To jest część 3 serii. Zacznij od części 1.
– Nie na serwetce – powiedziała Natalia i odsunęła moją rękę od kartki z hotelowego notesu. – Jak mam to potem wygrzebać spomiędzy rachunków, wyjdzie śmiesznie. Mów. Igor i tak słyszy.
Siedział przy oknie, boso, w samych dżinsach, i pił kawę z plastikowego kubka, który przyniosła z dołu. Na firance został ślad wczorajszego światła z ulicy. Pościel zdjęliśmy rano sami, bo plamy były zbyt wymowne, żeby zostawić je sprzątaczce. Leżała teraz zrolowana przy drzwiach łazienki i wciąż pachniała nami trojgiem.
Igor nie udawał, że go nie ma.
– Jeśli mam zostać do niedzieli, chcę wiedzieć, co wolno, a czego nie – powiedział. – Na sali też nie muszę zgadywać, gdzie kogo boli.
Popatrzyłem na Natalię. W mojej koszuli, gołe uda, włosy jeszcze wilgotne po prysznicu. Wczoraj wzięła go drugi raz, ustami i cipką, a ja siedziałem w fotelu, aż sama położyła mi dłoń na kolanie i kazała iść spać na brzegu łóżka, nie między nimi. Obudziłem się od jej oddechu przy karku i od tego, że Igor już stał przy oknie, jakby czekał na nas, nie na windę.
– Zostajesz – odparła. – Ale to nie jest przeprowadzka do naszego życia. To weekend. W poniedziałek wracamy na Jeżyce sami.
Kiwnął. Nie obraził się. To uspokoiło mnie bardziej niż kawa, którą pił.
– Stop zostaje – ciągnęła. – Mówię i koniec, dla was obu. Żadnych zdjęć, żadnych wiadomości do kumpli z siłowni, żadnego „jak tam żona”. Kamil wie wcześniej, zanim wejdziesz do pokoju. Nie zaskakujesz go w drzwiach, nawet gdybym ja chciała. Zgoda?
– Zgoda – powiedziałem, zanim Igor zdążył.
Spojrzała na mnie dłużej.
– I ty też masz zasadę, nie tylko on. Jak zrobi się za ostro, mówisz. Nie zaciskasz zębów do niedzieli, żeby potem mieć do mnie żal. Wstyd wolno ci czuć. Nie wolno ci nim mnie karać.
Gardło mi się ścisnęło. Skinąłem.
– Chcę patrzeć – dodałem. – I chcę, żebyś mówiła, co czujesz, kiedy on jest w tobie. Nie żebyś udawała, że myślisz o mnie.
Igor odstawił kubek.
– A ja nie będę cię pocieszał, jak ci stanie i nie dasz rady usiedzieć. To jej ciało. Biorę je, kiedy ona chce. Twoje jaja to twój problem.
Zaśmiała się krótko, bez złośliwości.
– Jeszcze jedno. W tym pokoju, do niedzieli, kutas Igora ma pierwszeństwo. Dotykasz mnie, kiedy cię zawołam. Nie wsuwasz się, kiedy on wyjdzie, „na szybko, żeby odzyskać”. Jeśli będziesz grzeczny, w niedzielę rano możesz mnie wyruchać sam. Jeśli nie, wracamy tramwajem i śpisz odwrócony.
– A w tygodniu? – spytałem.
– W tygodniu piszę do niego ja, nie ty. Jak przyjdzie na Jeżyce, zasady z kanapy zostają: drzwi, moje słowo, twój fotel albo szpara. Żadnego „może dziś, bo mam nastrój” bez mojej wiadomości. Igor, pasuje ci to?
– Pasuje. Nie będę pukał, kiedy mi stanie po treningu. Napiszesz, przyjdę. Nie napiszesz, rżnę kogoś innego i nie robię z tego tajemnicy, której musisz pilnować.
To zdanie zostało między nami jak coś, czego nie da się cofnąć. Natalia nie odwróciła wzroku.
– Dobrze. Nie jesteś mój na wyłączność. Ja w ten weekend jestem twoja, jeśli mnie weźmiesz. A od poniedziałku znowu jestem żoną Kamila, która czasem chce twojego kutasa. Dacie radę to unieść?
Igor spojrzał na mnie.
– Dam, jeśli on nie zacznie mnie potem mijać na siłowni jak złodzieja.
– Nie zacznę – powiedziałem. I wiedziałem, że to prawda, bo wczoraj, kiedy spuszczał się w nią, nie chciałem mu tego wyrwać. Chciałem widzieć więcej.
Natalia wstała, podeszła i usiadła na poręczy fotela. Ciepło uda przeszło przez materiał spodni. Nie pocałowała mnie od razu. Położyła mi dłoń na karku, jak pacjentowi, któremu trzeba przypomnieć, że ma oddychać.
– Powtórz.
– Stop kończy. Bez zdjęć. Wiesz wcześniej. Mówię, kiedy nie daję rady. Do niedzieli on ma cię pierwszy. Ja czekam na słowo. W tygodniu piszesz ty.
– Igor?
– Słyszałem. Zostaję. I nie mieszam się w wasze małżeństwo poza tym pokojem, chyba że sama mnie wpuścisz.
Pocałowała mnie w skroń, krótko, i zeszła. Pod koszulą nie miała majtek. Kiedy schyliła się po torbę Igora, zobaczyłem cipkę, jeszcze trochę opuchniętą, i kutas drgnął mi tak, że musiałem przestawić nogę.
– Głodni jesteście? – spytała. – Bo ja chcę zjeść coś poza tym dywanem, zanim znowu rozłożę nogi.
Wyszliśmy we trójkę, bez planu, o którym można by opowiedzieć przy recepcji. Natalia w płaszczu, ja we wczorajszej koszuli, Igor z torbą przez ramię, jakby szedł na drugi trening. Na dole minęliśmy kobietę z walizką. Nikt nie patrzył na nas dłużej niż na klucz w jej dłoni. To zabolało inaczej: dla miasta byliśmy nikim szczególnym.
Zjedliśmy pod markizą przy placu, nie na Rynku, gdzie wszyscy się znają. Natalia siedziała między nami. Igor karmił ją frytką z ręki, bez przedstawienia, a ona oblizała mu palec wolniej, niż trzeba do soli. Pod stołem jej stopa znalazła moją. Została.
– Jestem mokra – powiedziała cicho, kiedy kelner odszedł. – Od tej rozmowy o zasadach, nie od frytki. Kamil, jeśli chcesz zawrócić, to teraz. Przy stoliku, nie w windzie.
– Nie chcę zawracać.
– To wracamy. I tym razem nie siadasz od razu. Stoisz przy łóżku, dopóki nie powiem „fotel”. Chcę widzieć twoją twarz z bliska, kiedy Igor wejdzie. Potem siadasz i nie ruszasz ręki, chyba że ci ją dam.
Igor dopił wodę.
– Idę zapłacić. Wy nie kombinujcie w szatni z płaszczami. Chcę ją nagą, zanim zdążycie się rozmyślić.
W pokoju Natalia zdjęła płaszcz, zanim zdążyłem zamknąć drzwi. Koszulę ściągnęła przez głowę i rzuciła na fotel, ten sam, w którym wczoraj przesiedziałem godzinę. Cycki miała cięższe od podniecenia, sutki twarde. Podeszła do mnie, rozpięła mi spodnie i wyjęła kutasa. Nie poruszyła ręką. Trzymała mnie i patrzyła.
– Twardy od kawiarni – stwierdziła. – Dobrze. Masz stać i milczeć, dopóki nie spytam.
Igor zamknął drzwi. Ściągnął koszulkę, dżinsy, został nagi. Kutas miał już ciężki, ciemny, z szeroką główką, którą pamiętałem z wczoraj doskonale. Podszedł do niej od tyłu, objął pod cyckami i przycisnął się do jej tyłka. Natalia westchnęła, ale mnie nie puściła.
– Całuj ją – powiedział do mnie. – W usta. Ja biorę resztę.
Pocałowałem. Język miała szybki, głodny, a jednocześnie czułem, jak biodra odjeżdżają jej do tyłu, na niego. Igor rozsunął jej pośladki i przetarł główką po cipce, bez wejścia. Usłyszałem mokry dźwięk i jej jęk jednocześnie.
– Mów – zażądałem wbrew własnej zasadzie i zaraz ugryzłem się w język.
Natalia oderwała się. Oczy miała ciemne, nie złe.
– Pytałeś, więc odpowiem. Chcę, żeby wszedł, kiedy mnie całujesz. Chcę, żebyś poczuł, jak łamie mi się oddech na twoim języku, bo ktoś inny rozpycha mi cipkę. Zostań blisko. Jeszcze nie fotel.
Igor wszedł jednym pchnięciem. Natalia krzyknęła mi w usta, krótko, i złapała mnie za koszulę. Przez jej ramię widziałem, jak uda przywierają mu do jej tyłka, jak kutas znika cały. Wycofał się i wbił znowu. Plaśnięcie. Potem drugie, cięższe. Łóżko za nimi nawet nie było potrzebne. Stała rozstawiona i brała go na stojąco, a ja trzymałem ją za ramiona, żeby nie poleciała do przodu.
– Kurwa, jaki gruby – wydyszała. – Kamil, słyszysz? Wchodzi i od razu mnie wypełnia. Głębiej niż ty. Nie waż się odsuwać.
Zostałem. Czoło oparła o moje. Oddech miała gorący, urywany przy każdym uderzeniu bioder Igora. Czułem, jak ciało skacze mi w rękach. Zapach uderzył szybko: jej wilgoć, jego pot, ostra woń skóry, którą wczoraj zlizywałem z jej karku, kiedy już wyszedł. Dziś nie wychodził. Dziś miał zostać.
– Palcem – poprosiła. – W dupę. Kamil ma widzieć z bliska.
Igor splunął, rozchylił ją kciukiem i wsunął go powoli, równo z pchnięciem. Natalia zaklęła, ugięła kolana i prawie zawisła na mnie. W szparze między jej udami widziałem, jak kutas wychodzi lśniący, ciągnie nitkę śluzu i wchodzi z powrotem, a kciuk pracuje w odbycie, płytko, pewnie.
– Otwierasz się ładnie – mruknął jej Igor w ucho, ale głośno, dla mnie. – Cipka ściska, dupa bierze. Dojdź tak, na stojąco, na oczach męża. Potem cię położę i spuszczę się tam, gdzie wczoraj, tylko wolniej.
– Tak, jeb mnie, nie zwalniaj – powtarzała. – Kamil, patrz w dół. Patrz, jak znika. Cały. Aż po jaja.
Patrzyłem. Wargi jej cipki oblepiały gruby trzon, rozciągały się, puchły. Przy każdym wyjściu mignęła różowa, mokra głębia. Kutas pulsował mi w jej luźnej dłoni, bo ściskała mnie odruchowo, bez ruchu, jak oparcie. Nie ruszałem biodrami. Bałem się, że jedno pchnięcie w jej pięść uzna za złamanie słowa.
Igor sięgnął wolną ręką do łechtaczki i tarł ją twardo, bez czułości, w rytm swoich bioder. Natalia zaczęła mówić bez składu, brudno, z całej piersi.
– Pierdol mnie, Igor. W tę stronę. Tak. Rozwalasz mi cipkę i chcę tego. Kamil, słyszysz? W tej chwili chcę jego kutasa bardziej niż twojego. Zostaw mnie. Nie, nie odchodź. Zostań. Chcę twoją twarz, kiedy dojdę od niego.
Doszła głośno, z imieniem Igora, czołem wbitym w moją szyję. Cipka pulsowała jej tak mocno, że widziałem skurcze na jego kutasie. Nogi jej zadrżały. Złapałem ją mocniej, pod pachy, i utrzymałem, kiedy Igor nie przestał, tylko rżnął ją przez cały ten szczyt, krótkimi, mokrymi pchnięciami, kciuk w dupie, jaja obijające się o uda.
– Fotel – wychrypiała wreszcie. – Kamil. Siadaj. Ręce na kolanach.
Posadziłem ją właściwie na łóżku, bo sama by nie trafiła, i cofnąłem się. Fotel był ciepły od jej koszuli. Usiadłem. Dłonie na udach. Kutas sterczał mi z rozpiętych spodni, czerwony, nietknięty.
Igor położył ją na plecach, podciągnął uda do piersi i wszedł z góry, po same jaja. Natalia aż uniosła się na łopatkach, potem zaśmiała się krótko, z trudem łapiąc oddech., i spojrzała na mnie.
– Zasada działa – powiedziała. – Siedzisz. A mnie pierdoli trener, którego chcę przez cały ten weekend. Zgoda?
– Zgoda.
Rżnął ją długo, ciężko, każde wejście z wilgotnym mlaśnięciem, które niosło się po politurze. Cycki skakały jej na boki. Wziął jeden do ust, ssał sutek, przygryzał, aż wbiła mu paznokcie w łopatki i zaklęła. Pot spływał mu po kręgosłupie. Okno było uchylone o palec. Z dołu dobiegł tramwaj, ten sam zgrzyt co na Jeżycach, tylko bliżej.
– Głębiej – szeptała, ale tak, żebym słyszał. – Zostań w środku, kiedy będziesz dochodził. Chcę, żeby wyciekło przy nim. Niech widzi, że zasada nie jest na papierze.
Igor złapał ją pod kolanami, złożył mocniej i przyspieszył. Uderzenia stały się głośne, mokre, łóżko biło o ścianę. Widziałem główkę, która wychodziła do połowy i wbijała się z powrotem, śluz na jej udach, na jego jajach. Natalia była blisko drugi raz. Poznałem to po piętach wbitych w jego tyłek i po tym, że przestała składać zdania.
– Ściśnij – wychrypiał. – Chcę spuścić w tę cipkę, kiedy na mnie patrzysz. Nie na niego. Na mnie.
Spojrzała na Igora. I właśnie to, nie sam widok kutasa, wbiło mi się pod żebra. Doszła krócej, z zębami na jego ramieniu, a on stracił rytm, wszedł do końca i został. Jęknął jej w szyję, krótko, z gardła. Biodra drgnęły dwa razy. Spuścił się głęboko. Natalia trzymała go nogami, żeby nie wyszedł za szybko, i oddychała ciężko, jak po dyżurze, tylko bez wstydu.
Leżeli spoceni, sklejeni. Potem wysunął się powoli. Sperma wyszła za nim białą strugą, spłynęła po wargach na poduszkę, niżej, ku odbycie. Natalia nie zacisnęła ud. Obróciła głowę do fotela.
– Podejdź. Ręce przy sobie. Masz popatrzeć i powtórzyć zasadę, skoro ją widzisz, a nie tylko słyszysz.
Wstałem. Nogi miałem nieswoje. Stanąłem przy łóżku. Zapach był gęsty, słony, jej i jego. Położyła moją dłoń tuż nad wzgórkiem, nie niżej, tak jak wczoraj.
– Do niedzieli on ma mnie pierwszy – powiedziałem. Głos miałem suchy. – Ja czekam na słowo. I dalej tego chcę.
– Dobrze. – Odgarnęła włosy z czoła i spojrzała na Igora, który nalewał wodę, już wolniejszy, pewny, że do rana rządzi w tym pokoju. – Zostajesz na noc. Kamil śpi po lewej, ja w środku, ty po prawej. Żaden mnie nie bierze, dopóki sama się do któregoś nie odwrócę. Jak w nocy zachce mi się kutasa, obudzę tego, którego wybiorę. Drugi ma leżeć i słuchać. Umiecie?
Igor podał jej szklankę.
– Umiem.
– Umiem – powiedziałem.
Wypiła, oddała szkło i rozchyliła uda szerzej, nie po to, żeby ktoś wchodził, tylko żeby sperma nie wsiąkła w pościel bez świadka. Za oknem tramwaj znów zgrzytnął na łuku. W pokoju było nas troje i nowa umowa — a jej cipka, otwarta, czerwona, wciąż pełna niego. Natalia zamknęła oczy na chwilę, potem spojrzała na mnie z uśmiechem, który znałem z naszych nocy, tylko ostrzejszym.
– W niedzielę rano, jeśli dotrzymasz słowa, wejdę na ciebie sama – szepnęła. – A do tej pory masz patrzeć, jak z ciebie robię żonę, która wraca do męża mokra od innego. Tak chciałeś. Masz.