jak będziesz chciała powtórki, napisz — powiedział. — Jemu też możesz napisać. Wie, jak wygląda twoja mina, kiedy bierzesz nie jego.
Spojrzał na mnie.
— Nie zabrałem ci jej. Sama przyszła.
— Wiem — odparłem.
Wyszedł. Zamek szczęknął. W mieszkaniu zostało wino, zapach seksu i Natalia na kanapie, rozgrzana, brudna, moja inaczej niż dotąd, choć nie umiałem tego nazwać.
Podeszła naga i usiadła mi na kolanach, plecami do mojej piersi, tak żebym widział ślad na jej udzie. Wzięła moją rękę i położyła ją na swojej cipce. Była opuchnięta, śliska od niej i od niego.
— Jutro opowiem ci każde pchnięcie, jeśli będziesz grzeczny — szepnęła. — Dzisiaj masz tylko to. Palcem. Powoli. I powiedz, czy dalej tego chcesz.
Wsunąłem palec. Ciepło, które nie było tylko jej, objęło mnie. Przywarłem ustami do jej karku.
— Chcę — powiedziałem. — Jeszcze bardziej niż przed jego przyjściem.
Za oknem tramwaj zgrzytnął na łuku. Natalia odchyliła głowę na moje ramię i roześmiała się cicho, już nie z wina.
Część 2 już jutro.