Wesele w Kazimierzu – część 2

To jest część 2 serii. Zacznij od części 1.

Zuzanna dopiła wodę przy zlewie za barem i odstawiła szklankę tak mocno, że dno brzęknęło o blachę. W lustrze nad zlewem widziała dekolt, czerwony ślad na obojczyku i jakby ktoś przed chwilą nie zadzierał jej do pasa. Uda miała suche. Między nogami nie.

Wśliznęła się z powrotem do spichlerza, omijając wujka, który właśnie uczył kogoś poloneza pod koniec nocy. Bas przedzierał się przez deski. Rafał stał już przy schodach, nie przy konsolecie. Słuchawki zostawił na pulpicie. Michał czekał o stopień wyżej, z marynarką przerzuconą przez ramię i kluczem w garści.

– Dziesięć minut – powiedziała, stając między nimi. – Liczyłam.

– My też – odparł Michał. – Pokój nad salą jest pusty. Klucz od panny młodej, na wypadek gdyby świadkowie musieli ochłonąć. Nie ochłoniemy.

Rafał spojrzał jej w twarz, nie w dekolt.

– Playlista leci sama. Ludzie są pod nami. Jeśli wolisz dół, zostajemy. Jeśli wolisz górę, idziemy teraz i zamykamy drzwi.

– Górę. – Położyła dłoń na poręczy, między ich dłońmi. – I zanim wejdziemy: to samo, co przy skrzyni. Przerywamy na „stop”. Żadnych zdjęć. Żadnego ściągania kogoś z parkietu, chyba że sama powiem. Jasne?

– Jasne – powiedział Michał.

– Jasne – powtórzył Rafał i puścił ją przodem.

Schody skrzypiały. Na półpiętrze okno było uchylone na sad, ale do środka i tak wchodził zapach wina, zboża i rozgrzanej sali. Im wyżej, tym bas stawał się ciałem, nie muzyką: dudnienie w piętach, mostku, dole brzucha. Zuzanna czuła, jak przy każdym stopniu sukienka ociera nagą cipkę. Wilgoć wracała szybko, głupio, jakby ciało pamiętało skrzynię, choć głowa już nie

Drzwi na końcu korytarza były niskie, malowane olejno, z zasuwką od wewnątrz. Michał otworzył. Pokój miał skos, żelazne łóżko, krzesło i stół, na którym ktoś zostawił niedopitą butelkę i dwa kieliszki. Podłoga drgała w rytm z dołu tak wyraźnie, że szkło dzwoniło.

Zuzanna przekręciła zasuwkę. Metal zgrzytnął o metal i przerwał bas.

– Zostajemy we troje – powiedziała. – Chcę was obu. Powoli na początku, potem ostro. Jeśli któreś z was ma dość, mówi. Ja też.

Michał rzucił marynarkę na krzesło.

– Od toastu chcę cię na wznak. Mówiłem. Nogi na ramionach. On przy cyckach. Nadal tak?

– Nadal. Ale najpierw mnie rozbierzcie, nie zdzierajcie sukienki jak w kącie. Chcę, żebyście się ze mną pieścili, zanim zaczniecie mnie jebać.

Rafał zaśmiał się cicho, nisko.

– Cackać się umiem. Potem już nie obiecuję.

Stanął za nią. Suwak zjechał od karku do krzyża, ząbek po ząbku. Chłodne powietrze liznęło spocone plecy. Michał kucnął i ściągnął jej sandały, potem pocałował wewnętrzną stronę kolana, tam gdzie wcześniej wycierał ją chusteczką. Zuzanna wciągnęła powietrze. Ten pocałunek był gorszy niż chamski, bo był czuły i brudny zarazem.

– Pachniesz jeszcze nami – mruknął Michał w jej skórę. – I sobą. Znowu mokra?

– Sprawdź.

Wsunął dłoń pod sukienkę, która i tak opadała jej z ramion. Palce trafiły w gorącą szparkę. Zuzanna oparła się o ramię Rafała i rozchyliła uda. Michał rozmazał wilgoć po wargach, wolno, bez wchodzenia, i uniósł palce do światła żarówki.

– Cała. Kurwa, Zuzia.

– To przez schody – powiedziała. – I przez to, że słyszę, jak pod nami ktoś krzyczy „gorzko”, a ja stoję bez majtek przed dwoma kutasami, których już dzisiaj brałam.

Rafał zsunął jej sukienkę do kostek. Została naga pod skosem dachu, z cyckami ciężkimi od tańca i sutkami twardymi od chłodu oraz od ich wzroku. Nie zasłoniła się. Michał wstał, objął ją w pasie i posadził na skraju łóżka. Rafał zdjął koszulę. Michał rozpiął spodnie, ale nie wyjął się od razu. Czekali. To czekanie podniecało mocniej niż pośpiech przy skrzyni.

Z dołu poszła wolniejsza piosenka. Ktoś zaśmiał się tuż pod oknem korytarza. Zuzanna przełknęła ślinę.

– Słyszą nas?

– Ściany są grube – powiedział Rafał. – Deski nie. Jeśli krzykniesz, może dojść do schodów. Chcesz ciszej?

– Chcę, żebyście mnie zagłuszali własnymi głosami, zamiast żebym udawała zakonnicę. Ale drzwi nie otwierajcie.

Michał klęknął między jej kolanami i rozsunął je szerzej, kciukami na wewnętrznej stronie ud.

– Patrz na mnie.

Patrzyła. Rozchylił ją i polizał od odbytu aż po łechtaczkę, szerokim, mokrym językiem, bez wstępu. Zuzanna złapała go za włosy. Drugie liźnięcie było wolniejsze, trzecie już krążyło przy czubku, aż biodra same poszły do przodu. Rafał usiadł za nią na łóżku, piersią do jej pleców, i ujął cycki od spodu. Ściskał, ważył, potem złapał sutki między palce i pociągnął lekko, w rytm języka Michała.

– Mów, co czujesz – szepnął jej w ucho Rafał. – Wprost.

– Jego język na cipce. Twoje ręce na cyckach. I że zaraz będę was błagać, żebyście mnie rżnęli, a jeszcze nawet nie widzę waszych kutasów.

– To się da naprawić.

Michał wstał, oblizał wargi i rozpiął rozporek do końca. Kutas stanął twardy, z żyłą pod brzuchem i główką już mokrą. Rafał wstał z łóżka, zdjął spodnie. Był grubszy, ciemniejszy, taki jak przy skrzyni, i już gotowy. Zuzanna objęła po jednym w każdą dłoń. Skóra była gorąca, ciężar znajomy. Pociągnęła raz, drugi, ścisnęła u nasady i puściła, żeby zobaczyć, jak obaj drgną.

– Na łóżko – powiedziała. – Michał, tak jak chciałeś. Rafał, do cycków, do ust, gdzie ci każę. Wchodzicie dopiero, kiedy powiem „wchodź”.

Położyła się na wznak. Pościel pachniała cudzym proszkiem i odrobiną wina. Michał złapał ją pod kolana i zarzucił sobie nogi na ramiona, aż tyłek oderwał się od materaca, a cipka otworzyła się pod żarówką. Rafał pochylił się nad jej piersiami. Wziął jeden sutek w usta, ssał mocno, drugim tarł kciukiem. Zuzanna westchnęła i sięgnęła w dół, rozchyliła się dwoma palcami.

– Widzisz, jaka jestem? Od was. Od tej sali pod nami. Wchodź, Michał. Rżnij mnie. Nie drocz się główką.

Przetarł żołędzią wzdłuż szparki, raz, zbierając sok, i wszedł. Nie jednym szarpnięciem jak przy skrzyni, tylko długim, pełnym pchnięciem, aż jajami oparł się o nią. Zuzanna otworzyła usta. Wydała z siebie niski, mokry dźwięk. Rafał podniósł głowę.

– Za głośno?

– W sam raz – wysapała. – Jeszcze. Głęboko. Chcę czuć, jak mnie rozpychasz, kiedy on ssie.

Michał zaczął ruszać. Powoli, do końca, wycofując się prawie całkiem i wchodząc znowu, tak że słychać było mlaśnięcie jej cipki pod basem z dołu. Każde wejście uderzało w punkt, od którego miękły jej palce u stóp. Rafał zszedł ustami niżej, lizał rowek między cyckami, potem wrócił do sutka i przygryzł na tyle, żeby sapnęła, nie żeby zabolało ostro. Sprawdził spojrzeniem. Skinęła.

– Mocniej ssij. I mówcie do mnie brudno. Oboje.

– Twoja cipka jest ciasna jak przedtem, choć już cię dzisiaj spuściłem – wycedził Michał, łapiąc ją za biodra. – Mokra, gorąca, doi mnie przy każdym wejściu. Słyszysz salę? Oni tańczą, a ja cię pierdolę na żelaznym łóżku.

– A ja chcę twoje usta, kiedy on cię jebie – dodał Rafał. – Otwórz.

Otworzyła. Wsadził jej żołądź na język. Oblizała dookoła, splunęła, wzięła głębiej, aż ślina ściekła jej w kącik ust i na poduszkę. Rafał trzymał jej włosy luźno, dawał rytm, nie wbijał na siłę. Michał przyspieszył. Plaskanie skóry o skórę weszło w ten sam takt co bas. Łóżko stukało o ścianę, żelazo o tynk, krótko, nierówno.

Zuzanna cofnęła się z kutasa, żeby złapać oddech.

– Zamieńcie się, zanim dojdę. Chcę Rafała w cipce, a ciebie, Michał, w ustach. I palec w dupie. Ślina, nie pośpiech.

Michał wyszedł z mlaśnięciem. Przez sekundę czuła pustkę i zimno powietrza na rozwartej szparce. Rafał zajął jego miejsce, uniósł jej nogi wyżej i przytknął grubszą główkę do wejścia.

– Wchodzę.

– Wchodź. Rozpieraj mnie.

Wszedł ciaśniej niż Michał, centymetr po centymetrze, aż Zuzanna złapała prześcieradło. Kiedy był cały, zastygł, dając jej oswoić grubość. Potem ruszył, głęboko, miażdżąc łechtaczkę kością łonową przy każdym dobiciu. Michał stanął przy jej głowie, kutas lepki od jej soku. Wzięła go w usta od razu, smakowała siebie, ssała zachłannie, a wolną ręką ściągnęła Rafała bliżej.

– Palec – przypomniała, puszczając na moment żołądź.

Michał napluł na dwa palce, sięgnął pod nią i rozprowadził ślinę wokół odbytu. Pierwszy wszedł powoli, do knykcia. Zuzanna rozluźniła brzuch, wypchnęła się na niego. Drugi dołączył, kiedy kiwnęła głową. Rozciągał ją kolistymi ruchami, w tym samym tempie, w jakim Rafał ją rżnął. Pełnia była ostra, dobra, na granicy bólu. Jęknęła z kutasem w gardle.

– Stop na sekundę – powiedziała nagle, wyraźnie.

Obaj znieruchomieli. Rafał został w niej, ale nie pchnął. Michał wyjął palce.

– Za dużo? – zapytał Rafał.

– Nie. Za dobrze, i chciałam sprawdzić, czy staniecie. Stoicie. Dalej. Oba palce. I nie przestawajcie. Michał niech ssie, Rafał niech mnie jebie mocniej.

Roześmiali się krótko, bez złośliwości, i wrócili. Rafał złapał ją za uda i zaczął wchodzić ostrzej, tak że łóżko znowu stuknęło o ścianę. Michał wsunął palce z powrotem, a ustami zszedł do jej cycka, bo przy głowie nie mieścił się jednocześnie z własną ręką. Ssał sutek, rżnął jej odbyt palcami i patrzył, jak Rafał znika w cipce.

Orgazm nadszedł od tego patrzenia i od tarcia. Zuzanna sięgnęła między nogi, przycisnęła łechtaczkę dwoma palcami i potarła szybko, mokro, bez wstydu. Cipka zacisnęła się na Rafale rytmicznie. Krzyknęła jego imię, potem Michała, krótko, i od razu zagryzła własne ramię, bo dźwięk poszedłby w schody. Uda zadrżały na ramionach Rafała. Przez skurcze rżnął dalej, płycej, jak prosiła spojrzeniem, aż fala opadła.

– Kurwa, doi – warczał. – Jeszcze trochę i się w tobie spuszczę. Chcesz w cipce czy na brzuchu?

– W cipce. Ale nie teraz. Chcę was obu naraz, skoro palce już weszły. Michał w dupie, ty zostajesz. Powoli. Jak powiem „stop”, wychodzicie.

Michał spojrzał jej w oczy.

– Na pewno? Po tym, co było na dole, dupa może być wrażliwa.

– Na pewno. Dużo śliny. I patrzcie na mnie.

Rafał położył się na łóżku i wciągnął ją na siebie. Usiadła na jego kutasie, wzięła go z powrotem w cipkę i nachyliła się, cyckami do jego piersi, tyłkiem do Michała. Rafał przytrzymał ją za talię.

– Oddychaj. Ja nie ruszam, dopóki on nie wejdzie.

Michał ukląkł za nią. Napluł hojnie, rozprowadził ślinę kciukiem, wsunął palec, drugi, rozciągnął, aż otwór zmiękł. Potem przytknął żołądź.

– Wchodzę.

– Wchodź. Chcę czuć obu.

Najpierw piekło, ostre, znajome. Potem główka minęła opór i wszedł dalej, centymetr po centymetrze, a ona sapała w szyję Rafała i rozluźniała się świadomie, wypinając. Kiedy Michał był cały, znieruchomiała między nimi, pełna tak, że aż zakręciło jej się w głowie. Pod nimi sala grała dalej. Ktoś klasnął. Ktoś krzyknął imię panny młodej. Zuzanna roześmiała się ochryple.

– Pierdolcie mnie. Wolno. Potem tak, jak wam każę.

Rafał pchnął w górę. Michał cofnął się i wszedł w tyłek w przeciwnym takcie, żeby nie zgniotło jej naraz. Potem złapali wspólny rytm: jeden wchodzi, drugi prawie wychodzi. Zuzanna jęczała im w skórę, w poduszkę, w otwarte usta Rafała, kiedy ją pocałował. Pocałunek smakował winem i jej cipką. Sięgnęła między ciała i tarła łechtaczkę, śliską od soku, który ciekł na jądra Rafała.

– Jebana ciasna dupa – mruknął Michał jej w kark. – I cipka, która bierze go całego. Słyszysz, jak cię rżniemy nad całym weselem?

– Słyszę. Mocniej. Chcę dojść z wami w sobie.

Przyspieszyli. Łóżko biło o ścianę już bez rytmu: żelazo, deska, bas. Zuzanna przestała tłumić każdy dźwięk. Został jej zduszony, ciągły jęk i słowa, które wychodziły same:

– Tak. Głębiej. Nie wyjmuj. Jebcie mnie, obaj, kurwa, nie przestawajcie.

Drugi orgazm złamał ją w pasie. Zacisnęła się na obu, uda zadrżały, palce wbiły się w ramię Rafała. Krzyknęła w jego usta. Michał zaklął, stracił takt, wszedł do końca w odbyt i spuścił się gorącymi strugami, trzymając ją za biodra, aż przestał pulsować. Rafał, przygnieciony jej skurczem, stęknął jej imię, pchnął w górę jeszcze dwa razy i doszedł w cipce, długo, trzęsąc się pod nią.

Zostali tak, spoceni, aż oddechy zrównały się z basem. Michał wyszedł pierwszy, ostrożnie. Potem ona uniosła się z Rafała. Sperma ciekła z cipki na uda i z odbytu cienką, ciepłą strugą na pościel. Zuzanna klęknęła między nimi, oparła czoło o udo Michała i roześmiała się cicho.

– Woda jest na dole. A ja znowu mam was na nogach.

Rafał wstał, nagi, i podał jej ręcznik z krzesła, znaleziony pod marynarką. Wytarł ją sam, powoli, od ud do pośladków, bez wstydu i bez pośpiechu. Michał podał jej sukienkę, ale nie narzucał.

– Zostajemy jeszcze? – zapytał. – Czy schodzisz?

Zuzanna usiadła na skraju łóżka, naga, z czerwonymi kolanami i spokojnym, zmęczonym uśmiechem. Z dołu ktoś znowu krzyknął „gorzko”. Spojrzała na obu.

– Zostajemy, aż playlist się skończy. Potem zejdę jako świadkowa, nie jako wasza dziwka z poprawin. Chyba że przed zejściem powiem „dalej”. Na razie dajcie mi pić i połóżcie się koło mnie. Ręce na mnie. Obie pary. I zero zdjęć, Rafał. Aparat został na dole, przy skrzyni.

– Zostanie tam – powiedział Rafał i zgasił górne światło, zostawiając tylko szczelinę z korytarza.

Michał splótł palce z jej palcami, tak jak na dole, mocno.

– Jak powiesz „dalej”, wejdę znowu. Jak powiesz „stop”, śpimy. Albo tańczymy. Twoje.

– Wiem – odparła i przyciągnęła ich bliżej, słuchając, jak sala pod podłogą żyje dalej bez nich. – Dlatego wam ufam. I dlatego to jeszcze nie koniec wesela.

← Wesele w Kazimierzu – część 1 · Część 3 już jutro.

Przeczytaj też