Zuzanna odłożyła aparat na skrzynię po jabłkach i złapała Michała za mankiet, zanim zdążył zniknąć w tłumie.
— Zostań. Jeszcze jeden kadr i padnę, a ty i tak uciekasz do baru jak winny.
— Bo jestem winny — odparł, nachylając się tak, że biła od niego wódka z sokiem i coś cieplejszego: skóra po całym dniu w garniturze w garniturze. — Obiecałem pannie młodej, że dopilnuję świadkowej. A świadkowa od godziny patrzy na mnie tak, jakby chciała mnie zjeść, nie sfotografować.
Roześmiała się krótko, gardłowo. Spichlerz w Kazimierzu dudnił od basu. Belki nad nimi były czarne ze starości, ściany pachniały zbożem, winem i rozgrzanymi ciałami. Para młoda już wyszła. Zostały poprawiny, rozluźnione krawaty, bose stopy na deskach i ludzie, którzy przestali udawać, że przyjechali tylko dla przysięgi.
— Patrzę, bo dobrze wyglądasz bez muchy — powiedziała. — A przez cały obiad udawałeś, że nie widzisz, jak ci się przypatruję.
Michał zdjął marynarkę i narzucił ją jej na ramiona, choć w spichlerzu było duszno. Gest wyszedł mu niezgrabnie, prawie intymnie: palce zawadziły o gołą skórę między łopatkami, tam gdzie sukienka się kończyła.
— Widziałem. Dlatego nie usiadłem bliżej. Bałem się, że przy świadkach powiem ci coś, czego nie da się cofnąć.
— Mów.
Spojrzał jej w usta.
— Chcę cię przelecieć. Nie za rok, nie „kiedyś po weselu”. Dziś. Tutaj, jeśli dasz mi znak, że też tego chcesz, a nie tylko flirtujesz, bo wino i muzyka.
Zuzanna nie odwróciła wzroku. Położyła mu dłoń na piersi i poczuła, jak serce bije szybciej niż rytm z kolumn.
— Chcę. I nie jestem pijana na tyle, żebyś mógł się tym zasłaniać. Dwa kieliszki, reszta to sok. Mogę przestać w każdej chwili i oczekuję, że ty też. Zgoda?
— Zgoda — powiedział od razu, poważnie, i dopiero potem uśmiechnął się tym swoim krzywym, weselnym uśmiechem. — Kurwa, Zuzia. Od przysięgi myślę o twoich udach.
Z głośników poszedł wolniejszy bit. Rafał, DJ, stał za konsoletą w rozpiętej czarnej koszuli, ze słuchawkami na szyi, i patrzył na nich bez udawania, że sprawdza poziomy. Kiedy Michał poprowadził ją na skrawek parkietu przy ścianie, Rafał puścił numer, w którym bas wchodził w brzuch, nie w uszy.
Tańczyli byle jak, za to blisko. Jej biodro trafiało w jego udo, jego dłoń zsunęła się z talii na tyłek i została, ciężka, pytająca. Zuzanna przysunęła się mocniej, żeby poczuł, że nie cofa się przed tym dotykiem. Sukienka była cienka. Pod spodem nie miała majtek od chwili, gdy w toalecie na dole zdjęła je i schowała do kopertówki — głupi, odważny pomysł, który teraz przestawał być pomysłem.
— Jesteś mokra? — szepnął jej w ucho.
— Sprawdź, jeśli masz odwagę przy ludziach.
Wsunął dłoń między ich ciała, niby poprawiając jej sukienkę. Palce trafiły w nagą, gorącą cipkę. Zuzanna wciągnęła powietrze przez zęby i oparła czoło o jego ramię, żeby nikt nie widział, jak rozchylają jej się usta. Michał przesunął środkowym palcem wzdłuż szparki, powoli, zbierając wilgoć, i zatrzymał się na łechtaczce.
— Jezu. Cała śliska. I bez majtek na poprawinach. Ty dziwko.
— Twoja dziwka, jeśli nie przestaniesz — odszepnęła. — Albo nasza, bo Rafał gapi się tak, że zaraz zejdzie z budki.
Michał obejrzał się. DJ już nie udawał. Skinął głową w stronę wnęki za kolumnami, tam gdzie stały puste skrzynie i światło z parkietu dochodziło tylko bokiem. Zuzanna też to zobaczyła. Serce jej przyspieszyło, ale nie ze strachu.
— Chcesz go? — zapytał Michał. Palec wciąż krążył, leniwie, bez wchodzenia głębiej. — Mów wprost. Ja chcę patrzeć, jak cię rucha, i chcę sam cię rżnąć. Jeśli ty nie chcesz trójkąta, idziemy tylko we dwoje i tyle.
— Chcę. — Ścisnęła mu nadgarstek i przytrzymała jego rękę przy sobie jeszcze sekundę. — Rafał pytał mnie wczoraj przy próbie światła, czy lubię, kiedy dwóch facetów mówi wprost, czego chce. Powiedziałam, że lubię, ale tylko kiedy sama wybieram. Wybieram was obu. Idź po niego. I niech na moment zamknie mikrofon, bo niech zamknie mikrofon, żeby mój jęk nie poszedł w głośniki.
Michał zaśmiał się cicho, złapał ją za rękę i przeciągnął wzdłuż ściany. Ludzie tańczyli tyłem do nich. Ktoś krzyczał „gorzko” do pary, która już dawno wyjechała. Nikt nie patrzył w ciemny kąt za belkowaniem.
Rafał zszedł, zostawił playlistę i stanął tak, że zasłaniał ich plecami przed salą.
— Wystarczy, słyszałem — powiedział niskim głosem. — Zuzanna, powiedz mi to prosto w oczy. Chcesz, żebym cię dotykał razem z Michałem? Tutaj, na poprawinach, z ludźmi za ścianą?
— Chcę. Oboje możecie mnie pieprzyć. Usta, cipka, tyłek, jak wam powiem. Przerywamy, kiedy którekolwiek z nas powie „stop”. Jasne?
— Jasne — odparł Rafał.
— Jasne — powtórzył Michał i zadarł jej sukienkę do pasa.
Chłodne powietrze spichlerza liznęło mokre wargi. Zuzanna oparła się dłońmi o skrzynię, wypięła tyłek i obejrzała się przez ramię. Michał klęknął od razu. Rozchylił ją kciukami i przywarł ustami do cipki, jakby czekał na to od toastu. Język wszedł między wargi, szeroki, gorący, i polizał od dołu aż pod samą dziurkę. Zuzanna zagryzła własne przedramię, żeby nie krzyknąć. Smakował ją głośno, mlaskał, ssał łechtaczkę i puszczał, a nosem wpychał się między pośladki.
— Kurwa, ale cipka — mruknął, nie odrywając ust. — Słodka i słona. Cała na mnie.
Rafał stanął z przodu, odpiął spodnie i wyjął kutasa. Był gruby, ciemniejszy na żołędzi, już twardy. Ujął jej brodę.
— Otwórz.
Otworzyła. Wziął ją za włosy — nie za mocno, tyle, żeby poczuła — i wsunął żołądź między wargi. Zuzanna oblizała ją dookoła, splunęła na trzon i wzięła głębiej, aż nos prawie dotknął brzucha. Ślina ściekła jej po brodzie. Rafał zaklął cicho i pchnął biodrami, nie na siłę, w rytm, który dyktowała językiem.
Z tyłu Michał wstał. Rozpiął rozporek, przyłożył kutasa do mokrej szparki i przetarł główką wzdłuż niej, smarując się jej sokiem.
— Wchodzę — powiedział.
— Wchodź. Rżnij mnie. Nie drocz się.
Wszedł jednym pchnięciem, do końca. Zuzanna stęknęła z kutasem Rafała w ustach, a dźwięk wyszedł stłumiony, mokry. Michał złapał ją za biodra i zaczął ją jebać miarowo, głośno, tak że plaskanie skóry o skórę mieszało się z basem za belkami. Każde wejście rozpychało ją i uderzało w punkt, od którego miękły jej kolana. Cycki wysunęły się z dekoltu; Rafał złapał jeden, ścisnął sutek, pociągnął.
— Patrz na mnie, kiedy on cię pierdoli — rozkazał łagodnie. — I ssij. Ślina, głęboko, bez wstydu.
Ssała. Obciągała mu, cofała się do żołędzi, znowu brała na gardło, a z oczu leciały jej łzy od głębokiego ssania, nie od płaczu. Michał sięgnął pod nią, znalazł łechtaczkę i zaczął ją trzeć dwoma palcami, szybko, mokro, w tym samym tempie co kutasa. Zuzanna dygotała. Orgazm nadszedł ostro, bez uprzedzenia: cipka zacisnęła się na nim rytmicznie, uda zadrżały, a z ust, pełnych kutasa, wydarł się długi, zduszony jęk.
— Dochodzi — wycedził Michał. — Kurwa, doi mnie. Zuzia, jeszcze.
Nie przestał. Rżnął przez skurcze, głęboko, a ona trzymała się skrzyni i brała obu naraz: ślinę na brodzie, sok na udach, zapach potu i potu i zapowiedzi spermy. Rafał wyjął się z jej ust, żeby mogła odetchnąć.
— Chcę twoją dupę. Wpuścisz mnie?
— Daj mi najpierw palec. I ślinę. Dużo. Potem tak.
Michał wyszedł z cipki, wszedł znowu dwa razy, jakby nie mógł się z nią rozstać, i cofnął się. Rafał napluł jej między pośladki, rozprowadził ślinę kciukiem wokół odbytu i wsunął palec powoli, do pierwszego knykcia, potem głębiej. Zuzanna oddychała przez usta, rozluźniała się, wypinała.
— Drugi — poprosiła.
Wszedł drugi. Rozciągał ją kolistymi ruchami, aż otwór zmiękł i przyjął go bez oporu. Michał stanął z boku, masował sobie kutasa i oglądał jej rozchylony tyłek oraz mokrą, pustą cipkę.
— Piękna dupa — powiedział. — Rafał, weź ją. Ja chcę te usta.
Zamienili się. Rafał przytknął żołądź do odbytu.
— Mów, jeśli za ostro.
— Wchodź. Chcę czuć, jak mnie rozpierasz.
Wchodził centymetr po centymetrze, przytrzymując ją za talię. Najpierw piekło, potem czuła go w sobie całego, ciężko. Kiedy wszedł cały, Zuzanna jęknęła już bez tłumienia, krótko, i zaraz wzięła w usta kutasa Michała, jeszcze lepkiego od własnej cipki. Smakowała siebie na nim i ssała zachłannie, a Rafał zaczął ruszać w jej tyłku: najpierw płytko, potem długimi pchnięciami, aż jądra obijały się o mokre wargi.
— Jebana ciasna dupa — warczał jej w kark. — Bierzesz mnie całego. Słyszysz, jak cię pierdolę przy całym weselu?
Słyszała. Słyszała też śmiech z parkietu, szkło, czyjś toast. Świadomość, że kilka metrów dalej, kilka metrów dalej ludzie tańczą, a ona stoi z sukienką na plecach, z kutasem w gardle i kutasem w dupie, rozpalała ją od nowa. Sięgnęła między nogi i tarła łechtaczkę szybko, mokrymi palcami.
Michał trzymał jej głowę i rżnął usta płytko, żeby mogła oddychać.
— Zaraz ci dojdę na język. Chcesz?
Skinęła, nie puszczając go. Rafał przyspieszył. Uderzenia robiły się chaotyczne, głębsze. Zuzanna doszła drugi raz z palcami na cipce i jego kutasem w tyłku, mocniej niż za pierwszym, aż nogi jej zadrżały i musieli ją podtrzymać. W tym skurczu Rafał zaklął, wszedł do końca i spuścił się w niej gorącymi strugami, trzymając ją przy sobie, aż przestał pulsować.
Wyszedł ostrożnie. Sperma ściekła jej po udzie. Michał wyjął się z ust, obrócił ją twarzą do skrzyni i wszedł w cipkę jednym, mokrym pchnięciem, korzystając z tego, że była rozgrzana i otwarta.
— Ostatnie — wysapał. — Chcę cię zalać. Zgoda?
— Zalewaj. Daj mi wszystko. Jeb mnie, Michał.
Rżnął ją krótko i ostro, dłoń na jej cycku, druga na biodrze. Rafał stał przy jej głowie, głaskał włosy, już miękki, i patrzył, jak świadek traci rytm. Michał stęknął jej imię, wbił się głęboko i doszedł w cipce, długo, trzęsąc się, a ona zaciskała się na nim, dojąc ostatnie krople.
Przez chwilę słychać było tylko ich oddechy i bas z sali. Michał wyszedł powoli. Sperma zmieszała się z jej sokiem i ciekła po wewnętrznej stronie uda. Zuzanna została oparta o skrzynię, czerwona, rozchełstana, z sukienką nadal na pasie. Roześmiała się cicho, ochryple.
— Ktoś ma chusteczkę, czy mam iść między gości z waszą spermą na nogach?
Rafał podał jej paczkę z kieszeni. Michał pomógł jej obciągnąć sukienkę, przyklęknął i wytarł uda starannie, bez wstydu, jakby to była najzwyklejsza rzecz po toastach. Pocałował ją w kolano, potem w usta, długo, smakując siebie i Rafała na jej języku.
— To był dopiero początek — powiedziała, kiedy już mogła stać prosto. — Jeśli myślicie, że na tym kończę poprawiny, to źle mnie znacie. Ale najpierw woda. I zero zdjęć z tego kąta, Rafał. Aparat został na skrzyni, a ja tu wracam tylko po ciebie i po niego.
Michał złapał ją za rękę i splotł palce z jej palcami, mocno.
— Wracaj. Będziemy czekać. I tym razem chcę cię na tej skrzyni na wznak, z nogami na moich ramionach, kiedy on będzie ci ssał cycki. Powiesz „stop” albo powiesz „dalej”.
— Dalej — odparła od razu, patrząc na obu. — Za dziesięć minut. Nie ważcie się tańczyć z nikim innym.
Część 2 już jutro.