Ewa jeszcze stała za ladą, kiedy Damian wszedł z dwoma kubkami i postawił je tak, żeby nie zasłonić okienka. Apteka była już zamknięta dla ludzi z ulicy, roleta opuszczona do połowy, a ona liczyła recepty jak ktoś, kto woli skończyć, niż myśleć.
– Kawa zimna – powiedziała, nie podnosząc głowy.
– Twoja wina. Mówiłaś, że wychodzisz o szóstej.
– Mówiłam, że spróbuję. W Lublinie po szesnastej wszyscy nagle chorują.
Uśmiechnął się. Miał krótkie włosy i ręce człowieka, który w ciągu dnia dźwiga skrzynki w hurtowni, a wieczorem umie tymi samymi rękami zupełnie co innego. Znali się od wiosny. Po rozwodzie Ewa długo nie chciała nikogo. Potem Damian zaczął przychodzić po maść na kolano i zostawał dłużej, niż wymagała kolejka. Najpierw żarty, potem kolacja na Krakowskim, potem jego mieszkanie przy Lipowej i jej, bliżej Czechowa. Dziś miała wolny wieczór i konkretną sprawę, o której myślała od tygodnia, aż ściskało ją w brzuchu.
Zamknęła kasę, zgasiła światło na zapleczu i wyszła do niego w płaszczu narzuconym na sukienkę; fartuch zdjęła już w magazynie. Pod spodem miała czarną sukienkę, za krótką na dyżur i za przyzwoitą na to, co planowała.
– Jedziemy do mnie – powiedziała. – U ciebie sąsiadka słyszy wszystko przez ścianę.
– U ciebie też słychać windę.
– Winda mnie nie obchodzi. Sąsiadka tak.
W taksówce milczeli dłużej niż zwykle. Jego dłoń leżała na jej udzie, ciężka, ciepła, kciuk sunął pod rąbek sukienki i wracał, jakby sprawdzał, czy Ewa nie zmieni zdania. Nie zmieniła. W lusterku widziała własne usta, umalowane mocniej niż w aptece, i pomyślała, że pierwszy raz od bardzo dawna chce czegoś chce czegoś, czego mąż nigdy jej nie dał: bał się, albo nie chciał, albo uważał, że porządna żona o takie rzeczy nie prosi.
W mieszkaniu zdjęła buty i od razu poszła do kuchni po wodę. Ręce jej drżały. Damian stanął w drzwiach, oparł ramię o futrynę.
– Mów – powiedział cicho. – Bo jak będziesz tak chodzić, rozbiorę cię, zanim powiesz, o co chodzi.
Odwróciła się. Szklanka stuknęła o blat.
– Chcę, żebyś mnie wyruchał w dupę.
Powiedziała to prosto, bo inaczej by się zakrztusiła. Damian się nie roześmiał. Podszedł, wziął jej nadgarstek i przyłożył sobie do ust.
– Pierwszy raz?
– Tak. Z nim nigdy. Sama czasem… palcem. Mało. Chcę z tobą. Wolno. I masz przestać, jak powiem.
– Powiesz, to przestanę. Nawet w połowie. Nawet jak będę już w tobie.
Skinęła głową. Ulga przyszła razem z żarem między udami. Ufała mu. To było prostsze niż wszystkie wyjaśnienia, które układała sobie w głowie nad receptami.
Pocałował ją przy zlewie, długo, aż sukienka podjechała i jego udo wsunęło się między jej uda. Ewa sapnęła mu w usta. Smakował kawą i miętą. Kutas już mu twardniał pod spodniami, gruby, wyraźny, i ocierał się o jej brzuch, kiedy przyciągnął ją bliżej. Złapała go przez materiał, ścisnęła. Damian jęknął jej w szyję.
– Kurwa, Ewa.
– Jeszcze nie. Najpierw mnie rozbierz. I mów do mnie. Chcę słyszeć, co mi zrobisz.
Pociągnął ją do sypialni; na progu potknęła się z niecierpliwości i roześmiała się, krótko, nerwowo. Potem śmiech zgasł. Damian rozpiął jej sukienkę od karku w dół, powoli, i zsunął z ramion. Biustonosz był cienki, cycki pełne, cięższe niż kiedyś, z ciemnymi sutkami, które stwardniały, zanim ich dotknął. Ściągnął miseczki w dół, wziął jeden sutek w usta, ssał, przygryzał delikatnie, a drugą ręką masował drugi cycek, aż Ewa wygięła plecy i złapała go za włosy.
– Lubię, jak się tak prężysz – mruknął. – Lubię twoje cycki. Lubię, jak ciążą w dłoni.
Majtki miała już wilgotne. Ściągnął je po udach i uklęknął. Ewa stała przy łóżku, jedną stopą na dywanie, drugą na jego ramieniu, kiedy wsunął twarz między jej nogi. Język rozdzielił wargi cipki, znalazł łechtaczkę i lizał ją powoli, płasko, potem ostrzej, kółkami. Ewa trzymała się wezgłowia. Słyszała własne mokre odgłosy, jego oddech, skrzypienie deski pod kolanem. Damian wsunął dwa palce w cipkę, zagięte, i poruszał nimi, a język nie odpuszczał. Doszła szybciej, niż chciała, z krótkim, zachrypniętym „tak”, uda jej zadrżały, a sok spłynął mu na dłoń.
Nie wstał od razu. Pocałował wewnętrzną stronę uda, potem niżej, tuż przy cipce, i jeszcze niżej, tam gdzie skóra robiła się ciaśniejsza.
– Tu? – zapytał.
– Tak. Ale najpierw prysznic. I lubrykant. Jest w szufladzie, kupiłam wczoraj, schowałam pod rachunkami, jakbym robiła przemyt.
Roześmiał się cicho, wstał i pocałował ją w usta, słono, od niej samej. W łazience stali pod gorącą wodą dłużej, niż trzeba. Damian mył ją rękami, nie gąbką: kark, cycki, brzuch, tyłek. Namydlone palce zjechały między pośladki i krążyły wokół odbytu, ale nie wchodziły. Ewa oparła czoło o kafel. Serce waliło jej tak, że czuła je w gardle.
– Boisz się? – zapytał przy uchu.
– Trochę. I chcę. Jedno i drugie.
– To dobrze. Jak powiesz stop, stop. Jak powiesz wolniej, wolniej. Jak powiesz mocniej, i tak najpierw sprawdzę, czy naprawdę.
– Nie traktuj mnie jak z porcelany.
– Traktuję cię jak kobietę, której dupa ma być jutro cała. Reszta może być obolała.
W sypialni położył ręcznik na pościeli i kazał jej klęknąć, potem się poprawił: najpierw na plecach, bo chciał widzieć twarz. Ewa legła na ręczniku, kolana ugięte, stopy na materacu. Damian rozebrał się do końca. Kutas stał ciężko, żołądź już wilgotna, żyły wyraźne. Ewa oblizała usta i sięgnęła po niego, ale odsunął jej rękę.
– Potem ci go dam do buzi, jak będziesz chciała. Teraz patrz.
Wziął lubrykant, wylał sobie sporo na palce, rozgrzał w dłoni. Drugą ręką rozchylił jej pośladki. Chłodny żel na odbycie sprawił, że drgnęła. Potem palec krążył, naciskał, nie wchodził. Ewa oddychała przez nos. Czuła własny zapach, jego skórę, lubrykant, trochę mydła jeszcze z łazienki.
– Włóż – powiedziała.
Palec wszedł powoli, do pierwszego knykcia. Ciasno, obco, gorąco. Nie bolało tak, jak się bała. Damian patrzył jej w twarz i poruszał palcem minimalnie, w przód i w tył, aż mięsień przestał się bronić. Dolał żelu. Drugi palec napotkał opór. Ewa syknęła.
– Za dużo?
– Zostań. Nie ruszaj. Kurwa… dobra. Ruszaj.
Dwa palce pracowały wolno, rozciągały ją, obracały się, rozchylały. Damian drugą ręką masował łechtaczkę mokrym kciukiem, kółko za kółkiem. Przyjemność i to dziwne, pełne uczucie zlały się w jedno. Ewa złapała prześcieradło. Kiedy palce zagięły się lekko, jęknęła głośno, bez wstydu.
– O, tak. Jeszcze. Czuję cię aż… nie wiem gdzie.
– Chcę, żebyś czuła, że jesteś pełna – Najpierw palcami. Potem kutasem. Powoli cię rozruszam, Ewa. Pierwszy raz wchodzę ci w dupę i masz to poczuć w całości.
Trzeci palec wszedł dopiero wtedy, gdy sama pociągnęła go za nadgarstek. Zapiekło, ostro, krótko. Zacisnęła zęby, a on znieruchomiał. Po kilku oddechach ból przeszedł w rozpieranie, ciężkie i dziwnie dobre. Palce wychodziły prawie do końca i wracały i mlaskały od lubrykantu. Ewa słyszała to mlaśnięcie, czerwieniła się i jednocześnie rozsuwała uda szerzej.
– Chcę kutasa – powiedziała. – Już. Ale na czworakach. Chcę cię czuć z tyłu i móc powiedzieć, jak za głęboko.
Damian wytarł rękę, nałożył grubą warstwę żelu na kutasa, drugi raz na jej odbyt. Pomógł jej uklęknąć. Tyłek się uniósł, plecy wygięły, policzek na poduszce. Widział wszystko: różową, lśniącą cipkę, ściśnięty odbyt, uda drżące z napięcia. Ustawił żołądź przy wejściu i nie pchał.
– Oddychaj. Wypchnij lekko, jak przy kupie, tylko delikatnie. Nie śmiej się, naprawdę pomaga.
Zaśmiała się mimo wszystko, krótko, i właśnie wtedy mięsień puścił. Żołądź wsunęła się odrobinę. Ewa krzyknęła, nie z samego bólu, z zaskoczenia, jaki jest gruby.
– Stop. Zostań. Kurwa, jaki jesteś duży.
– Jestem. I nigdzie nie wchodzę dalej, dopóki nie powiesz.
Czekał. Kutas tkwił w niej na sam czubek, pulsował. Ewa liczyła oddechy. Ból był ostry przy samym pierścieniu, potem malał. Skinęła, choć nie mógł tego widzieć, więc powiedziała:
– Jeszcze centymetr. I ręka na cipce.
Wszedł odrobinę głębiej. Palce znalazły łechtaczkę. Przyjemność z przodu rozmyła pieczenie z tyłu. Damian poruszał się tak płytko, że to było raczej naciskanie niż ruchanie, a i tak Ewa czuła każdy milimetr. Pot lał się jej po kręgosłupie. On dyszał przez zęby, wolna ręka ściskała jej biodro, nie szarpiąc.
– Więcej – szepnęła.
Kolejny centymetr. I jeszcze. W połowie długości musiała znów kazać mu stanąć. Czuła się nabita, rozwarta, jakby ciało nie mieściło w sobie nic poza nim. Damian pochylił się, pocałował jej łopatkę, mówił cicho, sprośnie i spokojnie.
– Twoja dupa jest ciasna, aż mnie ściska. Wchodzę w ciebie pierwszy raz i będę to pamiętał do śmierci. Jesteś dzielna. Z przodu jesteś mokra, aż mi się palce ślizgają. Chcesz całego?
– Chcę. Wolno. Do końca.
Wchodził, aż jądra oparły się o jej cipkę. Ewa wydała długi, łamiący się dźwięk. Czuła go całego, na granicy tego, czego nie da się znieść, i jednocześnie dokładnie taka, jakiej chciała. Damian nie ruszał biodrami. Tylko palce na łechtaczce pracowały, szybko, zdecydowanie. Doszła znienacka, ostro, inaczej niż zwykle, inny niż zwykle, skurcze biegły wokół kutasa, zaciskały go tak, że Damian zaklął i prawie wyszedł. Został. Ewa trzęsła się, twarz w poduszce, i powtarzała: „zostań, zostań, kurwa, zostań”.
Kiedy fale opadły, powiedział:
– Teraz będę cię ruchał. Krótko. Mów, jeśli za ostro.
Wysunął się do połowy i wsunął z powrotem. Lubrykant mlaskał. Drugi ruch był głębszy. Trzeci już miał rytm, wolny, ciężki. Ewa czuła każdy powrót jak uderzenie ciepła w brzuchu. Ból został gdzieś z boku, przy samym wejściu, tępy, do zniesienia, a w środku rosła przyjemność, gęsta, dziwna, od której chciało się płakać i prosić o więcej. Damian rżnął ją ostrożnie, ale już naprawdę: biodra uderzały o tyłek, jądra obijały się o mokre wargi, oddech rwał mu się przy każdym wbiciu.
– Patrz, jak wchodzi – wychrypiał. – Cały kutas w twojej dupie. Pierwszy raz i wchodzę do nasady. Kurwa, Ewa, jaka ty jesteś.
– Mocniej – powiedziała, sama zdziwiona własnym głosem. – Nie szybciej. Mocniej. Chcę czuć, że mnie pierdolisz, a nie że mnie oszczędzasz.
Przyspieszył tylko trochę, za to każdy ruch dochodził do końca. Łóżko stukało o ścianę. Ewa sięgnęła ręką między nogi, masowała łechtaczkę sama, palce ślizgały się po soku, który ciekł jej po udach. Drugi orgazm zbierał się dłużej, falą, która zacisnęła odbyt na kutasie tak mocno, że Damian wbił się i zamarł, przeklinając, trzęsąc się z wysiłku, żeby się nie spuścić.
– Wyjmij – powiedziała, kiedy mogła mówić. – Chcę widzieć. Chcę cię w ustach, ale najpierw dokończ na mnie. Na tyłku. Chcę to widzieć w lustrze.
W szafie było lustro. Damian podciągnął ją tak, że klęczała bokiem, i patrzyła. Widok był bezwstydny: cycki się kołysały, odbyt zaczerwieniony, otwarty wokół grubego kutasa, który wychodził lśniący i wracał. Ewa nie odwróciła wzroku. Damian rżnął ją jeszcze kilkanaście razy, już bliżej krawędzi, z ręką zaciśniętą na jej biodrze, i wyszedł w ostatniej chwili. Sperma trysnęła na tyłek, gorąca, gęsta, spłynęła w szparę i po udzie. Ewa patrzyła w lustro i śmiała się cicho, zdyszana, zaskoczona własną radością.
Damian opadł obok, przyciągnął ją, nie zważając na bałagan. Całował skroń, szyję, ramię. Przyniósł ciepły ręcznik i wytarł ją delikatnie, sprawdził, czy nie krwawi – nie – i zapytał zwyczajnie, czy boli.
– Trochę piecze – powiedziała. – I jestem z siebie dumna jak głupia. I chcę jeszcze. Nie dziś. Ale chcę.
– Będziemy. Zawsze wolno na początku. Zawsze możesz powiedzieć nie.
Położyła mu głowę na piersi. Za oknem Lublin szumiał tramwajem i czyimś śmiechem na schodach. Ewa zamknęła oczy i czuła jeszcze, jak ciało pamięta jego kształt. Nie żałowała ani jednego słowa, które powiedziała przy zlewie.